Dodany: 13.04.2014 22:48|Autor: Marylek

Pozorna odmienność losu


[Recenzja zdradza niektóre szczegóły utworu]


Wegetarianka. Cóż osobliwego może kryć się w takiej postaci? Czy wybór diety sprawia, że człowiek zmienia się wewnętrznie? Czy można stać się inną osobą pod wpływem jedzenia konkretnych produktów, czy może samo postanowienie oznacza chęć przemiany?

Tytułowa bohaterka, Yong-hye, to młoda mężatka, z pozoru nieróżniąca się niczym od wielu zajmujących się domem i dorabiających dorywczą pracą kobiet. Diety bezmięsnej nie wybiera ze względów ideologicznych czy zdrowotnych, właściwie w ogóle jej nie wybiera w sensie dokonywania świadomych decyzji. Odrzuca jedzenie mięsa z dnia na dzień pod wpływem koszmarów sennych.

Niejedzenie mięsa nie jest problemem. Problemem jest nietolerancja i niezrozumienie ze strony otoczenia: męża, rodzeństwa, rodziców – szczególnie ojca. Yong-hye, żyjąc w dużym mieście, wśród ludzi pozornie jej bliskich, jest tak naprawdę zupełnie sama: nie ma z kim porozmawiać, nie ma komu się zwierzyć, nie ma nikogo, kto chciałby jej wysłuchać. Nie jest to co prawda typ ekstrawertycznej gaduły, jednak próbuje, przynajmniej na początku swojej przemiany, powiedzieć o czymś mężowi; ten jednak jest zbyt zajęty, zbyt skoncentrowany na samym sobie, tkwi głęboko w stereotypach myślenia i działania. Nie podejmuje nawet próby zrozumienia żony, nie mówiąc o analizie motywów jej postępowania. I tak będzie ze wszystkimi pozornie bohaterce bliskimi ludźmi: apodyktycznym, okrutnym ojcem i basującą mu resztą rodziny – matką Yong-hye, jej bratem i siostrą. Wyłamuje się z tego chóru szwagier-artysta, po jakimś czasie jednak okazuje się, że miał on swoje, zupełnie niealtruistyczne, powody.

„Wegetarianka” to historia zatracania się w poszukiwaniu własnej tożsamości tak dalece, że niemożliwym staje się odnalezienie drogi powrotnej.

„Chcę wydać z siebie krzyk, choćby tylko raz. Chcę wybiec za ciemną taflę szyby. Czy będę wówczas mogła się uwolnić od tej bolesnej masy? Czy mi się uda?
Nikt nie potrafi mi pomóc.
Nikt nie potrafi mnie ocalić.
Nikt nie potrafi mnie zrozumieć.
Nikt nie potrafi tchnąć we mnie życia”[1].

Oddalanie się od ludzi, którzy nie potrafią lub nie chcą pomóc, doprowadza Yong-hye do nieoczekiwanej i szokującej transformacji.

Autorka zastosowała ciekawy zabieg stylistyczny: obserwujemy bohaterkę kolejno oczami trójki bliskich jej osób: męża, szwagra i siostry. Każde z nich traktuje ją instrumentalnie: mąż chciał mieć zadbany dom, smaczne posiłki po powrocie z pracy i osobę towarzyszącą mu w trakcie przyjęć biznesowych, nie ukrywa, że nie darzył żony wielkim uczuciem nawet w okresie narzeczeństwa; była spokojna, niekonfliktowa, przydatna. Szwagier – obsesyjnie skoncentrowany na swojej wizji artystycznej – zaniedbuje własną rodzinę, a Yong-hye po prostu wykorzystuje. Owszem, z dużą dozą sympatii, ale bez cieplejszych uczuć. „Używa” szwagierki niczym przedmiotu. Kontakt z nim nie zmniejsza jej samotności. In-hye przejmuje odpowiedzialność za losy siostry po części z obowiązku (nikt inny nie chce się tym zająć), po części z powodu wyrzutów sumienia. Nie ma jednak bliskich więzi między nimi, a wspólnie spędzone dzieciństwo raczej je od siebie oddala niż pomaga we wzajemnym zrozumieniu. Nie ma też mowy o bezpośredniej opiece – długotrwała choroba odstręcza od bliskich kontaktów. W pierwszej części książki mamy szansę zobaczyć świat oczyma tytułowej bohaterki, nie jest to jednak obraz pełny, jedynie migawki.

Powieść ma specyficzny, oniryczny klimat. Śnią wszyscy: obsesyjne, męczące sny stanowią początek zmian w zachowaniu Yong-hye; sen leży u podstaw marzeń szwagra o stworzeniu wyjątkowej prezentacji i filmu; śni siostra, dla której sen jest jednocześnie ucieczką od rozczarowań codzienności i poszukiwaniem wyjaśnienia przyczyn życiowego niespełnienia; nawet niezbyt wrażliwemu mężowi Yong-hye zdarzy się ulec magii snu. Jednak tylko ona zanurza się w marzeniu tak głęboko, że świat dookoła przestaje mieć znaczenie. I nie jest pewne, co dla kogo istnieje naprawdę. „Być może to tylko sen. (…) Kiedy śnimy, wszystko wydaje się tak rzeczywiste. A jednak po przebudzeniu zdajemy sobie sprawę, że był to tylko sen… Tak więc i my się kiedyś obudzimy, a wówczas…”[2]. Pytanie stawiane przez autorkę nie brzmi: Co stanie się wówczas? Jest bardziej kategoryczne: Czy w ogóle się obudzimy?

Czytelnikowi polskiemu wiele sytuacji z koreańskiej codzienności może wydawać się egzotyczne: menu, realia szpitalne, ale także sposób odnoszenia się do siebie członków rodziny (agresja, krzyki, przemoc), wycofana pozycja kobiet (brak dialogu w naszym rozumieniu tego pojęcia). Czy jednak na pewno jesteśmy tak bardzo odlegli od tego smutnego wzorca? Przyjrzawszy się bliżej, odkrywamy wiele podobieństw w tamtejszych, pozornie odległych realiach społecznych i obyczajowych. Odwrócenie się od członka rodziny, który w jakiś sposób odbiega od powszechnie przyjętej normy zachowań bądź „nawracanie” go na jedynie słuszną drogę, przekonanie o własnej nieomylności, nieumiejętność wcześniejszego dostrzeżenia oznak nadchodzącego kryzysu – wszystko to nie jest nam obce! Podobnie często spotykanym w kulturze Zachodu motywem jest przenikanie się sztuki i natury, sublimacja popędu seksualnego w tworzenie dzieła sztuki. Zdumiewająco bliska naszemu odczuwaniu świata okazuje się „Wegetarianka” ze swoimi egzystencjalnymi problemami.

Książka pokazuje, że niezależnie od różnic kulturowych wszyscy jesteśmy tak samo wrażliwi na niezrozumienie, wyobcowanie, na samotność; tak samo pragniemy tolerancji, wsparcia, bliskości; męczą nas podobne koszmary. Może podejście do problemów i sposób ich rozwiązywania są różne, ale jednostkowa tragedia Yong-hye przekształca się w oczach czytelnika w obsesyjne poszukiwanie czystości, wyzwolenia, zbliżenia z pierwotną naturą. W jakim stopniu można utożsamić się z przyrodą i do czego może to doprowadzić? Długotrwały stres przynosi te same skutki u każdego, niezależnie od narodowości. Choć pewnie znawca kultury koreańskiej mógłby pokusić się o odczytanie wielu zakrytych dla nas tropów, przesłanie powieści pozostaje uniwersalne i zrozumiałe dla każdego.


---
[1] Han Kang, „Wegetarianka”, przeł. Justyna Najbar-Miller i Choi Jeong In, wyd. Kwiaty Orientu, 2014, s. 47.
[2] Tamże, s. 166.


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 3292
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 3
Użytkownik: gosiaw 21.07.2014 14:25 napisał(a):
Odpowiedź na: [Recenzja zdradza niektór... | Marylek
Lektura tej książki to był dla mnie pewien eksperyment, bo nie byłam pewna czy klimat będzie mi odpowiadał. Prawdę mówiąc miałam wątpliwości. Okazuje się, że niepotrzebnie. To świetna książka.

Zgodzę się, że szwagier bohaterki traktuje ją dość przedmiotowo, dążąc do zaspokojenia nie tylko twórczych wizji ;), niemniej jednak wydawało mi się, że Yong-hye ten układ bardzo służył. Mówi w pewnym momencie, że przestały ją nękać jej sny. Wręcz zaryzykowałabym twierdzenie, że w tym momencie miała jeszcze szansę na powrót do normalności. I nie mam tu na myśli oczywiście powrotu do jedzenia mięsa, bo tysiące ludzi na świecie zostaje wegetarianami i nie ma to nic wspólnego z tajemniczymi snami, stanami depresyjnymi, chorobą psychiczną, czy nie wiem jak to nazwać. Rozumiem jednak Jin-hye, że zareagowała jak zareagowała, bo pewnie na jej miejscu postąpiłabym podobnie (oprócz utrudniania ojcu kontaktów z dzieckiem).
Użytkownik: Marylek 28.07.2014 07:09 napisał(a):
Odpowiedź na: Lektura tej książki to by... | gosiaw
Książka jest uniwersalna w swoim przesłaniu i dlatego czyta się ją dobrze, pomimo odmienności realiów.

Co do szwagra - tak, przez pewien czas układ służył bohaterce, ale czy później nie czuła się jeszcze bardziej samotna, opuszczona? Nawet przez tego, kto wydawał się ją i rozumieć, i lubić, i doceniać różne jej walory? Koniec historii ze szwagrem zepchnął ją jeszcze bardziej w głąb samej siebie.
Użytkownik: adas 12.12.2016 13:17 napisał(a):
Odpowiedź na: [Recenzja zdradza niektór... | Marylek
W książkach z Kwiatu Orientu fascynuje mnie jak bardzo opisywany w nich świat jest podobny do naszego, a jednak inny. Naprawdę mam wrażenie, że opisują i naszą, trochę późniejszą, i "trochę" inną - ale właśnie nie tak bardzo - modernizację/europeizację(?). Tylko, równocześnie, ich autorzy (a jeszcze bardziej widać to w filmach) wręcz lubują się w dodawaniu elementu nie tyle dziwacznego, co drastycznego.

Tu nie ma co się oszukiwać, bohaterka Uwaga: po kliknięciu pokażą się szczegóły fabuły lub zakończenia utworu. Ale sam sie zastanawiam, która z trzech "części" jest najciekawsza...
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: