Dodany: 2014-03-13 21:35|Autor: Percivale

Książka: Bezcenny
Miłoszewski Zygmunt

1 osoba poleca ten tekst.

Odra jeans (Miłoszewski) kontra Levi's (Brown)


Zdarza się, że od czasu do czasu szukamy czegoś prostszego, nieprzeintelektualizowanego, po prostu solidnej rozrywki. Zachwycam się filmami Allena czy Zanussiego, ale z chęcią oglądam również „Bonda” czy filmy Camerona. które w danej konwencji spełniają wszystkie warunki, by być rozrywką na najwyższym poziomie. Tak też było w tym przypadku. Przeczytałem jeden z wcześniejszym kryminałów Miłoszewskiego (niezłe „Uwikłanie”) i choć nie zamierzałem już do niego wracać, przypadkowo wpadła mi do ręki jego ostatnia powieść. Miałem co do niej niewygórowane oczekiwania. Skłoniło mnie do czytania jej tło. Akcja osnuta wokół zaginionych dzieł sztuki mogła być dobrym materiałem na przyzwoity kryminał czy nawet powieść sensacyjną.

Niestety, próba pisania (na siłę) w stylu amerykańskich autorów tego gatunku nie powiodła się. „Bezcenny” nie sprostał moim, dość skromnym, oczekiwaniom. Może nawet nagromadzenie nieprawdopodobnych sytuacji nie było najgorsze (bo przecież z czymś takim mieliśmy już do czynienia u Browna), ale już nachalne odwoływanie się do wytartych schematów żenowało. Kilka przykładów poniżej.

Uwaga: po kliknięciu pokażą się szczegóły fabuły lub zakończenia utworu

Intryga, nagłe zwroty wydarzeń, jakiś pościg, międzynarodowe miejsca akcji, szczypta humoru, sprośnego języka, kilka opisów scen łóżkowych. Taki ładny szablonik, którego trzeba się trzymać, żeby powieść dobrze się czytało i co najważniejsze, sprzedawało.

Recepta jest prosta, a Zygmunt Miłoszewski to dobry rzemieślnik, który doskonale zna swój fach. Dysponuje solidnym warsztatem pisarskim. To nie jest książkowe disco polo, ale też nie potrzeba wybitnych umiejętności, aby napisać tego typu powieść. To solidny towar. Dobrze się czyta, ale niestety to za mało.

To trochę tak, jak gdy polscy filmowcy próbują nakręcić film akcji na wzór amerykańskiego blockbustera, a potem widzimy rażące niedociągnięcia, przaśną produkcję i efekty specjalne wywołujące śmiech i politowanie.

Powie ktoś, że literatura to nie film i aby napisać dobrą książkę, nie trzeba mieć wielkiego budżetu. Zgoda, ale prawdą jest, że czytając powieść Browna („Inferno”) miałem wrażenie, iż ktoś misternie, z ogromną skrupulatnością i dbałością o każdy szczegół napisał thriller, przeplatając go ciekawymi informacjami na temat historii, zabytków, sztuki, literatury itd. Tam widać, że autor „odrobił lekcję” i czas spędzony z taką książką trudno określić jako zmarnowany. Tam nie ma dłużyzn. Każdy rozdział intryguje lub trzyma w (czasami nazbyt podkręconym) napięciu. Czegoś takiego zabrakło u Miłoszewskiego. Znajdujemy co prawda kilka ciekawych faktów na temat hrabiego Milewskiego oraz Aszkenazego, a także informacje o historii dziewiętnastowiecznego malarstwa europejskiego. Wszystko to jednak utopione niestety w popłuczynach po amerykańskich powieściach sensacyjnych. Moim zdaniem to za mało, aby uznać czas poświęcony na lekturę za niestracony.

Lepiej chyba wychodzą Miłoszewskiemu kryminały. Prostsza konwencja, dająca większą swobodę i niewymagająca snucia jakichś absurdalnych teorii spiskowych, wplatanych w terrorystyczne akcje (w brownowskim stylu).

Podsumowując: jak na kopię amerykańskich powieści sensacyjnych – jest OK. Jeśli jednak ktoś od czasu do czasu szuka lżejszej literatury, bo głównie czyta dzieła z innej półki – ostrzegam: szkoda czasu! W poszukiwaniu czegoś lżejszego lepiej sięgnąć po coś „mistrza” Browna lub Cobena. Jeśli natomiast nie przeszkadzają komuś imitacje i podróbki, będzie zadowolony z tej książki.


PS. Nawiasem mówiąc, nasuwa mi się tutaj pewna refleksja po tym, jak frustracje wylała na FB pani Malanowska. Stwierdziła, że za mało zarobiła na książce, która przecież (a jakże!) była nominowana do Nike. Powtórzę „oczywistą oczywistość”: dobra literatura (choć nie wiem, czy to kryterium spełnia proza p. Malanowskiej), film, muzyka nigdy nie były dla mas. Początkujący pisarz nie zarobi na ambitniejszej literaturze.

Jeśli chce się zarabiać pieniądze na pisaniu, trzeba to robić tak sprytnie jak Miłoszewski. Wystarczą: dobry (ale nie nadzwyczajny) warsztat pisarski, odpowiedni (do bólu znany) schemat, dokładne zorientowanie się w temacie przed pisaniem, odrobina reklamy – i książki będą kupowane. Rynek czytelniczy jaki w Polsce jest, każdy wie, widząc, że nie znikają z listy bestsellerów i „Grey”, i... Miłoszewski.


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 1809
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: