Dodany: 2012-12-06 12:04|Autor: misiak297

6.12.2012 "Braterstwo krwi" Agnieszki Lingas-Łoniewskiej i nie tylko... (prezent na Mikołaja)


Kochani Biblionetkowicze - oto mój prezent dla Was na Mikołaja. Wiem, że wielu z Was czekało na tę czytatkę...

No i doczekałem się! Dzięki uprzejmości pewnej blogerki otrzymałem drugą część słynnej trylogii "Zakręty losu" Agnieszki Lingas-Łoniewskiej czyli Braterstwo krwi (Lingas-Łoniewska Agnieszka). Tych, którzy kojarzą, że gdzieś coś czytali, ale, kurczę, nie wiedzą, co to było i nawet nie mają tego w ocenach (innymi słowy: dzwoni, ale nie wiadomo, w którym czytelniczym kościele) odsyłam najpierw do czytatki: 29.06.2011 "Zakręty losu" i nie tylko... (czyli dlaczego ktoś znowu nie powinien chwytać za pióro). No to jedziem z "Braterstwem krwi".

Książkę otwiera jakże zachęcająca przedmowa pióra pisarki Anny Klejzerowicz (autorki "Cienia gejszy" i "Czarownicy"). Pozwolicie, że zacytuję tutaj ten wspaniały wstęp:

"Czy pamiętacie jeszcze emocje, towarzyszące czytelnikowi podczas lektury "Zakrętów losu" Agnieszki Lingas-Łoniewskiej?... [o, tak, tak, jak najbardziej! Ten śmiech, od którego pękła mi szyba w oknie] Ale chyba całkiem niepotrzebnie o to pytam: kto czytał, ten wie, że takich wrażeń - oraz takich wzruszeń - nie zapomina się łatwo [i znowu się zgadzamy! Te moje łzy wylane ze śmiechu! Nadal mógłbym zacytować całe fragmenty erotycznych fantazji bohaterów!]. A kto nie czytał, musi to niedopatrzenie jak najszybciej nadrobić [no proszę - jacy jesteśmy zgodni!]. Ponieważ oto przed nami dalsze [zakręcone] losy bohaterów trylogii: Katarzyny i Krzysztofa. Czy nadal się kochają? [I czy nadal tak często?] Czy są razem wbrew wszelkim przeciwnościom losu, jakich na swej drodze doświadczyli? A jakie relacje łączą obecnie Krzysztofa ze swym bratem - gangsterem? Czy Łukasz - Lukas - Borowski - zmienił się, czy zdołał w końcu przewartościować swoje życie? Po czyjej stronie stanie tym razem, gdy zło po raz kolejny zapuka do drzwi rodziny Borowskich? [dobra, będę się czepiał, ale skoro bohaterowie dzielili się nader hojnie swoimi fantazjami to ja się i swoją podzielę: zło puka do drzwi i pyta grzecznie: "przepraszam, czy można? Nie przeszkadzam"] (s. 5)" i tak dalej, i tak dalej, dalszej części przedmowy cytował nie będę, ważne, że macie pogląd na treść - w skrócie: wielka miłość, niebezpieczna mafia, czyhające zewsząd zagrożenie i pukające do drzwi zło.

Czytamy. Państwu Borowskim nadal zdarza im się mówić do siebie w wołaczu, piją sobie z dzióbków tiu-tiu-tiu mdło się robi, mogliby wymieniać się tymi słodkościami poza kadrem, ale dobrze to jest jeszcze do przejścia. Przypomnienie poprzedniej części, ok, stosownie. Dobra, scena w domu Borowskich. Ona czyta książkę, a on zastanawia się, jak mocno kocha żonę i jaka żona jest w ogóle cudowna. I oczywiście rozochocony zmierza w jej stronę.

"- Oho, znam to spojrzenie. - Patrzyła na niego roziskrzonym wzrokiem [my też znamy].
- Powinnaś. Moja śliczna. - Już był przy niej, już pochylał się nad jej uśmiechniętymi ustami. - Co czytasz? [o, jak miło retardacja i to czytelnicza! Jak my, biblionetkowicze, to lubimy, prawda?]. Zerknął na książkę i spojrzał na nią zmrużonymi, niebiesko-brązowymi oczami, w których dostrzegła jak zawsze nieposkromione pragnienie [to pragnienie też znamy, oj tak...].
- "Czarownicę". [zaraz zaraz... Gdzie ja widziałem ten tytuł? A w przedmowie, którą napisała autorka "Czarownicy"! Proszę, jaki to zbieg okoliczności! Klejzerowicz pisze wstęp, a Katarzyna Borowska czyta akurat tę książkę! Jak to się dziwnie układa! A może to reklama? Product placement?].
- Brzmi... groźnie.
- To książka o miłości - uśmiechnęła się.
- No właśnie. A propos miłości - przechylił głowę i uniósł znacząco brwi.
Kaśka pokręciła głową i odłożyła książkę.
- Zatem już nie czytasz?
- Wzrok mi musi odpocząć - odparła, otaczając jego szyję ramionami i przyciągając do siebie.
- No tak. Niech odpoczywa. Ale ty na to nie licz, moja śliczna Katko... - położył ją na sofie i przykrył jej ciało swoim, całując ją tak jak lubił - mocno, namiętnie i głęboko (s. 18). [I co? I to już koniec? Światło zgaszone? Żadnego "wyginam śmiało ciało? Jak to? Może ja mam wybrakowane wydanie. Szukam gdzieś znaczku "ta wersja może być czytana przez dzieci - jeśli chcesz sięgnąć po wersję z opisami seksu, kup egzemplarz dla dorosłych", ale nic takiego nie znajduję. A więc co? Już nie poznamy szczegółowych fantazji bohaterów? Już nie będziemy wiedzieć, gdzie on ją dotknął delikatnie, a co ona poczuła i co sobie tam szeptali... Jestem rozczarowany. Ale to może znaczy, że autorka rozwija warsztat i już nie będzie serwować tasiemcowej erotyki, którą będzie można omijać jak opisy przyrody w "Nad Niemnem"].

Czytamy dalej. Czyta się lekko i szybko, historia może być nawet ciekawa (bo to już nie jest: oni się spotkali, pokochali, a potem kochali i to opisywali, ale na przeszkodzie stanęło wszystko, ale oni nadal się kochali i w ogóle 'Trędowata), razi brak przejść między poszczególnymi scenami, dotyczącymi różnych bohaterów (żadnej gwiazdki, odstępu, oczywiście nie, żeby czytelnik był głupi, to by po prostu uporządkowało tekst).

I powtórzenia! Grrr... O na przykład tutaj:

"O czternastej miał spotkanie z tym całym Kowalczyszynem, który miał go przedstawić nowemu klientowi. Cały czas miał dziwne przeczucie, że ci ludzie prezentują całkiem odmienną sferę, o której potocznie mówiło się, że jest szara" (s. 26).

"Łukasz Borowski jechał w stronę Wrocławia, swojego rodzinnego miasta. Miasta, w którym mieszkał i pracował jego brat; w KTÓRYM to wszystko się działo, w KTÓRYM mieszkała kiedyś ona. Ta, KTÓREJ imienia nie mógł wypowiedzieć na głos, ale KTÓREGO pierwszą literę wytatuował sobie na krzyżu na piersi, aby nosić ten ciężar do końca swoich dni" (s. 36) itd. itd. pełne których. Podkreślenia oczywiście moje.

Do tego dorzućmy oczywiście kilka nieodzownych kwiatków w stylu: "szepnął Krzysiek, patrząc w niebieskie oczy mężczyzny, które teraz lekko się zaczerwieniły" (s. 53 - Lukas Borowski najwyraźniej umiał rumienić sobie oczy). "Złapał wpatrzonego w siebie blondyna za prawą rękę i odwrócił wierzchem do góry" (s. 53 - wbrew pozorom odwrócił rękę, nie blondyna).

I tu ciekawostka: pojawia się kolejny bohater, trochę przygłupawy, brutalny, taki, którego chciałoby się rozszarpać na strzępy. To nie kto inny jak znany nam z poprzedniej części trylogii Fazi. Tyle że ten mało sympatyczny gość w "Braterstwie krwi" dorabia się wdzięcznego nazwiska Misiak... Zaraz, zaraz, coś mi to mówi... Gdzieś o gościu z takim nickiem już słyszałem. Oświecicie mnie?

O i wreszcie trafiamy na scenę erotyczną godną tej prozy! Pospieszyłem się z tą oceną warsztatu autorki...

"Położył się obok niej, wsunął rękę pod kołdrę i zaczął gładzić jej pośladki. Wtulił twarz w jej włosy, które pachniały jej ulubionym brzoskwiniowym szamponem. Zamruczała cicho, jeszcze nie całkiem przytomna, ale jej ciało było już jak najbardziej rozbudzone. Wsunął w nią palce. Boże... była zawsze taka gorąca. Taka wilgotna. Taka sprężysta i gładka. [Jezu, litości!] Dla niego... Zawsze.
Jęknęła i otworzyła oczy. Spojrzała na niego, jego dwukolorowe źrenice aż gorzały. Patrzył na nią, nie przestając ruszać ręką.
- Krzysiu... - wyjąkała, ale pochylił się i pocałował ją mocno i żarliwie.
- Śliczna, ciii, nic nie mów. Teraz chcę cię poczuć. Tylko to... - szepnął i odwrócił ją na plecy. - Obejmij mnie, moja śliczna...
Zarzuciła mu ramiona na szyję.
- I jeszcze udami... - szepnął, ściągając z siebie ręcznik. Zsunął jej koszulkę do góry, odsłaniając piersi.
- Co ci się stało? - szepnęła, czując jego twarde ciało na sobie [nic nowego. Chyba że bohaterka zapomniała, co się dzieje z ciałem mężczyzny, gdy ten się podnieca].
- Ty mi się stałaś... - odparł cicho i powoli zanurzył się w niej, mokrej i gorącej [może więcej szczegółów?]. Tylko dla niego.
Kochali się z pasją. Ich ciała tak dobrze się już znały, lecz każdy kolejny raz był inny, za każdym razem na nowo odkrywali siebie, poznawali, uczyli. Kaśka zaciskała dłonie na jego przedramionach, wbijała palce w jego kark, plecy. On ułożył swoje dłonie pod jej pośladkami i unosił je wyżej, aby coraz mocniej, coraz głębiej w nią wejść [uwielbiam te instrukcje].
- Och, Katka, już nie mogę dłużej - szepnął w jej szyję [ciekawe, czy Katka usłyszała, bo szyja na pewno], łaskocząc ją oddechem [Katkę czy szyję?].
- Ja też nie.. - jęknęła, czując gwałtowny skurcz przyjemności, ogarniający jej ciało. Gdy on poczuł, jak ona zaciska się na jego członku, nie mógł już dłużej się powstrzymywać [po raz trzeci błagam - litości!]. Dał porwać się rozkoszy, która przeszła przez jego ciało jak sztorm i zostawiła go bez czucia leżącego na jej drobnym ciele [nie wiedziałem, że rozkosz ma ciało...], drżącego i oddychającego ciężko w jej pachnące włosy.
- Kocham cię moja brzoskwinko... - mruknął, schodząc z niej i kładąc się obok. Kaśka uśmiechnęła się i przytuliła się do jego mokrej piersi.
- Już nie śliczna? - szepnęła, przymykając oczy.
- Zawsze śliczna, zawsze moja, zawsze Katka, a teraz jeszcze brzoskwinka - odpowiedział, przytulając ją jeszcze mocniej (s. 64-65).

No nic, czytam dalej. Będę się na bieżąco dzielił wrażeniami z lektury.

Dobra, już po kolejnej porcji. I powiem tak: tu nie chodzi o fabułę. Widać, że Agnieszka Lingas-Łoniewska lubi się obracać w tych tematach... To znaczy biedny, ciężko doświadczony Kopciuszek, który nagle spotyka księcia z bajki i wszystko jest cacy. Ja wbrew pozorom do tego nic nie mam. Może to i banalne, ale niech każdy pisze to, w czym czuje się dobrze. Mnie przede wszystkim chodzi o patetyczne dialogi i kiepskie sceny erotyczne (a mało kto potrafi pisać dobre, bądźmy szczerzy). Wracając do schematów, tak samo jest w tym przypadku. Krzysztof i Kaśka Borowscy już są ze sobą, to teraz brat Krzysztofa - gangster Lucas - spotyka na swej drodze maltretowaną przez męża Ilonę. I sam się przez to zmieni, z bezlitosnego gangstera stanie się dzielnym, szlachetnym rycerzem. No ok. Tylko czy to wszystko musi się odbywać tak niegramatycznie?

Umówmy się: ja już nie będę pisał o powtórzeniach w tekście (chyba że jakiś fragment mnie szczególnie zrazi), a wy uwierzycie mi na słowo, że pełno tych powtórzeń tam jest. Tu na koniec tylko kilka z następujących po sobie stron:

"Zamyślona, podeszła do grobu swej przyrodniej siostry Małgośki, na którym była ostatnio w dniu jej urodzin, siódmego września. Przyszła wówczas razem z Krzyśkiem, bo ten obiecał swojemu bratu, że zawsze w ten dzień będzie przynosił na grób białe róże - ulubione kwiaty dziewczyny, KTÓRA w wieku osiemnastu lat przedawkowała narkotyki wskutek obdarzenia uczuciem człowieka, KTÓRY nie rozumiał znaczenia słowa "miłość"" (s. 74).

"Wystukała numer, którego nauczyła się na pamięć, KTÓREGO każda cyfra wryła się głęboko w jej umysł i już na zawsze miała tam pozostać" (s. 76).

"Łukasz nie potrafił zapanować nad złością, która była słyszalna w jego głosie. Ale nie był zły na nią [na złość?], tylko na tego sukinsyna, KTÓRY doprowadził ją do takiego stanu, w KTÓRYM jej własna niepewność ją zabijała [uhm...]" (s. 77).

"Delikatne pukanie do drzwi wyrwało go z myśli, które ostatnio coraz częściej go atakowały. Może dlatego, że wrócił do tego miasta, że spotkał się z bratem, KTÓRY nigdy nie miał wątpliwości co do tego, że kocha go braterską, szczerą miłością? Doszły do tego miażdżące wyrzuty sumienia. I jeszcze ta dziewczyna... Ilona. KTÓRA bez wątpienia była w jakimś popierdolonym związku z facetem, KTÓRYM najchętniej przetarłby wszystkie chodniki w mieście" (s. 79).

"Ale także ze względu na to z kim się spotykała. Z byłym przestępcą. Którego ścigała mafia. Który współpracował z policją. Która ścigała mafię" (s. 81).

No i kilka kwiatków na koniec:

"Poczuł ukłucie w sercu, wiedząc, że oto właśnie zaraz będzie musiał ją skłamać" (s. 73).

"Jego wzrok był lodowaty. Zimny jak arktyczny klimat" (s. 84).

"Po jej policzkach zaczęły lecieć łzy" (s. 97). [myślałem, że łzy płyną po policzkach, ale skoro nauczyły się fruwać...]

"Sama sobie się dziwiła, że już nie czuje tego obezwładniającego strachu. Czuła strach, ale już nie paraliżował jej tak jak ostatnio" (s. 113) [to w końcu czuła, czy nie czuła tego strachu?]

Aha i jeszcze o nadużyciach. Nie tylko słowa "który", ale też "Boże..." "Jezu" (nie żebym był specjalnie religijny, ale to razi, gdy wszyscy bohaterowie mówią tak samo - jakby nie było innych zamienników). No i jeszcze jedno: cholerne wielokropki! Powiedzieć, że Lingas-Łoniewska ich nadużywa to za mało - ona nimi faszeruje to powieścidło, zapewne chcąc pokazać bogate życie wewnętrzne swoich bohaterów. O, tak jak tu, wściec się można:

"- Boże... Maleńka... (...) Katka, będziemy mieli dziecko... Boże... będziemy mieli dziecko... (...) Nasze dziecko, Katka...
- Nasze kochany... Teraz już wszystko się ułoży... (...) Wiedziałam, Krzysiu... W końcu nasz pokręcony los się wyprostował [no tak, dotąd ciągle skręcał, jak w tytule cyklu]. Musiał. Bo inaczej bym zwariowała... - Kaśka wtulała się w jego ciało i nie widziała jego twarzy, która wyrażała bezbrzeżne cierpienie. I strach... Tak wielki, tak potężny, atakujący go ze zdwojoną mocą. Strach, już teraz nie tylko o nią, ukochaną kobietę, którą wielbił całym sobą. Ale o tę maleńką istotkę, za którą był odpowiedzialny, chociaż jeszcze się nie urodziła. I wiedział jedno... Musi za wszelką cenę, chronić tych, których kocha. I nie wybaczyłby sobie nigdy, gdyby znowu to całe zło dotknęło ją i ich dziecko. Ona by się z tego nie podniosła. A on... nie miałby po co żyć. Dlatego... nie może jej powiedzieć prawdy. Musi ją okłamać [przepraszam, czy to nie to samo?]. I musi zrobić coś, co sprawi, że będą bezpieczni. Dopóki on i Łukasz nie zakończą tej chorej sprawy. I wiedział jedno [to już wiedział raczej dwa]. Że to, co zrobi... zrani ją tak mocno, że on nie jest sobie nawet tego w stanie wyobrazić. Ale... nie miał innego wyjścia. (...) Wiedział, że po tym wszystkim... ona mu wybaczy i zrozumie, chociaż na początku to wszystko będzie dla niej jak koszmarny sen" (s. 111). Policzyłem to. Na tej stronie znajduje się szesnaście wielokropków i konia z rzędem temu, kto mi powie, po kiego grzyba one tu są? I jeszcze czemu kropki (już nie wielo...) są czasem postawione w takich dziwnych miejscach... Ech...

Lecę się męczyć dalej.

"Dziewczyna stała skulona, na głowie miała kaptur od sportowej bluzy, płaszcz, dżinsy i adidasy" (s. 118) [aż tyle jej się na głowie zmieściło?].

"Miał wrażenie, że skądś zna tego faceta, ale zamroczony alkoholem i narkotykami umysł, a teraz jeszcze poddany głębokiemu strachowi i wszechogarniającemu stresowi nie potrafił sobie przypomnieć, skąd zna tego wielkoluda" (s. 125) [czy naprawdę muszę komentować to rozwlekłe, idiotyczne zdanie?].

"Informacja o zdolnej, młodej pani fotograf była przekazywana z ust do ust i w związku z tym nie mogła się opędzić od zleceniodawców" (s. 309)

Tja - i zaczyna się (zwróćcie uwagę na wielokropki i na Boga, którego co i rusz wzywają wszyscy bohaterowie):

"Wiedział, że nie powinien, że to... może dla niej za wcześnie. Że ona nie jest dla niego... Że on niej jest dla niej... Że... że... że... A wtedy Magdalena przymknęła oczy. Boże... Taka śliczna... Taka delikatna... Taka pachnąca... (...)
- Jesteś piękna, moja piękna.... - wyszeptał ochryple. I wtedy poczuła jego twarde usta, które spadły na nią jak najsłodsza tortura. Boże... Smakował tak cudownie. Miętą i kawą. Muskał jej wargi swoimi, zaborczo, ale i delikatnie, prosząc o więcej, a jednocześnie nie naciskając. Słyszała, jak oddycha, wręcz czuła jego mocno bijące serce. I wtedy... podczas tego cudownego, delikatnego, ale jednocześnie trochę drapieżnego pocałunku, który obiecywał wiele, ale i pokazywał, jak wielkie rozterki przeżywa całujący ją mężczyzna, Magdalena zdała sobie sprawę, że teraz dopiero może powiedzieć, że wie, co znaczy miłość. (...) Teraz dopiero poczuła tę niemal niszczącą moc porywającego uczucia, które przepełniało ją całą, nie dając szansy na myślenie, na analizowanie, na zdroworozsądkowe podejście. Teraz liczył się tylko on. Taki piękny. Taki silny. Będący z nią tu i teraz. (...) - Boże... Nie przypuszczałam, że... spotka mnie coś takiego...[a ja przypuszczałem]" (s. 145-146).

"Braterstwo krwi" to chyba powtórka z rozrywki, tyle że teraz role główne zagrają Lukas i Magda (zwana przez niego "piękną". Przypomnę, że Krzysiek do swej Katki mówi: "Śliczna").

"Wpił się w jej usta, już nie tak delikatnie jak ostatnio, już nie nieśmiało. Ten pocałunek nie pytał. Nie sprawdzał, jak daleko może się posunąć. On zagarniał, drażnił, żądał. Więcej. Bardziej. Mocniej. Jeszcze. Jego dłonie odnalazły drogę do jej nagiej skóry. Wsunął je pod bluzkę i silnymi palcami obrysował miseczkę biustonosza. Przykrył jej pierś dłonią i lekko ucisnął. (...) Poczuł, jak otula go ramionami, gładząc jego nagie plecy i naciska swoim drobnym ciałem na jego twardego członka. Boże... [i znów miesza w to Boga i wielokropek] Nigdy nikogo w życiu nie pragnął tak mocno jak jej w tej chwili. Chciał zerwać z niej i z siebie ubranie i zanurzyć się w tej pachnącej miękkości, która doprowadzała go do utraty zmysłów [taką stylistykę to ja znam z "Trędowatej"]" (s. 161-162).

"Tutaj ujął białą koszulkę, w której spała, i zaczął rolować ją ku górze. Po chwili ściągnął ją całkowicie i popatrzył na jej nagie piersi, idealne, ze śmiało sterczącymi sutkami" (s. 173)

"Gdy poczuła jego głowę między swoimi udami, gdy jego usta i język zaczęły swój szalony taniec w jej wnętrzu, poddała się temu całkowicie, zamykając oczy i dając się porwać pieszczotom, których nigdy w swoim życiu nie zaznała (...)
- Otwórz się dla mnie, moja piękna - wyszeptał i wtedy uniosła nogi, kładąc mu je na ramionach. Wszedł w nią powoli, czując, jak pokonuje jej ciasne i mokre wnętrze, aby dotrzeć do samego końca, wypełniając ją w całości. Zacisnęła dłonie na jego włosach i wygięła się do tyłu, chcąc go czuć jeszcze bardziej i mocniej, chociaż nie było to już możliwe. Już bliżej być nie mogli. Poruszał się w niej, najpierw delikatnie i powoli, nie spuszczając z niej oczu, które teraz niebezpiecznie pociemniały. Potem przyspieszył, a jego oczy zaczęły pokrywać się lekką mgiełką. Gdy wygięła się w łuk [mgiełka] i zagryzła usta na jego ręku, wstrząsana falą potężnego orgazmu, Łukasz poderwał ją do góry i trzymając, jakby ważyła dziesięć deko, zanurzył się w niej jeszcze mocniej [a podobno się nie dało - Borowscy potrafią!] jednocześnie całując i liżąc delikatnie skórę jej szyi.(174-5)"

"- Boże... Katka... - całował ją coraz mocniej in rozpaczliwiej, popychając w stronę kuchennego stołu, prawie zerwał z niej szlafrok i koszulę, uniósł do góry i posadził na chłodnym blacie. Ona, ciągle szlochając, wyszarpnęła pasek z jego dżinsów i po chwili uwolniła jego twardego penisa.
- Kochaj mnie... Krzysiu, kochaj mnie, jakby nie było tego całego chorego świata dookoła nas - wyszeptała ochryple, rozkładając szeroko nogi, które on lekko uniósł i już po chwili był w niej, twardy i silny, poruszając się rytmicznie, coraz szybciej, coraz mocniej, coraz głębiej. Jego usta na jej piersiach, jej palce w jego włosach.
Jeszcze. Więcej. Aż do zatracenia. Aż do zapomnienia. (...) Teraz liczyło się tylko to, że są razem. I razem pędzą przed siebie, aż na szczyt, na który wbiegli niemal równocześnie." (191).

Coraz bliżej końca, robi się gorąco - wątek sensacyjny wypiera sceny erotyczne, a akcja gwałtownie przyspiesza... No, ale właśnie, przyspiesza w taki sposób, że dla mnie to jest po prostu nie do przyjęcia - bez żadnego opisu, który byłyby ciekawą retardacją, podtrzymywałby napięcie:

"I Małgorzata odwróciła uwagę tajniaków tak, że Krzysiek swobodnie wydostał się z tej nieoficjalnej siedziby CBŚ. Dostał się do miasta, tam złapał taksówkę i kazał się zawieźć do najbliższej wypożyczalni samochodów.
Teraz jechał autostradą w stronę Wrocławia, wyprzedzając wszystkie samochody, jakie napotkał na swojej drodze. Ratajczak już wiedział, że mecenas Borowski zniknął, bo wielokrotnie dzwonił na jego prywatną komórkę, jednakże Krzysiek nie miał zamiaru z nim rozmawiać i ciągle rozłączał połączenie. (...) Pojechał prosto do domu swojej matki, przed którym stały trzy nieoznakowane policyjne wozy. Zaparkował byle jak na chodniku i niemal wyskoczył z samochodu. Z jednego pojazdu stojącego nieopodal wyskoczyło dwóch mężczyzn, którzy chcieli go złapać, ale Krzysiek uderzył jednego z nich w twarz, a drugiego odepchnął." (s. 292) i tak dalej.

Przeczytałem książkę, wystawiłem 2+. Tak naprawdę jedyne, co mam do zarzucenia Autorce to fatalne sceny erotyczne (i reklamowanie książki przyjaciółki). Kwiatki czy powtórzenia - owszem są, wyszły spod pióra autorki - ale co z redaktorem? Powinien takie rzeczy wyłapać. I - powtórzę - nie jest to książka w swoim gatunku zła, fabularnie nie jest to gorsze od Nory Roberts... Sceny erotyczne pogrążają wszystko.

Doszły mnie słuchy, że brakuje ich w trzeciej części trylogii - "Historia Lukasa". Cóż, za jakiś czas się przekonam - oby czekało mnie pozytywne zaskoczenie!

Aha i jeszcze jedna kwestia. W poprzedniej wersji tej czytatki cytowałem egzemplarz recenzyjny (jeszcze przed korektą). Rzeczywiście, mea culpa, nie powinienem, przepraszam. Dlatego poniżej załączam drobną erratę (skonfrontowałem wcześniejsze cytaty z ostatecznym wydaniem):

- w cytacie ze strony 53 było: "oczy (...) lekko zaczerwieniły się", a jest "oczy (...) lekko się zaczerwieniły"

- w cytacie ze strony 65 było: "odparł cicho i wszedł w nią powoli, zanurzając się w niej, mokrej i gorącej" a jest "odparł cicho i powoli zanurzył się w niej, mokrej i gorącej"

- z 65: było: "wbijała palce w jego kark, w plecy", a jest: "wbijała palce w jego kark, plecy"

- z 175: było: "Już bliżej nie mogli być", a jest: "Już bliżej być nie mogli"

- usunąłem również jeden wcześniej przytaczany cytat (ze strony 75), w którym usunięto jedno z trzech "który".

I to właściwie wszystko.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 7241
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 21
Użytkownik: alva 2012-12-06 21:43 napisał(a):
Odpowiedź na: Ooooch, aż mnie mięśnie m... | alva
Coś mi się stało z BNetką w momencie dodawania komentarza i dodał się aż trzy razy. Proszę o usunięcie nadmiaru:)
Użytkownik: lady P. 2012-12-06 12:45 napisał(a):
Odpowiedź na: Kochani Biblionetkowicze ... | misiak297
Fantastyczny prezent mikołajkowy! :D Już sam tekst pani Lingas-Łoniewskiej jest zabawny, a w połączeniu z Twoimi komentarzami zabawny do kwadratu. Prawie popłakałam się ze śmiechu. :))
Użytkownik: misiak297 2012-12-06 13:32 napisał(a):
Odpowiedź na: Fantastyczny prezent miko... | lady P.
Obiecuję, że czytatkę będę rozbudowywał z każdym kolejnym przeczytanym rozdziałem:)
Użytkownik: Natii 2012-12-06 13:01 napisał(a):
Odpowiedź na: Kochani Biblionetkowicze ... | misiak297
Muahahaha. XD

To mi się najbardziej podoba:

"I tu ciekawostka: pojawia się kolejny bohater, trochę przygłupawy, brutalny, taki, którego chciałoby się rozszarpać na strzępy. To nie kto inny jak znany nam z poprzedniej części trylogii Fazi. Tyle że ten mało sympatyczny gość w "Braterstwie krwi" dorabia się wdzięcznego nazwiska Misiak... Zaraz, zaraz, coś mi to mówi... Gdzieś o gościu z takim nickiem już słyszałem. Oświecicie mnie?"

XD
Użytkownik: misiabela 2012-12-06 13:33 napisał(a):
Odpowiedź na: Muahahaha. XD To mi s... | Natii
To chyba zemsta pani LŁ za te czytatki :-)
Użytkownik: joanna.syrenka 2012-12-06 18:35 napisał(a):
Odpowiedź na: Muahahaha. XD To mi s... | Natii
Trzymajcie mnie, bo zaraz padnę :D
Misiak - Ty... no ty.... Czarny bohaterze jeden!
:D :D :D
Użytkownik: tynulec 2012-12-06 13:29 napisał(a):
Odpowiedź na: Kochani Biblionetkowicze ... | misiak297
Misiaku, stałeś się bohaterem książki?!

Gratuluję :D
Użytkownik: misiak297 2012-12-06 13:32 napisał(a):
Odpowiedź na: Misiaku, stałeś się bohat... | tynulec
Cóż, w każdym razie w tej książce występuje niejaki tępy i mało sympatyczny, łysy Tomasz Misiak:) Cóż, na szczęście ja nie jestem łysy, a muskulatury mógłbym temu Misiakowi pozazdrościć:D
Użytkownik: imarba 2012-12-06 14:00 napisał(a):
Odpowiedź na: Kochani Biblionetkowicze ... | misiak297
No i doczekałeś się... uwiecznienia, ty zły, niedobry, ty... Ale czytatka smakowita.
Użytkownik: Anna 46 2012-12-06 14:38 napisał(a):
Odpowiedź na: Kochani Biblionetkowicze ... | misiak297
O wszyscy bogowie Dysku... jęknęła nabożnie Anna, która przeczytała czytatkę Misiaka, która ją przyprawiła o bezdech zachwytu, w którym pozostała dość długo i jak ten bezdech minął, po jej policzkach zaczęły lecieć łzy.

Misiaczku przecudny mój, kocham Cię od dawna, ale za tę czytatkę jeszcze bardziej, mocniej i czulej! :-D
Popłakałam się i książki (obie) lądują w schowku z adnotacją: "na chandrę i zły czas".
Dzięki!
Użytkownik: Matylda. 2012-12-06 15:51 napisał(a):
Odpowiedź na: Kochani Biblionetkowicze ... | misiak297
Wspaniale! Wspaniale! Nie mogę się doczekać dalszego ciągu!
Użytkownik: misiak297 2012-12-06 16:08 napisał(a):
Odpowiedź na: Wspaniale! Wspaniale! Nie... | Matylda.
Już jest! Bo co rozdział to perełka...:D
Użytkownik: Matylda. 2012-12-06 18:57 napisał(a):
Odpowiedź na: Kochani Biblionetkowicze ... | misiak297
Wspaniale, Misiaku! "Więcej. Bardziej. Mocniej. Jeszcze." :D
Użytkownik: gosiaw 2012-12-06 20:51 napisał(a):
Odpowiedź na: Kochani Biblionetkowicze ... | misiak297
Ani chybi kolejny brylant w naszej kolekcji Właśnie czytam/przeczytałem gniota... . :/
Użytkownik: sowaOpiekun BiblioNETki 2012-12-06 21:28 napisał(a):
Odpowiedź na: Kochani Biblionetkowicze ... | misiak297
"Chciał zerwać z niej i z siebie ubranie i zanurzyć się w tej pachnącej miękkości": Misiaku, czytałeś, więc pewnie wiesz: czy chodzi o "pachnącą miękkość" ciuchów, "które zerwie z niej i z siebie"? Faktycznie, ubrania dwóch osób, zwłaszcza w zimie, to już stosik, w którym się można zanurzyć (płytko, ale jednak). Czy autorka podaje, jakich proszków do prania i płynów do płukania używają jej bohaterowie? Dobrze by było wiedzieć, zwłaszcza w obliczu informacji, że kolesia ta "pachnąca miękkość" doprowadza do utraty zmysłów...
Użytkownik: alva 2012-12-06 21:34 napisał(a):
Odpowiedź na: Kochani Biblionetkowicze ... | misiak297
Ooooch, aż mnie mięśnie międzyżebrowe rozbolały ze śmiechu! Misiaku, dziękuję za taką rozrywkę! (Pani Lingas-Łoniewskiej nie dziękuję, bo sama bym się nie zmusiła, by to przeczytać) Chandra została przepędzona radykalnie, długo nie powróci.
Ech, żeby tak ktoś jeszcze rozebrał na czynniki pierwsze "Spaloną różę"... *rozmarzyłam się*
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2012-12-06 22:07 napisał(a):
Odpowiedź na: Kochani Biblionetkowicze ... | misiak297
Omatko... te dżinsy i adidasy na głowie... o mało nie spadłam z łóżka!...
(3 wielokropki i wykrzyknik!)
Użytkownik: Matylda. 2012-12-17 13:46 napisał(a):
Odpowiedź na: Kochani Biblionetkowicze ... | misiak297
Świetna czytatka, Misiaku! Z niecierpliwością czekam na recenzję trzeciej części:-) Jeśli o mnie chodzi, nie zamierzam więcej czytać powieści pani Łoniewskiej i żywię nadzieję, że następna jej książka trafi do szuflady, a nie do wydawnictwa :-) Uściski i serdeczne pozdrowienia!
Użytkownik: gosiaw 2012-12-17 14:00 napisał(a):
Odpowiedź na: Kochani Biblionetkowicze ... | misiak297
A mnie tu zastanowiło to:

"Aha i jeszcze jedna kwestia. W poprzedniej wersji tej czytatki cytowałem egzemplarz recenzyjny (jeszcze przed korektą). Rzeczywiście, mea culpa, nie powinienem, przepraszam. Dlatego poniżej załączam drobną erratę (skonfrontowałem wcześniejsze cytaty z ostatecznym wydaniem):"

Nie jestem recenzentem i może brak mi obycia albo i wręcz elementarnej wiedzy. Poratujcie zatem, dobrzy ludzie. Do czego w takim razie służą egzemplarze recenzenckie, jak nie do analizowania, cytowania no i (zgodnie z nazwą) recenzowania? Zwłaszcza, że z tego co piszesz wnioskuję, że tu zmiany były praktycznie kosmetyczne.
Użytkownik: sowaOpiekun BiblioNETki 2012-12-17 14:09 napisał(a):
Odpowiedź na: A mnie tu zastanowiło to:... | gosiaw
Może to był jakiś wielce szczególny egzemplarz recenzencki, przeznaczony wyłącznie do wywołania entuzjastycznych pochwał na blogach? ;-)
Użytkownik: alicja225 2012-12-17 18:40 napisał(a):
Odpowiedź na: Kochani Biblionetkowicze ... | misiak297
"Gdy on poczuł, jak ona zaciska się na jego członku" - nie mogę wyjść z podziwu dla zdolności tej kobiety. Zabrzmi to dziwnie, ale mam nadzieję, że autorka napisze kolejną część. Nie mamy co liczyć na ciąg dalszy "Trędowatej", więc trzeba cieszyć się tym co jest. A ucieszyłam się bardzo:) Misiaku, coś czuję, że postać Misiaka w książce może doczekać się jakiejś wybitnej roli;)
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: