Dodany: 2009-01-02 16:58|Autor: pawmal

Królowa w słabej formie...


Państwo Beresfordowie nie są moimi ulubieńcami, o nie. Są jacyś tacy sztywni, sztuczni i wypchani. Ale trzeba przyznać, że to, co im się przytrafia takie nie jest. Ale co z tego, skoro to właśnie Beresfordom wszystko to się zdarza, a nie na przykład takiemu Herkulesowi Poirot? Już nawet panna Jane Marple jest mniej sztywna. Ale do rzeczy.

Pomysł naprawdę mi się podoba - tajemniczy dom widziany przez Tuppence Beresford najpierw z pociągu, a później przypadkiem na obrazie, podarowanym ciotce Thomasa Beresforda przez panią Lancaster. I sama tajemnicza pani Lancaster, która mówi coś o dziecku, morderstwie... Bredzi czy rzeczywiście ma coś do powiedzenia? W końcu starszym paniom przebywającym w domu opieki zdarza się mylić fakty, wymyślać coś, chociażby po to, by zwrócić na siebie uwagę innych. No ale Tuppence jej wierzy, a w zasadzie nie tyle wierzy, co zaczyna się nieco niepokoić, że staruszka naprawdę coś o tym wie bądź była tego świadkiem. Niepokój i przekonanie pani Beresford wzrastają, kiedy pani Lancaster znika i nie można nawiązać z nią żadnego kontaktu. Tuppence rusza na poszukiwania staruszki i odkrywa kolejne części układanki. Puzzle coraz bardziej do siebie pasują...

Tyle o fabule i pomyśle, naprawdę fajnym pomyśle. Ale książka nie składa się tylko z pomysłu i fabuły. To także sposób, w jaki ów pomysł i fabułę się wykorzystuje. I tu nawiążę do tego, co napisałem o Beresfordach na początku. Są sztywni i sztywne są także książki, których są bohaterami. Tuppence Berseford zapisuje w kalendarzyku nieznaczące nic wydarzenia, na przykład to, że się potknęła, i na podstawie tych wydarzeń odtwarza miejsca swych podróży. Oczywiście dla niej jest to normalne, dla czytelnika już chyba nie za bardzo. Wyjeżdża w podróż, jedzie rzadko uczęszczanymi traktami i bez problemu znajduje to, czego szukała. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że pytając wszystkich dowie się tego, czego chce i oczywiście wszystkiego się dowiaduje. A mąż? Podobnie. Żona spóźnia się kilka godzin, a ten już wie, że coś się stało, nie wierzy, że coś złego, ale wierzy, że na pewno ma to związek z poszukiwaniami prowadzonymi przez Tuppence. Nie wie, dokąd żona pojechała, ale znalezienie odpowiedzi zajmuje mu naprawdę mało czasu. Przy okazji dowiaduje się od przyjaciela z wywiadu, że żona mogla wywęszyć całkiem niezłą machlojkę, nad którą wywiad pracuje już od 6 lat. Wszystko całkiem przypadkiem... Chciałoby się powiedzieć po prostu: ech!

Na wszystko to przymknąłbym oko, gdyby nie pewna powtarzalność, którą zaobserwowałem w przypadku książek o Beresfordach. Otóż są sztywni i zawsze na coś przypadkiem trafiają, ale czytałoby się o nich naprawdę w napięciu, gdyby nie zakończenia. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Agata Christie zawsze miała problem z zakończeniem przygód Tommy'ego i Tuppence. Wszystko zwala się na ostatnich stronach, panuje natłok informacji, a czytelnik może odnieść wrażenie, że pisarka chciała to jak najszybciej skończyć. Ci, którzy chcą zabawić się w detektywów, na pewno nie będą mieli tej przyjemności z Beresfordami. Książka po prostu sama się rozwiązuje, a wskazówek próżno szukać na wcześniejszych stronach. Pewnie gdyby bohaterem powieści miał być Herkules Poirot albo Jane Marple, książka byłaby o wiele bardziej błyskotliwa, a tak nie jest. To nie jest książka królowej kryminału. To zwykła powieść. A mogła być niezwykła...

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 1690
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: