Najciekawsze recenzje
Recenzje
Dostępność książki: X
Polecają X

Niepotrzebnie kradnąc czas

Autor: dansemacabre

Książka: Kradnąc konie (Petterson Per)

Data dodania: 2008-04-27 18:47

Chociaż w tej powieści słyszymy cały czas wyraźnie tętent końskich kopyt przemierzających w pamięci bohatera jego inicjacyjną przestrzeń, jest to jednak książka całkowicie pozbawiona dynamizmu i siły oddziaływania. Chociaż traktuje o zdarzeniach i myślach doniosłych, ważnych i wrzących od ukrytych znaczeń, jest chłodna i w swej oczywistości bardzo przewidywalna. Czyta się „Kradnąc konie” z niesłabnącą nadzieją na to, że statyka zdarzeń jednak prowadzi do jakiejś dynamicznej pointy. Chce się, aby ta książka poruszyła do żywego, bo i mogłaby to zrobić. Niestety, powstaje nam z tego coś na kształt skandynawskiego westernu. Ta efemeryda jest jeszcze bardziej dziwna przez to, że czujemy żar tropikalnego wręcz lata norweskiego (?), a bohaterowie – zarówno ci występujący w fabularnym praesens, jak i ci, którzy pojawiają się w retrospekcjach – są bardzo rozmyci i nieprzekonujący. Są papierowi, a może lepiej użyć określenia – drewniani. Drewna akurat dużo będzie w tej książce, z drewnem mozolić się będą dzielni drwale i drewno pachnieć będzie prawie na każdej stronie tej opowieści. Opowieści właściwie o niczym. O życiowej roli, o opuszczeniu, o poczuciu alienacji, o tęsknocie. Rozmyty jest jednak przekaz tej książki tak, jak rozmywają się w pamięci kontury rączych rumaków, jakich próbują dosiadać bohaterowie.

Trond postanawia w jesieni swego życia osiąść w leśnej głuszy. Dlaczego las tak bardzo jest dla niego ważny? „Stanowił część mojego życia przed wieloma laty, jak nic innego później, a potem zniknął na długi, długi czas, i kiedy nagle wokół mnie zrobiło się zupełnie cicho, zrozumiałem, jak bardzo za nim tęskniłem”*. Leśna cisza i klimat pozwolą Trondowi w skupieniu rozliczyć się z własną przeszłością, na nowo przeżyć pewne gorące lato 1948 roku i w tym, co było odnaleźć fundament siebie teraźniejszego. Myślowe ucieczki w przeszłość są próbą mentalnego rozstania się z ojcem bohatera, z którym nie miał on okazji naprawdę się pożegnać i który wciąż pozostaje cieniem w jego pamięci. Bardzo statycznie opisane są perypetie ojca i syna, ich wzajemne zależności i niedopowiedzenia, które staną się źródłem późniejszego kryzysu tożsamości Tronda. Nade wszystko jednak ważne jest w tej powieści rozliczanie się z czasem i oswojenie jego upływu, nadanie mu wyraźności i znaczenia. Trond bowiem myśli następująco: „Czas jest teraz dla mnie ważny, tak myślę. Nie chodzi mi o to, że ma płynąć szybko czy wolno, jest po prostu ważny jako czas, jako coś, w czym żyję i co wypełniam konkretnymi czynnościami i pracami, którymi mogę go podzielić, tak aby stał się dla mnie wyraźny i nie znikam, gdy go zauważam”**. Czas ojca i syna przeżyty na nowo pozwoli bohaterowi odpowiedzieć na kilka pytań dotyczących sensu własnej egzystencji. Niestety, próby odpowiedzi bynajmniej nie będą ani frapujące, ani odkrywcze.

Nieopodal Tronda mieszka jeszcze ktoś. Okazuje się, że Lars jest tak samo obarczony doświadczeniami z młodości i równie mocno próbuje odciąć się od nich z dala od ludzi. O ile jednak Trond analizuje to, co się stało, nie wiemy dokładnie, jaką rolę w powieści pełni Lars. Poznajemy tylko pytanie, którego Trond nie jest w stanie mu zadać: „Czy zająłeś to miejsce, które właściwie należało do mnie? Czy dostałeś lata mojego życia, które ja miałem przeżyć?”***. Wydawać by się więc mogło, iż postać Larsa jest symboliczną wytyczną do rozważań na temat tej sfery znaczeniowej książki, jaka odnosić się może do znaczenia życiowej roli i odpowiedzialności za własne czyny. Lars na początku fascynuje, potem ma się już wrażenie, że Petterson nie za bardzo wie, co z nim zrobić. I co robi? Ano nic. Rozmywa się ten bohater. Nieprzypadkowo używam po raz kolejny tego określenia. „Kradnąc konie” jest bowiem powieścią, która zwyczajnie ulega rozmyciu, choć mogłaby nam wiele dać. Otrzymujemy za to garść truizmów głoszonych przez Tronda, w stylu „Moim zdaniem, sami tworzymy nasze życie, ja w każdym razie sam je sobie stworzyłem, na tyle, na ile jest ono tego warte, i biorę za to pełną odpowiedzialność”****. Na naszych oczach rozegrają się zdarzenia z przeszłości, których wykładnia jest dość oczywista, zaś Trondowskie odizolowanie się od świata, zaczytanie w Dickensie i segregowanie tego, co minione na półkach wspomnień okrywa tę postać staroświeckim kurzem, który bardzo trudno jest usunąć w trakcie czytania i spojrzeć na tę książkę jak na piękną opowieść o dorastaniu, bo taką chyba jest w zamierzeniu autorskim.

Petterson udowadnia, że można napisać powieść wedle wszelkich prawideł gatunku i można także zachwycać się lekkością i pięknem łączenia ze sobą fraz, jednak… jest to opowieść, którą można podziwiać przede wszystkim za formę. Pod misterną formą nie ukrywa się żadna oryginalna treść. A przynajmniej nie treść, która znacząco wpisałaby tę opowieść w kanon egzystencjalnych rozważań literackich na temat istoty życia i przemijania.

Pozostaje tylko tętent kopyt gdzieś na norweskich bezdrożach. Tylko. A to bardzo mało.



---
* Per Petterson, "Kradnąc koniec", tłum. Iwona Zimnicka, wyd. W.A.B., 2008, s. 138.
** Tamże, s. 12.
*** Tamże, s. 238.
**** Tamże, s. 79.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Podziel się:

komentarzy: 8 | wyświetleń: 4523

Dodaj komentarz  

Pokaż: [drzewo komentarzy] [komentarze według daty dodania]

Użytkownik: veverica 2008-04-28 14:07 napisał(a):

Odpowiedź na: Chociaż w tej powieści sł... | dansemacabre Pokaż rodzica

A ja zupełnie inaczej odebrałam tę książkę... Nie przeszkadzał mi chłód, powolne tempo i pozorny brak emocji. Nie czekałam aż coś się stanie, odpowiadał mi taki sposób opowiadania. To wszystko pasowało do Tronda, do jego zamknięcia w sobie, oddalenia od wszystkiego, pragnienia samotności - teraz i w przeszłości. Z tej książki bije smutek, ale jest to smutek płynący przede wszystkim z poczucia rezygnacji, z tego że Trond - i inni bohaterowie - wszystko przyjmują z koszmarnym fatalizmem, że o nic nie walczą.
Niezbyt trafne wydaje mi się zamieszczone także na okładce porównanie do westernu... A jeśli już, byłby to raczej "western" w stylu "To nie jest kraj dla starych ludzi", a nie coś bardziej tradycyjnego...
Odpowiadała mi atmosfera - i ta lekko duszna, gorąca sprzed lat, w której emocje były najbliżej ukazania się na powierzchni - ale to sie nie stało, i Trond już chyba na zawsze cofnął się do swoistego kokonu, który pozwalał mu patrzeć na świat z bezpiecznego zamknięcia i nie brać tak do końca udziału w życiu, i ta współczesna, senna i powleczona jakby mgłą, w której Trond pogrąża się coraz głębiej - i z której już nie wyjdzie.
To prawda, książka nie porusza żadnych nowych, nieznanych tematów, nie jest też odkrywcza pod względem formy, ale do mnie trafiła - może właśnie prostotą i opowiedzeniem znów tej samej historii - bardzo pięknie.
A na truizmy Tronda jakoś nie zwracałam uwagi... Nie denerwowały mnie, o dziwo - może dlatego, że nie były mądrościami wpychanymi czytelnikowi agresywnie przez autora, tylko cichymi, pełnymi rezygnacji, smutnymi słowami starego człowieka.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: dansemacabre 2008-04-28 16:58 napisał(a):

Odpowiedź na: A ja zupełnie inaczej ode... | veverica Pokaż rodzica

Zastanawiała mnie ta szóstka od Ciebie i przyznam, że liczyłem na Twoją opinię. Doczekałem się jej :-)
To nie jest zła książka. To książka utkana z mgły i cieni. A takie mnie nie przekonują.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: veverica 2008-04-28 17:05 napisał(a):

Odpowiedź na: Zastanawiała mnie ta szós... | dansemacabre Pokaż rodzica

No więc właśnie, to chyba kwestia rodzaju wrażliwości (mówię to zupełnie niewartościująco, nie w kategoriach dobrze-źle) - do mnie ta książka jak najbardziej trafiła, ale ja takie książki lubię. Dobre określenie - "utkane z mgły i cieni"...

Nie mogłam się nie odezwać, zwłaszcza po tym, jak dałam sześć;)
Jestem bardzo ciekawa opinii innych Biblionetkowiczów - jak rozłożą się oceny? Początek jest interesujący;-)

Linka Odpowiedz

Użytkownik: verdiana 2009-11-10 16:34 napisał(a):

Odpowiedź na: No więc właśnie, to chyba... | veverica Pokaż rodzica

Nie mogłam się oderwać! Ta powieść wsysa, emocjami, akcją, napięciem. Postawiłam 4.5, bo zabrakło mi głębokiej analizy postaci. Poza tym - wszystko w niej jest, co potrzeba. Bardzo polecam.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: Monika.W 2019-03-14 21:16 napisał(a):

Odpowiedź na: Zastanawiała mnie ta szós... | dansemacabre Pokaż rodzica

Czytałam kiedyś tę dyskusję i zapamiętałam: "To książka utkana z mgły i cieni". Spodobało mi się. Zapamiętałam, żeby przeczytać.
Przeczytałam.

Pięknie to ująłeś. I najciekawsze, że to, co miało być zarzutem - jest dla mnie największą zaletą tej książki.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: lirael 2008-07-24 07:46 napisał(a):

Odpowiedź na: Chociaż w tej powieści sł... | dansemacabre Pokaż rodzica

Świetna recenzja, błyskotliwie nazywająca po imieniu moje wrażenia po lekturze powieści Pera Pettersona.
Na mnie książka zrobiła wrażenie wstępnego szkicu, który po kilku miesiącach pracy mógłby ciekawie zaowocować.
Umiejętność tworzenia nastroju i ewokowania niezapomnianych obrazów to talenty, które Petterson niewatpliwie posiada. Szkoda, że zabrakło czegoś więcej.
Pozdrawiam.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: Jagusia 2010-01-17 15:49 napisał(a):

Odpowiedź na: Chociaż w tej powieści sł... | dansemacabre Pokaż rodzica

Mam całkowicie odmienne wrażenia po przeczytaniu tej powieści. Nieśpieszna proza, która w moim odczuciu z założenia nie ma prowadzić do dynamicznej pointy, pisana z punktu widzenia starego człowieka, toczy się tak jak jego dzień: prawdziwie wolno.Pisze pan,że "bohater się rozmywa". Tak, on się rozmywa,bo jego życie dobiega końca, jest już jak za mgłą, malowane nieco rozmytymi barwami. Dawniej w jego życiu tętniły konie, a teraz krew w uszach, gdyż często robi mu się słabo... Mam absolutna zgodę na tempo tej książki. Dawno nie czytałam czegoś napisanego tak dobrze.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: karolina30_81 2011-01-26 18:59 napisał(a):

Odpowiedź na: Chociaż w tej powieści sł... | dansemacabre Pokaż rodzica

Bardzo trafna recenzja. Być może autor i miał dobry pomysł na powieść, ale był on zbyt mglisty,aby mogła z niego powstać solidna, interesująca książka, którą po przeczytaniu odkłada się z prawdziwą satysfakcją i uczuciem pozytywnego niedosytu. Plusem powieści jest dbałość autora o formę.Reszta jest delikatnie mówiąc słaba.Tym bardziej dziwią mnie nagrody i pełne uznania recenzje.

Linka Odpowiedz

- książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę

- do książki dodano opisy lub recenzje

- książka dostępna w naszej księgarni

- książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)

- książka znajduje się w Twoim schowku