Dodany: 2014-11-27 21:20|Autor: PolecaneOpiekun BiblioNETki

2 osoby polecają ten tekst.

Zapowiedź: „Jeden Bóg” Katarzyny Mlek


 

Pamiętacie świetną powieść Katarzyny Mlek pt.„Zapomnij patrząc na słońce”? (Recenzje: Zapomnisz... Zapomnisz...Ptak z piekła rodem?). Wkrótce w księgarniach pojawi się nowa książka tej autorki, pt. „Jeden Bóg” 

 

Gdzieś pod Łodzią powstaje megalopolis, w którym spełniają się wszystkie czarne wizje przeciwników klonowania i GMO. Liczba ofiar – tych, którzy stają na drodze postępu czy też muszą się poświęcić w imię nauki – sięga tysięcy. Tak w skrócie przedstawia się fabuła nowej powieści Katarzyny Mlek „Jeden Bóg” (Rozpisani.pl), która już niebawem w księgarniach.

Za Genesis, bo tak nazywa się korporacja, wokół której powstaje imperium, stoi jeden człowiek: zdolny genetyk Miran Zieliński. Sfrustrowany brakiem rozwoju w dotychczasowej pracy w Austrii, wraca do Polski. Korzystając z pomocy finansowej zamożnego kochanka tworzy firmę, której celem jest przedłużanie w nieskończoność ludzkiego życia. Bezwzględny, zdeterminowany, cechujący się nieprzeciętną inteligencją i wiarą we własne możliwości, nie cofnie się przed żadnym drastycznym eksperymentem. Zadziwiające jest jednak to, że nikt mu w tym nie przeszkadza. Ludzie zachowują się biernie, wierzą, że jest ich wybawcą. Szalony genetyk zmienia świat, który znamy. A rzecz dzieje się w Polsce, która staje się światową potęgą w przemyśle biotechnologicznym, dzięki czemu bogacą się wszyscy mieszkańcy.

Zaskakujące zwroty akcji i liczne odniesienia do odkryć naukowych prowadzą czytelnika w stronę kuszącej, przerażającej, a jednocześnie bardzo prawdopodobnej wizji przyszłości, w której jednej korporacji udaje się zdobyć niemal nieograniczoną władzę nad światem.

Pracując nad „Jednym Bogiem” Katarzyna Mlek (rocznik 1977) stworzyła 36 kompletnych wersji powieści – w sumie 23 miliony znaków. Finalnie zostawiła niecałe 600 tysięcy. Zdaniem drugiego redaktora – nie ma w książce postaci, które można polubić. Wszyscy są uparci i skoncentrowani na robieniu pieniędzy. Autorka wykorzystała w niej jedną prawdziwą sytuację ze swojego życia. To scena, w której ginie dalmatyńczyk jednej z bohaterek. Ponadto można się wiele dowiedzieć na temat GMO i tego do czego zmierzają manipulacje genetyczne. 

 

 

Fragment powieści

„Jeden Bóg” 

 

Ubrał się starannie. Poszedł piechotą, od czasu do czasu spoglądając na swoje odbicie w szybach wystawowych. Podobało mu się to, co widział, zwłaszcza czerwony krawat. W końcu stał się sobą, takim, jakim planował być.

Ostatni raz sprawdził, jak leży granatowy garnitur od Brooks Brothers, przechodząc przez drzwi hotelu, w którym odbywała się konferencja. Uznał, że Andreas będzie z niego zadowolony. Belg nie znosił flanelowych koszul, sztruksowych marynarek i trampek, w których kiedyś gustował Mirek. Bez pytania Andreas po prostu się ich pozbył i zapełnił szafę kolegi koszulami Rage Age, swetrami Polo i skórzanymi butami. Mirek czuł się z tego powodu skrępowany, ale szybko przestał. Teraz przesunął na środek krawat i poprawił poszetkę. Na srebrnym patku philippie sprawdził godzinę – zdążył przed czasem. Znów zerknął na swoje odbicie. „Jak ja w ogóle mogłem uważać flanelową kratę za stylową? Żeby to chociaż był element hipsterskiego luzu…” – pomyślał zażenowany i wszedł do środka.

Sylwię wypatrzył zaraz przy drzwiach. Oparta o framugę, w dłoni trzymała na wpół opróżniony kieliszek z szampanem. Podszedł i dotknął jej ramienia.

– To nasz bilet do wielkiego świata – powiedział. Drgnęła, zaskoczona powitaniem. Szampan w naczyniu zafalował i zasyczał.

– Cześć! – odparła. – Co mówiłeś?

– Że to nasz bilet do wielkiego świata. Ten, na kogo właśnie patrzysz. Cześć! – uśmiechnął się i już zamierzał sięgnąć po alkohol, którym częstował ubrany we frak kelner, gdy ostatecznie rozmyślił się, widząc, że Sylwia oddała swój kieliszek.

– Co? Nie rozumiem. Co jest biletem? – zapytała znowu.

– Nie co, tylko kto. On. Andreas Maes – odparł Mirek, wskazując kierunek krótkim ruchem głowy.

Pośrodku, pomiędzy dwoma dobrze ubranymi wysokimi kobietami, stał atrakcyjny mężczyzna. Rozmawiał z jednym z profesorów TransGenu, współpracownikiem Mirka, którego Sylwia znała z widzenia i nie lubiła – był do szpiku kości przesiąknięty uprzejmą nienawiścią do wschodnich nacji, i to z jego powodu obydwoje, Sylwia i Mirek, na dobre utknęli w hierarchii krępującej ruchy austriackiej spółki badawczej. Naukowiec patrzył głównie na dziewczyny, które Andreas zdawał się ignorować. Nieuważnie słuchał wywodu rozmówcy i jednocześnie rozglądał się po sali. Zauważył Mirka i zatrzymał na nim wzrok. Mrugnął w niemal niezauważalny sposób, dając znak, aby podszedł i przerwał rozmowę, na którą Andreas nie miał ochoty. Mirek zrozumiał.

– Chodźmy! – rozkazał i ruszył przed siebie, a Sylwia za nim.

– Cześć! Miło cię widzieć! – przywitał go Andreas, przerywając profesorowi w pół zdania. Starszy mężczyzna był jego zachowaniem oburzony, ale Maes udawał, że tego nie widzi. – Świetnie wyglądasz! – pochwalił Mirka, znowu się uśmiechnął i wykonał gest oznaczający coś smakowitego – szybkie pocałowanie opuszków palców. Sylwia była zażenowana. Po dziedzicu belgijskiej fortuny zbitej na przemyśle wydobywczym spodziewała się większej powściągliwości.

– Cześć! – odpowiedział Mirek. – Też się cieszę, że cię widzę! – stanął bardzo blisko Belga i delikatnie przesunął dłonią po jego plecach. Andreas na moment chwycił ją i mocno ścisnął.

– Czy to Satia? – zapytał, zwracając się po trochu do Mirka, po trochu do Sylwii. Odruchowo chciała skorygować pomyłkę. „Sylwia, nie Satia” – niemal wyrwało się z jej ust, ale powstrzymało ją spojrzenie kolegi. „Cicho”.

– Tak, to ja – powiedziała i wyciągnęła dłoń. Uścisnęła rękę Maesa i uśmiechnęła się.

– Miran dużo mi o tobie mówił. Same superlatywy! – zaśmiał się Belg.

„Aha, czyli już obydwoje zostaliśmy przechrzczeni” – pomyślała Sylwia. Zaśmiała się również.

– Na pewno przesadzał – zażartowała.

– Jestem pewien, Satio, że nie – odparł Andreas, który najwyraźniej dobrze opanował sztukę konwersacji. Sylwia pokiwała z uznaniem głową.

– Chodźmy do naszego stolika – zaproponowała, nie dając się oczarować miłymi słowami. – Zaraz się zaczyna.

– Chętnie! – odparł Andreas. – Miran, prowadź!

Usiedli z boku, razem z kilkoma osobami z działu zajmującego się środkami ochrony roślin. Pestycydowcy zajęci byli własnymi sprawami, więc Satia, Miran i Andreas poprzestali na zdawkowym powitaniu. Na rozmowy i tak nie mieliby czasu. Kelner zdążył nalać wody i zapytać, czy czegoś jeszcze potrzebują, gdy na ekranie z tyłu sceny pojawił się zwiastun prezentacji. Zza przepierzenia wyszedł na podwyższenie dyrektor TransGenu. Zbliżył się do mikrofonu, chrząknął w zwiniętą dłoń, poprawił marynarkę i rozpoczął od wylewnego powitania, podczas którego technicy ściemnili światło. Sylwia zauważyła, że Mirek i Andreas przysunęli się bliżej siebie. Szeptali coś, czego nie mogła usłyszeć, niemal ocierając się o siebie policzkami.

– Co z naszymi planami? – dotarło do jej uszu pytanie Mirka.

– Pożyjemy, zobaczymy – odparł Maes i napił się wody.

 

 

Oprac. Sylwia_

Źródło: inf. prasowa, materiały wydawcy

 

 

 

 

 

 

Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: