Dodany: 2013-10-21 15:38|Autor: matis

Ale to jest słabe literacko - nie szkodzi?


Jak wszyscy (jakoś lubię tę figurę retoryczną) wiemy, antyutopia Bradbury'ego opisuje świat, a właściwie USA, w którym zabronione jest posiadanie książek, a znalezione ich egzemplarze się pali.

Powszechnie się również uważa, że "451 stopni..." to jedna z ważniejszych powieści XX wieku, a już z pewnością jedna z najwybitniejszych w historii SF. I być może tak istotnie jest, jednak raczej dzięki sile wyobraźni, a nie warsztatowi pisarskiemu autora:

- postaci przemawiają do siebie sztucznym językiem, wykładając w pełnych akapitach swoje tezy;
- w szczególności kapitan Beatty wygłasza gotowe referaty, jak rozumiem - w zastępstwie Bradbury'ego;
- bohaterowie kompletnie nie czytają, nie rozmawiają ze sobą, nie zastanawiają się nad swoim życiem, spędzając całe dni na oglądaniu potwornie ogłupiających telenowel o niczym i w hałasie najdurniejszych reklam, ale w razie potrzeby potrafią wypowiadać się zaskakująco składnie i dorzecznie, dotyczy to zwłaszcza żony Montaga;
- mimo że w życiu nie przeczytali książki, nie uczyli się o książkach, nie rozmawiali o książkach ani nawet nie przyszło im do głowy, że można by się książkami zainteresować, bohaterowie doskonale orientują się w literaturze, a kapitan Beatty jest olśniewającym erudytą;
- w tekście pojawiają się liczne drobne błędy, nielogiczności i niekonsekwencje, które często się zdarzają i nie stanowią przeszkody w lekturze, ale ich liczba sprawia, że zaczynają być rażące; np.: banici w środku lasu piją kawę (skąd ta kawa?); ojciec i dziadek bohatera byli strażakami i palili książki, strażacy dziedziczą wygląd z ojca na syna, nikt nie pamięta, żeby straż robiła co innego, a okazuje się, że proceder zaczął się mniej niż 50 lat wcześniej; wieś, jaką wyobraża sobie Montag, można było spotkać w Stanach Zjednoczonych w XIX wieku, sentymentalne, "sielskie" wyobrażenie, które piastuje główny bohater, kojarzy mi się z literaturą europejską (raczej przedwojenną) - nie wiem, jak przeniknęło do umysłu nieczytającego amerykańskiego strażaka.

Wyznam ze wstydem, że powieść generalnie razi mnie naiwnością, a żeby się upewnić, że to nie moja niechęć do tego typu pozycji, zestawiłem ją w myślach z "Rokiem 1984" - wypadła tak, jak można powyżej przeczytać.


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 463
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 2
Użytkownik: AHa 2018-07-30 11:15 napisał(a):
Odpowiedź na: Jak wszyscy (jakoś lubię ... | matis
Popieram ostatni zarzut przytoczony w opinii, również zwróciły moją uwagę, nieścisłości, nielogiczne sytuacje, słabe dialogi. Cały pomysł na miasto i społeczeństwo przyszłości bardzo ciekawy, problemy postawione w książce są wciąż aktualne.
Użytkownik: chyrny 2019-08-12 19:57 napisał(a):
Odpowiedź na: Jak wszyscy (jakoś lubię ... | matis
Ze wstydem? Rozumiem, że w '60 mogło porywać, ale na litość... to były takie czasy, że nawet Joplin znalazła całkiem liczne grono wielbicieli.
Twój komentarz jest konkretny. Jest głosem rozsądku naprzeciw chórowi sztucznego fanclubu, działającego w oparciu o mechanizm "kto nie skacze, ten jest profan- hop! hop! hop!".

pozdrawia się
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: