Dodany: 07.12.2008 11:41|Autor: nicole b.

"Czwarta po północy" - czas satysfakcjonującej grozy czy groźnej satysfakcji?


W "Czwartej po północy" Stephen King, noszący miano "geniusza grozy", zabiera nas w cztery budzące grozę, niezwykłe podróże. Cztery opowieści dotyczące pozornie zwykłych, szarych, do złudzenia przypominających nas ludzi. Historie, które w rzeczywistości odległe są o lata świetlne od naszego często bardzo monotonnego życia.

O pierwszej po północy autor przedstawia nam Briana Engle'a, pilota linii American Pride. Poznajemy go na moment przed tym, jak mężczyzna dowiaduje się, że jego była żona, Anne nie żyje. Razem z roztrzęsionym Brianem ruszamy pierwszą klasą rejsu 29 American Pride z Los Angeles do Bostonu.

Na pokładzie Brian zasypia, nie zdając sobie sprawy, że tym sposobem ratuje swoje życie. Po przebudzeniu zauważa, że część pasażerów znikła, pozostawiając po sobie dziwne "pamiątki". Świat, do którego trafili ocaleni, różni się w dużym stopniu od prawdziwego świata. Tylko co jest prawdziwe w tak niefortunnym obrocie spraw? Kim są tajemnicze tytułowe langoliery?

"Langoliery" - pierwsze z czterech zawartych w zbiorze opowiadań - zadziwiają barwnymi, bezbłędnie, niezwykle szczegółowo zbudowanymi bohaterami, wśród których każdy znajdzie postać podobną do siebie, z którą będzie się utożsamiać, przez co historia wciąga coraz bardziej z każdą kolejną przeczytaną stroną.

W "Langolierach" nie brakuje tajemniczych sytuacji, zapierających dech w piersiach zwrotów akcji, a także wyników dogłębnego badania nieprzewidywalnej części człowieka, jaką jest jego umysł, zdolny do różnych poczynań, za co brawa dla Kinga - stworzył postaci tak autentyczne i zarazem tak intrygujące, nieprzewidywalne, że trudno uwierzyć, że tacy ludzie istnieją.

Historia czekających na starcie z nadchodzącymi, złowieszczymi langolierami niewątpliwie budzi trwogę, ale bez wątpienia nieporównywalną do przerażenia towarzyszącego czytaniu następnych opowieści. Rozczarowało mnie jednak zakończenie, nieprzyzwoicie banalne w opowieści, która zasłużyła na coś lepszego swą niepowtarzalnością. No cóż. Autor tak chciał.

Druga po północy wybija, zagłuszona przez pukanie do drzwi Morta Raineya tajemniczego Johna Spluwy, który oskarża Mortona, cieszącego się dobrą sławą pisarza, o plagiat. Mort początkowo lekceważy sytuację, jednak po makabrycznych czynach, których dopuszcza się Spluwa, Rainey jest zmuszony zrobić wszystko, by udowodnić szaleńcowi, że wcale nie ukradł jego opowiadania.

Sięgnęłam po tę książkę właśnie dla tego opowiadania ("Tajemnicze okno, tajemniczy ogród"), po obejrzeniu jego ekranizacji ("Sekretne okno"), którą uznałam za smaczną porcję filmu grozy. Pierwsza wersja tej historii, przedstawiona na kartkach ksiązki, podobała mi się najbardziej z całego zbioru opowiadań, mimo iż jest w niej najmniej nadprzyrodzonych, fantastycznych i zarazem koszmarnych stworzeń. Historia ta w ciekawy sposób przedstawia siłę ludzkiego umysłu, który w skrajnych przypadkach jest w stanie zniszczyć człowiekowi życie. Podobnie jak w "Langolierach", gdzie intelekt bohaterów jest bardzo złożony, i tutaj autor skupił się na tej często nie dość dopracowanej w innych książkach części człowieka.

Historia różni się nieco od tej przedstawionej na taśmie filmowej, dlatego nawet tym, którzy "Sekretne okno" oglądali polecam to opowiadanie. Jednak mam zastrzeżenia co do epilogu, w którym niepotrzebnie pojawiły się wątki wprowadzające bałagan do tej, jak na mój gust niemalże idealnej, intrygującej i angażującej emocjonalnie opowieści.

Trzecia po północy jest czasem, w którym spotkamy się z Policjantem Bibliotecznym; może on zmienić stosunek czytelnika do tego przyjaznego dla pożeracza książek miejsca, jakim jest biblioteka. Czasami to tylko pozory. Biblioteka. do której trafił Sam Peebles, nie jest ani miejscem przyjaznym, ani bezpiecznym, a Ardelia Lortz jest tak przerażającą bibliotekarką, że mogłaby odwiedzać nas w najgorszych koszmarach.

"Policjant biblioteczny" jest straszniejszy od poprzednich opowieści. Historia Sama jest wciągająca, jednak pod koniec zaczęła mnie odrzucać. Może taki był zamierzony efekt? Nie wiem. Przebrnęłam przez to opowiadanie, choć momentami było ciężko. Wydarzenia rodem z "Archiwum X", które budziły we mnie nie tyle grozę, co niesmak. Najsłabsze, moim zdaniem, opowiadanie z tego zbioru. Granica pomiędzy budzącą trwogę opowieścią a tandetą jest tutaj bardzo cienka.

"Polaroidowy pies" o czwartej po północy jest na tyle dobrze opowiedzianą historią, że w dużej mierze zrekompensował mi czas nie do końca przyjemnie spędzony nad poprzednim opowiadaniem.

Kevin Delevan na piętnaste urodziny dostaje od rodziców prezent, o którym marzył - polaroid Sun 660. Gdy okazuje się, iż aparat robi zdjęcia psa z innego świata, zdziwienie chłopca przeradza się w strach, bo polaroidowy pies nie wygląda na przyjaznego kundla.

Ostatnia z historii jest zwieńczeniem całego budzącego grozę zbioru. W przeciwności do "Policjanta Bibliotecznego" jest utrzymana w granicach dobrego smaku. Jest idealnie wyważona. Ciekawa historia, z barwnymi postaciami, dopełniona ponadprzeciętną wiedzą autora o fotografii buduje wspaniałą opowieść. Podczas czytania nie brakuje dreszczy emocji i gęsiej skórki. Od początku do końca wciągająca, intrygująca i rozbudowana.

Podsumowując: sądzę, że "Czwarta po północy" Stephena Kinga zasługuje na uwagę ze względu na przynajmniej dwie bardzo dobre, trzymiące w napięciu historie ("Tajemnicze okno, tajemniczy ogród", "Polaroidowy pies"), całkiem dobre "Langoliery" i balansujący na granicy mocnego opowiadania grozy i tandetnej powiastki "Policjant biblioteczny". Jako że jest to pierwsza książka tego autora, którą przeczytałam, na pewno przed oceną jego stylu pisarskiego sięgnę po jeszcze kilka pozycji.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 3779
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: