Dodany: 2013-07-12 00:06|Autor: misiak297

Redakcja BiblioNETki poleca!

Książka: Dolina Muminków w listopadzie
Jansson Tove

Pokonać strach


"Dolina Muminków w listopadzie", chyba najdojrzalsza i najbardziej mroczna część cyklu Tove Jansson, figuruje w katalogu Biblionetki jako "literatura dziecięca/młodzieżowa". Ktoś, kto sięgnął po niniejszą pozycję - tak jak ja - mógłby pomyśleć, że to kiepski żart. A jednak nie - to swego rodzaju mit, w myśl którego wszystko, co względnie pogodne i o zwierzątkach/stworkach, jest przeznaczone dla najmłodszego lub dorastającego czytelnika (takie postrzeganie przez wielu odbiorców nie ominęło też "Wodnikowego Wzgórza" Adamsa ani "O czym szumią wierzby" Grahame'a). Z moich obserwacji wynika, że ludzie mniej oczytani lub wspominający dobranockę z telewizji są przekonani, że "Muminki" to bajka dla dzieci, "ale jaka straszna, brrr! I ta Buka". Takie myślenie to duża krzywda dla Tove Jansson i jej cyklu. "Dolina Muminków w listopadzie" pokazuje to najdobitniej.

W tej części w ogóle nie występują Muminki - pojawiają się tylko we wspomnieniach bądź wyobrażeniach innych bohaterów: Włóczykija, Filifionki, Paszczaka, Mimbli, Homka Tofta i Wuja Truja. Dodajmy, że to bohaterowie specyficzni - bo każdy z nich "siedział schowany u siebie"[1]. To wyrażenie jest bardzo ważne. Wbrew pozorom oznacza nie tylko dom, ale też zamknięcie w sobie - w swoim bólu i strachu, w swojej przygnębiającej samotności.

Wszyscy ostatecznie porzucają własne domy i wybierają się do Doliny Muminków. Powody są różne, ale cel jeden - stworzonka pragną ogrzać się w cieple sympatii Muminków. Jakież jest ich zdziwienie, kiedy przyjazny dom okazuje się pusty! Nie ma kto ich powitać w Dolinie Muminków. Cała szóstka nieoczekiwanych gości jest skazana na własne towarzystwo - i samodzielne zmierzenie się z problemami.

Nie, to nie jest prosta historyjka o tym, jak kilka zamkniętych w sobie stworzonek nauczyło się, że w grupie jest weselej i ogólnie przyjaźń rządzi. Nie należy "Doliny Muminków w listopadzie" lekceważyć tak powierzchownym odczytaniem. To mogłaby z powodzeniem być powieść o współczesnych ludziach - wystarczyłoby tylko zdjąć z bohaterów kostium stworzonek i porzucić bajkowe otoczenie.

A nie jest to wcale trudne. Mało to po świecie chodzi takich ludzi jak Paszczak, którego życie zależy od akceptacji ze strony innych? I który próbuje porządkować rzeczywistość (głównie cudzą) w przekonaniu, że robi dobrze? Ile jest Filifionek, dla których życie nieszczęśliwe i jałowe jest zarazem bezpieczne (a zatem po co je zmieniać? Można się tylko narazić na katastrofę!). Jak wielu ludzi - podobnie jak wiekowy Wuj Truj - nie może poradzić sobie ze starością (zwłaszcza gdy troskliwi krewni, przypiąwszy im łatkę zgrzybiałych staruszków, usuwają ich często na boczny tor: "Wykrzykiwali uprzejme pytania, bo ani rusz nie mogli się nauczyć, że nie jest głuchy. Starali się mówić jak najprościej, żeby zrozumiał, o co chodzi. Mówili dobranoc, wracali do siebie i tam grali, tańczyli i śpiewali, aż do następnego rana"[2])? Samotność? Depresja? Poczucie bezsensu istnienia? Próby odpowiedzenia sobie na pytania: "kim jestem", "jak mam żyć"? Te ponadczasowe problemy, rozłożone na czynniki pierwsze w inteligentny i niezwykle przejmujący sposób, znajdziecie w tej powieści powszechnie uważanej za książkę dla dzieci.

Bohaterowie Tove Jansson chcieliby być inni i wcale tego nie kryją - oczywiście tylko przed sobą: "Paszczak obudził się powoli i gdy tylko stwierdził, że jest sobą, zapragnął być kimś innym, kimś, kogo nie znał. Czuł się jeszcze bardziej zmęczony niż wtedy, kiedy kładł się spać, a tu tymczasem nastał już nowy dzień, który będzie trwał do wieczora, a potem przyjdzie następny i jeszcze następny i ten znów będzie taki sam jak wszystkie dni w życiu Paszczaka"[3].

Każde z nich szło po remedium na swój strach - ale remedium zabrakło. Co zatem pozostaje? Trzeba stanąć z lękami twarzą w twarz, odrzucić cukierkowe wyobrażenia zakłamujące rzeczywistość i na chwilę niwelujące owe lęki. Homek, próbując znaleźć w książce odpowiedź na pytanie o przyczynę odejścia Muminków, znajduje opis drobnego, przestraszonego żyjątka - i w tym żyjątku zaczyna dostrzegać siebie, co daje początek trudnej przemianie. Wuj Truj, dla wygody żyjący w świecie utkanym z własnych imaginacji, w końcu zaczyna rozumieć, że wmawia sobie coś, czego nie ma. Do kryjącej się przed pożerającymi wszystko robakami Filifionki dociera wreszcie, że nie ma możliwości ucieczki - przecież lęki (symbolizowane przez żarłoczne insekty) mieszkają w niej samej. Włóczykij walczy ze sobą, rozdarty między pragnieniem samotności a potrzebą przynależności. Paszczak w walce o akceptację próbuje upiększyć otoczenie, mamiąc się złudzeniem swojej pożyteczności dla ogółu. Nawet trzeźwa i - zdawałoby się - zadowolona z życia Mimbla wymyka się w samotność, aby nie doświadczać cudzych napięć i frustracji. Każde z nich jest zamknięte we własnym bólu, nie próbuje nawet zrozumieć żadnego z chwilowych mieszkańców Domu Muminków.

"Dolina Muminków w listopadzie" w pełni pokazuje geniusz Jansson. Świat przedstawiony to jedna wielka metafora; głęboka, ale jednocześnie na tyle czytelna, żeby odbiorca przy odrobinie wysiłku mógł zobaczyć, co się za nią kryje - i odnaleźć siebie w bohaterach i swoje traumy w ich strachach. Co tu dużo kryć - psychologia jest na tak doskonałym poziomie, że w bohaterach można przejrzeć się jak w lustrze. A całość utrzymana w mrocznych kafkowskich klimatach - podczas lektury trudno oprzeć się wrażeniu klaustrofobii i duszności. Za ilustrację niech posłuży jedna z moich ulubionych scen - ta, w której Filifionka orientuje się, że nie zastała Muminków i wpada w histerię:

"Postawiła torbę na ziemi i podeszła do okna. Okno okazało się też brudne, deszcz zostawił na szybach długie, smutne pasma. Zasłony były zdjęte. Dopiero widząc to zrozumiała, że rodziny Muminków nie ma w domu. (...) Nagle otoczył ją zewsząd chłodny zapach opuszczonego domu i poczuła się bezgranicznie zawiedziona. Otworzyła torbę, wyjęła porcelanowy wazon - prezent dla Mamy Muminka - i postawiła go na stole. Stał jak niema wymówka. Wszędzie było strasznie cicho.
Filifionka pobiegła na pierwsze piętro. Tam było jeszcze zimniej. (...) Otworzyła po kolei wszystkie drzwi, we wszystkich pokojach było pusto, panował w nich półmrok, bo rolety były spuszczone! Coraz bardziej zaniepokojona pootwierała bieliźniarki, spróbowała też zajrzeć do szafy na ubrania, ale szafa była zamknięta... I wtedy, całkiem tracąc opanowanie, zaczęła walić w nią łapkami, a potem popędziła do schowka na poddaszu i pchnęła drzwi na oścież.
A tam siedział mały Homek z wielką książką na kolanach. Spojrzał na nią bardzo wystraszony
- Gdzie oni są? Gdzie? - zawołała Filifionka. (...)
- Nie wiem.
- Ale ja przyszłam ich odwiedzić - wybuchnęła Filifionka. - Mam z sobą prezent. Bardzo piękny wazon. Nie mogli tak po prostu odejść, bez jednego słowa"[4].

O czym właściwie jest "Dolina Muminków w listopadzie"? O tym, że trzeba mierzyć się z własnymi traumami. Nie warto wierzyć w fałszywe poczucie bezpieczeństwa, za którym kryje się trwanie w nieszczęściu. Bo choćby się uciekało na koniec świata, do krainy szczęśliwości, w końcu i tak przyjdzie się z tymi traumami zmierzyć. I wtedy nie pomoże nikt, bo przecież - oddam głos Too-tiki:

"Wszystko trzeba odkryć samemu - powiedziała. - I również przejść przez to zupełnie samemu"[5].

I można też samemu sobie z traumami poradzić. Odnaleźć siebie. Stać się kimś lepszym. Pokonać strach.

"Dolina Muminków w listopadzie" to jedna z tych wymagających książek, które trzeba odkrywać samemu. Przypadkiem można znaleźć w nich swoje odbicie, często takie, o którym nie chcielibyśmy pamiętać - i którym nie chcielibyśmy się dzielić.

Czytajcie sami. Zachwycajcie się. I nie dajcie się zwieść etykietce "literatury dla dzieci i młodzieży".



---
[1] Tove Jansson, "Dolina Muminków w listopadzie", przeł. Teresa Chłapowska, wyd. Nasza Księgarnia, 1994, s. 11.
[2] Tamże, s. 39.
[3] Tamże, s. 25.
[4] Tamże, s. 44-46.
[5] Tove Jansson, "Zima Muminków", przeł. Irena Szuch-Wyszomirska, wyd. Nasza Księgarnia, 1994, s. 109.


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 5942
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 8
Użytkownik: Frider 2013-07-12 09:08 napisał(a):
Odpowiedź na: "Dolina Muminków w listop... | misiak297
=="Dolina Muminków w listopadzie", chyba najdojrzalsza i najbardziej mroczna część cyklu Tove Jansson.==
Ja bym jednak postawił na "Tatuś Muminka i morze" (przy tych kryteriach). Z Muminkami jest trochę tak jak z serią o Harrym Potterze- dojrzewają z książki na książkę. To co zaczyna się delikatną opowieścią dla całej rodziny, z czasem ewoluuje w kierunku tekstów zrozumiałych dla osób bardziej dojrzałych.
Pozdrawiam.
Użytkownik: porcelanka 2013-07-12 10:06 napisał(a):
Odpowiedź na: "Dolina Muminków w listop... | misiak297
Zastanawiam się właśnie, dlaczego niedawno oceniłam „Dolinę Muminków w listopadzie” na cztery plus, skoro rzeczywiście zasługuje na najwyższą ocenę. Dochodzę do wniosku, że trudno mi wysoko oceniać książki, które wywołują ból, bo podświadomie nie chcę już do nich więcej wracać. Podobna sytuacja zdarzyła mi się ostatnio z „Tą, którą nigdy nie byłam” – powieścią tak wstrząsającą, pomimo braku drastycznych scen, że chce się o niej zapomnieć. Chociaż trudno porównywać Majgull Axelsson z Tove Jansson, (łączy je chyba tylko Skandynawia) to obie świetnie oddają emocje i traumy. Bo tak naprawdę, to ja też pobiegłam do Doliny Muminków po ukojenie, a zastałam strach i pustkę. To uczucia o których nie chce się pamiętać i pozwalać im sobą zawładnąć – może dlatego odłożyłam „Dolinę Muminków w listopadzie” z ulgą.

Masz rację, że Muminki to literatura dla wszystkich, a może zwłaszcza dla dorosłych. Zresztą baśnie też nie są wyłącznie dla dzieci – przecież to proza, pełna alegorii i metafor możliwych nieraz do zrozumienia tylko w późniejszym wieku. To tak, jak z moim ukochanym „Małym księciem” skierowanym do dzieci, a będącym tak naprawdę przypowieścią.

Świetna, wnikliwa recenzja.
Użytkownik: misiak297 2013-07-12 10:35 napisał(a):
Odpowiedź na: Zastanawiam się właśnie, ... | porcelanka
Być może "Dolina..." miała być w założeniu skierowana również do czytelników, którzy szukali u Tove Jansson chwilowego remedium zamiast samodzielnie mierzyć się z problemami? Nie wiem, to tylko moje spekulacje.

A ja mam odwrotnie - kiedy książka mnie emocjonalnie miażdży jestem gotów podwyższyć jej ocenę.
Użytkownik: aleutka 2013-07-12 13:04 napisał(a):
Odpowiedź na: "Dolina Muminków w listop... | misiak297
Przypomina mi sie - z czystej przekory - wypowiedz pewnego szwedzkiego krytyka o tym jak mama czytala mu Pippi kiedy byl kilkuletnim dzieckiem.

"Ale się nie śmiałem. Bo podczas gdy mama widziała imponujący bunt Pippi przeciwko tym porządkom,do których musiała się stosować każdego dnia, ja widziałem smutek dziewczynki, której mama nie żyła, a tata zostawił ją samą. Więc nic dziwnego,że wymyślała o nim różne historie. I nic dziwnego, że ciągle stroiła sobie jakieś żarty - żeby zapomnieć, że jest sama. (...) Ale najważniejsze było to, że rozpoznawałem siebie. Znałem tę EGZYSTENCJALNĄ SAMOTNOŚĆ. (...)Ale się nie śmiałem. W końcu mamę to zmartwiło. Zaniepokoiło ją to,że brak mi poczucia humoru.
- Pewnie jesteś za mały - powiedziała - Z czasem zrozumiesz jakie to zabawne. Nie sądzisz? (...)
- Na pewno - odparłem
- Ale mimo to lubisz tę książkę? dopytywała się.
- Kocham ją - odpowiedziałem.
Czyż mogłem nie kochać czegoś, co mogło pocieszyć mój smutny cień?"

Zawsze uznaję za bardzo krzywdzące kiedy ktoś mówi coś w stylu "Nie dajcie się zwieść etykietce literatura dziecięca i młodzieżowa." Jakby ta etykietka była czymś wartościującym negatywnie, bo panie dzieju literatura dla dorosłych to jest dopiero coś. Czy dzieci nie zasługują na książkę, która pokazuje im codzienną cichą rozpacz, smutek, samotność i jak sobie z nią radzić? I że nie zawsze wychodzi? Książkę, która mówi o tym nie popadając w naturalizm, tylko mistrzowsko używając słów? CZy trzeba im od razu ukraść tę książkę, stwierdzając, że tak naprawdę to ona do tej kategorii nie należy? Czy literatura młodzieżowa to tylko słodkie opowiastki o stworkach? (Pomijam już fakt, że Muminki nigdy nie spełniały tych kryteriów, nawet we wcześniejszych tomach). Wiem, że wiele osób tak uważa i to jest jawna niesprawiedliwość. Uważne przyjrzenie się literaturze młodzieżowej która przetrwała test czasu pokazuje wyraźnie, że musi ona traktować czytelnika poważnie, a nie serwować mu watę cukrową. Sądząc po ilości beznadziejnych czytadeł zawalających półki właśnie literatura dla dorosłych często dostarcza pustych kalorii. Zarówno Muminki jak i Wodnikowe Wzgórze czy O czym szumią wierzby są z założenia autorskiego książkami dla dzieci i młodzieży. Jeśli jacyś dorośli uznają że na mocy tego faktu są to książeczki głupiutkie i infantylne to ci dorośli mają problem. Bóg z nimi, ale nie odbierajmy tych książek ze środowiska do którego przynależą.

Uff, rozpisałam się, a miało być o Muminkach listopadowych. Muminki czytałam hurtem na studiach, kończyłam jeden tom i wyciągałam z półki następny, a obiad czy inne śniadanie mogą sobie poczekać. Listopad był rzeczywiście jak nietypowa, nokturnowa nuta na zakończenie, tym bardziej widoczna że czytałam właśnie - ciągiem. W poprzednich tomach były różne komety i powodzie, nigdy słodko nie było, ale najtrudniej było właśnie w tomach bezmuminkowych. Zastanawiam się, czy to symptomatyczne, że właśnie te tomy lubię najbardziej. Odnalazłam w sobie Homka i zapewne jakiś psycholog natychmiast wysnułby jakieś tezy na mój temat bazując na tym fakcie. Podoba mi się właśnie, że w tej książce nie ma łatwych rozwiązań. Jest taki słodko gorzki happy end na jaki można mieć i w życiu nadzieję. Ale właśnie ta jakaś - nie wiem jak to nazwać - nagość i bezbronność emocjonalna niektórych postaci robi ogromne wrażenie. Rany są widoczne, nie ma co ukrywać blizn. Dzieci mogą wszystko dokładnie obejrzeć, oswoić. Nie ma Mamy Muminka, która niczym Demeter albo inna uzdrowicielska bogini Ziemi zaaplikowałaby magiczny okład. Ale mimo to, mimo to.
Użytkownik: misiak297 2013-07-12 13:18 napisał(a):
Odpowiedź na: Przypomina mi sie - z czy... | aleutka
Mój nieco prowokacyjny apel: "Nie dajcie się zwieść etykietce", był skierowany do tych czytelników (a do takich i ja należałem), którzy wahają się przed sięgnięciem po Muminki albo wręcz odżegnują się od tego, bo "chyba jestem za stary", "przecież to dla dzieci", "e, taka tam bajeczka" (ślady takich głosów można znaleźć i na Biblionetce). Często spotykam się z tego typu degradowaniem Muminków. Nie mam zamiaru odbierać niczego dzieciom:) Sam zakupiłem swojej 12letniej chrześnicy komplet Muminków w charakterze prezentu urodzinowego.

Jestem przekonany, że "Muminki" można odkrywać w każdym wieku - i za każdym razem na nowo. Dziecko odnajdzie w nich co innego niż dorosły. A spotykam się raczej z oporem ze strony dorosłych - stąd zacząłem od etykietek.

A "Dolina Muminków w listopadzie" to i mój ulubiony tom.
Użytkownik: margines 2013-07-12 13:57 napisał(a):
Odpowiedź na: Mój nieco prowokacyjny ap... | misiak297
"(...) był skierowany do tych czytelników (a do takich i ja należałem), którzy wahają się przed sięgnięciem po (...)"
...Napisał ten, który zaczytuje się w literaturze "zwierzęcej", pisanej chyba głównie właśnie dla dzieci i nastolatków:)
- Głównie, ale nie tylko:)
Poza tym sam "kiedyś gdzieś" pisałeś, że literatura nie dzieli się na dziecięcą i całą resztę; że są książki, które absolutnie nie starzeją się, a nawet im my jesteśmy starsi tym więcej w nich odkrywamy:)
Użytkownik: misiak297 2013-07-12 14:15 napisał(a):
Odpowiedź na: "(...) był skierowany do ... | margines
Marginesku, ależ ja niezwykle rzadko sięgam po literaturę "zwierzęcą" pisaną chyba głównie dla dzieci i nastolatków.

Tak, na pewno tak pisałem, i Muminki do takich książek należą. Nie odbieram tych książek dzieciakom, ale chcę je "dać" również czytelnikom całkiem dorosłym.
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2013-07-12 14:30 napisał(a):
Odpowiedź na: "Dolina Muminków w listop... | misiak297
Wspaniała recenzja pięknej książki - dla mnie niemal od momentu otworzenia tego tomu najlepszy z całego cyklu.
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: