Dodany: 2014-07-23 18:58|Autor: maggie.p

Cztery kobiety... cztery historie... dużo olśnień


[Recenzja zawiera szczegółowe opisy niektórych wątków fabuły]

Przyznam się, że lekturę powieści Ałbeny Grabowskiej-Grzyb "Coraz mniej olśnień" rozpoczynałam pełna obaw. Otrzymałam ją od Autorki z prośbą o przeczytanie i wyrażenie swojej opinii. I co ja bym biedna napisała, gdyby książka nie przypadła mi do gustu? Ja wiem… szczerość przede wszystkim, ale wyszukiwanie na siłę pozytywów nie leży w mojej naturze. A wypowiedzieć się negatywnie o pracy kogoś tak sympatycznego, jak Ałbena, nie należałoby do przyjemności. A ja przecież nie wiedziałam nic o Jej pisarstwie, Jej piórze, Jej możliwościach. No, ale słowo się rzekło… lekturę czas zacząć. I wiecie, co? Jestem bardzo zadowolona, że dzięki przypadkowi miałam możliwość poznać tak świetną powieść i kolejną polską współczesną pisarkę dopisać do listy moich ulubionych.

Ałbena Grabowska-Grzyb jest z zawodu lekarzem - neurologiem epileptologiem, a w zasadzie powinnam napisać - doktorem nauk medycznych. Pracuje w Szpitalu Dziecięcym w Dziekanowie Leśnym, pełni funkcję sekretarza Polskiego Towarzystwa Epileptologii. Jest autorką wielu prac naukowych, za które niejednokrotnie otrzymywała nagrody. Prywatnie jest matką trójki dzieci, właścicielką trójki kotów i nie wyobraża sobie życia bez pisania. Ma na swoim koncie już parę książek dla dzieci i kilka powieści dla dorosłych czytelników, a w zasadzie czytelniczek, bo Jej twórczość kwalifikuje się do gatunku literatury kobiecej. Chyba nie do końca się z tym zgadzam, ale cóż… panowie, którzy tego nie przeczytają, nie wiedzą, co tracą…

Trzy kobiety – Lena, Maria i Alina. Trzy różne osobowości, trzy odmienne charaktery, trzy historie. Na pozór zupełnie ze sobą niezwiązane, bo co może łączyć stylistkę, dziennikarkę i kucharkę?

Lena jest stylistką, a przynajmniej za nią się uważa. Właśnie została wyrzucona z pracy w prestiżowym modowym magazynie „Twoja Moda”, gdzie była zatrudniona jako asystentka stylistki i gdzie planowała dojść do stanowiska dyrektora artystycznego. Jak widać, skromność na pewno nie należała do cech tej dziewczyny. Powód zwolnienia? Bardzo prozaiczny – nasza Lenka "zapomniała" oddać do sklepu ubrania wypożyczone na sesję zdjęciową. I jak teraz dziewczyna poradzi sobie w życiu? Jak powiąże koniec z końcem? Nie ma żadnych oszczędności, a przecież trzeba z czegoś żyć, zapłacić za wynajmowane mieszkanie, a i do garnka od czasu do czasu coś wrzucić. I tak Lena zostaje, po paru nieudanych próbach pracy w charakterze stylistki, towarzyszką niewidomej dziewczyny Eli.

Maria, dziennikarka pracująca w podrzędnym "szmatławcu", jeszcze niedawno jedna z bardziej znanych i lepiej zarabiających dziennikarek w kraju. Każdy jej wywiad, artykuł, reportaż był hitem. Zajmowała się politycznym dziennikarstwem śledczym i jak nikt inny potrafiła wyciągać na światło dzienne różne "grzeszki" posłów, ministrów, dyrektorów ważnych przedsiębiorstw. Wszyscy się jej bali, a raczej jej pytań, jej języka, jej wyroków. I pewnie nadal cieszyłaby się sławą i uwielbieniem mediów, gdyby nie jeden błąd, jeden incydent, jedna prowokacja, która doprowadziła jej rozmówcę w randze wiceministra do samobójczej śmierci. Ale Maria widzi przed sobą szansę na powrót na najwyższe miejsce na podium, a tą szansą jest jej przyjaciółka, która nie żyje od paru lat, a którą właśnie... spotkała na ulicy. Maria nie spocznie, dopóki jej nie odnajdzie i nie opisze jej historii w książce, która stanie się bestsellerem i pozwoli jej wrócić na należne jej miejsce w dziennikarskim świecie.

I trzecia z nich – Alina. To ona była przyjaciółką Marii i ona właśnie "zginęła" parę lat temu w wypadku autobusu. Teraz jest panią Krysią i pracuje w jednym z praskich barów. Lepi pierogi, piecze pasztety i wymyśla inne smakołyki. Jest dobrą kucharką, tyle że przed swoim zniknięciem była lekarzem, miała dom, rodzinę męża, dzieci. Dlaczego zostawiła to wszystko i postanowiła uciec, pozorując swoją śmierć? Dlaczego z eleganckiej, zadbanej, podobającej się mężczyznom kobiety stała się przygarbioną, zaniedbaną starszą panią, na którą żaden z jej wcześniejszych kochanków nie zwróciłby uwagi?

I jest jeszcze czwarta – Ela, czy raczej Ślepella, jak ją w myślach nazywa Lena. Młoda, niewidoma poetka, do której trafiła Lena w charakterze opiekunki, czy raczej "damy do towarzystwa". Ela nie jest niewidoma od urodzenia, wzrok straciła pod wpływem stresu po śmierci swojej matki. Mimo swojego kalectwa jest bardzo atrakcyjną dziewczyną, a do tego jedyną z tej czwórki, która od razu wzbudza sympatię. Przynajmniej moją.

Ela jest zarazem jedyną z naszych bohaterek, której nie poznajemy z narracji bezpośredniej – pierwszoosobowej. Poznajemy ją z opisu jej działań, zachowania, poglądów, sytuacji rodzinnej, pisanych przez nią wierszy, głównie dzięki relacji Leny. To ona opowiada nam o swoich stosunkach z młodą poetką, u której pracuje i z którą w końcu nawet się zaprzyjaźnia. Przy tym wszystkim Ela nie wzbudza współczucia i nie na nim Autorka buduje nić sympatii do tej postaci. Wynika to z jej charakteru, z siły tej młodej kobiety, która nie poddaje się, stara się radzić sobie w życiu mimo niepełnosprawności i w końcu odnosi sukcesy. A my jej w tym kibicujemy i cieszymy się z pozytywnego światełka, jakie rozbłyśnie na jej drodze.

Inaczej nieco sprawa wygląda z Leną. Ta bardzo niejednoznaczna i najbardziej kontrowersyjna postać w całej powieści nie od razu jest przez nas oceniana pozytywnie. Wręcz przeciwnie… na początku nie daje się polubić. Jest cyniczna, zapatrzona w siebie, dążąca do celu po trupach. Mężczyzn traktuje przedmiotowo, wykorzystując ich do osiągnięcia różnego rodzaju korzyści. A zemścić się, czy kogoś zaszantażować - nie stanowi dla niej większego problemu. Ale Lena wraz z kolejnymi kartkami powieści zmienia się, jej metamorfoza jest niesamowita i bardzo intrygująca. Prawdę mówiąc, nie przypominam sobie żadnej książki, gdzie główna bohaterka ulegałaby aż takim przemianom. Może to się nawet wydawać aż mało realne, ale Autorka zadbała o to, żebyśmy w to uwierzyli i przyjęli za pewnik, że taka zmiana jest jak najbardziej możliwa.

Ałbena Grabowska potrafiła bowiem w taki sposób wykreować swoje bohaterki, że nikt nie jest w stanie podważyć ich prawdziwości. Te kobiety żyją wśród nas, przechodzą obok nas na ulicach, mieszkają w znajomych kamienicach na Pradze, siadają przy sąsiednim stoliku w kawiarni, borykają się z podobnymi jak my problemami, pod wpływem okoliczności i wpływu innych osób zmieniają swoje zachowanie. Realizm i jeszcze raz realizm. Jestem pełna podziwu, iż można w tak genialny sposób opisać cztery kobiety i nadać im tak bardzo indywidualne cechy, a jednocześnie tak mocno osadzić w rzeczywistym świecie. Do tego potrzebny jest niebywały talent, umiejętność obserwowania innego człowieka oraz świetne, lekkie pióro.

Nie tylko w kreowaniu postaci Ałbena jest perfekcjonistką. Także fabuła powieści została poprowadzona z niebywałą konsekwencją i sprawnością. Na początku może się wydawać, że mamy do czynienia z czterema historiami, którym daleko do wspólnego mianownika. Ale to wszystko pozory, bo wchodząc coraz głębiej w fabułę, przewracając kolejną kartkę, zaczynamy zauważać najpierw cienkie, delikatne nitki łączące poszczególne wątki, które na końcu stają się grubą, mocno splecioną liną i doprowadzają nas do zakończenia wbijającego na długo... w łóżko (nie w fotel, bo książkę kończyłam w łóżku i tam zostałam "wbita"). Wierzcie mi, po skończeniu powieści potrafiłam powiedzieć tylko "jak to? To niemożliwe" i zamarłam na dobre parę minut, a potem zaczęłam szybko wertować książkę, żeby sprawdzić, czy czegoś nie pominęłam, czy czegoś nie przeoczyłam, bo spodziewałam się zupełnie innego zakończenia. Ale nie… to Autorka mnie wywiodła w pole, całą powieść wodząc mnie za nos i pozwalając na jakże nieprawidłowe domysły.

Na zakończenie chciałabym jeszcze zwrócić uwagę na jeden aspekt powieści – aspekt prześmiewczy, ironiczny, a nawet niejednokrotnie wręcz satyryczny. Poprzez postać Marii i wykonywany przez nią zawód poznajemy środowisko dziennikarskie, jego bezwzględność, zakłamanie, haniebne metody działania i bezkompromisowość. Dzięki Lenie i Eli możemy pośmiać się z celebrytów oraz pewnych programów telewizyjnych określanych mianem talent-show. Dowodzi to dużego poczucia humoru Ałbeny, ale również jej dużych umiejętności pisarskich. Wątki te, mimo że z główną fabułą mają niewiele wspólnego, zostały wplecione w sposób tak naturalny i harmonijny, że stworzyły z nią nierozerwalną całość.

"Coraz mniej olśnień" jest zdecydowanie powieścią obyczajową i wpisuje się również w popularny nurt literatury kobiecej. Ale zdecydowanie literatury z tej wyższej półki. Bo choć czyta się ją łatwo i szybko, to na pewno nie zakwalifikuje się jej do powieści, o których się łatwo zapomina. Losy Leny, Marii, Aliny i Eli będą nas "prześladowały" jeszcze długo po ostatecznym zamknięciu książki, będą zmuszały nas do refleksji i przemyśleń, do analizy własnego postępowania i rozejrzenia się dookoła.

Rewelacyjna, niezapomniana, wzbudzająca niesamowite emocje, czasami wzruszająca, nieraz pobudzająca do śmiechu lektura.

Polecam wszystkim bez wyjątku! Również panom.

Gratulacje, Ałbeno! Czekam na kolejne powieści, które wyjdą spod Twojego pióra. Kolejna już leży koło łóżka i czeka na swoją kolej.


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 3523
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 1
Użytkownik: zielkowiak 2015-08-22 21:24 napisał(a):
Odpowiedź na: [Recenzja zawiera szczegó... | maggie.p
Droga meggie.p czy Ty pracujesz dla wydawnictwa?
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: