Dodany: 2013-04-10 15:20|Autor: Andune

Czytatnik: Przemyśliwania

5 osób poleca ten tekst.

Dlaczego Rodion Raskolnikow zabił?


Zbrodnia i kara (Dostojewski Fiodor (Dostojewski Teodor))

Po raz pierwszy przeczytałam "Zbrodnię i karę" w trzy dni.

Była to moja licealna lektura, ale już po pierwszych kilkunastu stronach z zapamiętaniem śledziłam akcję - a przede wszystkim zafascynowała mnie postać Raskolnikowa.

Rzecz jasna, omawialiśmy książkę na lekcjach polskiego. Tyle że moje wrażenia niełatwo było przełożyć na wypracowanie (min. 250 słów, jakieś trzy strony liniowanego papieru kancelaryjnego). A już na pewno nie potrafiłam stawać w szranki, dyskutując z moją polonistką. Na przykład gdy twierdziła, że bohater okazał w końcu skruchę. Trudno było mi to sformułować, ale jednego byłam pewna: w epilogu nie padło ani jedno słowo o tym, że Rodion Romanowicz poczuł skruchę.

Być może, że choć mgliście rozumiałam Raskolnikowa, z niejednego nie zdawałam sobie sprawy.

Podstawowe pytanie: dlaczego Raskolnikow zabił?

Mówili, że dla pieniędzy - a zbrodnię usprawiedliwiał, wymyślając górnolotną teorię.

A przecież Raskolnikow wcześniej pracował. Udzielał lekcji - niewiele, ale nie on jeden musiał tak sobie radzić. Do tego otrzymywał pieniądze z domu.

To musiało zacząć się właśnie wtedy.

Być może jakiś impuls sprawił, że Raskolnikow spojrzał inaczej na życie. Poczuł, że kręci się w kółko, niczego nie osiągając. I wtedy zadał sobie pytanie: "Po co to wszystko?".

Zaczął obserwować innych ludzi. I nagle jakby patrzył na nich zza półprzezroczystej zasłony. Zdało mu się, że dźwięki, kolory, wrażenia - przycichły, zblakły, osłabły. Jakby ze zdumieniem obserwował innych walczących o pracę, o byt, o wykształcenie, jakby to było najważniejsze na świecie.

Rozmawiał z nimi, ale te rozmowy prześlizgiwały się po powierzchni istoty rzeczy. I pojął, że nikt inny nie rozumie tego, co on. Że to wszystko nic nie warte. Że oni są tak wplątani w codzienność, iż nic już ich z tego nie wyrwie.

Nagle zdał sobie sprawę z własnej mocy. WIEDZIAŁ, że świat nie musi wcale być taki, jakim ludzie go sobie poukładali. Czuł, że potrafi to zmienić. Ta myśl dziwnie upajała - nie szczęściem, ale niezwykłym wrażeniem. Jakby płynął statkiem i nagle znalazł się w sterowni i mógł zadecydować, w którym kierunku popłyną dalej.

Raskolnikow napisał artykuł. Ten, o którym potem rozmawiał z Porfirym. Chciał się podzielić tym niewiarygodnym odkryciem, jakie dokonało przewrotu w jego głowie. Może oczekiwał uznania dla swojego geniuszu.

Nic się nie zdarzyło. Artykuł przemknął niezauważony.

Raskolnikow dusił się w ramach codzienności. Opadło go znieczulenie. Więzi międzyludzkie osłabły - jak zranione zwierzę próbował schować się w codzienności. Nagle nie potrafił już przejmować się egzaminami, ocenami, wykształceniem. Może próbował się do tego zmusić. Nic z tego. Patrzył na innych studentów, z nosami wbitymi w notatki. Czy coś czuł? Może pogardę. Może żal, że już nie potrafi tak czuć. Może tęsknotę za błogą ignorancją. Ale już wiedział i nie potrafił od tego uciec.

Zrezygnował z lekcji. Przestał przychodzić na wykłady. To było wyzwanie rzucone światu: i co teraz zrobisz?

Świat nie zrobił nic. Słońce niewzruszenie wschodziło i zachodziło, Ziemia się kręciła, ludzie biegli za swoimi problemami. Tylko Raskolnikow miał poczucie, że już w tym nie uczestniczy. Towarzyszyła mu tylko obezwładniająca obojętność.

Co zostało? Spacery po Petersburgu. Kiedy był sam ze sobą, sam ze swoimi myślami. Kiedy snuł rozważania o władzy nad rzeczywistością. Kiedy momentami aż ręce mu się trzęsły, gdy rozmyślał o tym, co jest w stanie uczynić. Gdy szedł, jakby miał cel, nikt nie zwracał na niego uwagi. O to chodziło.

Co jeszcze? Przesiadywanie w swojej małej klitce. Odcięcie się od świata. Samotność była zbawienna. Może skądś przypałętało się uczucie, że zawiódł. Ucieczka. Brak konieczności tłumaczenia się przed innymi. Spokój. Święty spokój.

Wtedy rzeczywistość stała się nie do zniesienia. Ale Raskolnikow nie był typem samobójcy. Nie mógł się zabić. Może przez tę świadomość, że potrafi zbyt wiele.

Uciekał w marzenia. Kuł swoją teorię. I coraz bardziej bolała go świadomość, że to czysta mrzonka. Pogardzał ludźmi, którzy więcej mówili, niż robili. A teraz - musiałby pogardzać sam sobą.

Musiał coś zrobić. To była jedyna możliwość, żeby odzyskał szacunek we własnych oczach. Poglądami innych dawno już przestał się przejmować - wystarczy wspomnieć, w jakim ubraniu chodził. Nie miał w sobie filisterskiej chęci przypodobania się innym. Ale nie mógł ścierpieć tego, że we własnych oczach nie jest nic wart. To było jedyne uczucie, jakie w nim pozostało. Jedyne, którego mógł się uchwycić. Jedyna więź ze światem. Jedyne, o co był skłonny walczyć - własny szacunek. Własne poczucie wartości jako człowieka.

Dlaczego morderstwo? Trudno powiedzieć. Może Raskolnikow uznał, że porzucenie uczelni było zbyt mało dramatyczne. Potrzebował czegoś, co przełamie podstawowe zasady świata. W tym czasie już szarzy zjadacze chleba jawili mu się tylko i wyłącznie jako materiał rozpłodowy. Czemu więc nie zabić złego ziarna?

Trzeba zwrócić uwagę, w jakim stanie znajdował się Raskolnikow w czasie akcji. Na przemian pogrążał się w półobłąkańczej znieczulicy i popadał w niezdrowe ożywienie. Wystarczy przeanalizować, jak kurczowo Raskolnikow chwytał się sytuacji, w których mógł coś poczuć i przełamać tę obojętność. Jak bardzo starał się udowodnić samemu sobie, że nie jest martwy. Jak mocno starał się wskrzesić w sobie dawne uczucia.

Morderstwo mogło być takim krzesiwem.

Raskolnikow wierzył w swoją inteligencję. Uważał, że jest w stanie tak zaplanować zbrodnię, że wystrychnie na dudka policję. Może i to chciał sobie udowodnić. Gardził głupotą. Bał się, naprawdę się bał, że jego przemyślenia to mrzonki idioty. Obawiał się, że jeśli będzie zmuszony przyznać, że nie jest inteligentny, nie pozostanie już w nim nic.

Właśnie ta nicość musiała go przerażać najbardziej. Poczucie, że jest pustą skorupą. Kiedy zrezygnował ze studiów i pracy, odsunął się od znajomych i rodziny - nie zostało nic.

Dlaczego Alona Iwanowna? Była wszą. Mógł sobie wmówić, że czyni coś dobrego dla świata - usuwając ją właśnie.

Zaplanował. Wykonał. Dziwnie musiał się czuć, idąc z siekierą ulicami miasta. Zdziwiony, że nikt go nie zatrzymuje. Że z nieba nie wystrzela błyskawica, która go zatrzyma. Że przepisy moralne to nic ponad słowa zapisane na kartce.

Może to poczucie nierzeczywistości towarzyszyło mu przez cały czas. Może uczepił się wiary w jakiś wyższy porządek. W tym porządku nie było miejsca na morderstwo. Morderstwo nie mogło się zdarzyć - więc się nie zdarzyło.

Co się stało na Syberii? Nie wiem, ale z jakiegoś powodu nie wierzę w skruchę Raskolnikowa. Czy wesz mogłaby obchodzić aż tyle?

Jaką rolę odegrała Sonia? Była uosobieniem tego, co zabił w sobie Raskolnikow. Może uznał, że to właśnie - tę niewinność, poświęcenie - powinien chronić. Jeśli jednak był zdolny pokochać, to musiał na nowo odnaleźć poczucie własnej wartości. Przyznając się do morderstwa, w jakiś sposób porzucił to, co wcześniej stanowiło jedyne usprawiedliwieniem tego, że żyje. Potem nie miał już nic. I może właśnie w tej nicości znalazło się miejsce dla nowego człowieka, którym się stał.


...

"Zbrodnię i karę" czytałam jeszcze drugi raz, parę lat temu. Od tego czasu do niej nie wracałam, choć wciąż figuruje jako moja ulubiona książka. Pisząc ten tekst, opieram się bardziej na moich osobistych wrażeniach i przemyśleniach, które wciąż kołaczą się gdzieś w mojej pamięci.

Nie wiem, czy to właśnie "autor miał na myśli". Może kilka faktów obróciłam na korzyść mojej teorii.

Dostojewski nie wszystko podaje na tacy. Opisuje tylko historię, która oddziałuje na czytelnika, która wchodzi z nim w interakcje. Pozostaje miejsce do interpretacji. Każdy przecież wyciąga z książki to, co najbardziej do niego przemawia.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 42641
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 4
Użytkownik: TheNaturat 2013-04-10 20:19 napisał(a):
Odpowiedź na: Zbrodnia i kara Po raz... | Andune
Muszę przeczytać jeszcze raz... Dzięki.
Użytkownik: misiak297 2013-04-10 20:42 napisał(a):
Odpowiedź na: Zbrodnia i kara Po raz... | Andune
Bardzo ciekawe przemyślenia.
Użytkownik: Eruantale 2013-09-25 15:18 napisał(a):
Odpowiedź na: Zbrodnia i kara Po raz... | Andune
Świetne przemyślenia, do tego są jak moje niezbyt konkretne refleksje po lekturze, ubrane w piękne słowa, których ja sama nie potrafiłam znaleźć. Zdaje się, że dzięki Tobie będę MUSIAŁA przeczytać "Zbrodnię i Karę" jeszcze raz... i jestem ci wdzięczna za ten właśnie apetyt, który we mnie rozbudziłaś :)
Użytkownik: Andune 2013-12-23 22:24 napisał(a):
Odpowiedź na: Świetne przemyślenia, do ... | Eruantale
Mnie zajęło dobrych sześć lat, zanim udało mi się opisać swoje odczucia. Po pierwszej lekturze (jeszcze w liceum) trudno mi było to skonkretyzować. Tylko część mnie się buntowała przeciw sprowadzaniu całej książki do banalnych problemów omawianych przez polonistkę...

Cieszę się, że spodobały Ci się moje rozważania!

(Przepraszam za późną odpowiedź - miałam ostatnio przestój z Biblionetką).
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: