Dodany: 2012-11-06 12:24|Autor: adas

Czytatnik: nauka czytania

4 osoby polecają ten tekst.

Pilot "Pióropusz"


Nie tak znowu dawno temu, bo przed rokami dwoma lub trzema, napisałem w jednej z czytatek, że polscy pisarze poważni mogliby wziąć grzecznie przykład ze swoich latynoskich kolegów po piórze (wróć, laptopie) albo/lub rodaków swych specjalizujących się w szeroko rozumianym (-ej?, Pani Anno dziękuję) fantasy i zacząć język polski ciąć niszczyć okorowywać odbudowywać.

Jestem idiota.

Mało czytam.

Okazało się, że w polskiej prozie magików słowa, czy może raczej niszczycieli składni, całkiem sporo da się uświadczyć. Starszych, młodszych, bardzo młodych. I tak, może to nie fair w stosunku do solidnych naszych pisarzy (których... nie znam, tak?), słowo w słowo odtwarzających świat, ale dla mnie w chwili obecnej kluczowym czynnikiem w doborze rodzimych lektur jest właśnie potencjał gięcia. No bo co nowego może taki twórca napisać, czego bym nie wiedział, czego bym nie wyssał z mlekiem matki i nie wdechnął z powietrzem? Krew z krwi... bohatery... no dobra, starczy.

Najpewniej to zwyczajna zazdrość zawiść nienawiść.

"Pióropusz" jest najdoskonalszym znanym mi przykładem rozbierania frazy, odzierania z godności, i ubierania na nowo. Językowo w tej powieści wszystko gra, nie ma ani jednego potknięcia. Raz jest magicznie, raz szorstko. Elegancja sąsiaduje, lub raczej: parzy się, z prymitywnością. Słowa godne z przemilczanymi w dobrym towarzystwie. Przez całych 300 stron czasowniki, rzeczowniki, a zwłaszcza przymiotniki (nie zapomniałem o Was, zaimki i przyimki!) brykają, wariują, żebrzą i leniuchują, jednak Imć Pilot potrafi je utrzymać w porządku. Swoim porządku.

Materiałem do obróbki jest niby zwyczajny język polski, jednak już na starcie słowa są składane w coraz dłuższe zdania, zgrupowania, akapity. Potem autor wciska pedał gazu (otwiera słowniki i studnię pamięci? studnię pamięci... he he) i zaczyna pojedyncze słowa obrabiać. Dokłada sformułowania gwarowe (jak rozumiem wielkopolskie), głęboko grzebie w języku literackim, podrzuci kresowe odpowiedniki, no i przypomni sobie o dojcza wpływie nie tylko na gospodarkę. Co będę tłumaczył, chętnie oddam głos pilotowi, pardon, Pilotowi wyprawy:

"[ojciec] z dawien dawna uprawiał wysoce wyrafinowane, wielkopańskie złodziejstwo w tej tak ekskluzywnej i trudnej do umiejscowienia dziedzinie, jaką jest królestwo mowy: czynił to przy tym niechcący i z dawien dawna, i kto wie, może nawet w tych słowiańskich krainach stawiał pierwsze kroki w fachu" (s. 302)

Tak, językowo nie mam zastrzeżeń. Te wszystkie słowa słowa słowa składają się w gęstą rzeczywistość, tak plastyczną, że zdaje się na wyciągnięcie ręki. Robisz krok i już tkwisz w powieści, i już po głowie warzechą obrywasz, tłuczą cię pasem, tablicami rzucają. Bo tu nie zarobisz zwyczajnie w mordę jak w szanującej się wielkomiejskiej spelunie, tu będziesz zbierać cięgi, a potem wstaniesz i będziesz uciekać. No nie, skupiłem się na jednym aspekcie życia wiejskiego, a to nie tak.

Muszę wyznać, iż mam problem, kiedy te wszystkie obrazy trzeba przenieść na wyższy poziom. Ta chulerna polityka, te wszystkie artykuły na me nieszczęście przeczytane, te wojny polsko-polskie. Pod koniec książki robi się współcześniej, wracają barany antykomunistyczne, lustracyjne, chrystusonarodowe. I już nie wiem, w słusznej formie podane czy niesłusznej? I która to słuszność? Tak, przewrotne zakończenie jest, a może nawet dwa, trzy zakończenia, ale przewrotność to patriotyczna czy niepatriotyczna? Ten traktat o męce tworzenia, o pisarskiej niedoli, o pisaniu na zamówienie - ironia to czy spowiedź? Ech. Szkoda, że to samoloty spadają, a nie młyny (pewnie by mogły! jak helikoptery...).

Choć jedno z tej całej "polityki" bardzo mi się podoba. Przypomnienie, że my wszyscy, my-naród szlachecki, my-Polacy, my-inteligencja nie robotnicza, to w zasadzie w kupie, masie swej, mieszańce jeste żeśmy. Żeby tylko mieszańce, gorzej jest: wsiowe mieszańce! Choć może mi się tak podoba, bo ma familia ze stron obu, już sto lat nazad, w mieście mieszkała. Takim wielkim, że aż dwie drogi na krzyż miało. Może nawet trzy?

Ja wiem, że łatwo można rzucać tytułami literatury pięknej, naszej i zagranicznej.
Ja wiem, że się ekscytuję łatwo, często i przyjemnie.
Ja wiem, żem majster nadinterpretacji.

Daję maksa. I, niech to będzie upadek ostateczny, sam chciałbym cuś takiego napisać.

---
Pióropusz (Pilot Marian)

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 4568
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 12
Użytkownik: joanna.syrenka 2012-11-06 12:35 napisał(a):
Odpowiedź na: Nie tak znowu dawno temu,... | adas
Recenzja, rzekłabym, lepsza od książki... Otworzyłeś mi oczy na niektóre aspekty tej powieści. Naprawdę nie wiesz, jak to dobrze przeczytać coś o książce, która w jakiś sposób Cię zaintrygowała, ale nie umiesz określić tego "czegoś".
Dziękuję!
Użytkownik: adas 2012-11-07 11:26 napisał(a):
Odpowiedź na: Recenzja, rzekłabym, leps... | joanna.syrenka
Tia, wyszedł mi ten tekst. Zaskakująco łatwo się go pisało;). Recenzja to to jednak nie jest. Miałbym kłopot, żeby napisać z "Pióropusza" normalną reckę. Bo musiałbym się skupić na tym, co się "dzieje" w książce, a tego dużo nie ma. I trzeba by akapit serio poświęcić problemowi "słoń a sprawa polska", wychodząc od postaci ojca?

Mnie ta książka fascynuje językowo. Z możliwościami interpretacyjnymi muszę się jeszcze trochę przespać.
Użytkownik: carmaniola 2012-11-06 12:41 napisał(a):
Odpowiedź na: Nie tak znowu dawno temu,... | adas
Hihi, nie wiem czy też książka mi się spodoba, ale Twoje pisanie i owszem, owszem.
Żeby było śmieszniej pod wpływem owego pisania nie tylko "Pióropusza" mi się zachciało, ale powrót do Myśliwskiego mi się zamarzył. Nie wiem kiedy ja to wszystko przeczytam, bo skoro miesiąc afrykański mi się zjaponizował, to ja już nie wiem co będzie dalej. Ale co tam... schowek mam przestronny, czasem robię przeglądy (jakaś polska polecanka od Ciebie też tam już siedzi), może sobie na listopad jeszcze (Szostak, Szostak!) albo już na grudzień miesiąc polski ustanowię i plan wykonam? Howgh! :-)
Użytkownik: adas 2012-11-07 11:31 napisał(a):
Odpowiedź na: Hihi, nie wiem czy też ks... | carmaniola
Ha! I Szostak, i Myśliwski chodzili mi po głowie przy pisaniu. Że Szostaka czas coś znowu przeczytać i jest, jest "Dumanowski" w bibliotece. Nie wczytuję się dokładnie w opisy, w recenzje, ciekaw co tym razem facet wykręci.

A Myśliwski to jeden z kilku grzechów zaniechania mych, tak to jest gdy się zacznie w złym momencie, od złej książki, i w ramach nadrabiania zaległości będę szukać tej jesieni.
Użytkownik: carmaniola 2012-11-08 12:34 napisał(a):
Odpowiedź na: Ha! I Szostak, i Myśliwsk... | adas
Ja jestem trąba, bo "Dumanowskiego" przegapiłam, a teraz jest już "Fuga". I muszę, koniecznie muszę, ale opisów też staram się na razie nie czytać, poza tym co niechcący mi samo w oko wpadło.

Myśliwskiego koniecznie nadrób - podejrzewam, że Cię zachwyci.

PS. Polecałeś mi "Rudolfa" Pankowskiego, ale jego w moich biblio nie ma, jest za to "Bal wdów i wdowców" (tytuł cudny!) - czytać czy lepiej się nie brać, bo się zrażę?
Użytkownik: adas 2012-11-08 13:06 napisał(a):
Odpowiedź na: Ja jestem trąba, bo "Duma... | carmaniola
Ja Pankowskiego trzy książki czytałam, "Rudolfa" (obscena i gwałt na języku), "Pątników z Macierzyzny" (gwałt mniejszy, a i mniej interesujący temat) oraz "Smagłą swobodę" (drobnostka, zbiorek obrazków z dzieciństwa) i "Rudolf" jest najbardziej frapujący. Chociaż trudny i bulwersujący (naprawdę).

Myśliwskiego miałem na sumieniu już przed "Pilotem". Szukać jego rzeczy najstarszych, czy te późne też mogą być?
Użytkownik: carmaniola 2012-11-08 13:32 napisał(a):
Odpowiedź na: Ja Pankowskiego trzy ksią... | adas
Dobra, to ja w takim razie przećwiczę ten "Bal" jednak i zobaczę, bo w moich biblio nie ma nic z tego co Ty czytałeś, a jedynie jeszcze "Niewola i dola Adama Poręby".

Nie jestem jakąś znawczynią Myśliwskiego, sama mam na sumieniu nieprzeczytany do tej pory "Traktat o łuskaniu fasoli", a to była przecież Nike (Nie nagroda jest ważna, ale to, że ceniony przeze mnie pisarz ją zdobył ;-)).

Myślę, że to zupełnie indywidualne odczucia, ale najbardziej poruszyły mnie dwie jego starsze powieści: "Nagi sad" i "Kamień na kamieniu". Wydaje mi się, że "Kamień na kamieniu" mógłby być świetnym początkiem znajomości z prozą Myśliwskiego, który moim zdaniem wielki jest! A jak uda się zdobyć wydanie, gdzie obie powieści są razem, to ma się dwa grzybki w barszczu.

"Widnokrąg" też mi się bardzo podobał, ale tutaj jakoś mniej emocjonalnie odebrałam treść (u mnie trzeba brać na to poprawkę). Niemniej jednak, to też świetna książka i podejrzewam, że językowa maestria Myśliwskiego obecna jest w każdym jego dziele (jakże inaczej?!) i po co nie sięgniesz to jeśli nie treść, to język Cię zachwyci.
Użytkownik: adas 2012-11-18 23:21 napisał(a):
Odpowiedź na: Dobra, to ja w takim razi... | carmaniola
"Nagi sad" w wydaniu Nike (albo w formacie zagrabionym tej serii) z 1982 został zakumplowany z "Pałacem". I niech to diabli, o istnieniu Myśliwskiego wiem jakieś pół życia, czytało się jakieś recenzje, eseje i recenzje recenzji odwołujące się do jego twórczości, a jednak kompletnie byłem nieprzygotowany. Teraz się sobie dziwię, ale spodziewałem się prozy brutalniejszej, a już na pewno w warstwie językowej znacznie bardziej szorstkiej. Realistycznej? Nie żeby to był łatwy świat, w którym żyją bezimienni bohaterowie Myśliwskiego, ale jednak język... kompletnie niespodziewany.

Ja nie mogę napisać, że mi się "Nagi sad" bardzo bardzo bardzo podoba. To nie jest książka, którą da się rozpatrywać w kategoriach podoba/nie podoba. Ja wiem jedno, Myśliwski daje tu jeden z najsilniejszych portretów człowieka w literaturze. Tak, nie boję się tego napisać: literaturze światowej. I czyni to za pomocą kilku w zasadzie, zaledwie kilku obrazów. W których rzeczony ojciec obsesyjnie powraca. W literaturze to z reguły są tatusiowie, ironicznie odmalowani wieczni chłopcy albo domowi tyrani, swe kompleksy wyładowujący w czterech ścianach domu. Takiego ojca jak tu nigdzie nie spotkałem.

Jest ojciec centralną postacią (i zagadką), ale to przecież nie wszystko. Bo jakby się zastanowić, to jest to też, niby przypadkowy, na marginesie odmalowany, bo syn jest tu ledwie dodatkiem, tak go ojciec przytłacza, traktat o tym jak się stajemy takimi ludźmi, jakimi jesteśmy. Jak "kierują" nami ambicje poprzednich pokoleń, bo nie tylko rodziców. Ambicje, fobie, lęki, oczekiwania? Świadome, nieświadome? Najdziwniejsze, że nie potrafię odpowiedź, czy z innym fatrem narrator byłby... no właśnie jaki? Szczęśliwszy? Głupszy? Wolny?

Ciekawi mnie też, czy Myśliwski w tej książce podejmuje literackie gry? Znaczy się, gdyby młody polski pisarz opublikowałby "Nagi sad" w roku 2012 (lub książkę identyczną jak "Nagi sad", coś jak Borgesowski Don Kichot;), to bym na pewno jeden akapit poświęcił, tu cytat z nienapisanej recenzji: "postmodernistycznej grze z zabawą w tworzenie postaci i podskórnym rozważaniom o sposobie tworzenia bohatera" bla bla bla...

Na tym tle "Pałac" jest bardzo nieudany. Kompletnie nie pasuje. Chyba rozumiem, co Myśliwski chciał osiągnąć, język jest tu miejscami bardzo zakręcony, w kilku miejscach na chwilę łapałem rytm tego pisania, ale jednak finalnie - straszliwy przerost formy nad treścią. Pusty przelot. Pisze, pisze i niewiele z tego wynika. Słabo się wszystko ze sobą łączy. Nie skłania do wyciągania wniosków, a "Nagi sad" to wręcz wymusza. Choćby i błędnych.

Najlepsze, że ciągle, dawniej rzecz jasna, czytałem, ze to pisarz na wskroś wiejski, a po tych dwóch powieściach nie bardzo mam pojęcie, co on o tej wsi naprawdę myśli.
Użytkownik: carmaniola 2012-11-19 13:53 napisał(a):
Odpowiedź na: "Nagi sad" w wydaniu Nike... | adas
O, widzisz - czytanie falami ma czasem złe skutki, bo łączy się nie to, co było,a co się w głowie ułożyło. O ten "Nagi sad" i "Pałac" chodzi.(Nomen omen, "Pałacu" nie przeczytałam, bo jakoś zupełnie mi nie pasował do reszty). To one razem, a "Kamień na kamieniu" osobno.

Ale postać ojca! Ha! Ona chyba u Myśliwskiego w ogóle jest dość ważna, bo nie brak jej i w "Kamieniu" i w "Widnokręgu". Ale to "Nagi sad" jest chyba najpiękniejszą opowieścią o miłości ojcowskiej jaką czytałam. I ten ojciec, momentami może być zabawny, śmieszny, momentami groźny i nieprzejednany, ale... z miłością opisany. I może zapytać by trzeba nie, czy z innym ojcem, ale kim byłby narrator bez tej miłości ojcowskiej. I synowskiej.

Nic nie wiem o "postmodernistycznej zabawie w tworzeniu postaci", ale wiem, że bohaterowie Myśliwskiego - nawet ci z dalszego planu - z krwi są i kości. Najmniejszy obrazek ukazany w powieści aż skrzy życiem. Podobnie zresztą język.

Mam za sobą pierwszą powiastkę (objętościowo powiastkę, nie treściowo) Pankowskiego "Bal wdów i wdowców" i zaskoczona jestem. Nie umiem teraz powiedzieć czego się spodziewałam, ale nie takiej zwykłej codzienności, w której specyficzny język i narracja ginie. Nawet nie umiem powiedzieć, czy ta książka mi się podobała. Borgesowskie "jesteśmy stosem potłuczonych luster" na myśl mi przywiodła poszarpana narracja, leśmianowskie poezje - metafory. I nadal nic poza tym, com pod książką nieskładnie skleciła napisać o niej nie potrafię. Chyba potrzebuję większej dawki Pankowskiego, chociaż to też niczego nie gwarantuje.
Użytkownik: adas 2012-11-20 11:01 napisał(a):
Odpowiedź na: O, widzisz - czytanie fal... | carmaniola
Ojojoj. Widzę, że "postmodernizm" zdenerwował.

Mnie to pierwszy raz dopadło przy czytaniu "Moby Dicka", który jest książką wielką, choć nie ze względu na - jak dla mnie - biblijne przesłanie pogoni (nagonki?) na białego wieloryba. Tylko tak zwyczajnie, literacko wielką. To świetna proza nawet dziś, ze swoimi dłużyznami, pomyłkami biologicznymi i swego rodzaju traktatami o życiu na statku wielorybniczym. I wtedy mi pierwszy raz przyszło do głowy, że właściwie mógłby ją ktoś napisać teraz i by ją uważano za metaliteracką grę, ale jednak mało prawdopodobną, czasem na pograniczu pastiszu, ze stereotypami. Łącznie z Maorysem-harpunnikiem.

Ja się po prostu zastanawiam. Najpierw ojciec "stworzył" syna, a potem syn go "odtworzył" jako narrator, ta specyficzna równowaga(?) napięć buduje atmosferę powieści. Jest jednak także autor, pisarz. To on dobiera odpowiednie "kadry". No dobra, może z postmodernizmem przesadziłem, ale jestem pewny że gdyby to była nowość, naprawdę bym się zastanawiał nad symetrią ojciec-syn-pisarz. Każdy z nich wciela się w rolę Boga, lepi z gliny (no dobra, nie z gliny) człowieka. Takie czasy, żadnej książce nie można wierzyć do końca. Za maską maska.

Ja po tych trzech książkach Pankowskiego mam podobne odczucia (od odrazy po fascynację, z dominującym poczuciem ulotności), ale nie potrafiłbym ich tak ładnie podsumować w recenzji. Teraz sobie dam z nim spokój, mam kilku innych Polaków do nadrobienia, z Szostakiem na czele, a potem "Kamień na kamieniu".



Użytkownik: carmaniola 2012-11-20 12:29 napisał(a):
Odpowiedź na: Ojojoj. Widzę, że "postmo... | adas
Postmodernizm nie zdenerwował, ale niezrozumienie wywołał. Teraz, po Twoim wyjaśnieniu odrobinę mi się w łepetynie przejaśniło na temat tego, co poeta miał na myśli. Ale nie za bardzo. ;-)

Co do "Nagiego sadu", to nad symetrią ojciec-syn-pisarz zastanawiać się można, pewnie. Tak naprawdę to nic o Myśliwskim nie wiem i nie mam pojęcia na ile to może być gra - ojciec w jego powieściach w ogóle jest ważną postacią. Ale prawda, ojciec wymyślił syna, a syn, potem, wymyślał swojego ojca. Na ile go wymyślał, na ile odtwarzał w pamięci prawdziwie? I co to "prawdziwie" znaczy, skoro on sam mówi, że "każdy jest na tyle, na ile opowiedziany zostanie". I jeszcze że: "Wydarzenia nie spoczywają w niej (w pamięci - przyp. mój) jak święte szaty w kufrze, lecz dzieją się wciąż; choćby przez samo pamiętanie ich, zmieniają się, rosną, nie możesz nigdy być ich pewnym, ani budować na nich".

Taaa, odgrzebałam swoje notatki i okazało się właśnie, że tak to z pamięcią dziwnie jest i okropnie nakłamałam, bo z moim czytaniem Myśliwskiego, to w zupełnie innej kolejności było i w ogóle... Ale niechcący! Mam widocznie w tym kufrze ogromny bałagan.

Dumałam nad tym, co napisałeś wcześniej. O tym czy bohater bez takiego ojca byłby bardziej wolny. Bo gdyby nie ojcowskie ambicje pewnikiem głupszy byłby i z bata dobrze strzelał, ale litery ledwie złożyć potrafił. Ale nad tą wolnością dumałam i doszłam do wniosku, że faktycznie taka miłość zniewala. I nawet opędzić się od niej nie sposób, bo zdajemy sobie sprawę z tego, że tej kochającej osobie wyrządzimy krzywdę i poczucie winy wszelkie wolnościowe odruchy w człowieku zabija. Ta parabola z sadem i poszukiwaniem syna przez ojca i ojca przez syna zupełnie mi to z pamięci wyekstyrpowała (to moje ulubione słowo z jakiejś powieści sf)i tylko to ogromne, przeogromne WZAJEMNE uczucie ojca i syna w mojej pamięci pozostało. Ale chyba tak być powinno. Życie przeminęło, ale ona, ta ogromna miłość pozostała niewzruszona.

Ciekawam wrażeń z Szostaka - swoich też, bo już czeka - i z "Kamienia". U mnie pierwszy będzie "Pióropusz", bo biblioteczny.
Użytkownik: carmaniola 2012-11-23 11:59 napisał(a):
Odpowiedź na: Nie tak znowu dawno temu,... | adas
Carmaniolobójco! "pretensjonalne, wyraziste jednak i pojemne jest to słowo"!

Skończyłam to napuszone, albo może po prostu puszczone w ruch i nie do zatrzymania jak jakoweś perpetuum mobile, pióro czytać. Zgroza, panie! Zgroza! Słowo, słowo pogania, splata się z druhem, na jajorki chodzi, tablicą w łeb wali, z wiatrakowym śmigłem wzlata i berbeluchą zapija! Absurd opisywanych czasów doskonale oddaje, i nad ową rzeczywistością to śmiać się, to rzewnymi łzami płakać każe. Albo może raczej razem wszystko; śmiech przez łzy, łzy przez śmiech - sama już nie wiem.

To naprawdę dobre. Maksa u mnie jednak nie będzie, bo momentami trochę się autorowi pelikan rozpuszczał za mocno i te tyrady nieznośnie długimi mi się wydawały i nieco męczącymi np. przez matkę Zośki Krajonki opisanie. Zabawne było przez pół strony, potem już (jako i syn złodziejski) nie mogłam doczekać się kiedy skończy. Ale po kolejną rzecz Pilota wiatracznego jeszcze sięgnę, bom ciekawa.

PS. Czym byśmy bez ojców byli? Szczególnie wyznawcy ojcobóstwa. ;-)
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: