Dodany: 2012-12-16 21:08|Autor: paren

Książki i okolice> Konkursy biblionetkowe

4 osoby polecają ten tekst.

"RAJ" - KONKURS nr 153



Przedstawiam KONKURS nr 153 pt. „Raj”, który przygotowała Czajka:


Moi kochani witam w Raju w sieci, czyli w konkursie biblionetkowym. Rajów jest oczywiście dużo, w niebie i na ziemi, przeważnie każdy inny i każdy oznacza przeważnie coś miłego. W niektórych nie ma ubrania, ale jest gorąco, w niektórych też nie ma ubrania, ale jest zimno. Na ogół jest w nich dużo jedzenia, czasem trochę hałasu, a niektóre Raje mają konszachty z książkami, co nas cieszy na pewno.
Część dusiołków ma różne wskazówki, chociaż jest łatwa, część ma wskazówki, bo jest trudna, a części ja sama nie mogłam zgadnąć, na szczęście zapobiegawczo miałam tytuł pod spodem. Żeby nie być tak niezmiennie zapobiegawczą, teraz tytuły wykasowałam – każdy musi sam zgadnąć i napisać mail.

Rozwiązania proszę przesyłać na adres [...] w formie:
1. numer fragmentu (niepunktowany)
2. tytuł książki (1 pkt)
3. imię i nazwisko autora (1 pkt)

Na początku maila proszę zgłosić chęć lub niechęć poinformowania się o ocenionych Rajach.
Na końcu odpowiedzi i ewentualnych przepisów świątecznych proszę podać swój nick biblionetkowy.
Za wszystkie 25 fragmentów można zdobyć maksymalnie 50 punktów. W odpowiedzi na każdy nadesłany mail będę wysyłać potwierdzenie z informacją o zgadniętych dusiołkach. Brak takiego potwierdzenia proszę reklamować na forum. Oczywiście, jak dotąd, można wysyłać odpowiedzi w kilku mailach aż do 28 grudnia (piątek), do godziny 24:00. Wyniki wraz z Listą Laureatów zostaną ogłoszone na forum najszybciej jak to możliwe.

Teraz powinnam napisać, że nagrodą jest tradycyjnie satysfakcja! A tym razem nie jest. To znaczy nagrodą jest nie tylko satysfakcja. Znalazł się otóż bowiem dobry Sponsor, który w swojej dobroci ufundował dwie nagrody, ich natura zostanie zdradzona podczas finałowych wyników. Pierwsza nagroda przeznaczona jest dla zwycięzcy, czyli tej osoby, która pierwsza odgadnie wszystkie dusiołki. Drugą nagrodę otrzyma szczęściarz drogą losowania przez Marysię. Marysia nie jest jeszcze ustalona. Obie nagrody zostaną wysłane pocztą na wskazany adres. Nie są kłopotliwe, czyli nie są na przykład tygrysami wymagającymi długich, wieczornych spacerów.
Życzę dobrej zabawy.


UWAGA!
Odpowiedzi nie zamieszczamy na Forum! Wysyłamy mailem!

Uwaga druga
Organizator zastrzega sobie prawo do wykorzystania odpowiedzi nadesłanych przez uczestników niniejszego konkursu i upublicznienia ich podczas ogłoszenia wyników.

:)



FRAGMENTY KONKURSOWE

1.


- Ach, muszę ci powiedzieć, że ten śnieg i to, i owo na mojej łączce, nie mówiąc już o soplach lodu, wszystko to nie sprawia, aby o trzeciej nad ranem było tam tak Ciepło, jak to się niektórym zdaje. Nie jest tam Ciasno - jeśli wiesz, co mam na myśli, a w każdym razie nie do tego stopnia, żeby tam było niewygodnie. Ani specjalnie Duszno. Słowem, - mówił głośnym szeptem - niech-to-zostanie-między-nami-i-nie-mów-otym-nikomu: tam jest Zimno.



2.

Wiemy również o innym przesądzie owych czasów: przesądzie Człowieka Księgi. W pewnej szafie pewnego sześcioboku (rozumowali ludzie) musi istnieć jakaś księga, która jest doskonałą esencją i kompendium wszystkich pozostałych: jakiś bibliotekarz przeczytał ją i podobny jest bogu. W języku tej okolicy przetrwały jeszcze pozostałości kultu tego odległego urzędnika. Wiele ludzi odbywało pielgrzymki w Jego poszukiwaniu. W ciągu stulecia nużyli daremnie najprzeróżniejsze kierunki. Jak zlokalizować szacowny tajemniczy sześciobok, który go mieści? Ktoś zaproponował metodę regresywną. Aby zlokalizować księgę A, przeczytać uprzednio jakąś księgę B, która wskaże miejsce A; aby zlokalizować księgę B, przeczytać uprzednio jakąś księgę C, i tak w nieskończoność... Na takich przygodach zmarnowałem i strawiłem swe lata. Nie wydaje mi się nieprawdopodobne, aby w jakiejś szafie wszechświata znajdowała się księga totalna; błagam nieznane bóstwo, aby jakiś człowiek tylko jeden, choćby stało się to przed tysiącami lat! zobaczył ją i przeczytał. Jeśli honor i mądrość, i szczęście nie są przeznaczone dla mnie, niech będą dla innych. Niech istnieje niebo, choćby moim miejscem miało być piekło. Niech ja będę pohańbiony i unicestwiony, ale niech w jakiejś chwili, w jakiejś istocie, usprawiedliwi się Twoja Biblioteka.



3.

Wiemy, gdzie znajduje się grób Marcela Prousta, ale gdzie jest w Poszukiwaniu straconego czasu? Gdzie jest Ulisses albo Czarodziejska góra?
Oczywiście, że wszędzie, bo książki wędrują dziś po całym świecie, choć ziemskie biblioteki są niedoskonałe i zawierają poważne luki. Tylko Biblioteka Niebiańska, w której nieskończoną polifonię wierzę, zawiera wszystkie bez wyjątku tomy. Nikogo z żyjących tam jeszcze nie było, więc mogę liczyć, że w skromnym kąciku stoją sobie Opowieści Szeherezady i Ragadon, w wydaniach ziemskich, ale niezakurzone, bo przecież w zaświatach nie ma kurzu ani chorób, ani brzydkich zapachów. Może są tam w ogóle tylko książki, a Bóg jest nie Wielkim Zegarmistrzem, lecz Wielkim Bibliotekarzem?



4.

Każdy miłowany przedmiot jest środkiem Rajskiego Ogrodu, i ja, zamiast pakować czysty papier pod Melantrichem, otóż ja jak Seneka, jak Sokrates, ja w mojej prasie, w mej piwnicy wybieram swój upadek, który jest wyniesieniem, choć suwak prasy wgniata mi już nogi pod brodę i jeszcze bardziej, lecz ja się nie dam wygnać z mojego Raju, jestem w swojej piwnicy, z której nikt mnie już wygnać nie może, nikt nie może mnie przenieść, rożek książki wbił mi się pod żebro, jęknąłem, jakbym na własnym narzędziu tortur miał dowiedzieć się prawdy ostatecznej, kiedy już pod naporem suwaka zamykałem się w sobie jak dziecinny scyzoryk, w tej chwili prawdy ukazała mi się maleńka Cyganka, stoję z nią na Okrąglaku, a na niebie polatuje nasz latawiec, mocno trzymam nitkę, a moja Cyganka bierze teraz ode mnie ten kłębek grubych nici, jest sama, stojąc w rozkroku trzyma się mocno ziemi, by nie ulecieć na niebiosa, a następnie po nitce posyła liścik latawcowi na niebie, ja zaś w ostatnich sekundach spostrzegłem, że na tym liściku jest moja twarz. Krzyknąłem... Ilonko! I otworzyłam oczy, patrzyłem na swój podołek, obydwiema rękami trzymałem naręcze wyrwanych wraz z korzonkami bratków, podołek miałem pełny ziemi, patrzyłem tępo na piasek, a gdy uniosłem oczy, przede mną w świetle jarzeniówki stały turkusowozielona i atłasowoczerwona spódnica, gdy odchyliłem głowę, widziałem te moje dwie Cyganki, wyelegantowane, za nimi przeświecały przez drzewa neonowe wskazówki i tarcza zegarowa na nowomiejskiej wieży, turkusowozielona potrząsała mną i wołała...



5.

Wrażenia bezpośrednie: przede wszystkim ciepło, co zrozumiałe na poddaszu. Potem światło, wpadające przez szereg okienek w dachu, widocznych także z zewnątrz, lecz w dużej części od wewnątrz zatarasowanych nagromadzoną tam starzyzną, toteż słońce przedostaje się przez nie z największym trudem pod postacią złotych kling, w których poruszają się gorączkowo niezliczone cząsteczki kurzu - co dowodzi, że także w sąsiednim półcieniu tańczy mnóstwo monad, ziarenek, pierwotnych atomów uwikłanych w browniańskie potyczki, kłębią się w próżni prymarne ciała. Kto o tym pisał - Lukrecjusz? Słoneczne klingi odbijają się niekiedy od szyb jakiegoś rozpadającego się kredensu albo od lustra, które - widziane pod innym kątem - wydawało się matową taflą opartą o ścianę. Miejscami widoczne są lukarny przesłonięte deszczowym osadem, który zbierał się na nich od zewnątrz przez dziesiątki lat; mimo to rzucają na podłogę jaśniejsze plamy.
Wreszcie dominująca barwa. Barwa strychu - wytwór nagromadzonych tu i ówdzie belek, skrzyń, tekturowych pudeł, resztek zniszczonych komód. To barwa stolarni, złożona z różnych odcieni brązu, od żółtawego nielakierowanego drewna do czerwonawego drewna klonu, do malowanych na ciemno, poobijanych mebli, poprzez biel kości słoniowej wylewających się z pudeł papierów.
Jeśli piwnica zapowiada piekło, to strych obiecuje raj nieco przywiędły, gdzie martwe ciała spoczywają w zakurzonej jasności, roślinne Elizjum, gdzie wobec braku zieleni czujesz się jak w zeschłym tropikalnym lesie, w sztucznych szuwarach, które cię przyjmują niczym bardzo letnia łaźnia.
Sądziłem, że piwnice symbolizują zstąpienie w wilgotne łono matki; teraz zapoznałem się z łonem powietrznym, które uzupełniało to pierwsze leczniczym prawie ciepłem. W tym wypełnionym półmrokiem labiryncie, gdzie wystarczało usunąć dwie dachówki, aby znaleźć się pod otwartym niebem, unosił się zapach zamkniętych pomieszczeń, zapach milczenia i spokoju, w którym miałem swojego wspólnika.
Zresztą już po krótkim czasie nie czułem nawet gorąca, ogarnięty frenetycznym pragnieniem odkrycia wszystkiego. Przecież mój skarb Klarabelli znajdował się z pewnością tutaj. Trzeba będzie jednak długo kopać, a ja nie wiedziałem, w którym miejscu zacząć.



6.

Wreszcie pieśń się skończyła, babcia Marysia zamilkła na chwilę i odkaszlnęła, po czym nieproszona przez nikogo zaczęła kolejną pieśń. I wtedy usłyszałem, że jest drabina do nieba, już od połowy pierwszej strofy, łamiący się głos mojej Matki, każdemu nią iść trzeba. Słabszy, nieśmiały, od dziesięcioleci odwykły od wiejskiego śpiewania, od szeroko wypowiadanych głosek, przy drabinie stoi krzyż, jakby zawstydzony przaśnością swego własnego matecznika, okaleczony przez całe przeżyte w mieście dorosłe życie, głos lekko zachrypnięty, nie tak czysty, lekko fałszujący, każdy z nas go musi nieść. Ale to współbrzmienie matki i córki poniosło pieśń aż pod same belki stropu, sam Pan Jezus go nosił, czułem niemal fizycznie, jak ten dwugłos wypełnia ściany, jak podbija dach coraz wyżej i wyżej, jak po tym świecie chodził. Znów kilka wierszy, wiele repetycji, krew się lała z ran Jego, potem kolejne kilka, i jeszcze kilkanaście, pieśń rokicińskich kobiet była jak wypłynięcie na szerokie morze, dla człowieka grzesznego. Dawno straciliśmy z oczu brzeg, z którego wyruszaliśmy, Matka Boża patrzała, drugi brzeg jeszcze nie pojawił się na obrzeżach widnokręgu, wokoło bezkres, otchłanie żałoby, ciemne ponure fale, i żałośnie płakała. Patrzyłem na twarze moich bliskich, twarze pełne spokojnej wdzięczności. Rytuał wydarzał się w naszym imieniu, ale bez naszego udziału.



7.

Siedzący w swoim gabinecie kierownik słyszał wprawdzie jakiś osobliwy, niezrozumiały i bardzo przenikliwy dźwięk, dobiegający z pokoju współkolegów architektów, ale już od dawna, w obawie o swoje zdrowe zmysły, postanowił sobie nie sprawdzać, co się tam dzieje. Teraz jednak niezwykły odgłos, nieco mniej przenikliwy, ale tym bardziej do niczego nie podobny, rozlegał się z denerwującą regularnością co dziesięć minut i trwał bardzo długo. Kierownik pracowni patrząc na zegarek, stwierdził, że pełne czterdzieści pięć sekund. Za jedenastym razem nie wytrzymał. Starając się zachowywać jak najciszej, chociaż okropny terkot i tak głuszył wszystko, ostrożnie uchylił drzwi intrygującego pomieszczenia i zamarł w osłupieniu. W pokoju siedziało sześć osób, wpatrzonych zahipnotyzowanym wzrokiem w stojące pośrodku żelazne pudło, z którego wydobywał się wściekły warkot. Wszyscy mieli taki wyraz twarzy, jakby słuchali muzyki niebiańskiej i jakby patrzyli wprost we wrota raju... Kierownik pracowni nie mniej ostrożnie zamknął z powrotem uchylone drzwi i postanowił sobie na wszelki wypadek pójść do psychiatry.



8.

Nagle odwrócił głowę od okna, westchnął lekko, pogodnie patrząc na milczącą klasę powiedział: - No, no! - i uśmiechnął się do kilku uczniów. Był najwidoczniej w dobrym humorze. Westchnienie ulgi przeszło przez salę. Wszystko zależało od tego, czy doktor Mantelsack był w dobrym, czy też w złym humorze, wiedziano bowiem, że poddawał się nastrojom nieświadomie i bez cienia samokrytycyzmu. Był on zupełnie wyjątkowo, bezgranicznie i naiwnie niesprawiedliwy, a łaska jego była zwiewna jak samo szczęście. Zawsze miał dwu lub trzech ulubieńców, do których mówił „ty” nazywając ich po imieniu i którym działo się jak w raju. Mogli mówić niemal, co chcieli, i zawsze było dobrze; a po lekcji doktor Mantelsack gawędził z nimi bardzo przyjaźnie. Ale pewnego dnia, na przykład po feriach. Bóg jeden wie dlaczego, nagle odrzucano, unicestwiano, odprawiano faworyta, kogo innego nazywano po imieniu... Tym szczęśliwcom zaznaczał błędy w ekstemporaliach nadzwyczaj lekko i delikatnie, tak że prace ich, nawet gdy posiadały wielkie braki, wyglądały porządnie. Ale w innych zeszytach podkreślał błędy gniewnym piórem, zalewał je czerwonym atramentem, toteż wywierały one odstraszające i niedbałe wrażenie. A ponieważ nie liczył błędów, lecz stopnie na cenzurę stawiał według ilości czerwonego atramentu, tedy ulubieńcy jego dobrze na tym wychodzili. Postępując tak nie miał żadnych złych zamiarów, uważał, że jest w porządku i że zachowuje zupełną bezstronność. Gdyby ktoś miał smutną odwagę zaprotestować, straciłby wszelkie widoki na to, by go kiedykolwiek tykano i nazywano po imieniu. A tej nadziei nikt nie tracił...
Doktor Mantelsack stał ze skrzyżowanymi nogami i przeglądał notes. Iks siedział pochylony i łamał ręce pod stołem. Kolej była na X, na literę X! Zaraz zabrzmi jego nazwisko, zaraz wstanie z ławki i nie będzie umiał powiedzieć ani jednego wiersza, i będzie skandal, głośna, straszna katastrofa, mimo dobrego humoru nauczyciela... Sekundy ciągnęły się pełne udręki.



9.

- Spójrz - powiedziała Midge, śmiejąc się niepewnie. -Ćma przyleciała popatrzeć na nas. Zobacz, jaka miła. Nie wiedziałam, że ćmy mogą być tak sympatyczne. Życie jest dziwne - dodała po chwili, rozmarzonym głosem. - Siedzimy sobie w kuchni na podłodze, gaz jeszcze nie całkiem wywietrzał, przez okno wpadają ćmy, ale wydaje się nam, że to raj.



10.

Była realistką do szpiku kości. Poza wszystkim innym cieszyła się, że odwiedzi dzieci. Była ciekawa ich samych i ich potomstwa. Nie przywiązywała się do miejsc. Stanowiły one jedynie postoje na drodze do nieba. Nie lubiła pracy jako takiej, ale wykonywała ją, pracowała, bo przecież ktoś musiał to robić. Prócz tego była zmęczona. Coraz trudniej przychodziło jej pokonywać odrętwiałość i bóle, które usiłowały zatrzymać ją z rana w łóżku - co im się zresztą nigdy nie udawało.
Wyczekiwała na niebo, jako na miejsce, gdzie ubranie się nie brudzi i gdzie nie trzeba gotować jedzenia ani zmywać statków. Mówiąc szczerze, istniały w niebie pewne rzeczy, które niezupełnie pochwalała. Za dużo tam było śpiewania, a poza tym nie pojmowała, jakim sposobem nawet wybrańcy potrafią wytrzymać przez dłuższy okres to przyobiecane niebiańskie lenistwo. Już ona tam znajdzie coś do roboty w niebie. Przecież musi być takie czy inne zajęcie, którym można wypełnić sobie czas - może trzeba zacerować jakieś obłoczki, natrzeć maścią czyjeś zmęczone skrzydła. Może kołnierze szat wymagają niekiedy przenicowania, a zresztą, skoro już o tym mowa, trudno uwierzyć, żeby nawet w niebie nie było gdzieś po kątach pajęczyn, które trzeba zetrzeć ścierką okręconą na szczotce.



11.

Pamiętam, jak pewnego razu tak bardzo pragnąłem uniknąć świdrujących kobiecych spojrzeń, że wstałem grubo przed świtem, wykradłem się z szałasu i chyłkiem poszedłem nad brzeg rzeki, by choć raz w spokoju i bez świadków umyć całe ciało.
Zrzuciłem ubranie, wskoczyłem do rzeki, a potem stanąłem po kolana w wodzie i solidnie namydliłem skórę. To dobry sposób na pasożyty - mydli się człowiek cały, a potem stoi i czeka aż piana wyżre wszystko, co trzeba. Patrzyłem na przeciwległy brzeg i myłem zęby. A piana żarła.
Dookoła panowała doskonała cisza.
A piana żarła.
Nadchodził świt.
A piana żarła.
I żarła.
Wreszcie zdecydowałem, że już wystarczy. Opłukałem się, odwróciłem w stronę mojego brzegu i stanąłem, jak wryty: Na kamieniach naprzeciwko siedziało kilkanaście indiańskich kobiet wpatrzonych we mnie jak w obraz pt, „Adam w raju”. Niestety, nigdzie w pobliżu nie było figowych listków. Za to moja twarz - na którą żadna z obecnych chwilowo nie patrzyła, bo były skupione na czymś innym - kwitła jak piwonia.



12.

- O, ten dzień został nam zesłany z raju, czyż nie tak? - Iksa westchnęła upojona szczęściem. - Co za czarodziejskie powietrze! Spójrz na tę purpurę tam w dolinie. Czy czujesz boski zapach żywicy? Płynie on z tamtej słonecznej polanki, gdzie pan W. wyciął sosny. Błogosławieństwem jest żyć takiego dnia, a niebiańską rozkoszą upajać się zapachem żywicy. Ściętych sosen nie ma chyba w niebie? Jednakże niebo wydałoby mi się niedoskonałe, gdyby mnie tam nie ogarnął powiew żywiczny. A może istnieje w niebie ten zapach, mimo że śmierci tam nie ma?… O, zapewne tak jest, bo ten cudowny aromat musi być duszą sosen, a przecież niebo - to siedlisko wszystkich dusz.



13.

Droga znowu prowadziła przez wulkaniczne wzgórza; sądzę, że tylko niektóre były wapienne. W końcu równina kapuańska i zaraz potem sama Kapua, gdzie zatrzymaliśmy się na południowy odpoczynek. Po południu mieliśmy przed sobą piękną równinę. Szeroka droga biegnie między łanami pszenicy, która jest już na piędź wysoka i wygląda jak dywan. Rzędami na polach stoją topole, a na ich wysokich gałęziach rozpięte są winne latorośle. I tak już jest aż do Neapolu. Jasna, cudowna, pulchna gleba, dobrze uprawiana. Krzewy winne są tu niezwykle mocne i wysokie, latorośle jak sieci kołyszą się między topolami.
Przez cały czas mieliśmy Wezuwiusza po lewej stronie. Dymił straszliwie i w skrytości duszy cieszyłem się, że nareszcie na własne oczy oglądam to niezwykłe zjawisko. Niebo coraz jaśniejsze, aż w końcu pokazało się słońce, mocno podgrzewając nasze ciasne mieszkanie na kółkach. Kiedy dojeżdżaliśmy do Neapolu, niebo było już zupełnie czyste. Znaleźliśmy się rzeczywiście w całkiem nowym kraju. Płaskie dachy świadczą o odmiennym klimacie, jakkolwiek wnętrza domów mogą się okazać niezbyt przyjemne. Wszyscy są na ulicy, wygrzewają się w słońcu, póki nie zajdzie. Mieszkaniec Neapolu uważa, że żyje w raju; o krajach północnych ma bardzo żałosne wyobrażenie: „Sempre neve, case di legno, gran ignoranta, ma Danami assai.” Tak to sobie przedstawia nasze życie. Dla zbudowania wszystkich Niemców tłumaczę te słowa: „Stale śnieg, domy drewniane, wielka ignorancja, ale pieniędzy w bród.”



14.

Jest mi też bardzo smutno. Waldemar mnie nie odwiedza, gdyż nie przechodził świnki w dzieciństwie i boi się zarazić. Postępuje podle. Mężczyźni są egoistami i tchórzami. Jak on by zachorował nawet na dżumę, to ja bym go nie opuściła i pielęgnowała, aż razem byśmy dostali tej wysypki i razem byśmy umarli, na jednym słomianym, przepoconym sienniku. Iksa jest tyranem, właśnie przeszła przez pokój i ryknęła na mnie że płacze. Ona twierdzi, że jak ja płaczę nad listem, to na pewno piszę jakieś okropności. A czy ja piszę jakieś okropności? Czy ja w ogóle zrobiłam komu cos złego? Gdybym teraz umarła, to chyba zaraz poszłabym wprost do nieba, ponieważ czuję, że dusza moja jest czysta jak kwiat, choć ciało mam chore. Na świnkę. Kochana Mamo, napisz do mnie list. Koniecznie mi napisz, czy to prawda, że nad moim poprzednim listem, jak mówi tata, „ryczałaś ze śmiechu”. Na pewno to tylko te jego dowcipy, nie obrażaj się, że Cię podejrzewam, ale jednak napisz mi, czy to prawda.



15.

Wreszcie zakończył, że dopiero wówczas nastanie raj na ziemi, kiedy wszystko będzie wspólne: ziemia, budynki, maszyny, a nawet żony.
Ponieważ jestem kawalerem (nazywają mnie nawet starym) i piszę ten pamiętnik bez obłudy, przyznam więc, że mi się ta wspólność żon trochę podobała. Powiem nawet, że nabrałem niejakiej życzliwości dla socjalizmu i socjalistów. Po co oni jednak koniecznie chcą robić rewolucję, kiedy i bez niej ludzie miewali wspólne żony?



16.

Iksowi nie sposób przemówić do serca. Nie ma w nim ani krzty poezji - ani krzty szalonej tęsknoty za nieosiągalnym. Iksowi nie zdarza się „ronić łez, nie znając przyczyny”. Jeżeli Iks ma łzy w oczach, można być pewnym, że jadł surową cebulę lub nałożył sobie za dużo pikantnego sosu do kotleta. Jeślibyś stanął z Iksem nocą nad brzegiem morza i powiedział: - Cyt! Czyż nie słyszysz? Toż to syreny śpiewają w falującej wód głębinie. A może duszki smętne nucą pieśń żałobną za zbielałych topielców uwięzionych w sitowiu? Iks wziąłby cię za ramię i powiedział: - Ja wiem, co to jest, staruszku, zmarzłeś. Lepiej chodź ze mną. Znam tu pewien lokal, dwa kroki stąd, gdzie dostaniesz najlepszą szkocką whisky, jaką kiedykolwiek piłeś. Natychmiast postawi cię na nogi. Iks zawsze zna jakiś lokal dwa kroki stąd, gdzie można dostać coś wyśmienitego na gardło. Przypuszczam, że gdybyś spotkał Iksa w Raju (załóżmy, że to możliwe), powitałby cię słowami: - Tak się cieszę, że cię widzę, stary druhu, dwa kroki stąd jest sympatyczny lokal, gdzie można dostać naprawdę pierwszorzędną ambrozję.



17.

Bardzo mnie interesowało, skąd w psim raju bierze się czekolada, biszkopty, miód i inne smakołyki; kto buduje psie domki i pomnik doktora Dolittle; skąd biorą się parasolki, kapelusze, czapraki, w które przystrajają się psy oraz ich rodziny. Uważałem jednak, że nie powinienem o to pytać, gdyż byłoby rzeczą niedelikatną wtrącanie się do rajskich spraw. Pomyślałem sobie zresztą, że na to właśnie jest raj, ażeby wszystko zjawiło się w mig i nie wiadomo skąd.



18.

Nadawanie wszystkiemu nazw postępuje beztrosko naprzód, na przekór wszystkiemu, co mógłbym zrobić. Miałem bardzo trafną nazwę dla posiadłości, brzmiącą prześlicznie i melodyjnie: OGRÓD RAJSKI. Potajemnie nadal ją stosuję, lecz nie mogę już tego robić oficjalnie i otwarcie.
To nowe stworzenie mówi, że cała posiadłość to nic, tylko lasy, skały i piękne widoki, więc w niczym nie przypomina ogrodu. Twierdzi, że posiadłość „wygląda” jak park i jak nic innego tylko park. Tak więc, bez porozumienia ze mną, została przemianowana na PARK WODOSPADU NIAGARA. Wydaje mi się to dosyć arbitralne. Na dodatek pojawiła się już tabliczka: NIE DEPTRAĆ TRAWY
Moje życie nie jest już tak szczęśliwe jak niegdyś.



19.

W jednym roku próbowałam uprawiać len na dotąd nie wykarczowanych polach. Jest to bardzo miłe zajęcie, wymagające jednak znajomości rzeczy i doświadczenia. Jako doradcę w tych sprawach miałam pewnego uchodźcę wojennego z Belgii. Gdy na jego pytanie, jaki obszar mam zamiar zasiać, odpowiedziałam, że sto dwadzieścia hektarów, natychmiast wykrzyknął: „To niemożliwe, proszę pani!” Jego zdaniem mogłam liczyć na powodzenie przy zasianiu dwu hektarów, a już najwyżej czterech. Ale cztery hektary nie mogły nas urządzić i pomóc nam wyjść z kłopotów, zasialiśmy więc lnem sześćdziesiąt hektarów. Lazurowo kwitnące pole lnu przedstawia piękny widok, wydaje się niebem na ziemi. Nie ma też wdzięczniejszego produktu niż lniane włókno - mocne i połyskliwe, lekko tłustawe w dotyku. Myślami odprowadza je człowiek daleko, wyobraża sobie, jak włókno przeradza się w pościel i nocną bieliznę.



20.

A kiedy już myślałem, że nic nie zdoła mnie poruszyć w malarstwie minojskim, natknąłem się na sarkofag z Hagii Triady i doznałem olśnienia. Jest to niewątpliwie arcydzieło, wobec którego wszystkie kreteńskie freski bledną i gasną. Zbliżyłem się do niego z nabożeństwem, obszedłem jego cztery strony i wtedy zadzwonił dzwonek – zamykano muzeum. I znów marzenie, żeby dać się tu zamknąć i spędzić noc i poranek sam na sam bez natrętnych wycieczek, nauczyć się na pamięć wszystkich jego kolorów i linii tak, żeby potem, kiedy już będę daleko, można było zamknąć oczy i wywołać jak film wspomnienie – obraz dokładniejszy od wszystkich reprodukcji.
Nazwałem tę dzielnicę dzielnicą mięsa i owoców. Leży w środku Heraklionu i życie zamiera w niej, gdy słońce stoi pionowo nad miastem; za to rozkwita w zmierzchu i w czasie długich godzin wieczornych i nocnych, kiedy z gór schodzi chłodne powietrze. Zapach krwi, słodki oddech piekarń, cierpka chmura ziół. Owoce ogrodów i owoce morza. Nad tym wszystkim hałas i jazgot tureckiego bazaru. Przyczółek Azji.
Jednopiętrowe drewniane domki z tanimi restauracjami. Proste drewniane stoły, wystawione – jak być powinno – na ulicę. Najprzód kelner, nie pytając o nic, stawia szklankę zimnej wody, która napełnia całe ciało świeżością źródła. Zamawiam jako przystawkę talerz małych, w całości smażonych rybek, owczego sera, oliwek i zabójczo pikantnej papryki oraz nieodzowną wódkę anyżową – ouzo. Potem najprostsze danie – grecka pizza – mussaka: oberżyny, purée z kartofli i mielone mięso; cały ten przekładaniec zapiekany na gorącej blasze. Chleb jest biały i słodki, z ziarnkami siemienia na wypieczonej skórce. Wino białe z wyspy Samos, zaprawione żywicą jak za czasów Homera. A potem ogromne odpustowe ciasto. Kuchnia grecka jest chłopska i realizuje marzenia o raju, w którym powinno być słodko i tłusto.



21.

Pewnego letniego wieczoru, spacerując z matką po tej ulicy, zobaczyłam przez okno w jednym z domków scenę rodzinną, która utkwiła mi głęboko w pamięci, bo odpowiadała dokładnie pojęciom, jakie wyrobiłam sobie o przyzwoitym, normalnym życiu. Mały, ale czyściutki pokoik, tapety w kwiaty, kredens, lampa wisząca nad nakrytym stołem. Przy stole siedziały dwie czy trzy dorosłe osoby i troje dzieci, w wieku od ośmiu do trzynastu lat. Na środku stołu dymiła waza; matka stojąc rozlewała zupę na talerze. Może się to wydawać dziwne, ale największe wrażenie zrobiła na mnie wisząca pośrodku lampa, a raczej nadzwyczaj miły, codzienny wygląd, jakiego wszystko nabierało w jej świetle. Później, myśląc o tym obrazku rodzinnym, powiedziałam sobie stanowczo, że muszę dążyć do tego, aby zamieszkać kiedyś w takim właśnie domu, mieć taką właśnie rodzinę i żyć w kręgu tego światła, które zdawało się mówić o spokojnej, trwałej miłości. Wiele osób będzie uważało, że miałam skromne aspiracje, ale trzeba pamiętać, w jakich warunkach wówczas żyłam. Na mnie, urodzonej w domu kolejarzy, domek ten robił na pewno takie samo wrażenie, jakie na jego mieszkańcach, którym tak zazdrościłam, wywierały największe i najbogatsze domy w eleganckich dzielnicach miasta. Tak więc każdy wybiera sobie raj, który jest piekłem dla innych.
Matka natomiast roiła o wielkiej przyszłości dla mnie; ale jak szybko się przekonałam, projekty jej nie miały nic wspólnego z moimi marzeniami o urządzeniu sobie życia. Jednym słowem, myślała o tym, że piękność moja pozwoli mi zdobyć wszelkiego rodzaju powodzenie, ale nie o tym, że mogę po prostu wyjść za mąż i założyć rodzinę. Żyłyśmy w nędzy i jak już wspomniałam, moja uroda była jedynym bogactwem, jakim mogłyśmy rozporządzać, i to nie tylko ja, ale i matka, choćby dlatego, że to ona wydała mnie na świat.



22.

Najwięcej rajów legendarnych opiera swą szczęśliwość na rozkoszach zmysłowych. Taki np. raj Mahometa: jego wyższe sfery posiadają budowle kryte złotem i drogimi kamieniami, każda z nich zawiera siedemset łóż pozłocistych, a każde łoże otoczone jest przez siedemset hurys. Nie inaczej też wyobraża sobie szczęścia Eden niebieski Talmudu, znajdujący się w siódmej sferze nieba, którego wrota strzeżone są przez siedemset tysięcy aniołów. Gdy wchodzi doń mąż sprawiedliwy, anioły kładą mu wieniec na czoło i gałąź mirtową do ręki i tańczą śpiewając: „Jedz chleb twój i raduj się”. W Edenie tym płyną cztery rzeki, z mleka, miodu, wina i kadzidła, osiemset tysięcy drzew je ocienia, a stoją w nich zastawne stoły z drogich kamieni. Podobnie i u Indów przedstawia się kraj Utta-rukuru: według Mahabharaty, drzewa w tym kraju są zawsze i w kwiatach, i w owocach, niektóre z nich dają mleko, a inne dają te owoce, jakich właśnie pragnie zrywający. Ramajana znów opisuje, jak w kraju błogosławionych wszędzie rozsiane są drogie kamienie, a za-miast piasku leżą perły.
Oparcie szczęścia na wrażeniach zmysłowych, a w szczególności na wrażeniach podniebienia, występuje silniej jeszcze w krajach z bajek, w Schlaraffenlandzie czy Pays de Cocagne. W kraju takim - którego mapy nawet rysowano we Włoszech - kiełbaski rosły na drzewach, a jeziora z wina były tak głębokie, że mogły nosić statki. Przeglądały się w nich góry z pokładami dukatów, które zbierać mógł każdy, kto chciał. Sady rodziły w nim owoce wszelkiego rodzaju, świeże i mrożone, kapłony biegały w nim oskubane i przygotowane do pieczenia, z rzek ryby smażone skakały wprost do rąk, rzeki płynęły muszkatem i winem cypryjskim, a brzegi ich zarośnięte były tortami. Kto siadł w nim do stołu, przed tym stawała upieczona zwierzyna, kapłony, bażanty, zające, kurczęta. Mieszkańcy jego żyli w idealnej beztrosce i bezczynności.



23.

Mój dziadek ze strony matki był pastorem i kaznodzieją królewskim. Pewnego razu, nim ziemię zaludniły jego dzieci, wnuki i prawnuki, dziadek natrafił na długą, zieloną łąkę, otoczoną lasami i górami. Przypominała wręcz rajską dolinę. Jednym swym końcem dochodziła do zatoki morskiej, w której mogłyby się kąpać następne pokolenia.
Więc dziadek pomyślał, że tu chciałby zamieszkać i tu się rozmnażać, bo to z pewnością jest Kanaan, Ziemia Obiecana.
Wybudowali razem z babką duży dom o łamanym dachu, z mnóstwem pokoi, schodów i tarasów, i z ogromną werandą. Wewnątrz i na zewnątrz poustawiali białe wiklinowe meble, a kiedy dom był gotowy, dziadek zaczął sadzić. Wszystko, co zasadził, zapuszczało korzenie i rozrastało się, i kwiaty, i drzewa, aż w końcu łąka stała się Edenem, a dziadek, który nosił dużą, czarną brodę, zwykł był się po nim przechadzać. Wystarczyło, by wskazał laską na jakąś roślinę, a ta, doznając błogosławieństwa, rosła jak szalona.
Cały dom pokrywały kapryfolium i dzikie wino, a weranda była schowana za ścianami z pnących różyczek. Na werandzie siedziała babka w jasnopopielatej jedwabnej sukni i wychowywała swoje dzieci. Wkoło niej latało tyle pszczół i trzmieli, że słyszało się jakby bardzo cichą muzykę organową. W dzień świeciło słońce, w nocy padał deszcz, a w ogrodzie skalnym mieszkał anioł, któremu nie należało przeszkadzać.
Kiedy myśmy z mamą przyjechały, babka jeszcze żyła. Zamieszkałyśmy w pokoju od zachodniej strony, w którym też były białe meble i spokojne obrazy, nie stała jednak żadna rzeźba.



24.

Przemian tych dokonaliśmy niepostrzeżenie, to prawda; lecz między wspomnieniem nagle powracającym a naszym stanem obecnym, tak samo. jak między dwoma wspomnieniami dotyczącymi różnych lat, miejsc lub godzin, rozciąga się przestrzeń taka, że wystarczyłoby, pominąwszy nawet oryginalność specyficzną, uczynić je nieporównywalnymi. Tak, jeśli wspomnienie, dlatego że poszło w niepamięć, nie zdołało zadzierzgnąć żadnej więzi, przerzucić żadnych ogniw między sobą a minutą obecną, jeśli utknęło na swoim miejscu i w swojej dacie, jeśli zachowało swoją osobność i swoją izolację na dnie doliny lub na szczycie górskim, zaczynamy nagle dzięki temu oddychać powietrzem nowym, z tej właśnie racji, że jest to powietrze, które wdychiwaliśmy ongi, owo powietrze czyściejsze, jakim poeci daremnie pragnęli wypełnić Raj, a które nie mogłoby dać owego głębokiego wrażenia odnowy, gdybyśmy nie oddychali nim już kiedyś, bo prawdziwym rajem jest raj utracony.



25.

Więc kładli się na ziemi i patrzyli na rzekę. A rzeka płynęła bardzo powoli, bo wcale jej się nie śpieszyło, aby dostać się tam, dokąd wiedziała, że i tak zdąży.


===========


Dodane 30 grudnia 2012:
Tytuły utworów, z których pochodzą konkursowe fragmenty, znajdziesz tutaj:
Rozwiązanie konkursu
Wyświetleń: 7749
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 41
Użytkownik: paren 2012-12-16 21:10 napisał(a):
Odpowiedź na: Przedstawiam KONKURS n... | paren
Raj w sieci!
Oto nowe, swojskie oblicze Raju, które prezentuje nam Czajka w swoim konkursie. :-)

Zapraszamy! :-)
Użytkownik: margines 2012-12-17 00:29 napisał(a):
Odpowiedź na: Przedstawiam KONKURS n... | paren
Skorzystam z zaproszenia:)!

Wypędzę z siebie lenia!

Jeszcze może napiszę tu w lot,
że... jeśli nie tygrys,
to... może kot:)?
Użytkownik: janmamut 2012-12-17 03:49 napisał(a):
Odpowiedź na: Przedstawiam KONKURS n... | paren
No i wpadłem w sidła własnych zasad! Skoro konkurs bez Czajki jest dla mnie nieważny, tu nie mam podstaw do omijania, więc wyjątkowo znów jestem.
Użytkownik: Czajka 2012-12-17 05:09 napisał(a):
Odpowiedź na: Przedstawiam KONKURS n... | paren
Witam, witam wszystkich chętnych do raju, można tu popatrzeć na rzekę i zjeść jabłko. Węża nie ma tym razem. Zapraszam. :)
Użytkownik: margines 2012-12-17 13:29 napisał(a):
Odpowiedź na: Przedstawiam KONKURS n... | paren
(Nie)śmiało chciałem zauważyć,
co już wczoraj w nocy
pierwsze rzuciło mi się w oczy,
ale pewnie nikogo tym nie zaskoczę,

że to... jabłko ukryte w książce
jest przeurocze:)

A ten listek - nie figowy -
to jest pomysł całkiem nowy.

Ale hasło... wymarzone,
dla nas wszystkich jak stworzone:)!

I niech mi niektórzy nawet nie wierzą,
ale Sznajperowi brawa, owacje na stojąco się należą!
Użytkownik: Czajka 2012-12-18 18:39 napisał(a):
Odpowiedź na: Przedstawiam KONKURS n... | paren
Moi mili! Ważny komunikat, właśnie nad ranem padły wszystkie bramy i raj stanął otworem. Zatem jedna nagoda już ma swojego zwycięzcę, ale w dalszym ciągu druga czeka na losowanie do końca konkursu.
Zapraszam i zachęcam do zgadywania. :)
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2012-12-27 10:00 napisał(a):
Odpowiedź na: Przedstawiam KONKURS n... | paren
Jejku, czegóż taka cisza na tym forum? Wszyscy wszystko mają? Ja tam się otwarcie przyznam, że brak mi 6, 16 i 19 (plus kilku innych, ale w tamte strzeliłam i posłałam do sprawdzenia). Zechce jakaś dobra dusza zamataczyć?
Użytkownik: Monika.W 2012-12-27 10:40 napisał(a):
Odpowiedź na: Jejku, czegóż taka cisza ... | dot59Opiekun BiblioNETki
Ja mam wszysto. Ale zupełnie się gubię w zakresie dozwolonego mataczenia. Bo wiem, że dzwony biły, ale nie wiem, w którym kościele. Gdzie są zasady mataczenia??
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2012-12-27 11:27 napisał(a):
Odpowiedź na: Ja mam wszysto. Ale zupeł... | Monika.W
O to chodzi, że nie ma. Niektórzy autorzy konkursów wymagają, żeby nie dawać podpowiedzi zbyt bezpośrednich (typu: "Czterej pancerni i pies" - "czterech dwunożnych i jeden czworonożny w pojeździe opancerzonym"), inni optują, żeby nie dawać też namiarów geograficznych, nie podpowiadać, czy konkursowicz to ma ocenione i jak dobrze, itd. Zawsze można próbować dać jakieś ogólne aluzje do całokształtu twórczości rodzica albo do treści dusiołka.
Użytkownik: Czajka 2012-12-27 10:52 napisał(a):
Odpowiedź na: Jejku, czegóż taka cisza ... | dot59Opiekun BiblioNETki
Jak to w raju, każdy leży, patrzy w rzeczkę i słucha chórów. :)
I, uwaga! W komunikatach jest błąd - otóż nie ma poniedziałku 28 grudnia w tym roku. Może po końcu świata byłby, ale że końca świata nie było, więc koniec konkursu jest nie w poniedziałek ale w piątek. Czyli jutro. :)
Użytkownik: paren 2012-12-27 11:02 napisał(a):
Odpowiedź na: Jak to w raju, każdy leży... | Czajka
Poprawiłam. :-)
Użytkownik: Czajka 2012-12-27 11:58 napisał(a):
Odpowiedź na: Poprawiłam. :-) | paren
Dzięki, nie chciałam Cie fatygować poświątecznie. :)
PS. Czytam Mamę Muminków. :D
Użytkownik: paren 2012-12-27 12:35 napisał(a):
Odpowiedź na: Dzięki, nie chciałam Cie ... | Czajka
O, wspaniale! Miłej lektury Ci życzę! :-)
Użytkownik: Czajka 2012-12-27 12:02 napisał(a):
Odpowiedź na: Jejku, czegóż taka cisza ... | dot59Opiekun BiblioNETki
Uwaga, mataczę. Mataczę dziewiątego dusiołka, przy czym właściwie czołgu używam jako narzędzia. Narzędzie w dziewiątym widać nieco ulotnie, chociaż nie jest to narzędzie do tego w czym się Mamusia-Tatuś specjalizuje i różnica leży w samo. Miało być samo a na ogół jest za. W pierwszej części, bo druga część tego (do czego się używa narzędzia, ale nie tego co widać) jest taka sama.
Użytkownik: Monika.W 2012-12-27 12:50 napisał(a):
Odpowiedź na: Jejku, czegóż taka cisza ... | dot59Opiekun BiblioNETki
No to spróbuję mataczyć.
6 - sama nie czytałam, ale domyśliłam się. na Bnetce znane i chwalone, wręcz entuzjastyczne opinie. No folk taki współczesny. Że polski - to widać.
16 - satyryczna pozycja. W swej satyryczności bardzo kontrowersyjna - albo się tę książkę kocha, albo nie znosi. Ja należę do tych zmęczonych i zirytowanych. Według mnie nie jest reprezentatywna dla humoru kraju pochodzenia. Tak trochę do przykładu Twojego czołgu czołgowo podobna.
19 - fragment jest absolutnie nie-reprezentatywny dla tej powieści. Przynajmniej według mnie. Zapomnij, jak to ze lnem było - i wczuj się w nastrój...
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2012-12-27 13:58 napisał(a):
Odpowiedź na: No to spróbuję mataczyć. ... | Monika.W
Dzięki! 6 i 19 namierzyłam chwilę wcześniej, a 16 okazało się bardzo skuteczne. Nawet kawałek przeczytałam, znalazłszy tekst w stosownym źródle...
Użytkownik: aleutka 2012-12-27 12:04 napisał(a):
Odpowiedź na: Przedstawiam KONKURS n... | paren
Rozpoznaje bardzo malo fragmentow, wiec raczej udzialu nie wezme, ale mnostwo tychze fragmentow bardzo rozbudzilo moj apetyt :)
Użytkownik: Czajka 2012-12-27 15:21 napisał(a):
Odpowiedź na: Rozpoznaje bardzo malo fr... | aleutka
Ale przecież nie ma minimalnego pułapu znajomości fragmentowej. :)
Użytkownik: joanna.syrenka 2012-12-28 17:24 napisał(a):
Odpowiedź na: Rozpoznaje bardzo malo fr... | aleutka
Aleutka, mnie też się wydawało, że mało rozpoznaję, a okazuje się, że sporo czytałam. Albo przynajmniej znam autorów.
Użytkownik: joanna.syrenka 2012-12-27 12:52 napisał(a):
Odpowiedź na: Przedstawiam KONKURS n... | paren
To teraz już wiem! "Dusiołek" jest od "duszy"! :)
Użytkownik: Czajka 2012-12-27 15:20 napisał(a):
Odpowiedź na: To teraz już wiem! "Dusio... | joanna.syrenka
Raczej od duszenia. :D
Użytkownik: joanna.syrenka 2012-12-28 19:46 napisał(a):
Odpowiedź na: Przedstawiam KONKURS n... | paren
Wiecie, co mi się przypomniało? Jak daaaawno, dawno temu odbyło się warszawskie spotkanie w nieistniejącym już Pałacu Starej Książki, ja dojeżdżając zadzwoniłam wtedy do Anny46, a ona błogim głosem oświadczyła mi: "JESTEM W RAJU....."
:)
Użytkownik: Czajka 2012-12-29 07:18 napisał(a):
Odpowiedź na: Wiecie, co mi się przypom... | joanna.syrenka
Pamiętam. Ach, jakie tam mamy wszyscy ładne zdjęcie na schodach. :D
Użytkownik: Cirilla 2012-12-28 23:17 napisał(a):
Odpowiedź na: Przedstawiam KONKURS n... | paren
Czajeczko posłałam - patrz w spamie :)
Użytkownik: Czajka 2012-12-29 07:17 napisał(a):
Odpowiedź na: Czajeczko posłałam - patr... | Cirilla
Nie byłaś w spamie, pewnie z okazji tortu. :D
Wszystkiego najksiążkowszego!
Użytkownik: Cirilla 2012-12-29 09:33 napisał(a):
Odpowiedź na: Nie byłaś w spamie, pewni... | Czajka
Dzięki! :)
Użytkownik: Marylek 2012-12-29 11:23 napisał(a):
Odpowiedź na: Dzięki! :) | Cirilla
Wszystkiego najlepsiejszego urodzinkowo, miau! :)
Użytkownik: Cirilla 2012-12-29 11:42 napisał(a):
Odpowiedź na: Wszystkiego najlepsiejsze... | Marylek
Dziękuję! Miau, przeczytałam! Podobało mi się - idę oceniać! :)
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2012-12-29 16:06 napisał(a):
Odpowiedź na: Dzięki! :) | Cirilla
Kolejnych wspaniałych lat w gronie przyjaznych Biblionetkowiczów i wśród nigdy niekończących się stosów książek!
Użytkownik: Cirilla 2012-12-29 16:17 napisał(a):
Odpowiedź na: Kolejnych wspaniałych lat... | dot59Opiekun BiblioNETki
O tak! :) Dzięki!
Użytkownik: Sherlock 2012-12-29 18:33 napisał(a):
Odpowiedź na: O tak! :) Dzięki! | Cirilla
Wielu szczęśliwych lat wśród biblionetkowych przyjaciół oraz zachwycających książek!
Użytkownik: Cirilla 2012-12-29 18:43 napisał(a):
Odpowiedź na: Wielu szczęśliwych lat wś... | Sherlock
Dziękuję Ci bardzo! Do zaczytania jeden krok! :)
Użytkownik: janmamut 2012-12-29 20:27 napisał(a):
Odpowiedź na: Czajeczko posłałam - patr... | Cirilla
O, już sześć lat? Oby wszystkie Twoje lektury były wartościowe, a odbierane głaski -- niekwantowe!

(Dla potrzeb rozumienia za jakiś czas: z obecnym nickiem "sklonowana kocica Schrödingera").
Użytkownik: Cirilla 2012-12-29 22:14 napisał(a):
Odpowiedź na: O, już sześć lat? Oby wsz... | janmamut
Dziękuję!!
PS Jutro. Z pracy. Dobrze?
Użytkownik: janmamut 2012-12-29 23:11 napisał(a):
Odpowiedź na: Dziękuję!! PS Jutro. Z ... | Cirilla
No pewnie, że trzeba czas w pracy dobrze wykorzystywać! :-)

Mogę mieć natomiast w najbliższych dniach zaburzenia w dostępie do sieci.
Użytkownik: Cirilla 2012-12-30 17:21 napisał(a):
Odpowiedź na: No pewnie, że trzeba czas... | janmamut
Gratuluję gwiazdeczki :) Pasuje do raju, nieba i OTW.
I do Pegaza, co płot obwąchuje.
Użytkownik: janmamut 2012-12-31 07:27 napisał(a):
Odpowiedź na: Gratuluję gwiazdeczki :) ... | Cirilla
Dziękuję! A gdy wspomniałaś OTW, zrozumiałem, dlaczego wyginęły mamuty. Po prostu dodały swoją masę do gwiazdki i nagle powstała czarna dziura, która je wessała. ;-)
Użytkownik: Cirilla 2012-12-31 11:45 napisał(a):
Odpowiedź na: Dziękuję! A gdy wspomniał... | janmamut
...i skończył się raj. :))
Użytkownik: _nika_ 2012-12-28 23:22 napisał(a):
Odpowiedź na: Przedstawiam KONKURS n... | paren
Posłałam Czajko wiadomość trochę po 21 , nie mam nic od Ciebie. Czyżby nie doszła ?
Użytkownik: Czajka 2012-12-29 07:17 napisał(a):
Odpowiedź na: Posłałam Czajko wiadomość... | _nika_
Doszła, doszła, ale ja właśnie wczoraj w tych okolicach padłam dziwnie. Idę nadać komunikat. :)
Użytkownik: Czajka 2012-12-29 07:23 napisał(a):
Odpowiedź na: Przedstawiam KONKURS n... | paren
Moi mili! Uwaga - ważny komunikat. Ponieważ późną nocą przyszło do mojej skrzynki dużo korespondencji konkursowej, a niektóra z pytaniami, więc przedłużam termin trwania konkursu do dzisiaj do dwunastej w nocy, 29 grudnia, czyli sobota. Można jeszcze przysyłać odpowiedzi. Tym samym wyniki będą jutro. :)
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: