Dodany: 2014-03-11 19:31|Autor: AnnRK

Książka: Bezcenny
Miłoszewski Zygmunt

3 osoby polecają ten tekst.

Ostatni więzień dwudziestego wieku


"Jest taki typ kobiet, do których mężczyźni nigdy nie podchodzą w barach, żeby zagaić, postawić drinka i zorganizować sobie wieczór. Nawet jeśli one są w szpilkach i wydekoltowanych czerwonych kieckach, a im alkohol na tyle stępił samokrytycyzm, że przy każdej innej czuliby się przystojni, dowcipni, męscy i elokwentni, to i tak nie podejdą. Tak samo jak uczeń szkoły podstawowej nie oprze się nonszalancko o biurko wychowawczyni i nie rzuci: »Jak ci minął wczoraj wieczór, królowo moja?«. Pewnych rzeczy się po prostu nie robi"[1].

Bez wątpienia do takich kobiet należy Zofia Lorentz, Pan Samochodzik w spódnicy, urzędniczka MSZ trudniąca się "tropieniem i odzyskiwaniem dziedzictwa utraconego przez Rzeczpospolitą w różnych momentach jej historii"[2]. Doktor Lorentz znana jest ze swej zadziorności, nieustępliwości i złośliwej inteligencji. Słowa "kompromis" w jej słowniku po prostu nie ma. Na świat patrzy oczami tak ciemnymi, że niemożliwym jest odgadnąć, jakie emocje się w nich kryją; i te właśnie czarne punkty wpatrywały się w premiera tego dnia, kiedy zaprosił doktor Zofię (zawsze doktor Zofię, nigdy panią Zosię czy - o zgrozo - Zosieńkę!) na pewne niezwykłej wagi spotkanie. O wadze tej świadczył fakt, iż Lorentz musiała się stawić bez jakichkolwiek kobiecych gadżetów w rodzaju biżuterii czy torebki (że o komórce nie wspomnę), i w skarpetkach (acz nie całkiem nago!) udać się do tak zwanej kostki, przezroczystego pomieszczenia z "grubego tworzywa sztucznego o boku jakichś pięciu metrów"[3], znajdującego się wewnątrz obszernej sali wyłożonej śnieżnobiałym tworzywem, pozbawionego kantów, za to tonącego w świetle licznych jarzeniówek. "Niemożliwością było ukryć tu szpilkę"[4]. Tak, to miała być ściśle tajna rozmowa z zachowaniem wszelkich środków ostrożności.

W obecności ministra kultury oraz generała, szefa Agencji Wywiadu, premier podsuwa Zofii Lorentz teczkę z dokumentami, z których wynika, że zaginiony w czasie wojny "Portret młodzieńca" autorstwa Rafaela wisi sobie jak gdyby nigdy nic u pewnego bogacza, tuż obok... dużego telewizora LCD. Na laiku ta informacja pewnie nie zrobiłaby większego wrażenia, ale doktor Lorentz laikiem nie jest i docenia wagę odkrycia (oraz dostrzega niestosowność owej aranżacji wnętrza). "To nie tylko najważniejsze dzieło sztuki ukradzione w Polsce w czasie wojny. To w ogóle najważniejszy i najbardziej drogocenny spośród zaginionych i poszukiwanych kiedykolwiek obrazów"[5]. Dla urzędniczki nie tylko ma ono znaczenie zawodowe, ale i wiąże się ze wspomnieniami z dzieciństwa. Obraz dziadka pokazującego wnuczce puste ramy po "Portrecie młodzieńca" oraz postanowienie, że uda jej się skradzione dzieło odnaleźć, są wciąż żywe w jej pamięci.

Sprawa jest delikatna, a działania podjęte w celu odzyskania obrazu - niekoniecznie legalne. Konsekwencje ewentualnego fiaska akcji to nie tylko perspektywa zniknięcia dzieła na zawsze, ale także międzynarodowy skandal. "Sukces będzie wszystkich, a porażka moja"[6] - komentuje sytuację Lorentz i ma rację. W razie niepowodzenia, polskie władze pięknie odegrają rolę zaskoczonych i niezorientowanych w temacie, a urzędniczka zostanie z całym bałaganem sama. No, może nie całkiem sama, bo premier dobrał pani doktor ekipę, która ma jej pomóc w odzyskaniu obrazu. Do Stanów Zjednoczonych ruszą we czwórkę: znana nam już Zofia Lorentz, wysokiej klasy specjalista od spraw wywiadowczych - major Anatol Gmitruk, Karol Boznański - "międzynarodowy marszand i znawca rynku sztuki"[7] (prywatnie były facet doktor Zofii) oraz Lisa Tolgfors - świeżo wyciągnięta z więzienia, "prawdziwa szwedzka arystokratka, znana jako Ronja i ciesząca się sławą najbardziej pomysłowej złodziejki dzieł sztuki w historii"[8]. Ta malownicza ekipa przeżyje razem niejedno. Albo i nie przeżyje, bo okazji do gwałtownego przeniesienia się na tamten świat z pewnością nie zabraknie.

Jeśli choć przez chwilę wyda im się, że są na dobrej drodze do odzyskania obrazu, będzie to ich pierwszy błąd. Za nim pojawią się kolejne. Ich podróż nie skończy się na Ameryce, zjawią się też w Szwecji, Lwowie i Chorwacji. Nie tylko będą tropić - przede wszystkim sami będą tropieni. Komuś ich misja jest bardzo nie na rękę. Ten ktoś nie cofnie się przed niczym i nie zawaha przed zastosowaniem środków ostatecznych.

"Bezcenny" Zygmunta Miłoszewskiego zaczyna się w górach, gdzie w wyniku ataku terrorystycznego giną dwie osoby. Początek jest więc mocny, a moc ta nie zniknie do samego końca; zresztą właśnie sceny z Kasprowego Wierchu uważam za najmniej ciekawe i realistyczne. Tak czy inaczej, lawina zdarzeń porywa czytelnika, obijając go po luksusowych rezydencjach, budynkach mających czasy świetności już za sobą, zasypanych śniegiem chatach, miejscach pilnie strzeżonych i takich, w których wieje tylko zimny wiatr, po świecie sztuki i intryg, bogaczy, handlarzy i złodziei. Powieść dwukrotnego laureata Nagrody Wielkiego Kalibru łączy w sobie thriller i przygodę, sensację i kryminał. Tu sztuka splata się z biznesem, a próba odzyskania skradzionego obrazu może mieć niewyobrażalne konsekwencje. Grzebanie w przeszłości, mieszanie w teraźniejszości zaowocuje odkryciem, które unieważni podręczniki do historii XX wieku.

Co tu dużo mówić, Zygmunt Miłoszewski napisał powieść, którą nie tyle ja połknęłam, co ona połknęła mnie. Niesamowicie zżyłam się z głównymi bohaterami; są fascynujący każdy z osobna, a razem tworzą trudną do ujarzmienia ekipę. Tak to jest, gdy ludzie o mocnych charakterach muszą ze sobą współpracować, a różne doświadczenia i prywatne cele sprawiają, że nie zawsze pragną iść tą samą drogą. To, co wspólnie przeżyją, pozwoli im przemyśleć kilka spraw i przewartościować swoje życie. Wśród bohaterów zdecydowanie wyróżnia się Ronja, postać niezwykle barwna. O takich mówi się, że mają charakter. Złodziejka biegle mówi w siedmiu językach, ale wyuczoną w więzieniu polszczyzną posługuje się w sposób daleki od literackiego. "Bardzo mi w pizdeczkę"[9] - rzuca, przedstawiając się doktor Lorentz, a tym samym wprowadza pierwszy z wielu akcentów humorystycznych tej powieści.

Robert Ostaszewski w recenzji "Bezcennego" dla "Polityki" napisał, że gdyby Miłoszewski urodził się w Stanach, popularnością przebiłby Dana Browna, ale cóż - niestety urodził się w Polsce. Coś w tym jest, bo choć skojarzenie z amerykańskim autorem bestsellerów z Robertem Langdonem w roli głównej jest dość luźne, najnowszą powieść Miłoszewskiego bez wątpienia cechują podobna dynamika akcji, demaskatorski charakter śledztwa i powiązanie intryg kryminalnych ze światem sztuki, tworzące jazdę bez trzymanki pomiędzy dobrami kultury i intrygami władz (czy to państwowych, czy kościelnych). Zarówno "Kod Leonarda da Vinci", jak i "Bezcennego" czyta się z zapartym tchem, przy czym ich autorów oddziela przepaść, jeśli brać pod uwagę warsztat pisarski. Styl Dana Browna niczym się nie wyróżnia, wzrok czytelnika bez wysiłku biegnie po tekście. Tego samego nie można powiedzieć o naszym rodzimym autorze, który wykazuje się dużą dbałością o dobór słownictwa, łączy powagę tematu z lekką sensacyjną konwencją, całość przyprawia humorem i ironią, niekiedy wbija szpilkę, komentując rzeczywistość, nie traktuje poruszanych tematów "po łebkach", przerywając kolejne sceny poszukiwań, pogoni czy ucieczki opowieściami z dziedziny historii sztuki. Bliżej więc mu do "Szachownicy flamandzkiej" Artura Péreza-Revertego.

"Bezcenny" ma w sobie coś z przygód Pana Samochodzika, Indiany Jonesa, Jamesa Bonda, twórczości Dana Browna i Artura Péreza-Revertego czy filmu "Osaczeni" Jona Amiela. Mam wrażenie, że to nie przypadek i autor doskonale się bawił, umieszczając w powieści żółte, oryginalnie wyglądające ferrari, nawiązania do Bursztynowej Komnaty czy scenę z czujnikami ruchu. Zygmunt Miłoszewski zapewnia czytelnikowi nie tylko rozrywkę. W jego utworze jest też miejsce na krytykę społeczną, a mocne osadzenie fabuły w realiach sprawia, że dużo łatwiej wyobrazić sobie, iż podobne zdarzenia rzeczywiście mogłyby mieć miejsce, choć chwilami rozsądek podpowiada zupełnie co innego.

Spędziłam z najnowszą powieścią Miłoszewskiego kilka emocjonujących wieczorów. Wrażenia? Bezcenne.


---
[1] Zygmunt Miłoszewski, "Bezcenny", wyd. W.A.B., 2013, s. 65.
[2] Tamże, s. 66.
[3] Tamże, s. 68.
[4] Tamże.
[5] Tamże, s. 70-71.
[6] Tamże, s. 74.
[7] Tamże, s. 95.
[8] Tamże, s. 96.
[9] Tamże.


[Recenzję wcześniej opublikowałam na moim blogu]


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 2130
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: