Dodany: 25.11.2013 12:27|Autor: sylkwiatek

Książka: Sezon burz
Sapkowski Andrzej

3 osoby polecają ten tekst.

O Wiedźminie, który wrócił choć nie zmartwychwstał


Mam słabość do Geralta z Rivii. Mam również słabość do Yennefer, bo marzyłam o kruczoczarnych włosach i fiołkowych oczach na długo przed tym, zanim ją poznałam. Mam słabość i do Jaskra, i do Ciri, i do wampira Regisa – wieki temu zawładnęli moją wyobraźnią i wiem, że się od nich nie uwolnię. Szczerze mówiąc, wcale nie chcę się uwalniać. Mam w końcu słabość do samego Sapkowskiego i jestem pewna, że sięgnę po wszystko, co napisze (choć uważam, że za to, co mi zrobił "Żmiją", powinien się smażyć w piekle, może nie wieczność, ale ze 20 lat). Wiadomość o tym, że powstaje kolejna książka o przygodach Wiedźmina zaskoczyła mnie jednak bardzo, bo jak to? Cykl zamknięty i zapieczętowany, obwiązany złotą wstążeczką i ustawiony na mentalnej półce z ukochaną fantastyką, a tu nagle ktoś mi będzie burzyć porządek wszechświata? Ale wiedziałam też, że popędzę do księgarni, nabędę i połknę, choćby nie wiem co, i choćby nie wiem jak wszyscy się nad "Sezonem burz" pastwili.

No to do rzeczy. "Sezon burz" czytało mi się nieźle, choć bez tego zachwytu, który towarzyszył mojemu pierwszemu zetknięciu z cyklem. Tego zachwytu nie da się już powtórzyć, to se ne vrati, ale przyznać trzeba, że dostajemy całkiem sprawnie napisaną książką, która nic w cyklu nie burzy i nic w nim do góry nogami nie przewraca. Dostajemy przygody Wiedźmina tuż po jego hucznym rozstaniu z Yennefer, historię, która mogła się przydarzyć lub nie, wypełniającą lukę, która wcale nie musi być wypełniona. Tym samym Sapkowski zostawia sobie furtkę, by o Wiedźminie pisać nadal, jeśli się czytelnikom spodoba, co stoi na przeszkodzie? Sam Geralt, jak to Geralt, nadal jest outsiderem, nadal siecze mieczem lub tłucze przeciwników deską, gdy miecza zabraknie, nadal pakuje się w kłopoty, i nadal nie umie się oprzeć wdziękom zniewalających czarodziejek (tym razem obutych w pantofle na korkowym obcasie, co świadczy, że dziewczyny podążają za trendami mody). Na szczęście jest to Geralt absolutnie spójny z bohaterem, jakim był wcześniej, bo gdyby mi go Sapkowski "przepisał" na inną modłę, to bym nie zdzierżyła.

Nie chcę tu za bardzo omawiać treści, bo kto ma "Sezon burz" przeczytać, i tak go przeczyta. Jak mus, to mus. Fabuła jest epizodyczna, trudno oprzeć się wrażeniu, że Geralt wypełnia misję za misją: tu zabije potwora, tam rozwiąże zagadkę tajemniczych morderstw, gdzie indziej zaplącze się w przewrót polityczny. Poszczególne przygody, które mogłyby właściwie stanowić kanwę oddzielnych opowiadań, spina motyw utraconych mieczy, które bohater próbuje odzyskać. Klamra więc niby jest i niby ma sens, ale mnie nie do końca przekonuje. Narracja kojarzyła mi się z grą komputerową (choć w "Wiedźmina" nigdy nie grałam, więc poprawcie mnie, jeśli się mylę). Jest dynamicznie, na pewno dynamiczniej niż wcześniej - dzieje się dużo i szybko, bohater łatwo wpada w tarapaty i równie łatwo udaje mu się z tych tarapatów wykaraskać, tylko po to, oczywiście, by popaść w kolejne. Miałam też wrażenie, że autor próbuje dotrzeć do wszystkich na raz: chce zadowolić swoich starych fanów, którzy się na wiedźmińskiej sadze w latach 90. wychowali i przekonać do siebie tych młodszych, którzy Wiedźmina znają głównie z gier. Z jednej strony trudno mu się dziwić, ale z drugiej - wszystkich zadowolić się nie da, nie sądzicie?

Na pewno jednak jest w "Sezonie burz" to, co Sapkowskiemu zawsze wychodziło dobrze: dosadny i rubaszny dowcip doprawiony szczyptą ironii i sarkazmu, swobodne posługiwanie się potoczystą i jakże soczystą polszczyzną, o której inni mogą tylko pomarzyć, zuchwałe puszczanie oka do czytelników, dla których wiedźmiński świat może być krzywym zwierciadłem rzeczywistości, w jakiej żyją. Oj, nabija się pisarz z wielu rzeczy: z polityków, z systemu sprawiedliwości, z korupcji, z osiłków, co to mocni w kupie próbują wyeliminować wszystkich "innych" (a i tęczę pewnie by chętnie podpalili). Nabija się i z ostrzyżonych na łyso strażniczek, co tak bardzo nie chcą być kobiece, że pierdzą głośniej niż krasnoludy, i z poglądów na temat roli kobiet w społeczeństwie, które mocno mi pachną zarówno średniowieczem, jak i Korwin-Mikkem, o, takich na przykład:

"Kobieta niechętna macierzyństwu, kobieta, której nie uwięzi w domu brzuch, kołyska i bachory, wnet ulegnie chuci, rzecz to wszak oczywista i nieuchronna. Wówczas zaś mężczyzna utraci wewnętrzny spokój i równowagę ducha, w jego dotychczasowej harmonii zazgrzyta coś nagle i zaśmierdzi, ba, okaże się, że nijakiej harmonii i nie ma ani ładu żadnego. Zwłaszcza tego ładu, który uzasadnia codzienną harówkę oraz to, że efekty tej harówki zgarniam ja. A od takich myśli tylko krok do niepokojów. Do sedycji, buntu, rewolty"*.

I dlatego właśnie ja "Sezon burz" kupuję (choć z pewnymi zastrzeżeniami), więc jeśli Sapkowski zmienił zdanie i chce mnie do świata Białego Wilka nadal zabierać, to proszę bardzo, pozwolę się wziąć za rękę i tam zaprowadzić. Jeśli chce dopisywać kolejne przygody, wypełniać luki, dokładać kolejne cegiełki do swojej opowieści (i przy okazji na tym zarabiać) to w porządku, ma do tego prawo. Choć pewnie będę trochę marudzić, bo to już nie do końca to samo. A, i byłabym wdzięczna, gdyby darował sobie wątek z Nimue (bo nie lubię i już), i nie życzę sobie, absolutnie sobie nie życzę, aby mi Wiedźmina wskrzeszać i dopisywać inne zakończenia. Co to, to nie! No i można by trochę popracować nad fabułą, ewentualnie wrócić do formuły opowiadań. Ale byłabym najszczęśliwsza, gdyby HBO wzięło się za realizację serialu o Geralcie albo gdyby Peter Jackson film zechciał o nim nakręcić. Tak, to by było dokładnie to, o czym marzę!


---
* Andrzej Sapkowski, "Sezon burz", wyd. Supernowa, 2013, s. 15.


[Opinię zamieściłam wcześniej na swoim blogu]


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 2008
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 2
Użytkownik: Ryana 27.11.2013 14:55 napisał(a):
Odpowiedź na: Mam słabość do Geralta z ... | sylkwiatek
Ocena jest pochodną oczekiwań. Po odsądzonej tu od czci i wiary "Żmii" wszyscy spodziewali się Bóg wie czego, po "Sezonie" już tylko odpowiedzi na pytanie, jak bardzo nowy wiedźmin będzie odstawać poziomem od starego.
O ile w "Żmii" brakuje fabuły, o tyle w "Sezonie burz" dostajemy ją w postaci fragmentarycznych, rozdzielnych wątków. I teraz pytanie, co kogo bardziej zaboli; mnie osobiście bolało po równo, więc obu książkom dałam czwórkę (swoją drogą, tyle samo w swoim czasie dostał ode mnie "Chrzest ognia").
Użytkownik: sylkwiatek 29.11.2013 13:45 napisał(a):
Odpowiedź na: Ocena jest pochodną oczek... | Ryana
U mnie też czwórka, ale "Żmija" bolała mnie bardziej. Myślę, że naprawdę nie za wiele się po nowej odsłonie Wiedźmina spodziewałam, stąd rzeczywiście nie było wielkiego bólu.
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: