Dodany: 28.09.2012 10:51|Autor: Malita

A miało być tak pięknie


Elif Şafak lubiłam bardzo. Zaczęłam od „Pchlego pałacu”, potem był „Bękart ze Stambułu” i „Czterdzieści zasad miłości”. Magiczna zabawa słowem i bardzo klimatyczne opisy. Tym razem też miało być pięknie – nie było.

„Lustra miasta” to opowieść o mniej lub bardziej powiązanych ze sobą osobach z Madrytu i Stambułu w połowie XVII wieku. W części hiszpańskiej jest więc inkwizytor Alonso Perez de Herdera, który postępuje zgodnie z wolą Głosu. Głos nakazuje mu tępić grzeszników i ustami Alonsa wygłasza płomienne kazania (hm… Savonarola zza grobu?). Mamy także rodzinę Pereirów: to szanowany lekarz Antonio, jego piękna i niedostępna – czy raczej: wyobcowana – żona Isabel oraz brat Miguel, rodzinna czarna owca; Elenę Rodriguez, niepocieszoną kobietę, która straciła dziecko i swoje macierzyńskie tęsknoty przelewa na synka Antonia i Isabel; Beatriz Blasquez, nieszczęśliwie zakochaną w Miguelu. Pojawiają się też – to już w Stambule – derwisz Şeyh Süleyman, rabbi Jakub i cała dzielnica żydowska. Wszyscy mają swoje sekrety i pragnienia, kolidujące ze sobą.

Miasto, inkwizycja, zakazana miłość – niby przepis na sukces. Co poszło nie tak? Wydaje się momentami, że fabuła jest tylko pretekstem, tłem dla egzaltowanych opisów. Metafory pojawiają się jedna za drugą, a każda bardziej natchniona od poprzedniej. Królują wśród nich personifikacje: odczuwające emocje drzewa, księżyc, rzeka i oczywiście tytułowe miasto luster usuwają w cień „ludzkich” bohaterów: Isabel, Miguela, Antonia…

Dwie małe próbki, proszę bardzo:

„Czasem, gdy wszystko wokół mieni się tysiącem barw, jak na obrazku namalowanym przez dziecko obdarzone nieograniczoną fantazją, jedna rzecz, czy to pośrodku, czy gdzieś z boku, razi oko upartą czernią. Takim właśnie jedynym czarnym punktem wśród ferii kolorów była postać kobiety, prowadzącej za rączkę chłopczyka. Może pędzel małego malarza, nanosząc farbę, pominął ich w chwili nieuwagi, albo gruby pancerz, w który byli zakuci, zatrzymał potoki barw, a może należeli do innego obrazka i znaleźli się tu przypadkiem?”*

„Tej nocy sierp księżyca kaprysił jak dziecko, któremu wyrzynają się ząbki. Obrzmiałe, zaczerwienione dziąsła pocierał wszystkim, co mu wpadło w ręce. Ogryzał noc, nieświadom, że wraz z jej ubywaniem ubywa także jego samego”**.

Obolałe dziąsła księżyca?! Litości. Przesada. Nie chodzi o to, że metaforyczne opisy są złe, tylko trzeba znać umiar. Za dużo tych duchów, zjaw, diabłów w kuchni, tajemniczych głosów, a za mało ludzi. Miałam wrażenie, jakbym czytała pierwsze wiersze młodocianego poety – zdradzającego talent, ale nadmiernie rozmiłowanego we własnych słowach. Co więcej, historie poszczególnych bohaterów „Luster…” są niedokończone, urwane, rozmyte. Takie nie-wiadomo-co. Poziom rozczarowania: +10.

Jest jednak coś, co mnie pocieszyło, a co odkryłam dopiero po przeczytaniu: to jedna z pierwszych powieści Autorki. Później było już coraz lepiej – tylko ja czytałam nie w tej kolejności, co trzeba. Uff, jest światło w tunelu.


---
* Elif Şafak, „Lustra miasta”, przeł. Anna Akbike Sulimowicz, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2011, s. 102.
** Tamże, s. 325.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 1084
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: