Najciekawsze recenzje
Recenzje
Dostępność książki: X
Polecają X

„Panowie, bądźcie godni,/ nie wychylajcie się ze spodni”*

Autor: miłośniczka

Książka: Raptularz zakochanych (Sztaudynger Jan)

Data dodania: 2008-05-26 02:44

Redakcja BiblioNETki poleca!

„Pobożne cierpienia”*

Młodą, śliczną dewotkę w szyjkę całowałem…
- Co robisz – ta ofuknie – piekło twym udziałem!
Rzekłem skromnie: - O, miła, na co ten skandalik.
Nie szyjkę ja całuję, lecz złoty medalik.
Czy mam przestać? – Odrzecze: - Skoro tak, nie trzeba,
Będę cierpieć bez słowa, byś mógł wejść do nieba.

„Raptularz zakochanych” nie od parady przybrał formę kalendarza. Ten zbiór fraszek podzielony został na dwanaście rozdziałów, każdy z nich zawiera tyle fraszek, ile dany miesiąc dni. To, jak odbierze ten zabieg czytelnik, zależy od jego inwencji. Można czytywać po jednej fraszce dziennie, wątpię jednak, czy to uda się komukolwiek – „Raptularz…”, gdy komuś wpada w ręce, natychmiast zostaje przezeń „pożarty”.

Pomysł stworzenia „Raptularza…” w formie, jaką znamy podsunęła autorowi matka Boya-Żeleńskiego, pani Wanda. Stworzyła ona mianowicie podobny zbiorek, złożony z wierszy poetów polskich. Można było sobie przy jego pomocy wróżyć: ot, tak po prostu, na chybił trafił otworzyć na którejś ze stron, palcem wskazać wiersz i w ten sposób otrzymać jakąś myśl przewodnią dnia, miesiąca, roku. Sztaudynger zapragnął stworzyć podobny „wróżebnik” – ze swych pikantnych fraszek.

Anna Sztaudynger-Kaliszewicz, córka poety, opowiada, że ojciec na wieczorach autorskich miał czasami problem z rozpoczęciem dyskusji z publiką. Pytał wtedy pierwszej z brzegu osoby o datę urodzin, otwierał swój raptularz na stronie, gdzie pod danym dniem widniała odpowiednia fraszka i głośno ją odczytywał. Od razu znajdowali się kolejni chętni, nie było już problemu z nawiązaniem kontaktu z czytelnikami-dyskutantami.

Fraszki Sztaudyngera zna chyba każdy. Są powtarzane często jako utarty żart, pikantny dowcip. Bywa, że Polacy nie wiedzą nawet, że oto cytują wielkiego ojca polskiej fraszki erotycznej!

Są doskonałe. Pikantne, „z pieprzykiem”. Nienatrętne, przyswajalne nawet pomimo ich (bywa) braku taktu. Cóż. Na papierze na wiele można sobie pozwolić. Kobieta i mężczyzna według Sztaudyngera żyją w całkiem odrębnym świecie; wydawałoby się, że tak odległym od naszego, nierealnym – a tak naprawdę to świat naszych myśli. Myśli, jakie budzą się w umyśle mężczyzn, gdy obok przechodzi piękna kobieta, myśli, jakie kołaczą się w kobiecej główce poruszane zębatym kołem męskich spojrzeń.

Kobiety mogą być niezadowolone, może nawet nieco zgorszone. Sztaudyngerowe dziewczę bowiem to typowa samica – frywolna, nieskromna, lekkich obyczajów. Sama po pierwszych paru fraszkach poczułam się lekko dotknięta. Na usprawiedliwienie dodam, że i mężczyźni nie są oszczędzani – i im dostaje się po łapach, nie ma więc obawy: dyskryminacji tu nie ma. Zostaje sam „pieprzyk”…

Postanowiłam sobie powróżyć. Raptularz oznajmił:

„Probierz”*

Czasami lepiej poznać ją pozwoli
Ziarnko pieprzu – niźli beczka soli.

Hmmm…

„Dwaj”*

Jeden przysięga,
A drugi sięga.

„Nadzieja”*

Kiedy kobieta się chwieje,
Mężczyzna ma nadzieję.

„Męskie gusta”*

Mężczyźni patrzą tylko na nogi,
Choć to dopiero w połowie drogi.

„Strzeż się brzydkich”*

Bezkarnie możesz pieścić ładną,
Bo inni też na myśl tę wpadną!

„Może zaszczytnie”*

Łamią cię? Może to zaszczytnie?
Bez wtedy łamią, kiedy kwitnie.

„Zniewaga”*

Nie ma większej zniewagi
Niż szacunek dla nagiej.

„Tempo (II)”*

Nim obroniła się, nim krzykła,
Padła ofiarą… i przywykła.

„Cena świętości”*

Była piękna, dobra, święta,
Do dziś płacę alimenta.

„Umiar”*

Trzeba mieć wiele taktu i umiaru,
By z miłości, jak z mlecza, nie odmuchać czaru.

„Niechętnie”*

Niechętniem dzisiaj zasnął,
Bom zasnął z żoną własną.
I niechętnie się budzę,
Bo mi się śniły cudze.

„Wersal”*

Jeśli dzieci wyrabiamy,
To ze względu na ich mamy.

„Wzdycham”*

Wzdycham do własnej żony,
Taki już jestem zboczony.

„Milczenie”*

Milczenie jest złotem.
Potem.

„Żal”*

- Mam żal do ciebie! – Czemu?
- Przyśniłaś się innemu…

„Największa krzywda”*

Największa krzywda, jaką znają dzieje,
Gdy chcącej krzywdy krzywda się nie dzieje.


„Raptularz zakochanych” wydany przez Ludową Spółdzielnię Wydawniczą został opatrzony ilustracjami Juliana Bohdanowicza. Doskonale oddają one te fraszki… wizualnie! Marzy mi się wydanie „Raptularza…” z ilustracjami Romana Mleczki…



---
* Jan Sztaudynger, "Raptularz zakochanych", Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, 1994.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Podziel się:

komentarzy: 0 | wyświetleń: 3965

Dodaj komentarz  

- książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę

- do książki dodano opisy lub recenzje

- książka dostępna w naszej księgarni

- książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)

- książka znajduje się w Twoim schowku