Dodany: 2014-07-05 10:24|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Kto zabił... uczucia?


Cóż za niespodziankę mi zaserwowała Królowa Kryminału! Właściwie nie była to niespodzianka, bo zostałam już wcześniej uprzedzona, że będę mile zaskoczona, ale mimo wszystko…

Tym razem nie zaczyna się od morderstwa. Prawdę powiedziawszy, w ogóle nie zostaje popełnione morderstwo w sensie fizycznym, choć trudno powiedzieć, że nie ma ofiar… I wbrew temu, co sugeruje straszliwie harlekinowata okładkowa ilustracja oraz – to już zupełnie dziwne, bo nie wyobrażam sobie, by coś podobnego mógł napisać ktoś, kto choć pobieżnie zna treść powieści! – nota wydawcy, zgodnie z którą „Samotną wiosną” należy zaliczyć do „uroczych, przepełnionych aurą tajemniczości powieści miłosnych”[1].

Ale wyłuszczmy sprawę od początku. Zbliża się do końca trzecia dekada XX wieku. Czterdziestoośmioletnia Joan Scudamore, elegancka dama z brytyjskiej klasy średniej, wraca do Londynu z Bagdadu, gdzie przebywała w odwiedzinach u chorej córki. Na skutek niespodziewanej zmiany pogody nie dociera na czas na stację i musi spędzić kilka dni w zajeździe na pustkowiu, mając za towarzystwo jedynie hinduskiego służącego, który nie jest dobrym partnerem do rozmów. Kiedy się kończy papier listowy, kiedy zostały już przeczytane zabrane na drogę książki, przychodzi czas na to, by – jak mimo woli wyprorokowała jej spotkana w Bagdadzie dawna szkolna koleżanka – „rozmyślając dzień za dniem wyłącznie o sobie (…) dowiedzieć się czegoś, czego się dotychczas o sobie nie wiedziało”[2]. Bo do tej pory Joan była przekonana, że jej „i Rodneyowi naprawdę się poszczęściło”[3] – dwadzieścia pięć lat małżeństwa, dobra sytuacja materialna, trójka dzieci „ładna, i zdrowa, i dobrze ułożona”[4] – czyż to nie dowód, że „odniosło się sukces w tym, co miało się do zrobienia”[5]? Ale w samotnych rozmyślaniach na idealnym wizerunku szczęśliwej rodziny zaczynają się pojawiać coraz to nowe rysy. Czy naprawdę Rodney czuje się spełniony i zadowolony w roli wspólnika kancelarii prawniczej, mimo że była to ostatnia rzecz, o jakiej marzył? Dlaczego każde z trojga dzieci tak szybko i definitywnie opuściło rodzinne gniazdo, a Barbara najwyraźniej nie czuła się uradowana przyjazdem matki, choć jej od kilku lat nie widziała? Czemu we wspomnieniach Joan tak często powraca dawna sąsiadka – „ani piękna, ani młoda, bez żadnej prezencji”[6]? Obraz, jaki wyłania się z jej przemyśleń i reminiscencji, nie jest bynajmniej zachwycający. Wręcz przeciwnie, stanowi cały magazyn dowodów na to, że jednak miała miejsce zbrodnia, dokonana co prawda nie z premedytacją, ba, wręcz w dobrej wierze, ale przez to wcale nie mniej karygodna – zabita została spontaniczność, szczerość, marzenia, a wreszcie i miłość. Cztery razy. W każdym z członków rodziny Joan. A winną tego poczwórnego morderstwa jest… ona sama! Niełatwo żyć z taką świadomością, ale winowajczyni pociesza się, że małżonek – mimo wszystko – docenia fakt, iż jest „taka pogodna i kompetentna, i pracowita, taka zadowolona i szczęśliwa”[7]. A jak jest naprawdę?...

Powiem szczerze – poruszyła mnie ta powieść do głębi. Bo może są ludzie, którzy znalazłszy się w takiej sytuacji jak bohaterka, byliby w stanie przypomnieć sobie tylko szczęśliwe chwile i nie mieliby sobie nic do zarzucenia, ale ilu ich jest? Literatura, nie mówiąc już o życiu wokół nas, nieustannie dostarcza nam świadectw, że postawa Joan nie jest niczym wyjątkowym. Pokusa arbitralnego orzekania, co będzie lepsze dla innych (oczywiście musi to być coś, co – przynajmniej z krótkowzrocznej i egoistycznej perspektywy – jest lepsze dla orzekającego!) tkwi w człowieku pewnie od zarania dziejów, a jakże wzmacniają ją obiegowe przekonania i niepisane normy! „Blanche powinna zachować rozsądek i nie pozwolić na coś takiego”[8], „dzieci powinny chodzić do dobrych szkół (…). Nie zapominaj też o dobieraniu właściwych przyjaciół”[9], „Oczywiście, że pójdziesz w ślady ojca!”[10], „tak zachowują się tylko bardzo nieprzyzwoite dziewczęta”[11]… Ogromnie nieprecyzyjna i śliska jest granica między wychowaniem a tresurą, między małżeńskim kompromisem a szantażem! I patrząc na skutki nierozpoznania tej granicy przez Joan, mimo woli zaczyna się myśleć, czy samemu się ją wyraźnie dostrzega…

Za to niewesołe, lecz pouczające memento, za doskonałą konstrukcję psychologiczną postaci Joan, za mistrzowskie ukazanie procesu samopoznania dokonującego się w umyśle bohaterki należy się Lady Agacie ogromny szacunek. Bo Poirota i pannę Marple, którzy nigdy naszej pamięci nie opuszczą, uwielbiamy, ale to „biedna mała Joan”[12], nawet jeśli z czasem zapomnimy jej imienia, może w nas wywołać małą duchową rewolucję…


---
[1] Agatha Christie, „Samotna wiosną”, przeł. Bogumiła Malarecka, wyd. Rebis, 1998; tekst z okładki.
[2] Tamże, s. 22.
[3] Tamże, s. 9.
[4] Tamże, s. 9.
[5] Tamże, s. 9.
[6] Tamże, s. 196.
[7] Tamże, s. 236.
[8] Tamże, s. 12.
[9] Tamże, s. 40.
[10] Tamże, s. 91.
[11] Tamże, s. 160.
[12] Tamże, s. 237.


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 2522
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 8
Użytkownik: misiak297 2014-07-08 16:25 napisał(a):
Odpowiedź na: Cóż za niespodziankę mi z... | dot59Opiekun BiblioNETki
Piękny tekst. A książka warta lektury.
Użytkownik: koczowniczka 2014-07-12 12:55 napisał(a):
Odpowiedź na: Cóż za niespodziankę mi z... | dot59Opiekun BiblioNETki
Interesująca powieść. Ale nie mogę zgodzić się z Twoim twierdzeniem, że akcja toczy się pod koniec trzeciej dekady XX w. Przecież Leslie Sherston zmarła w roku 1930, można to przeczytać na str. 86. Dzieci Joan były jeszcze wtedy bardzo młode i mieszkały razem z matką. Czasem akcji będzie więc druga połowa czwartej dekady XX w.

I czy na pewno z winy Joan doszło do Uwaga: po kliknięciu pokażą się szczegóły fabuły lub zakończenia utworu
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2014-07-12 16:27 napisał(a):
Odpowiedź na: Interesująca powieść. Ale... | koczowniczka
Auuu... nie wiem, dlaczego koniec lat 30 wydał mi się trzecią dekadą... zawsze byłam słaba z matematyki, ale żeby aż tak? Mea culpa!

Co do tego drugiego, to zdaje mi się, że tej finałowej rozmowy mogłoby nie być, gdyby nie było presji z jej (Joan) strony, Rodney raczej wydawał się skłonny czekać, aż sprawa się sama rozwiąże.
Użytkownik: koczowniczka 2014-07-12 22:57 napisał(a):
Odpowiedź na: Auuu... nie wiem, dlacze... | dot59Opiekun BiblioNETki
Ja bym nie usprawiedliwiała Rodneya. Dorosły mężczyzna powinien kierować się własnym rozumem, a nie słuchać we wszystkim żony :)
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2014-07-13 07:47 napisał(a):
Odpowiedź na: Ja bym nie usprawiedliwia... | koczowniczka
Ale to taki typ był - popatrz, jak wygląda ta rozmowa na początku ich małżeństwa, gdy on jej oznajmia, że chciałby się zająć gospodarowaniem na wsi! Ona wie lepiej, co on powinien robić, a on dla świętego spokoju się poddaje...
Użytkownik: aleutka 2014-12-31 22:22 napisał(a):
Odpowiedź na: Interesująca powieść. Ale... | koczowniczka
Właściwie całość muszę opaplować :) Uwaga: po kliknięciu pokażą się szczegóły fabuły lub zakończenia utworu
Użytkownik: miłośniczka 2017-02-03 09:16 napisał(a):
Odpowiedź na: Cóż za niespodziankę mi z... | dot59Opiekun BiblioNETki
Chcę to!
Użytkownik: Marylek 2017-02-03 10:16 napisał(a):
Odpowiedź na: Chcę to! | miłośniczka
Chciej!
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: