Dodany: 2007-08-06 01:41|Autor: miłośniczka

Kolejność obowiązkowa?


Jak czytacie Balzaca? Chodzi mi o cykl "Komedia ludzka". Czy są to oderwane od siebie powieści które, mimo wspólnych cech, można swobodnie czytać nie trzymając się ściśle ich kolejności, czy jednak, dla pełnego zrozumienia "sprawy", warto byłoby trzymać się jej? Zauważyłam, że w Biblionetce nie jest nawet dobrze ponumerowana.
Wyświetleń: 53303
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 85
Użytkownik: maniaoh 2007-09-27 21:27 napisał(a):
Odpowiedź na: Jak czytacie Balzaca? Cho... | miłośniczka
Przyłączam się do pytania, jednocześnie prosząc o podanie właściwej kolejności książek w cyklu i przyporządkowanie ich do poszczególnych podcykli.
Użytkownik: 00761 2007-09-27 21:35 napisał(a):
Odpowiedź na: Przyłączam się do pytania... | maniaoh
Pocieszę Cię, tego nawet w katalogu Biblioteki Narodowej nie ma.
Użytkownik: maniaoh 2007-09-27 21:45 napisał(a):
Odpowiedź na: Pocieszę Cię, tego nawet ... | 00761
Pocieszyłaś mnie, że hej! ;)
A poważnie, to chciałabym przeczytać Komedię i nie wiem od czego zacząć. Pewnie skończy się na tym, że wezmę to, co akurat będzie w bibliotece...
Użytkownik: 00761 2007-09-27 21:58 napisał(a):
Odpowiedź na: Pocieszyłaś mnie, że hej!... | maniaoh
No wiem, ale za to trochę osłodzę Twoją gorycz. :) Przeczytanie (non stop) "Komedii ludzkiej" zajmuje dwa lata i osiem miesięcy. :))) Sprawdził to Paul Morand, wielki miłośnik Balzaca. Boy radził czytać po kolei "Ojca Goriot", "Stracone złudzenia" i "Blaski i nędze życia kurtyzany", bo tam pojawia się najwięcej wspólnych postaci. Te powieści znajdują się w środku cyklu. Jemu chyba wierzyć można.
Użytkownik: maniaoh 2007-09-27 22:15 napisał(a):
Odpowiedź na: No wiem, ale za to trochę... | 00761
Dwa lata i osiem miesięcy? Non stop znaczy 24 godziny na dobę :), czy tylko czytelniczą wyłączność na powieści Balzaca w tym okresie?
Dziękuję za sugestię - jutro sobie wypożyczę "Ojca Goriot" (o ile będzie dostępny...) i w weekend postaram się przeczytać.
Użytkownik: 00761 2007-09-27 22:19 napisał(a):
Odpowiedź na: Dwa lata i osiem miesięcy... | maniaoh
Bardzo proszę. ;) Dokładnie nie wiem, jak to było, informacja brzmi: "[..] sprawdził, ile czasu wymaga to dzieło czytane jednym ciągiem: nie robiąc niczego innego poświęcił lekturze 2 lata i 8 m-cy". (Żurowski, Posłowie do Ojca Goriot) No spać przecież musiał. :D
Użytkownik: miłośniczka 2007-09-28 20:37 napisał(a):
Odpowiedź na: Bardzo proszę. ;) Dokładn... | 00761
MATKO, to ja chyba w ogóle z Balzaca zrezygnuję :/
Użytkownik: 00761 2007-09-28 20:56 napisał(a):
Odpowiedź na: MATKO, to ja chyba w ogól... | miłośniczka
W ogóle chyba szkoda rezygnować, ale nie wyobrażam sobie przeczytania całego cyklu, zresztą niektóre książki trzeba by czytać w oryginale, bo nie zostały przełożone na polski. Większość utworów z cyklu pisał Balzac w latach 1829-1850, nie skończył, bo zmarł. Powołał do życia około 2000 postaci.
Użytkownik: Sherlock 2007-09-28 16:34 napisał(a):
Odpowiedź na: Przyłączam się do pytania... | maniaoh
"Komedia ludzka" (według wydania Furne, rok 1842 oraz lata kolejne):

"Sceny z życia prywatnego", tom pierwszy:
Dom pod Kotem z Rakietką
Bal w Sceaux
Sakiewka
Wendeta
Pani Firmiani
Podwójna rodzina
Zgoda w małżeństwie
Fałszywa kochanka
Studium kobiety
Albert Savarus

"Sceny z życia prywatnego", tom drugi:
Listy dwóch młodych mężatek
Córka Ewy
Kobieta porzucona
Granatka
Zlecenie
Gobseck
Drugie studium kobiety

"Sceny z życia prywatnego", tom trzeci:
Kobieta trzydziestoletnia
Kontrakt ślubny
Beatrix (część pierwsza i druga)

"Sceny z życia prywatnego", tom czwarty:
Beatrix (część trzecia)
La Grande Bretèche
Modesta Mignon
Honoryna
Pierwsze kroki

"Sceny z życia prowincji", tom pierwszy:
Urszula Mirouet
Eugenia Grandet
Piotrusia

"Sceny z życia prowincji", tom drugi:
Proboszcz z Tours
Kawalerskie gospodarstwo
Znakomity Gaudissart
Muza z zaścianka

"Sceny z życia prowincji", tom trzeci:
Stara panna
Gabinet starożytności
Lilia w dolinie

"Sceny z życia prowincji", tom czwarty (Stracone złudzenia):
Dwaj poeci
Wielki człowiek z prowincji w Paryżu
Cierpienia wynalazcy

"Sceny z życia Paryża", tom pierwszy:
Ferragus
La Duchesse de Langeais
La Fille aux yeux d'or
Ojciec Goriot

"Sceny z życia Paryża", tom drugi:
Pułkownik Chabert
Facino cane
Msza Ateusza
Sarrazine
L'Interdiction
Historia wielkości i upadku Cezara Birotteau

"Sceny z życia Paryża", tom jedenasty (błąd drukarza; ma być: trzeci)
La Maison Nucingen
Piotr Grassou
Sekrety księżnej de Cadignan
Les Employés ou la Femme supérieure
Esther heureuse (cykl: Blaski i nędze życia kurtyzany)
A combien l'amour revient aux vieillards (cykl: Blaski i nędze życia kurtyzany)

"Sceny z życia Paryża i sceny z życia politycznego", tom dwunasty (znów błąd):
Où mènent les mauvais chemins (cykl: Blaski i nędze życia kurtyzany)
Król cyganerii
Esquisse d'homme d'affaires d'après nature
Gaudissart II
Bezwiedni aktorzy
Epizod z czasów terroru
Tajemnicza sprawa
Z. Marcas
Krzywe zwierciadło historii współczesnej (część pierwsza)

"Sceny z życia wojskowego i sceny z życia wiejskiego":
Szuanie czyli Bretania w roku 1799
Namiętność na pustyni
Lekarz wiejski
Proboszcz wiejski

"Studia filozoficzne", tom pierwszy:
Jaszczur
Jezus Chrystus we Flandrii
Melmoth réconcilié
Le Chef-d'oeuvre inconnu
Poszukiwanie absolutu

"Studia filozoficzne", tom drugi:
Massimilla Doni
Gambara
L'Enfant maudit
Les Marana
Adieu
Le Réquisitionnaire
El Verdugo
Un drame au bord de la mer
Czerwona Oberża
L'Élixir de longue vie
Maître Cornélius
Le Martyr calviniste (cykl: Sur Catherine de Médicis)

"Studia filozoficzne - studia analityczne":
La Confidence des Ruggieri (cykl: Sur Catherine de Médicis)
Les Deux Rêves (cykl: Sur Catherine de Médicis)
Les Proscrits
Ludwik Lambert
Séraphîta
Fizjologia małżeństwa

Tom wydany w roku 1848 (wydawca: Houssiaux) - "Sceny z życia Paryża"
Kuzynka Bietka
Kuzyn Pons

Tom wydany w roku 1855 (wydawca: Houssiaux):
Ostatnie wcielenie Vautrina (cykl: Blaski i nędze życia kurtyzany)
L'Initié (część druga cyklu: Krzywe zwierciadło historii współczesnej)
Chłopi
Małe niedole pożycia małżeńskiego

Dzieła niezakończone przez Balzaca:
Le Député d'Arcis
Les Petits bourgeois
Użytkownik: miłośniczka 2007-09-28 20:39 napisał(a):
Odpowiedź na: "Komedia ludzka"... | Sherlock
Właściwie, jak długo Balzac pisał swój cykl?


I dziękuję serdecznie za tak skrzętną odpowiedź!!! ;)

Właściwie to ciekawa jestem, czy jest w Biblionetce choć jeden czytelnik, kto ma na swoim koncie całą "Komedię ludzką" :-)))
Użytkownik: Sherlock 2007-09-28 20:58 napisał(a):
Odpowiedź na: Właściwie, jak długo Balz... | miłośniczka
W 1829 roku ukazały się pierwsze powieści, które później weszły w skład "Komedii ludzkiej". Balzac zmarł w roku 1850. Nie jestem pewien, czy cała "Komedia ludzka" została przetłumaczona na język polski - dlatego w wątpliwych przypadkach pozostawiłem tytuły francuskie.
Użytkownik: miłośniczka 2007-09-28 21:08 napisał(a):
Odpowiedź na: W 1829 roku ukazały się p... | Sherlock
Dziękuję! :)
Użytkownik: Sarahov 2012-04-19 23:56 napisał(a):
Odpowiedź na: Właściwie, jak długo Balz... | miłośniczka
Planuję zgromadzić całą Komedię Ludzką,także w swojej realnej Biblioteczce. Mam szczerą nadzieję kiedyś zrealizować swoje marzenie.
Użytkownik: Teofila 2007-09-30 18:41 napisał(a):
Odpowiedź na: "Komedia ludzka"... | Sherlock
Nie miałam pojęcia, że "Komedia Ludzka" jest aż tak długa! Ja na razie przeczytałam kilka części, ale tylko tych najbardziej znanych. Ale zamierzam zabrać się za resztę.
Użytkownik: Sherlock 2007-10-02 14:31 napisał(a):
Odpowiedź na: "Komedia ludzka"... | Sherlock
Małe uściślenie do powyższego spisu:
Powieści:
Ferragus
La Duchesse de Langeais
La Fille aux yeux d'or
tworzą trzy kolejne części cyklu "Historia trzynastu".
Cykl ten został przetłumaczony na język polski.
Również powieść:
Les Petits bourgeois
została przetłumaczona na język polski ("Małomieszczanie").
Prawdopodobnie powieść:
Esquisse d'homme d'affaires d'après nature
też została przetłumaczona ("Aferzysta").
Użytkownik: Jabberwokie 2012-09-03 13:54 napisał(a):
Odpowiedź na: Jak czytacie Balzaca? Cho... | miłośniczka
Pozwolę sobie odświeżyć temat i zamieścić listę utworów składających się na Komedię Ludzką w sugerowanej kolejności czytania, może komuś się przyda:

Ojciec Goriot
Szuanie
Epizod z czasów terroru
Wendeta
Rekrut
Czerwona oberża
Marany
Namiętność na pustyni
Wygnańcy
Jezus Chrystus we Flandrii
Mistrz Korneliusz
Podwójna rodzina
Tajemnicza sprawa
Dom pod kotem z rakietką
El Verdugo
Zgoda w małżeństwie
Ludwik Lambert
Poszukiwanie absolutu
Kobieta trzydziestoletnia
Historia trzynastu
Kawalerskie gospodarstwo
Eliksir życia
O Katarzynie Medycejskiej
Eugenia Grandet
Historia wielkości i upadku Cezarego Birotteau
Nieznane arcydzieło
Sarrazine
Przeklęty syn
Żegnaj
Zlecenie
Pułkownik Chabert
Bonifacio Cane
Stracone złudzenia
Granatka
Massimilla Doni
Lilia w dolinie
Melmoth pojednany
Msza ateusza
Stara panna (
Gabinet starożytności
Dramat nad morzem
Pani Firmiani
Chłopi
Blaski i nędze życia kurtyzany
Modesta Mignon
Sakiewka
Bal w Sceaux
Kontrakt ślubny
Gobseck
Kobieta porzucona
Studium kobiety
Kuratela
Pierwsze kroki
Proboszcz z Tours
Lekarz wiejski
Drugie studium kobiety
La Grande Breteche
Listy dwóch młodych mężatek
Piotrusia
Piotr Grassou
Urzędnicy
Jaszczur
Znakomity Gaudissart
Aferzysta
Córka Ewy
Urszula Mirouët
Sekrety księżnej de Cadignan
Honoryna
Albert Savarus
Gambara
Bank Nucingena
Krzywe zwierciadło historii współczesnej
Fałszywa kochanka
Król cyganerii
Beatrix
Z. Marcas
Muza z zaścianka
Kuzynka Bietka
Kuzyn Pons
Małomieszczanie
Gaudissart II
Deputowany z Arcis
Bezwiedni aktorzy
Fizjologia małżeństwa
Małe niedole życia małżeńskiego
Serafita

Na podstawie:
http://balzacbooks.wordpress.com/suggested-reading-order-of-the-human-comedy/
Użytkownik: joanna.syrenka 2012-09-03 14:25 napisał(a):
Odpowiedź na: Pozwolę sobie odświeżyć t... | Jabberwokie
Dobrze wiedzieć!
Użytkownik: miłośniczka 2012-09-03 14:46 napisał(a):
Odpowiedź na: Pozwolę sobie odświeżyć t... | Jabberwokie
86 pozycji. Nie wiem, czy kiedykolwiek skuszę się na całość. ;)
Użytkownik: Jabberwokie 2012-09-03 18:46 napisał(a):
Odpowiedź na: 86 pozycji. Nie wiem, czy... | miłośniczka
Ja też nie wiem, na razie nawet nie zacząłem. ;) Przeglądając allegro znalazłem może połowę z tej listy, więc podejrzewam, że z niektórymi pozycjami będzie ciężko.
Użytkownik: andrzej.krystian 2012-09-07 19:52 napisał(a):
Odpowiedź na: 86 pozycji. Nie wiem, czy... | miłośniczka
Warto się skusić. Przeczytałem całą "Komedię Ludzką" i jestem zachwycony. Czytałem przez wiele lat, w kolejnośći w jakiej nabywałem dzieła Balzaca. Najlepiej jest czytać "Komedię Ludzką" w wyd. Czytelnika z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku (osiągalne jeszcze na Allegro), posiadające w kazdym tomie przypisy dotyczące bohaterów powieści i opowiadań. Jest tych tomów 24.
Użytkownik: misiak297 2012-09-07 20:08 napisał(a):
Odpowiedź na: Warto się skusić. Przeczy... | andrzej.krystian
A jakie są Twoje ulubione części? Mnie jak dotąd najbardziej podobały się "Kuzynka Bietka" i "Eugenia Grandet". Dla mnie Balzak wielkim pisarzem był - na szczęście sporo tomów Komedii Ludzkiej jeszcze przede mną:)
Użytkownik: andrzej.krystian 2012-09-09 18:28 napisał(a):
Odpowiedź na: A jakie są Twoje ulubione... | misiak297
Właściwie podobały mi się wszystkie. Jedną powieść przeczytałem trzy razy, a mianowicie "Kawalerskie gospodarstwo". Cykle "Stracone złudzenia" i "Blaski i nędze życia kurtyzany" bardzo dobrze się czyta. Ale przyznam się, że od kiedy przeczytałem "Ojca Goriot" w szkole średniej, każdą następną czytałem z zainteresowaniem i nigdy nie zawiodłem się. Odkrywałem piękno w powieściach mniej popularnych, jak "Lekarz wiejski", "Chłopi", czy "Proboszcz z Tours". Ostatnie powieści jakie przeczytałem, to z cyklu "Historia trzynastu" zawarte w książce, którą udało mi się kupić w antykwariacie. Bylo to w zeszłym roku."Kuzyna Pons" i "Kuzynkę Bietkę" też przeczytałem dopiero niedawno i również mi się podobała.
Użytkownik: elwen 2012-09-25 01:05 napisał(a):
Odpowiedź na: Właściwie podobały mi się... | andrzej.krystian
Andrzeju, jeśli masz pod ręką "Lekarza wiejskiego" w przekładzie Boya - czy tam też podopieczna doktora nazywana jest "Gabrynią", tak jak w tłumaczeniu Hajoty? Mam u siebie właśnie tę wersje, a zawsze mnie ciekawiło, czy Boy też tak sympatycznie zdrabniał :)
Użytkownik: elwen 2012-09-23 02:05 napisał(a):
Odpowiedź na: Warto się skusić. Przeczy... | andrzej.krystian
Andrzeeej, jest nas dwoje :D Ostatni "zalegający" mi tom Komedii skończyłam tydzień przed trzydziestymi urodzinami ( Historia wielkości i upadku Cezara Birotteau (Balzac Honoré de (Balzac Honoriusz)) jeśli to kogoś ciekawi). Mój bezdyskusyjnie ulubiony autor (choć, żeby było śmieszniej, nie autor mojej ulubionej książki - czy coś takiego jest możliwe?).
Użytkownik: andrzej.krystian 2012-09-23 22:07 napisał(a):
Odpowiedź na: Andrzeeej, jest nas dwoje... | elwen
Komedia Ludzka Balzaca jest fenomenem w literaturze. Ci sami bohaterowie tego cyklu, pojawiają się w róznych powieściach raz w roli głównych postaci, innym razem epizodycznie. Trudno jest to wszystko ogarnąć przy pierwszym czytaniu. Dlatego warto powracać do wcześniej przeczytanych pozycji. Ja sam zrobiłem sobie kompendium wiedzy o Komedii Ludzkiej z nazwiskami bohaterów i z informacją, gdzie wystepują.
Jeżeli chodzi Ci o ulubioną książkę, to uważam że jest to mozliwe, że nie jest Twojego ulubionego autora. Zdradź tylko jaka to książka.
Użytkownik: misiak297 2012-09-23 23:16 napisał(a):
Odpowiedź na: Komedia Ludzka Balzaca je... | andrzej.krystian
Ciekawe czy nie wydano jakiegoś leksykonu bohaterów Komedii Ludzkiej. Kiedyś widziałem taki leksykon bohaterów książek Agathy Christie (ale to za granicą).
Użytkownik: andrzej.krystian 2012-09-24 17:41 napisał(a):
Odpowiedź na: Ciekawe czy nie wydano ja... | misiak297
Komedia Ludzka w wydaniu Czytelnika, które rozpoczęło się w 1957 r. (twarda oprawa, zielona obwoluta), ma w każdym swoim tomie noty o ważniejszych postaciach. Jest tam krótka charakterystyka danej osoby i informacja, w którym utworze występuje.
Użytkownik: elwen 2012-11-05 00:33 napisał(a):
Odpowiedź na: Ciekawe czy nie wydano ja... | misiak297
W 1969 ukazał się "leksykon balzakoznawczy", niestety, nie po naszemu: http://www.amazon.com/Dictionnaire-Balzac-Dictionnaires-lHomme-Siecle/dp/B002CFDJ2M/ref=sr_1_3?s=books&ie=UTF8&qi​d=1352071634&sr=1-3&keywords=Dictionnaire+Balzac Na chwilę obecną, tj. przed odebraniem przesyłki ;) trudno mi powiedzieć, ile w nim leksykonu bohaterów Komedii..., ale bardzo by się przydało coś zbierającego razem te notki z wydania Czytelnika.
Użytkownik: elwen 2012-09-25 00:56 napisał(a):
Odpowiedź na: Komedia Ludzka Balzaca je... | andrzej.krystian
Jest fenomenem, jednym wielkim uniwersum, dla mnie w zasadzie jedną książką. To, o czym piszesz, jest jedną z rzeczy zachwycających mnie u Balzaca najbardziej: u niego bardzo rzadko żegnamy bohaterów raz na zawsze, spotykając ich to wcześniejsze, to późniejsze wcielenia, to słysząc o nich w rozmowach. Rzeczą niesamowitą są dla mnie poza tym niektóre jego obserwacje psychologiczne, zwłaszcza w kontekście konwencji epoki (wiesz - "Jak ten człowiek to zobaczył - wtedy? Skąd to wiedział?").

Zastanawiam się, swoją drogą, dlaczego w zasadzie nigdy nie "podszedł" mi Zola. Nie chodzi, zaznaczam, o naturalizm ani, hm, opisywanie raczej niższych sfer społecznych... trochę żałuję, że mnie nie wciągnął bardziej, byłoby co czytać.

Moja zaś ulubiona książka to od dwudziestu niemal już lat "Nędznicy" Hugo, co jest ciekawe o tyle, że jakkolwiek Hugo lubię, moim ulubionym pisarzem nie jest (tu akurat jestem pewna Balzaca). Wciąga i porusza "trzydziestkę" tak samo jak kiedyś czternastolatkę, maturzystkę... I nawet nie mogę powiedzieć, że to moim zdaniem najlepsza książka tego pisarza, bo obiektywizm każe wyżej ocenić "Rok 93" (jeśli za nic innego, to za Gauvaina i za Cimourdaina, najlepszą postać, jaką Hugo według mnie stworzył).

Ale dość, zanim mnie o egzaltację i brak umiaru posądzisz! Po prostu przypomniałam sobie, jakie to były piękne książki.

Jakieś książki i postacie Balzaca darzysz szczególnym sentymentem, czy nie masz takich?
Użytkownik: andrzej.krystian 2012-09-26 21:21 napisał(a):
Odpowiedź na: Jest fenomenem, jednym wi... | elwen
Elven, na wstępie muszę Ci odpowiedzieć na wcześniej zadane pytanie odnośnie „Lekarza wiejskiego”. Jest to akurat powieść, której bohaterowie nie występują w żadnym innym utworze „Komedii Ludzkiej”. W tłumaczeniu Boya ta osoba (wydaje mi się, że o nią pytasz) nazywa się Grabarka.
Jeżeli chodzi o wybór ulubionych postaci „Komedii Ludzkiej”, to w sytuacji gdy się lubi całość, trudno takiego wyboru dokonać, tym bardziej, że czytałem kolejne książki przez wiele lat. Mimo, że czas akcji „Komedii Ludzkiej” to lata trzydzieste i czterdzieste XIX wieku, to widzę wiele podobieństw z Polską współczesną. Takie same typy ludzkie, te same działania, przekupstwo korupcja, podłość. Balzac z mistrzostwem przedstawiał różne machinacje finansowe, wzbogacające jednych i rujnujące innych (co jest obecne takżę w naszym świecie). Dlatego szczególnie upodobałem sobie książkę „Kawalerskie gospodarstwo”, w której główny bohater (łajdak) niszczy bezwzględnie innych łajdaków, wymierzając tym samym sprawiedliwość. Warte polecenia są powieści z cyklu ”Stracone złudzenia”, no ale je czytałem stosunkowo niedawno.
Tak jak Honore Balzac opisywał Francję i Paryż w okresie panowania Karola X i Ludwika Filipa, tak Emile Zola opisywał Francję w okresie II Cesarstwa Napoleona III. I z równym zainteresowaniem i przyjemnością czytam powieści z cyklu ”Rougon-Macquartowie” Zoli. Przedstawione w nich sytuacje życiowe są okrutne, ale taka była rzeczywistość i taka jest rzeczywistość. Widać tu ludzi prostych, właściwie prostackich, pnących się po szczeblach drabiny społecznej do góry, przenosząc swoje obyczaje na salony. Niektórzy budzą sympatię, a niektórzy wstręt i odrazę. Dobra jest trylogia „Trzy miasta”. Nie zniechęcaj się do Zoli.
Jeżeli mówię o opisywaniu pewnych okresów historycznych Francji, to warto wspomnieć o cyklu ”Pamiętniki lekarza” Alexandra Dumasa ojca, obejmującego okres panowania Ludwika XVI i Rewolucji Francuskiej. Tu też występuje ciągłość bohaterów, z tym że większość to są postacie historyczne. Czyta się to jak kronikę tamtych czasów. Warto po to sięgnąć.
Victor Hugo najwcześniej mnie zainteresował właśnie powieścią „Nędznicy”, a potem był „Rok 93” i „Katedra Marii Panny w Paryżu”. Innych jego powieści na razie nie oceniam tak wysoko. No ale gusta się zmieniają. Polecam Ci ekranizację „Nędzników” z 1958 r. z Jeanem Gabinem w roli głównej. Jest to najlepsza ekranizacja jaką widziałem.
A ponieważ odbiegłem od głównego tematu, jeszcze o Balzacu. Zastanawiasz się skąd on znał tak szczegółowo tą epokę. Otóż on w tych wszystkich miejscach i wśród tych ludzi przebywał. Również opisy urbanistyczne Paryża, nieistniejącego już Paryża, pochodziły z autopsji.
Użytkownik: elwen 2012-09-27 00:00 napisał(a):
Odpowiedź na: Elven, na wstępie muszę C... | andrzej.krystian
Dziękuję za odpowiedź! "Grabarka", to dziewczątko, które po trosze wychowywał lekarz? O rany...

Zoli nie oceniam bynajmniej po przeczytaniu jednej książki, choć zawsze liczę się z tym, że mogę trafić na coś, co sprawi, że zmienię zdanie (jeśli Cię to ciekawi, to, co z niego czytałam, jest w moich ocenach - a za szczere polecanki zawsze jestem wdzięczna!). Nie żywię niechęci do epoki, w jakiej tworzył, ale mam czasem wrażenie, że malował swoją panoramę kosztem dogłębniejszej analizy postaci (ale to już jest kwestia tego, co kto w literaturze woli). Dumas, jak go lubię (a kto nie lubi? :), też trochę tu, jak dla mnie, szwankuje (może i mało oryginalna jestem, ale historyczne powieści Dumasa przegrywają dla mnie ze współczesnym fabularnie autorowi "Hrabią Monte Christo", ze względu nie tyle na zawiłości intrygi, co na rewelacyjnie napisane postacie, z moim ulubionym prokuratorem Villefortem na czele).

Że Balzac był w miejscach, które opisywał, to się domyślam :))) No, może o powstańczą Wandeę bym go nie posądzała, ale to akurat słabsza książka. Chodziło mi o coś innego: o bardzo prawdziwe pokazanie, dlaczego Honorynie nie ułożyło się z mężem, o traumę Lydii Peyrade po gwałcie, o to powolne gaśnięcie Piotrusi przygarniętej przez nie aż tak złą (OK, dla mnie patologiczną, ale mniejsza...) rodzinę, o miłość homoseksualną chyba pierwszy raz w nowożytnej literaturze "głównego nurtu" pokazaną wprost i jako uczucie, i to uczucie głębokie, a nie relacja li i jedynie seksualna (poza Balzakiem może jeden Gautier tak wtedy pisał)... To nie były rzeczy, o których się pisało, a pewnie i nie za bardzo mówiło - tym bardziej podziwiam jego wyczulenie i zmysł obserwacji wyostrzony do tego stopnia, żeby dostrzegać rzeczy ukrywane.

Tak mi się wydaje, czytając Cię, że u Balzaca bardziej od osób interesują Cię procesy społeczne, epoka: mam rację? Nie żebym w tym coś złego, zaznaczam, widziała, ale fascynujące jest to czytanie go na dwa sposoby (nie żeby jeden wykluczał drugi, chodzi mi raczej o różnice stylów odbioru i to, co wybieramy w Balzacu dla siebie - "Kawalerskie gospodarstwo" na przykład było dla mnie przede wszystkim dramatem rodzinnym). Może po prostu znak rozpoznawczy dobrego pisarza, jak sądzisz? :)

A propos "Straconych złudzeń": lubisz Daniela d'Artheza, czy Cię irytuje? Ale szczerze! Pytam, bo miałam ze znajomą, która również trochę Balzaca czytała, mały spór o tę postać :) (nie obrazisz w żadnym wypadku mojego ulubieńca, ten tytuł należy do doktora Bianchona - choć przyznać muszę, że dzieli go z dwoma-trzema innymi bohaterami ;))))

Adaptację "Nędzników" z Gabinem znam, choć osobiście wolę tę Roberta Hosseina z 1982: sceny z barykady są tam upiorne, dokładnie tak, jak w oryginale. Chciałabym obejrzeć adaptację Marcela Bluwala, bo dobrze o niej mówią, ale nigdzie jej nie ma :(
Użytkownik: andrzej.krystian 2012-09-27 21:27 napisał(a):
Odpowiedź na: Dziękuję za odpowiedź! "G... | elwen
Oj Elwen, muszę stwierdzić, że nie masz racji. Przede wszystkim interesują mnie w powieściach relacje międzyludzkie i bohaterowie. Ponieważ jednak akcja powieści „Komedii Ludzkiej” (ich większości) ma miejsce w okresie tworzenia się we Francji nowego układu społeczno gospodarczego, podobnie jak to ma miejsce obecnie w Polsce, skojarzenia podobnych procesów i zdarzeń nasuwają się same. Przecież afera Amber Gold stałaby się świetnym materiałem dla Balzaca, do napisania wspaniałej demaskatorskiej powieści. Zresztą tworzenie fortun u Balzaca przypomina tworzenie fortun różnych Kulczyków.
Zola w „Tylko dla pań” daje przykład, jak wielkie magazyny handlowe zabijają drobny handel. Przecież to samo się dzieje obecnie w Polsce. Jest jeszcze gorzej, bo w Polsce zadomawia się w handlu obcy kapitał, głównie francuski.
W „Komedii Ludzkiej” są różni bohaterowie, tacy którzy budzą sympatię, jak np. Dawid i Ewa Sechard, wspomniany przez Ciebie dr Bianchon. Również pozytywnie odbieram Daniela d'Artheza, w przeciwieństwie do irytującego mnie Lucjana Chardona.
„Kawalerskie gospodarstwo” także odczytywałem jako smutny dramat rodzinny, zakończony szczęśliwie, jednak wobec panującego zła, nie mogłem się oprzeć satysfakcji, że zło zostało zwalczone. Szkoda tylko, żę za pomocą bezwzględnych metod.
Czuję, że Ty współczujesz Honorynie, podczas gdy tylko ona sama jest przyczyną nieszczęść, które spotykają ją i innych. Budzi rzeczywiście ogromne współczucie Piotrusia. Trudno mi się czyta tak przygnębiające powieści.
Czytam obecnie książki Krzysztofa Rutkowskiego, poświęcone Paryżowi i jego mieszkańcom i dowiaduję się, że nie ma już Paryża opisywanego przez Balzaca. Nie istnieją ani domy, ani pałace, ani ulice. Odkrywam również, jakimi kanaliami byli znani luminarze literatury tacy jak Verlaine, jak smutne i wstrząsające było życie Murgera, który dzięki Pucciniemu znalazł się na trwale w historii. Ale w większości to typy niesympatyczne. Zresztą czytając niedawno biografię Flauberta, przekonałem się, że w środowisku literackim kopulowano na potęgę z kim się dało i gdzie się dało. Stąd później śmiertelne dla wielu choroby weneryczne.
Interesuje mnie, czy Ty lubisz tylko powieści współczesne Aleksandra Dumasa ojca? Przeczytałaś ostatnią powieść z cyklu „Pamietniki lekarza” tj. „Kawaler de Maison-Rouge”. Jak Ci się podobała? Kończy się tragicznie.

Użytkownik: elwen 2012-09-27 22:35 napisał(a):
Odpowiedź na: Oj Elwen, muszę stwierdzi... | andrzej.krystian
Rozumiem, co masz na myśli, choć teraz się zastanawiam, na ile różnie podeszliby do afery Amber Gold Balzac i Zola. Temat wyśmienity moim zdaniem zwłaszcza dla tego drugiego.

Dawid i Ewa trochę dla mnie przesłodzeni, ale niewątpliwie sympatyczni. Lucjana, w przeciwieństwie do Ciebie, lubię, to moim zdaniem świetnie nakreślona postać. Daniel w rozpatrywanej całościowo biografii momentami mi nieładną hipokryzją trąci, ale ma u mnie duży plus po pierwsze za zrobienie razem z kolegami beta-readingu powieści Lucjana (skądinąd wiem, jak to robota!), a po drugie za napisanie dla Lucjana pamiętnego artykułu "zjeżdżającego" jego własną książkę (obu ich zresztą lubię w tej scenie, Lucjana też - za ten nocny bieg do Daniela). Bianchona polubiłam ogromnie za rozmowę z Rastignakiem na początku "Kurateli", ale to dłuższa sprawa. Do Rastignaca zaś, nawiasem mówiąc, mam sentyment o tyle dziwny, że takich ludzi w zasadzie nie znoszę. No, ale "Ojciec Goriot" to był mój pierwszy Balzac...

Ale - a kobiety, Andrzeju, słynne kobiety Komedii Ludzkiej? Którąś lubisz bardziej od innych, któraś do uduszenia? Męski punkt widzenia będzie dla mnie bardzo ciekawy ;)

Rutkowski świetny, zgadzam się. Którą biografię Flauberta masz na myśli?

"Kawalera..." czytałam na pewno dwa razy, ale ostatni raz chyba z dobrych dziesięć lat temu, podobało mi się bardzo nawet jeszcze zanim zaczęłam się bardziej rewolucją francuską interesować, ale musiałabym przeczytać jeszcze raz, żeby potwierdzić opinię. Dobrze to ująłeś: kończy się tragicznie, ale zaryzykuję stwierdzenie, może paradoksalne, że dla trójki bohaterów nie kończy się źle (i tak, pamiętam *jak* się kończy). Nie entuzjazmuję się jakoś strasznie opowieściami z tragicznym końcem (choć wolę je od nierealistycznego "żyli długo i szczęśliwie"), ale nigdy nie było to dla mnie zakończenie smutne ani złe. W jakimś sensie może i najlepsze dla nich.

Co do chorób wenerycznych w XIX w., zastanawiałam się ostatnio całkiem serio, czy możliwe było w Paryżu tamtego czasu prowadzenie życia seksualnego - niekoniecznie ekstrawaganckiego - i *nie* złapanie czegoś.
Użytkownik: andrzej.krystian 2012-09-28 19:33 napisał(a):
Odpowiedź na: Rozumiem, co masz na myśl... | elwen
No i na początek wyjaśnienie. Ty oceniałaś bohaterów pod względem artystycznym a ja estetycznym, mówiąc w uproszczeniu. Rzeczywiście są w literaturze postacie barwne, osobowości bardzo bogate, jednak nie zawsze pozytywne. I tu muszę się z tobą zgodzić. Taki jest Rastignak, taki jest Nucingen czy Gobseck. Natomiast ja przedstawiłem Ci postacie, które budzą moją sympatię, z którymi jestem się w stanie identyfikować i akceptować. Ktoś dobry, postępujący szlachetnie, z natury rzeczy może być dla fabuły mniej atrakcyjną osobą.
Kobiety w „Komedii Ludzkiej” to szerszy problem i muszę się na odpowiedź przygotować. Po prostu nie pamiętam już przeczytanych dawno utworów i muszę sobie ich treść przypomnieć.
Postacie kobiet wspaniale odmalował James Oliver Curwood. Tu znalazłem pierwsze ideały. Były to „Najdziksze serca” i „Dolina Ludzi Milczących”. Ale i w później przeczytanych książkach tego autora znalazłem przepiękne portrety kobiece.
Flaubert, ciekawy człowiek i taka też jest opasła biografia Fredericka Browna.
Jeżeli podobał Ci się Rutkowski, powinna Ci się podobać książka Lenotre’a „Ze starych papierów”. Pasjonująca lektura.
Piszesz, że śmierć może być najlepszym rozwiązaniem. Czasami może być, ale to smutne.
Choroby weneryczne to była rzeczywiście plaga. Wyobraź sobie nieśmiałego młodzieńca Franza Schuberta (kieruję do książki Hartlinga), który podczas jednego ze spotkań cyganerii wiedeńskiej (bardziej mi odpowiada niż paryska) miał pierwszy kontakt seksualny i to z prostytutką. Od niej się zaraził i to zakończyło całe jego życie seksualne. Wrodzona nieśmiałość i wstyd nie pozwoliły mu się więcej zbliżyć do kobiety. A więc może wystarczyć tylko raz. Schubert zresztą młodo umarł na tą chorobę. Oto odpowiedź na Twoje pytanie.
Aleksander Dumas ojciec. Przeczytaj „Wilczyce” i porównaj z „Szuanami” Balzaca i „Rokiem 93” Hugo (wszystko Wandea). Przypuszczam, że Twoim typem będzie Hugo.
Użytkownik: elwen 2012-10-01 00:30 napisał(a):
Odpowiedź na: No i na początek wyjaśnie... | andrzej.krystian
"Ty oceniałaś bohaterów pod względem artystycznym a ja estetycznym, mówiąc w uproszczeniu" - nie do końca rozumiem, pewnie musielibyśmy doprecyzować, co rozumiemy pod tymi pojęciami, ale mniejsza z tym :) Co do Rastignaca, on właśnie budzi moją sympatię i to mnie przeraża, bo nie powinien (sentyment do "pierwszego Balzaca" i nic innego, zdecydowanie!!!). Identyfikuję się w Komedii z wieloma różnymi postaciami, choć nie zawsze w całości: czasem są to tylko jakieś aspekty danego bohatera, dobrego albo nie (cokolwiek to w sumie znaczy). Sympatię budzą we mnie bohaterowie bardzo czasem dziwni, bywa, że kogoś bardzo lubię za jakąś rzecz, a za inną nie, i trudno mi powiedzieć, czy byłabym w stanie się z kimś takim zaprzyjaźnić naprawdę. Nawiasem mówiąc, przewijają się u Balzaca dwie postacie, których nie cierpię wyjątkowo, mianowicie Henryk de Marsay i pani d'Espard. Nie cierpię, po prostu nie cierpię ich obojga na tle mnóstwa mało świetlanych postaci Balzaca, w dużej mierze mi obojętnych (gdy o tym myślę, intensywne nielubienie bohatera bywa chyba czasem formą komplementu dla autora...).

Wiem, co masz na myśli, gdy piszesz, że ktoś dobry, postępujący szlachetnie, może być dla fabuły mniej atrakcyjny. Uważam, że pisanie dobrych ludzi jest o wiele trudniejsze od pisania o łajdakach. Stosunkowo łatwiej jest stworzyć postać łotra, cieniując ją za pomocą jakiś kilku pozytywnych cech, sposobu bycia bohatera albo odwołania do wydarzeń, które go zmieniły w rodzaju sztampowego "trudnego dzieciństwa". O wiele trudniej - i myślę czasem, że potrafiła to tylko garść pisarzy - jest napisać dobro. Dobro niezadufane w sobie, nieświętoszkowate i nienaiwne, bezpretensjonalne, umiejące zachować dystans do siebie samego, niezapatrzone w siebie i nietracące z perspektywy idei drugiego człowieka, świetnie przy tym wiedzące, jak działa świat. Trudno stworzyć wiarygodną, nieprzeidealizowaną postać, która jest po prostu i przede wszystkim dobra, będąc przy tym bliżej trzydziestego roku życia i wzwyż, niż dwudziestoletniego idealizmu, jakkolwiek nie byłby on piękny. Paradoksalnie myślę, że choć Balzac kobiety same w sobie pisał świetnie, dobrzy ludzie jego mocną stroną jako pisarza nie byli. Umiał ich za to moim zdaniem pisać Hugo (biskup Myriel z "Nędzników", Gauvain z "Roku 93"), ale temu to z kolei kobiety nijak nie wychodziły, najwyraźniej cośza coś...

"W niewoli słowa i kobiet" - jestem tak w połowie, odłożyłam w wyniku lekkiego przesytu Flaubertem (druga biografia z rzędu, po listach), ale może nasza rozmowa to dobry powód, żeby do niej wrócić.

Lenotre'a nie czytałam, poszukam w bibliotece. "Lektura tych szkiców nie może pouczyć czytelnika o podstawowych zagadnienaich Rewolucji Francuskiej, pozwala jednak na wniknięcie w ducha owej epoki, na zrozumienie owych zagadnień" - hmmm, brzmi, póki co, interesująco; dziękuję!

Masz słuszność, że śmierć jako najlepsze rozwiązanie ma w sobie coś podwójnie przygnębiającego, zwłaszcza gdy dotyczy to dobrych ludzi. Spójrz jednak na to, Andrzeju, z innej strony, pod kątem literatury. Nie wiem, czy będę w stanie to dobrze ująć, ale jeśli jakakolwiek historia kończy się wizją wieczystej sielanki i niezmąconego szczęścia bohaterów, wieje mi to fałszem na kilometr, sugerując niedwuznacznie, że cała przedstawiona historia to, z przeproszeniem, bujda na resorach. Jeśli dla kontrastu kończy się śmiercią albo niezasłużoną klęską, będzie dla mnie "brzydko prawdziwa", przykra, ale wiarygodniejsza - co byłoby ciężkie, gdyby nie fakt, że jednocześnie uwiarygadnia mi się możliwość istnienia, używając przykładów z "Kawalera de Maison-Rouge", gdzieś kiedyś takich ludzi, jak Maurycy i Genowefa, takich przyjaciół, jak Lorin. Rozumiesz, Andrzeju, co mam na myśli? Zakończenie było niesprawiedliwe, ale czy smutne - i tak, i nie. Było prawdopodobne. I jakoś chyba piękne.

(Niejako na marginesie przykładu: jeden z najcieplejszych dla mnie osobiście wątków u Balzaca to historia rodziców Lucjana.)

Co do Schuberta, to widzę, że książkę Hartlinga oceniliśmy na Biblionetce jednakowo :) Moja chyba ulubiona książka o tym kompozytorze to "Książę pieśni" Bartscha. Dużo o depresji, dla czytelnika wiedzącego, o co chodzi (jak to w przyzwoitej, przedwojennej literaturze, słowo "syfilis" tu nie pada) o wpływie choroby na psychikę. I oczywiście, że można było "to" złapać od jednego, pierwszego razu: pytanie, dlaczego nie zachorowała (?) i nie uległa zdziesiątkowaniu literalnie cała Europa (już zostawmy resztę świata, gdzie wspomniani europejczycy wchodzili w, hmm, kontakty), skoro objawy są dziedziczne (zdolność do zarażania też? nie jestem lekarzem). W ciążę też można "od pierwszego razu" zajść, jednakowoż można w nią również nie zajść - ciekawiło mnie i w sumie nadal ciekawi, czy mechanizm łapania choroby wenerycznej był, poza oczywistym, podobny i czy można było "mieć szczęście". Coś mi musi umykać, bo inaczej wychodzi, że na zasadzie "znajomy znajomego" chorowało, że się tak wyrażę, 100% bohaterów Balzaca, osoby żyjące w celibacie - po rodzicach. No ale nic, rzecz do sprawdzenia (tak, wiem, że mam dziwne problemy...).

"Wilczyce" zapamiętam.
Użytkownik: andrzej.krystian 2012-10-01 20:11 napisał(a):
Odpowiedź na: "Ty oceniałaś bohaterów p... | elwen
Posłużyłem się tu pewnym skrótem myślowym. W literaturze, malarstwie, muzyce są dzieła uznane jako wybitne, odkrywcze, wnoszące nowe elementy do sztuki i są dzieła uznane jako wsteczne, nie wnoszące nic nowego, posługujące się sprawdzonymi schematami. Artystycznie wybitne dzieło niekoniecznie musi odpowiadać moim gustom estetycznym, może być odwrotnie. Podobnie jest z bohaterami utworów literackich. Zresztą Twoja wypowiedź przekonała mnie, że zrozumiałaś mnie doskonale. Miesiąc temu przeczytałem cykl pięciu powieści Georgesa Duhamela „Życie Salavina”. Postać głównego bohatera bogata i skomplikowana charakterologicznie, budziła we mnie taką irytację, że po przeczytaniu pierwszych trzech powieści musiałem na jakiś miesiąc przerwać czytanie i dopiero po ochłonięciu wrócić do lektury. Zdecydowanie nie lubię Ludwika Salavina.

Kobiety u Balzaca – a może zaczniemy od Katarzyny Medycejskiej (powieść „O Katarzynie Medycejskiej”). Postać autentyczna, matka trzech królów i jednej królowej, królowa, kobieta. Występująca między innymi w „Królowej Margot” A. Dumasa, bohaterka biografii Solnona, szkiców Bretona („Lotny szwadron swawolnych pań”),powieści „Cinq-Mars” Alfreda de Vigny i kilku innych, których teraz nie pomnę. Przedstawiana jest różnie, często niekorzystnie. Powieść Balzaca jest jedną z najciekawszych. Jest to osobliwa powieść, przypominająca trochę kronikę historyczną. Ciekawy jestem Twojego zdania.

Co ci to przypomina?
Małżeństwo, on jest rzemieślnikiem , ona modystką, elegancką intrygantką z pretensjami do klasy średniej. Są bezdzietni. Jedyną rodziną, z którą utrzymują stosunki jest starsza siostra posiadająca dwójkę dzieci. Starzeją się. Rówieśnicy poumierali. Wreszcie umiera on. Ona zostaje sama, tak samo energiczna jak dawniej. Pewnego dnia przewraca się na ulicy. Jest mocno potłuczona. Kładzie się do łóżka, z którego już nie wstaje. Siostrzenica i sąsiadka pomagają jej ile mogą. Pojawia się roznosiciel mleka, dawny pracownik policji, mieni się jej opiekunem, odsuwa rodzinę i sąsiadów, załatwia formalną kuratelę i obejmuje praktycznie w posiadanie mieszkanie i cały dobytek zapobiegliwej kobiety. Zastraszona i przerażona kobieta nie śmie się nawet skarżyć. Obserwuje z łóżka ze zgrozą rabunek swojego mienia. Osłabioną kobietę opiekun w końcu dusi poduszką. Lekarz stwierdza naturalny zgon. Opiekun ma mieszkanie tylko dla siebie.

Śmierć romantyczna w towarzystwie ukochanych może być piękna. Ile mamy przypadków ludzi, którzy po śmierci ukochanej osoby pragną także zakończyć życie i niektórzy kończą.

Ale mnie zaskoczyłaś. Nie wiedziałem, że jest polskie wydanie książki Rudolfa Hansa Bartscha o Schubercie. Kiedyś, dawno widziałem film o Schubercie „Domek trzech dziewcząt” z 1958 r. i bardzo mi się podobał. Świetnie dobrani aktorzy. Nie zwróciłem wówczas uwagi na autorów scenariusza. A przecież autorzy operetki „Domek trzech dziewcząt” z muzyką Schuberta libretto oparli na powieści Bartscha, niesłychanie wówczas popularnej. Niestety na Allegro obecnie tej książki nie ma. W bibliotece jest, ale tylko do wykorzystania na miejscu. Będę musiał poświęcić trochę czasu, przeczytać te 200 stron w czytelni. W Polsce nie ma wiele biografii mego ulubionego kompozytora. Mam książki T. Marka, P. Woodford i Hartlinga. O ile mi wiadomo, najbardziej rozwiązły przyjaciel Schuberta Franz von Schober żył 86 lat. A więc i tu masz rację.
Na pewno z przyjemnością zobaczysz film, o którym wspomniałem. http://www.youtube.com/watch?v=vBgAR9zf5h4

Mam nadzieję, że kiedyś poznam Twoje zdanie n/t Curwooda. I jeszcze pytanie, czy lubisz czytać trudne książki? Ja teraz właśnie czytam taką trudną książkę „Slońce i księżyc” Gütersloha. Ale o tym później.
Użytkownik: elwen 2012-10-03 22:17 napisał(a):
Odpowiedź na: Posłużyłem się tu pewnym ... | andrzej.krystian
Opowieść Balzaca o Katarzynie Medycejskiej czytało mi się, pamiętam, trochę ciężko, choć nie chciałabym wyrokować, czy problem leżał po stronie pisarza czującego się lepiej - jeśli tak było - w swojej współczesności, czy też w moim podświadomym przyzwyczajeniu do świata Komedii Ludzkiej, prowadzącym do odrzucenia tej powieści jako "innej". Eksperyment, niewątpliwie, warto powtórzyć, zwłaszcza że wypowiadasz się o tej książce tak pozytywnie, a mi zdarza mi się czasem zmieniać zdanie. Katarzyna niewątpliwie fascynowała XIX wiek, ciekawe, czy ktoś próbował jej bronić.

Historia, którą przytaczasz, przypomina mi mnóstwo różnych opowieści, poza tym, że jest, że tak powiem, "brzydko życiowa". (Jeśli to była literacka zagadka, skróć moje cierpienia :)

No i nie mogę teraz powiedzieć, że Schubert jest moim ulubionym kompozytorem, bo wyjdzie, że specjalnie powtarzam po Tobie! Z filmów o Schubercie polecam "Notturno", nota bene z Olbrychskim w roli von Schobera. Tu masz więcej informacji http://www.filmweb.pl/film/Notturno-1986-36354 a tu ktoś klip zrobił http://www.youtube.com/watch?v=_bLWaHFZiFs Twój link niestety nie działa, ale spróbuję poszukać tego filmu, dobrze o nim wiedzieć.

Nie wiem, co rozumiesz pod pojęciem "trudnych książek". Jeśli chodzi o japoński przekład poezji Oscara Wilde'a (mam w domu), to faktycznie, czyta mi się go trochę trudno :D A poważnie: czytałam, lubię i wracam do bardzo różnych rzeczy, o różnej tematyce i pewnie różnym poziomie literackim, ciężko mi jednak odpowiedzieć na pytanie, czy są one obiektywnie "trudne". Czytanie ciekawej książki - a ciekawych jest dla mnie wiele rzeczy - nigdy trudne dla mnie po prostu nie było. Mając do wyboru, powiedzmy, przeczytanie po raz kolejny mojej ulubionej "Sprawy Dantona" i wgłębienie się w meandry stylu Stanisławy Przybyszewskiej lub przeczytanie całego cyklu Stephanie Meyer o wampirach po przebrnięciu pierwszego tomu, całkiem serio trudniejsze byłoby dla mnie to drugie.

W kwestii tego, co lubię czytać, czuj się, Andrzeju, zaproszony do mojej listy ocenionych na BiblioNETce książek; nie ma tam może wszystkiego, ale wszystko, co jest, jestem gotowa uzasadnić;)
Użytkownik: andrzej.krystian 2012-10-04 19:36 napisał(a):
Odpowiedź na: Opowieść Balzaca o Katarz... | elwen
A więc znasz japoński. Super!. Jestem pełen podziwu. Stąd u Ciebie takie zainteresowanie literaturą japońską. Szkoda, że podzieliłaś się z tym ze mną w osobliwy sposób. No, ale zdarza się.

Jeżeli piszę o książkach trudnych, to nie myślę o czytanych w języku obcym. Ponieważ nie znam nawet podstaw japońskiego, to książki w tym języku nie przeczytałbym nawet ze słownikiem. Są książki w których akcja posuwa się chronologicznie do przodu, opisy są czytelne, charakterystyki wyraziste, język potoczysty i książkę się dosłownie połyka. Są też książki w których akcja jest ledwie zarysowana, autor robi raz dwa kroki do tyłu, raz krok do przodu, wprowadza szereg dygresji, analiz itp. , jednym słowem trzeba być niesłychanie uważnym, by się nie zgubić i zachować kontrolę nad czytanym tekstem. Książkę taką czyta się o wiele dłużej. I tu nie chodzi o książki, które się nie podobają. Chodzi o książki, które chcesz przeczytać, a wymaga to większego niż zwykle wysiłku. Podobnie jest np. w muzyce - łatwiej jest zagrać sonatę C-dur Mozarta niż etiudę c-moll „Rewolucyjną” Chopina. A oba utwory są arcydziełami i chcemy ich wysłuchać. I dlatego mówię o czytanej teraz książce „Słońce i księżyc”, że jest trudna, nawet bardzo trudna.

Przenieśmy się jednak do Honore de Balzaca (tak chciał, by o nim mówiono). Aby dorzucić trzeci głos do dyskusji, którą prowadziliśmy, zacytuję tu fragment wstępu Tadeusz Żeleńskiego do powieści „Kuratela”:
…Zazwyczaj w jego powieściach jest więcej cieni niż świateł; przewaga jest po stronie łajdaków. Można też powiedzieć, że ciemne figury u Balzaca mają nieskończenie więcej plastyki , wżerają się w pamięć, gdy jego postacie są dodatnie – nieraz przeszlachetnione – zanadto trącą abstrakcją. Ale to jest dość powszechny los pisarzy. Zauważono, że sam Dante, niezrównany malarz piekła, załamał się na niebie…
Ale chciałbym przejść do książki, którą się łatwo czyta, a należy do czołowych powieści współczesnych Balzaka, zaczyna się w 1813 r., a kończy się w 1844 r. tj. do „Kobiety trzydziestoletniej”. Sądzę, że Ty, właśnie w tym roku, masz szczególne predyspozycje by poddać osądowi bohaterów tej książki. Książka porusza wiele drażniących problemów relacji międzyludzkich i małżeńskich. Chodzi mi głównie o Julie d'Aiglemont, kobietę o wyjątkowo burzliwym życiu. Ja z góry mówię, że nie popieram postępowania głównej bohaterki (cudzołóstwo nie jest w moim guście), tym bardziej, że Victora d'Aiglemont Julia poślubiła ze swojej woli, mimo próśb ojca, by tego nie robiła.Uważam to za pierwszą rundę, w naszej dyskusji.

Z filmem o Schubercie nie wiem co się stało(Film Das Dreimäderlhaus 1958). Zobacz na tym adresie : http://www.youtube.com/results?search_query=Film+D​as+Dreim%C3%A4derlhaus+1958+&oq=Film+Das+Dreim%C3%​A4derlhaus+1958+&gs_l=youtube.12...5010.8427.0.141​22.1.1.0.0.0.0.115.115.0j1.1.0...0.0...1ac.1j2.qMh​SkCS1Ecc
I tu: http://www.filmweb.pl/film/Dreim%C3%A4derlhaus,+Da​s-1958-121397

Przeglądnąłem Twoje ocenione książki. Niewiele jest wspólnie przeczytanych książek. Oczywiście takich książek jest więcej niż wynika z zestawienia, bo np. poezje Lenartowicze przeczytaliśmy oboje, tylko w różnych wydaniach, baśnie braci Grimm ja oceniłem w wydaniu zbiorowym dwutomowym pełnym, a Ty w wydaniach pojedynczych bajek lub wyborach. Wspólne jest natomiast zainteresowanie literaturą francuską XIX wieku.
I o tej literaturze chciałbym w przyszłości podyskutować.
Użytkownik: elwen 2012-10-06 23:48 napisał(a):
Odpowiedź na: A więc znasz japoński. Su... | andrzej.krystian
Japoński, Andrzeju, znam tylko o tyle, o ile można się go nauczyć samej w domu, czyli trochę - acz odgrażam się, że kiedyś nauczę się "porządnie" ;) Książka, o której pisałam, jest za to autentyczna: takie małe kuriozum w mojej biblioteczce. Z literaturą japońską, nawiasem mówiąc, trafiłeś: lubię bardzo. Jeśli pisarz nie nazywa się Murakami, ale to dłuższa historia.

Przyznam, że gdy napisałeś o książkach trudnych, odruchowo pomyślałam najpierw o tych w języku obcym, a potem o non-fiction (obcy termin, ale bardzo go lubię). Zostawmy te pierwsze, to faktycznie inna sprawa - jako "trudną" książkę określiłabym, myślę, taką, która dotyczy dziedziny, na jakiej się nie znam i która nigdy mnie specjalnie nie interesowała, w rodzaju fizyki, nauk technicznych czy biologicznych. Autorzy zakładają, że czytelnik już coś o danej dziedzinie wie, pisząc w dodatku specyficznym językiem. Wiele razy zresztą właśnie język niezależnie od problematyki sprawiał, że odrzucałam daną pracę, decydując, że gra nie jest warta świeczki. Subiektywne to jednak mocno: moja znajoma, skądinąd osoba bardzo oczytana, nie cierpi stylu pisania Marii Janion, który dla mnie jest bardzo przystępny, ja zaś z kolei mam to z wywodami lubianego przez tę znajomą Romana Ingardena (mądry człowiek, jak jego tezy *w opracowaniach* analizować, ale czytanie jego samego było dla mnie drogą przez mękę).

"Słońca i księżyca" nie czytałam. Hm - Twoje kryteria "trudnej" beletrystyki teoretycznie spełnia całe mnóstwo pozycji. Nigdy nie patrzyłam tak jednak na książki, które czytałam z własnej woli: gdy miały w sobie to "coś", co mnie do nich przyciągało, w ogóle ich nie rozpatrywałam w kategoriach trudności-łatwości. Style, owszem, były różne, ale też nie zawsze decydowały - raz podobały mi się książki oparte niemal wyłącznie na dialogach, innym razem takie z przewagą opisów, raz napisane jasnym i "konkretnym" stylem, innym razem stylem kompletnie, że się tak wyrażę, pokręconym. Jedne rzeczy czytałam dla opowiadanej historii, inne dla postaci albo dla języka - w dwóch ostatnich wypadkach fabuła mogła być szczątkowa. Nie wiem, czy opowiadania Nervala były trudne, liczyło się naprawdę tylko to, że je chciałam przeczytać i że okazały się świetne. Dużo się zajmowałam Młodą Polską - "Nietota" Micińskiego była bardzo dobra, "Xiądz Faust" już tak nie, choć i tak lepsze to było od Przybyszewskiego "Il regno doloroso", a najlepszym pisarzem epoki był i tak Reymont, bo Żeromski literacko nierówny mocno... czy to znaczy, że "lubię trudną literaturę", czy wręcz przeciwnie? Naprawdę mnie to zaciekawiło, Andrzeju: style odbioru są fascynujące, nie sądzisz? Rzeczy, które mi się nie podobają, jeśli nie muszę, na siłę nie czytam, chyba że na fali gorącej rekomendacji zaufanej osoby, sympatii do autora albo czegoś podobnego. Miałam swoje podejścia do Guntera Grassa, nie podobał mi się i nie widzę powodu, dla którego miałabym go dalej czytać tylko dlatego, że jestem z Gdańska. "Wstyd" (?) z powodu niebycia na bieżąco z lokalnie modnym Noblistą jestem w stanie znieść: wolę mieć kompleks na tle nieprzeczytania Miltona, tego, co mi zostało z Henry'ego Jamesa, czy, powiedzmy, "Narzeczonych" Manzoniego. Swoją drogą, z Jamesem mam coś chyba zbliżonego do tego, o czym piszesz: on ma charakterystyczny styl pisania, bardzo niekiedy długie okresy zdaniowe, mi się to podoba, ale z tym autorem grunt to trafić na dobry dla niego dzień, bo z prozą Jamesa albo się płynie, albo z nią walczy, a wtedy lepiej odpuścić.

(Ja chyba powinnam wyjaśnić: nie chodzi o to, żebym wyniośle gardziła literaturą współczesną (choć dobra literatura chyba zawsze taka jest...?), tym, co modne, prozą fabularną, strumieniami świadomości czy typowymi czytadłami, bo w sumie w każdej z tych kategorii mogę znaleźć coś pozytywnego, ciekawego.)

Ale, żeby utrzymać rozmowę w temacie wątku - Twoje pytanie o Balzaca. Ano wyszła Julia za mąż dobrowolnie, nieświadoma, że zauroczenie kimś to żadne "przeznaczenie", a zakochanie w kimś to jeszcze nie miłość, ani - w żadnym razie - gwarancja "życia długo i szczęśliwie". Nie ona pierwsza i nie ostatnia. Uznając, że miłość jej się "należy" z racji bycia kobietą (w sumie jedyna sfera, w jakiej kobiety miały wtedy możliwość i jakieś społeczne przyzwolenie na rozwój to sfera uczuciowa, więc poniekąd widzę mechanizm), pozwoliła się opętać, trochę jak Emma Bovary, obsesji szukania jej (kompensacja w nieudanym, niesatysfakcjonującym małżeństwie), naprawdę kochając chyba tylko samą siebie, acz z ciekawym rysem toksycznego uzależnienia od widzianej chyba jako swoje przedłużenie Moiny (to ta córka, która jest z nią na końcu). Nie jestem psychologiem, ale jest coś chorego w ich relacji. Tu dochodzimy do tego, co jest dla mnie w tej książce najciekawsze, a mianowicie relacje Julii z dziećmi i psychologia dziecka, które wie, że nie jest kochane (Helena). Balzac rzutował tu chyba trochę samego siebie, kompleks w nim mocno siedzieć musiał, bo to już któryś raz pojawia się w jego twórczości ten wątek, zauważyłeś? No ale miało być o Julii. Cudzołóstwo to sprawa między nią i mężem, jeśli sama była zdradzana (?), a możliwości rozwodu nie było, mogę ją zrozumieć - tym, co ją u mnie skreśla jest co innego, a mianowicie ostentacyjne wyżywanie się na córce. Mogę zrozumieć, że instynkt macierzyński nie przychodzi "z automatu", ale to ciągłe pogardliwe poniżanie małej Heleny jest dla mnie czymś strasznym (zyskuje za to Balzac, który w całej sytuacji widzi właśnie to dziecko i to, co jest w jego głowie). Myślę, że Julia, która nigdy nie była mimo wszystko w stanie naprawdę zerwać ze społecznymi normami ("zjeść ciasteczko i mieć ciasteczko..."), nienawidzi dorosłej Heleny również za to, że Helena tę odwagę miała (choć dla mnie to raczej desperacja wynikająca z głębokiej depresji) i że to ona - ona, nie Julia - ośmieliła się być szczęśliwa (pomińmy finał historii). Brrr. Balzac mnie czasem przeraża. I przygnębia.

Użytkownik: andrzej.krystian 2012-10-09 18:36 napisał(a):
Odpowiedź na: Japoński, Andrzeju, znam ... | elwen
Korespondencja z Tobą Elwen sprawila, że po raz drugi już przeczytałem "Kobietę trzydziestoletnią". Książka ta była jedną z pierwszych przeczytanych przeze mnie książek Balzaca i niewiele juz pamietałem. W przypadku dzielenia się swoimi wrażeniami i doznaniami po przeczytaniu tych samych książek z innymi, czytelnik zwraca uwagę na wiele szczegółów, zwykle przy lekturze pomijanych lub niezauważonych.

Powracając do „Kobiety trzydziestoletniej”, przyjrzyjmy się głównej bohaterce Julii Chatillonest.
Urodzona w 1794 r., zmarła w roku 1844. W roku 1814 wyszła za mąż za swojego kuzyna pułkownika Victora d'Aiglemont (1783 - 1833). Miała pięcioro dzieci. Tylko pierwsze było z mężem. Pozostałe miała z kochankami, jednak zostały legitymowane przez męża. Oto one:
1.Helena ur. w 1816 r. zm. W 1833 r. Miała trójkę dzieci z mordercą i piratem, wszystkie zmarły przed śmiercią matki
2.Gustaw ur. 1817 r. zm. na cholerę w 1843 r. pozostawiając wdowę i dzieci
3.Karol ur. 1821 r. zmarł tragicznie, strącony przez swą siostrę do rzeki w 1925 r., syn Artura Ormond lorda Greenville( zm. w 1823 r.) 4.Moina ur. 1823 r.
5.Abel ur. 1825 r. zginął pod Konstantyną w Algierii w 1843 r.
Dwoje ostatnich jest z Karolem Vandenesse.
Ponieważ utwór składa się z sześciu niezależnych opowiadań, trudno jest ustalić prawdziwe daty. Do niektórych doszedłem drogą dedukcji. Jeżeli gdzieś się pomyliłem, to mnie popraw.
Julia, która straciła matkę wkrótce po urodzeniu, była wychowywana przez ojca w duchu panującego wówczas we Francji liberalizmu i ateizmu. Ta czarnooka i czarnowłosa drobna kobieta, obdarzona wielką urodą i przepięknym głosem śpiewaczym, posiadająca naturalne jak przymioty jak wrażliwość, inteligencję i wdzięk, nie posiadała wychowania chrześcijańskiego, które pozwoliło by jej odróżnić dobro od zła. Zasady dekalogu były jej obce. Stąd całe jej życie, pełne egoizmu osobistego przyniosło jej tyle cierpienia, a jej sylwetka w oczach czytelnika musi budzić zgrozę. Od momentu, kiedy ostatecznie Julia odsunęła się od męża, czując do niego wstręt, przeniosła takie same wrogie uczucia na córkę Helenę, powodując tak wielkie zniekształcenia w psychice dziewczynki, że ta w wieku 9 lat zabija brata, a wieku 14 lat ucieka z domu z poszukiwanym mordercą. Julia już wieku czterdziestu lat wygląda staro, z urody zostały zaledwie szczątki, jest przygłucha, a jej jedyne pozostałe przy życiu dziecko córka Moina, dla którego w końcu poświęciła wszystko co miała, traktuje ją okropnie. Wydaje mi się, ze wszystko co miało miejsce w charakterach i stosunkach rodzinnych miało praprzyczynę w wychowaniu, a jeszcze szerzej w skutkach Rewolucji Francuskiej, która dokonała spustoszenia w podstawowych wartościach narodu francuskiego.
Piszesz Elwen, że Julia została zauroczona przez Victora, mężczyznę przystojnego, ale głupiego i prostaka ( nota bene przypomina mi on obecnego ministra infrastruktury, tak jakby Balzac postawił go sobie na biurku, odmalował jego wizerunek a następnie przeniknął go na wskroś i opisał jego cechy charakteru), ale przecież miała go okazję poznać o wiele lepiej niż swoich kochanków, bo znajomość ich trwała już od roku przed ślubem, albo i więcej. Z pierwszym kochankiem Arturem Ormondem zbliżenie fizyczne po bezpośrednim poznaniu nastąpiło bardzo szybko, z drugim Karolem Vandenesse niewiele później. Otóż ona doskonale zdawała sobie sprawę z wad i zalet przyszłego męża i powodował nią tylko egoistyczny kaprys, by związać się z tym człowiekiem.

Utwór (bo mimo wszystko, trudno mi go nazwać powieścią) zaczyna się paradą wojsk Napoleona w Paryżu. Ostatnią już paradą przed jego upadkiem. Ocena postaci Napoleona zmieniała się u mnie z czasem. Pierwszych ocen pozytywnych przysporzyły mu powieści pisarzy polskich jak Wacław Gąsiorowski w swojej trylogii napoleońskiej „Huragan”, „Rok 1809”, „Szwoleżerowie gwardii”, oraz książki polskiego „napoleonisty” Waldemara Łysiaka. Później obraz tego człowieka zmieniał się na gorsze. Ostatnio po przeczytaniu świetnej biografii Napoleona napisanej przez Emila Ludwiga, trzech powieści spółki Erckmann-Chatrian i kilku innych pozycji książkowych, jestem zupełnie przekonany, że przezwisko ”Potwór” nadany mu przez sprzysiężone koalicje był całkowicie zasłużony. W kolejce na przeczytanie czeka zbiór trzech powieści Benito Perez Galdosa wydanych pod tytułem „Saragossa” , opisujących właśnie tamte czasy okupacji Hiszpanii przez Francję Napoleona.
Jakże inaczej się teraz przedstawia okrutna agresja Francji na Hiszpanię z udziałem wojsk polskich (Samosierra). Tego Polska powinna się właściwie wstydzić.

Zgadzam się z Tobą, że ocena, czy książki są trudne to sprawa indywidualnej percepcji danej literatury, ale i kwestia nastroju. Powieść Henry’go Jamesa (którego bardzo lubię) „Ambasadorowie” rozpoczynałem czytać kilkakrotnie i zawsze po przeczytaniu kilkunastu stron ją odrzucałem. Dopiero dwa lata temu, kiedy znowu wziąłem się za lekturę tej powieści, przeczytałem ją jednym tchem i bardzo mi się podobała. Wszystkie inne przeczytane przeze mnie książki Jamesa nie miały „przymiarek”. Ale sama przyznajesz, że proza Jamesa nie jest łatwa. Zresztą świetnie to ujęłaś w swojej wypowiedzi.
Nie przypominam sobie, by opowiadania Nervala sprawiały wrażenie trudnych. Teksty literatury młodopolskiej rzeczywiście nie zawsze są łatwe w odbiorze.
Jeżeli chodzi o literaturę popularnonaukową, to chociaż posiadam wykształcenie techniczne, uważam że książki w zakresie nauk ścisłych dla ogółu powinny być zrozumiane przez wszystkich, a podane informacje powinny być podawane w sposób maksymalnie prosty, tj. na chłopski rozum. Pamiętam, jeszcze w liceum, interesowała mnie fizyka współczesna i przeczytałem kilka książek popularnonaukowych na ten temat. Książki w sposób zrozumiały wprowadziły mnie w świat nauki. To były dobre książki z „Biblioteki Problemów”. Jedną szczególnie dobrze mi się czytało (spoza w/w serii), a mianowicie Alberta Einsteina i Leopolda Infelda „Ewolucja fizyki: Rozwój poglądów od najdawniejszych pojęć do teorii względności i kwantów ".
Nie zachęcam Cię do przeczytania „Słońca i księżyca”, ale namawiam do przekartkowania kiedyś tej powieści. Zobaczysz wtedy jaka to proza.

W mojej domowej bibliotece stoi w kolejce do przeczytania książka „Dwie opowieści o miłości okrutnej” Tanizaki Junichiro. Widzę, że Ty również tej książki jeszcze nie zaliczyłaś.

I jeszcze coś o Zoli. Powieści z cyklu „Rougon-Macquartowie. Historia naturalna i społeczna rodziny za Drugiego Cesarstwa” najlepiej jest czytać po przeczytaniu pierwszej z nich „Pochodzenie rodziny Rougon-Macquartów”. Dopiero po przeczytaniu tej powieści, wiele wątków fabularnych innych powieści jest o wiele bardziej zrozumiałych.

Użytkownik: misiak297 2012-10-09 22:35 napisał(a):
Odpowiedź na: Korespondencja z Tobą Elw... | andrzej.krystian
Zainteresowałeś mnie tą "Kobietą trzydziestoletnią" - przy najbliższej okazji (i odrobinie wolnego czasu czytelniczego) rozejrzę się za tą książką:)
Użytkownik: andrzej.krystian 2012-10-10 15:44 napisał(a):
Odpowiedź na: Zainteresowałeś mnie tą "... | misiak297
Brawo Michale! Mam nadzieję,że kiedyś dołączysz do klubu Elwen-andrzej.krystian (Komedii Ludzkiej).
Użytkownik: elwen 2012-10-12 23:18 napisał(a):
Odpowiedź na: Korespondencja z Tobą Elw... | andrzej.krystian
W kwestii "Kobiety trzydziestoletniej" muszę przyznać, że nie udało mi się stworzyć spójnej chronologii wszystkich części i np. ustalić wieku Heleny na poszczególnych etapach jej historii. Boy we wstępie do wydania swojego przekładu "zjechał" zresztą niedopracowanie tej powieści przez autora pod względem konstrukcyjnym, prowadzące do fabularnych nielogiczności, i w zasadzie mogę się pod tym również podpisać. W "Kobiecie..." zresztą najciekawsza jest dla mnie właśnie Helena. Przymykając oko na wiejący tandetnym melodramatem koncept romansu z kapitanem piratów (głowę dam, że Balzac pod publikę to w ten sposób opisał), autentycznie mnie ciekawi co musiało "siedzieć" w głowie dziewczyny i w jak niewyobrażalnym, ukrywanym stresie musiała żyć od lat, że z miejsca zgodziła się odejść z nieznanym sobie człowiekiem, byle tylko uciec. To nie szukająca "emocji", obrażona na nierozumiejący jej wzniosłej duszy świat sentymentalna gąska. Intryguje mnie Helena w momencie podjęcia tej szokująco twardej - przypominam, że mowa o I poł. XIX w. i pannie z "dobrego domu" - decyzji o tegoż domu porzuceniu dla odejścia z obcym. Zaznaczę może, że bez względu na cokolwiek ckliwe poprowadzenie przez autora wątku dalszych losów Heleny, "wielkiej miłości jej i Wiktora od pierwszego wejrzenia" (cudzysłów w pełni zamierzony; swoją drogą ciekawe, że ukochany Heleny jest imiennikiem jej ojca, skoro Helena w jakiś sposób ucieleśnia alternatywny wariant losów swojej matki) tu absolutnie nie sugeruję, bo na tego typu zagrywki traktowane serio Balzac, nawet w swoich permanentnych tarapatach finansowych, był jednak za inteligentny.

Julii bronić nie zamierzam, bo jak pisałam wcześniej, szczerze jej nie znoszę, staram się jednak ją zrozumieć. Myślę jednak, Andrzeju, że nie powinniśmy patrzeć na nią ani oceniać jej jak współczesnej dziewczyny: słowa tego używam specjalnie, mając na myśli przede wszystkim jej młodość i fatalną decyzję o wyborze męża. Nie zgodzę się, że zdawała sobie sprawę z jego wad i zalet przed ślubem: to nie nasze czasy, nawet, jeśli miała "dużo swobody", była to swoboda "jak na epokę". To była jednak dziewczyna "z towarzystwa", a one nie chodziły, gdzie chciały, a towarzystwo i lektury nawet "postępowi" rodzice wybierali im starannie. Wiedza o świecie i ludziach młodziutkiej Julii nijak się miała do wiedzy jej o dwieście lat młodszych odpowiedniczek, a biorąc pod uwagę jej wiek, brak doświadczenia i dojrzałości (choć dyskutowałabym, czy Julia osiaga ją kiedykolwiek), byłabym ostrożna z ocenianiem jej tu jak osoby w pełni dorosłej. Wpływ wychowania post-rewolucyjnego widziałabym na tym etapie głównie w "nieskromnym", nieprzystającym panience uporze, streszczającym się w naiwnym "tatusiu, ten, albo żaden!". No bo on taki ładny, na koniu jeździ, i w ogóle... Bardzo dojrzały powód do zamążpójścia, Julia ewidentnie jak dla mnie nie rozumiała, co to właściwie jest. A że egoistka, to swoją drogą... Fakt, ojciec jej to małżeństwo odradzał, ale wiemy, jak to różnie z ojcami u Balzaca bywa: dramatem Eugenii Grandet i biednej Wiktoryny Tallifier było dla kontrastu posłuszeństwo.

(Co do cudzołóstwa, powiem tylko, że Julia nie robiła niczego, czego nie robił jej mąż - że o jego dzieciach nie wiadomo, nie znaczy, że ich nie było. Prawo mogło podchodzić inaczej w przypadku męża i żony, ale moralnie oboje tak jakby robili to samo.)

Co do innych, poruszanych przez Ciebie kwestii, Infeld automatycznie skojarzył mi się jako "ten od biografii Galois" - w świetle biogramu Infelda jest to w sumie dosć zabawne. (A książka była niezła.)

Dzięki za pomysł na powrót do Zoli! Przeglądając Twoje oceny, widzę, że bardzo wysoko oceniłeś "Kartkę miłości". Mała Joasia jest fascynująca, nie sądzisz? Dziecko wyraźnie odbiega od dziewiętnastowiecznej sztampy ucieleśnienia niewinności, pododbnie zresztą jak mała Helenka u Balzaca.
Użytkownik: andrzej.krystian 2012-10-14 15:53 napisał(a):
Odpowiedź na: W kwestii "Kobiety trzydz... | elwen
Właściwie wyczerpaliśmy już temat Julii d'Aiglemont.
By utrzymać się w tematyce „Komedii Ludzkiej” proponuję zająć się równie niezwykłą kobietą, dwa lata starszą, główną bohaterką „Kobiety porzuconej”. Jest nią urodzona w 1792 r. Claire de Bourgogne, która poślubiła wicehrabiego de Beauseant i pod takim nazwiskiem występuje w powieści. Znamy ją przede wszystkim z "Ojca Goriot", ale występuje też w kilku innych powieściach Balzaca. Należy do najwyższej arystokracji. Swego kuzyna, a Twego ulubieńca, Eugeniusza de Rastignac (wtedy, gdy on jest jeszcze sympatyczny) wprowadza w wielki świat paryski. Po nieszczęśliwym dla niej romansie z atrakcyjnym pod każdym względem dyplomatą Miguelem d'Ajuda-Pinto i porzuceniem jej, by ożenic się z Berthe de Rochefide, Klara porzuca świat paryski i przenosi się do małej miejscowości w Normandii, by leczyć rany po upokorzeniu i odsunąć się od świata, w którym błyszczała.
Akcja powieści zaczyna się w roku 1822, kiedy do Normandii udaje się młody paryżanin Gaston de Nueil. Tu zastaje tajemniczą i odosobnioną w prowincjonalnym prostym świecie, Klarę de Bourgogne. Zauroczony piękną Klarą wyznaje jej miłość. Początkowo zostaje ona odrzucona. Urodzony w 1799 r. jest od swojej kochanki 7 lat młodszy, z czego zdaje sobie sprawę Klara. Oczywiście nie można marzyć o formalnym związku, jako że Klara jest mężatką. Klara wyjeżdża więc do Genewy, chcąc uciec przed rodzący się też u niej uczuciem, jednak Gaston podąża za nią. W Szwajcarii Klara ulega i przez trzy lata żyją tam razem w błogiej szczęśliwości. Kiedy Gastonowi umiera ojciec i brat, wraca on do Francji. Klara osiedla się w pobliżu i ich wspólne życie trwa nadal. Taki stan rzeczy nie mógł w świecie w którym żyli trwać wiecznie. Matka i otoczenie wymogło na nim założenie rodziny. W momencie podjęcia przez Gastona decyzji o związku małżeńskim z niekochaną, ale dobrze zabezpieczoną finansowo dziewczyną, Klara zrywa jakiekolwiek stosunki z Gastonem. Oszalały z rozpaczy Gaston próbuje wszelkich środków, by ponownie zbliżyć się do Klary, jednak bez skutku. Zdeteminowany wysyła ostatni list do ukochanej, jednak kiedy otrzymuje go spowrotem nieotwarty, popełnia w domu samobójstwo strzelając do siebie, pozostawiając ciężarną żonę. Jest rok 1832 – Gaston miał 33 lata, a Klara 40 lat.
Widzimy, że miłość tych dwojga była pełna i ogromna. Czy mogło się to inaczej skończyć? Uważam, że nie. Dla Gastona, młodego człowieka, romantycznego, nie zepsutego przez życie paryskie, uczucie to było głębokie, prawdziwe i uczciwe. Była to jego pierwsza miłość. Dla Klary żyjącej początkowo wśród arystokracji i po nieszczęsnej przygodzie z kochankiem z tychże sfer i wycofaniem się z życia towarzyskiego, ta miłość tak czysta i bezinteresowna, była dla niej ogromnym wstrząsem i była balsamem na jej zranioną duszę. Miłości tej poddała się całkowicie. Ale była świadoma niebezpieczeństw, które taki nieformalny związek niósł. Już pierwszy jej kochanek porzucił ją, by założyć rodzinę. Tak samo i stało się z Gastonem. Gaston jednak zbyt głęboko ją kochał, by zapomnieć o swej miłości, znajdując się pod presją obowiązków i rodziny. W sytuacji bez wyjścia, zakończył swe życie. Klara przypuszczalnie (bo nie pamiętam, czy o jej dalszych losach była jakaś wzmianka w innym utworze Balzaca), odsunęła się na dobre od świata i zmarła ze zgryzoty. Za swoje dziewięć lat szczęścia zapłacili wysoką cenę.
Historie jak tu opisana zdarzają się i we współczesnym świcie i przebieg ich jest zawsze taki sam.

Inaczej sprawa się miała z bohaterami powieści "Księżna de Langeais". Tam do tragicznego zakończenia powieści przyczyniły się fałszywa duma i niezręczności głównych bohaterów oraz nięszczęśliwe przypadki. Tam mogło się wszystko skończyć inaczej, szczęśliwie.

Powieść „Kobieta porzucona” została została sfilmowana w 1992 r. (La Femme abandonnée). Zmieniono tu nazwiska bohaterów. Filmu nie widziałem i nie wiem, na ile on jest zgodny z oryginałem.
http://www.youtube.com/watch?v=Rgl6-rbrUGo
http://www.allocine.fr/film/fichefilm_gen_cfilm=13​3989.html
http://www.imdb.com/title/tt0184466/

Jak wczesniej wspomniałem u Emila Zoli wszystko zaczyna się w pierwszej powieści cyklu „Pochodzenie rodziny Rougon-Macquartów” . Główna bohaterka Adelajda Fouque (ur. 1768 r.) ma z mężem syna Piotra Rougon i po śmierci męża z kochankiem syna Antoniego Macquart i córkę Urszulę Macquart. Choruje psychicznie i w końcu ląduje w zakładzie dla umysłowo chorych. Urszula poślubia Ludwika Mouret, z którym ma troje dzieci, w tym córkę Helenę. Helena dziedziczy cechy osobowościowe ojca. Helena wychodzi bez specjalnego uczucia za mąż za zakochanego w niej Grandjeana. Mają córkę Joannę (1842 – 1851), która dziedziczy cechy fizyczne po prababce, w tym skłonnść do choroby psychicznej. Stąd jej często dramatyczne zachowania, kończące się śmiercią. Joasia w powieści, tak jak większość dzieci, nie chce zaakceptować kogoś obcego w rodzinie, dlatego tak sprzeciwia się związkowi matki z żonatym doktorem, mimo że ojciec już nie żyje. Jest coś bardzo prawdziwego i wstrząsającego w tych zapasach córki z matką, o prawo tej ostatniej do miłości do innego człowieka. Chcę powiedzieć że rozumiem Helenę, ale także i córkę. Obydwie postacie oceniam pozytywnie.

W okresie czytania "Kartki miłości" przeczytałem powieść Stefana Zweiga "Niecierpliwość serca". Też o wielkiej miłości i też świetna.

Z literatury japońskiej : mam w swych zbiorach książeczę "Haori". Przeczytałem ją bardzo dawno. Urocza. Widzę,że Tobie umknęła uwadze.
Użytkownik: elwen 2012-10-17 23:27 napisał(a):
Odpowiedź na: Właściwie wyczerpaliśmy j... | andrzej.krystian
Tak na początek: niezłe streszczenie i bardzo dobrze, że je dałeś, bo a nuż ktoś się skusi? :) (warto! warto!) Prywatnie zaś zachwyciło mnie określenie Rastignaca "kiedy był jeszcze sympatyczny" - świetne!

Panią de Beauseant pamiętam jako jedną z sympatyczniejszych bohaterek Balzaca, a u niego to rzadkość. Niewielu postaci było mi tak żal, jak jej w "Ojcu Goriot", kiedy wszyscy wiedzieli, że d'Ajuda-Pinto się żeni i tylko ona nie, dowiadując się ostatnia, w sumie przypadkiem. Boleśnie życiowe. Rastignaca wprowadza na salony jak dla mnie z zemsty, żeby mógł się odegrać w jej imieniu (bo czego nie wolno było kobiecie, w dodatku zamężnej, wolno było mężczyźnie...) nawet nie na tamtym, ale na nich wszystkich. Bo sama nie jest w stanie, zbyt zraniona, żeby walczyć. Wątek w zasadzie na tym się kończy, bo to nie o niej jeszcze opowieść. Tym, za co kocham Balzaca jest nieporzucanie bohaterów i wracanie do nich, łączenie poszczególnych pereł Komedii Ludzkiej w jeden naszyjnik. Co do wątku Gastona - choć głębokie (mniej lub bardziej) uczucie do nieco starszej kobiety (w tym wypadku raptem siedem lat, nie demonizujmy!) to u Balzaca motyw dość częsty (zresztą z pokryciem w biografii pisarza; ciekawy skądinąd temat do osobnej analizy), bardziej od niej ciekawi mnie on i to, co pcha go do samobójstwa oraz dlaczego autor dodał ten wątek ciąży żony, bo odpowiedź "dla podkreślenia dramatyzmu" mnie nie satysfakcjonuje. Balzac zresztą pokazuje tu coś, co czasem zaniedbuje, mimo swoich osiągnięć na polu literaturoznawstwa, krytyka feministyczna, a mianowicie że - przepraszam za banał i uproszczenie - nie tylko kobiety cierpiały psychicznie z powodu represji uczuć, także tych "miękkich", a większa swoboda seksualna mężczyzn nie oznaczała nieistnienia ich własnych demonów. Co do pani de Beauseant, jako kobieta stwierdzam, że jej postać skonstruowana jest dla mnie przejrzyście, całkowicie logicznie i konsekwentnie. Pogłębiającą się depresję i lęk przed światem (parafrazujac innego autora, najgorsza ze wszystkich - twarz zdrady, i ja się z tym całkowicie zgadzam, nie tylko w wymiarze erotycznym) rozumiem bardzo dobrze. Bardzo go kochała, skoro była dzięki niemu w stanie raz jeszcze się podnieść i uwierzyć w świat, a przynajmniej jego cześć. Po zdradzie także i jego - już nie umiała. Nie wiem, czy to się mogło inaczej skończyć, ale Balzac psychologiem był miejscami przerażająco przenikliwym.

Nie wiem, czy to rozluźni nastrój, ale w odniesieniu do Twoich pozostałych lektur muszę powiedzieć, że czytałam obie, i "Niecierpliwość serca", i "Haori" - ostatnią parę lat temu, a pierwszą jeszcze w liceum. Żadnej nie mam w domu, obie pamiętam słabo, stąd nieocenienie ich na Biblionetce. Musisz mi, Andrzeju, uwierzyć na słowo - być może uwiarygodni mnie w Twoich oczach przyznanie, że wspomnianego przez Ciebie wcześniej Tanizakiego Junichiro uczciwie nie czytałam.

Sama czytam teraz kilka rzeczy na raz: szkice o kulturze rosyjskiej XIX w., książkę o "nieprzystojnościach" epoki wiktoriańskiej, "Nędzników" po francusku i "Lożę" Joanny Oparek.
Użytkownik: miłośniczka 2012-10-18 17:17 napisał(a):
Odpowiedź na: Tak na początek: niezłe s... | elwen
A te szkice o kulturze rosyjskiej XIX wieku - możesz napisać, jakie konkretnie? I czy są dobre?
Użytkownik: elwen 2012-10-19 10:14 napisał(a):
Odpowiedź na: A te szkice o kulturze ro... | miłośniczka
Oblicza Rosji: Szkice z historii kultury rosyjskiej XIX wieku (Jegorow Boris) - dodałam spis treści. Jak dla mnie niezłe, firma wydawnicza też raczej porządna. Czyta się dobrze.
Użytkownik: elwen 2012-10-19 18:23 napisał(a):
Odpowiedź na: Oblicza Rosji: Szkice z h... | elwen
...dodałam, a teraz widzę, że znikł...
Użytkownik: sowaOpiekun BiblioNETki 2012-10-19 18:31 napisał(a):
Odpowiedź na: ...dodałam, a teraz widzę... | elwen
Nie znikł, tylko, hm, został zniknięty - bo dodałaś w niewłaściwym miejscu :-). Dodaj, proszę, jako "zawartość zbioru", zgodnie z zasadami biblionetkowymi, na stronie książki, w polu "dodaj tekst cudzy" (www.biblionetka.pl/....
Użytkownik: elwen 2012-10-19 18:39 napisał(a):
Odpowiedź na: Nie znikł, tylko, hm, zos... | sowaOpiekun BiblioNETki
Uwaga ze wszech miar słuszna, dziękuję za jej zwrócenie! Poprawię w poniedziałek, książka została w pracy.

Szalenie podoba mi się określenie "została zniknięta" :)))))
Użytkownik: sowaOpiekun BiblioNETki 2012-10-19 18:36 napisał(a):
Odpowiedź na: ...dodałam, a teraz widzę... | elwen
Odesłalam Ci mailem kopię (bo po co przepisywać jeszcze raz, skoro można nie :-D).
Użytkownik: elwen 2012-10-19 18:52 napisał(a):
Odpowiedź na: Odesłalam Ci mailem kopię... | sowaOpiekun BiblioNETki
Chyba pisałyśmy swoje odpowiedzi w tym samym czasie :) Dziękuję za przesłany spis, poprawiłam - oby dobrze.
Użytkownik: sowaOpiekun BiblioNETki 2012-10-19 19:01 napisał(a):
Odpowiedź na: Chyba pisałyśmy swoje odp... | elwen
Chyba tak :-).
Dziękuję, jest dobrze, dodałam do bazy serwisu.
Użytkownik: andrzej.krystian 2012-10-20 20:23 napisał(a):
Odpowiedź na: Tak na początek: niezłe s... | elwen
Elwen, Elwen, jaka Ty jesteś niesprawiedliwa w stosunku do Gastona de Nueil! Na pewno Gaston nie zdradził jak twierdzisz. Pozostał wierny uczuciu do Klary do końca. Zdradził d'Ajuda-Pinto, tu się zgadzamy. A że żona Gastona była w ciąży, cóż jest w tym niezwykłego? Przecież po ślubie nie mógł odseparować żony od łoża.
Klara de Beauseant upokorzona w świecie w którym błyszczała, wycofała się z niego na zawsze, ale ten fakt dopiero pozwolił zakiełkować uczuciu do mężczyzny, na którego wcześniej prawdopodobnie nie zwróciłaby uwagi. Kobiety, jak to pokazują inne powieści Balzaca, miały również w tym świecie dużo swobody, w tym seksualnej. Zważ również, że kobiety tej sfery nic nie potrafiły robić, oprócz przyjmowania wizyt, uczestniczeniu w przyjęciach i zajmowania się amorami.

Dawno już chciałem poznać Twoją opinię na temat XIX – wiecznych pisarzy francuskich literatury popularnej, których twórczość nie jest zaliczona do czołówki, takich jak Eugene Sue, Paul Feval ojciec i syn, Michel Zevaco czy Émile Gaboriau. Książki tych pisarzy były tłumaczone i wydawane w Polsce przed II wojną światową w sporej ilości, po wojnie niewiele z nich wydano, a szkoda, bo są to książki ciekawe, o wartkiej akcji, przynoszące wiele wrażeń czytelnikowi.

Kilka mych refleksji do czytanej przez Ciebie lektury.
Kiedy od czasów cara Piotra I nastąpiło otwarcie się na Zachód, do Rosji zaczęły spływać osobistości świata kulturalnego całej Europy, głównie z Niemiec i Francji, nastąpiło podniesienie poziomu kultury elit w państwie rosyjskim. Stąd wziął się ten wielki rozwój rodzimej kultury rosyjskiej w XIX wieku i jej niewątpliwe promieniowanie na zachód Europy, a nawet i na Ameryke Pln. Wtórnym tego wydarzeniem jest powstanie książki, którą przeczytałaś z ochotą. A więc pamiętaj, że chwile przyjemności spędzone przy czytaniu tej lektury zawdzięczasz carowi Rosji.
Bardziej znane w literaturze są nieprzystojności tych czasów we Francji i o nich wiele czytałem. Brytyjczycy są w tym względzie bardziej dyskretni.
Czy możesz mi zdradzić, jakie znasz języki? Płynne czytanie literatury (nie gazet, bo to jest łatwiejsze) uważam za wysoki poziom znajomości danego języka.
W ostatnich dwóch, trzech dekadach nastąpił zalew kobiecej literatury, różnej zresztą wartości. Szczególnie panie się wzięły za powieści biograficzne. Do twórczości kilku z nich sięgnąłem. Zwykle mam dobre wyczucie i tu się nie zawiodłem. Mam na myśli Jeanne Kalogridis (Ja, Mona Liza i Poślubiona Borgii), Isabelle Dequesnoy (Wyznania Konstancji Mozart), Núria Masot (tetralogia o templariuszach), Stephanie Cowell (Poślubić Mozarta), Donna Cross (Papieżyca Joanna), czy świetna Tanja Kinkel (Cienie La Rochelle, Liście w księżycowym blasku, Synowie wilczycy). Ale większość to przeciętność i tych nie czytam.

Ja sam czytam obecnie trzy pokaźne objętościowo: „Słońce i księżyc”, powieść Lewisa Wallace o upadku Konstantynopola w XV wieku i pamiętniki margrabiny von Bayreuth z XVIII wieku (właśnie skompletowałem sobie wszystkie wydane przez „Czytelnik” pamiętniki kobiet XVII i XVIII w.). Muszę Ci wyznać, że 99% przeczytanych książek pochodzi w mojej prywatnej biblioteki i konstrukcja budynku w którym mieszkam jest trwale poddawana próbie wytrzymałości na obciążenie. A przecież są jeszcze w mieszkaniu książki nie przeczytane.

Dzisiaj, korzystając z 20% promocji w Empiku, kupiłem sobie dwie nowe książki: "Profesor" Charlotty Brontë i "Monet" Pascala Bonafoux. Co za lekkomyślność!
Użytkownik: elwen 2012-10-21 21:15 napisał(a):
Odpowiedź na: Elwen, Elwen, jaka Ty je... | andrzej.krystian
Że Gaston z żoną żył jak, hm - z żoną to akurat było dla mnie i podejrzewam, że dla większości czytelników również tak oczywiste, że właśnie dlatego zastanawiam się nad przyczynami wyeksponowania przez autora tej ciąży. Mówi się, że bardzo często bezpośrednią przyczyną samobójstwa jest jakaś konkretna rzecz, czasem nawet drobna i dla obserwatorów błaha, która działa jak kropla przepełniająca kielich, i zastanawiam się, czy ta ciąża może tu mieć znaczenie. Ale to tylko jedna z teorii.

Kobieca "swoboda seksualna" w XIX w., o jakiej piszesz, to dłuuugi temat do dyskusji. Co się zaś tyczy pań nic nierobiących, czy trafnie zgaduję, że za chwilę w rozmowie pojawi się biedna Dina, pechowa jak jej imię?

Z Suego bardzo mi się kiedyś podobała książka o Żydzie Wiecznym Tułaczu. Nie wiem, czy kiedykolwiek (może przed wojną) wydano u nas pełne "Tajemnice Paryża", bo to popularne dwutomowe wydanie w czarnych okładkach jest baaardzo okrojone w stosunku do objętości oryginału, o czym staram się pamiętać, oceniając ją jako taką sobie (z bohaterów lubiłam chyba tylko męża Klemencji), choć jako studium o kolorycie swojej epoki (o ile, oczywiście, dajemy to prawo literaturze pięknej) jest niezła i może być jeszcze lepsza. Z Zevaco tylko "Buridan" (dawno), z Fevala standard, czyli Lagardere (wyszło w 2009 wznowienie przedwojennej pełnej wersji "Garbusa"). Co do tego ostatniego, nie wiem, jaki masz stosunek do audiobooków i podobnych, ale to słuchowisko brzmi obiecująco, nie sądzisz? http://sluchowiska.ugu.pl/index.php?c=info&id=3606​

Co do języków, literaturę piękną i w razie potrzeby naukową czytam po angielsku i francusku. Po niemiecku raczej poezję i szeroko pojęte przedwojenne dokumenty (gazety też, choć czcionkę gotycką uważam szczerze za wynalazek sił nieczystych), chyba że jako beletrystykę policzyć teksty z XVI i XVII w. Poza tym podstawy SCS i łaciny. Gazety i czasopisma w językach obcych czytam tylko wtedy, gdy są mi do czegoś potrzebne albo zaciekawią czymś, czego nie dowiem się ze źródeł polskich. Na wydania klasyki w wersji "dla uczących się języka" zawsze szkoda mi było czasu, stąd pociąg do "uczciwych" wydań pełnych. Moim prywatnym patentem na naukę języka jest czytanie w nim poezji, najlepiej z czasu, gdy miała ona jeszcze rym i rytm.

Coś jeszcze warto z fabularyzowanych biografii czytać? "Claude i Camille" Cowell nie podobała mi się bardzo, na odpowiedzialność internetu i do pewnego stopnia autora wzięłam z biblioteki Stone'a biografię Pissarra (jego książki o Michale Aniele i Van Goghu były znakomite, ale już "Grecki skarb" - o Schliemannie - mniej).

Też mam za dużo książek, chyba muszę jakieś oddać, akurat się miejsce na "Ilustrowaną historię strojów" i autobiografię Jeanette Winterson zrobi :D
Użytkownik: andrzej.krystian 2012-10-26 18:29 napisał(a):
Odpowiedź na: Że Gaston z żoną żył jak,... | elwen
Kiedy kobieta kocha, przebacza wszystko, nawet zbrodnie; kiedy nie kocha, nie przebacza niczego, nawet cnót (Honore de Balzac – Muza z zaścianka).

Dina. A więc przede wszystkim „Muza z zaścianka”. W oryginale Dinah de La Baudraye. Urodzona w 1807 r. w Berry, Dinah Piédefer, jest córką kalwinisty Mojżesza Piédefer. Pochodzi z niezbyt bogatej rodziny. W 1823 r. z wyrachowania przechodzi na katolicyzm, by uzyskać poparcie biskupa Bourges. W tym samym roku wychodzi za mąż za brzydkiego, o drobnej posturze, nieatrakcyjnego Polydora Milauds La Baudraye (ur. w 1778 r.). Sama jest piękną postawną, wysoką, niebieskooką, czarnowlosą, inteligentną kobietą. Dla obu jest to małżeństwo dobrowolne z rozsądku. Małżeństwo nigdy nie zostało skonsumowane. Mieszkają w Sancerre w specjalnie urządzonym przez Dinę pałacyku. Dina, intelektualistka, próbuje stworzyć wokół siebie salon kulturalny, jednak gromadzi niewielu chętnych. Są to głównie mężczyźni, stanowiący śmietankę miasteczka. Kobiety, czując wyższość Diny, nie mogą jej tego przebaczyć i unikają z nią kontaktów.
Dina wydaje pod pseudonimem zbiór wierszy i nowelę, jednak wkrótce autorka staje się znana. Staje się muzą zaścianka. Nie zaspakaja to jednak jej ambicji i w 1936 r. zaproszeni zostają dwaj znani w Paryżu, urodzeni Sancerre lekarz Horace Bianchon i dziennikarz Étienne (Stefan) Lousteau (ur. 1799). Ożywia to lokalny salon w pałacyku państwa Baudraye. Spotkaniom towarzyskim w tym okresie poświęcona jest obszerna część powieści, w tym zamieszczone są dwa opowiadania, przedstawione przez uczestników jednego ze spotkań, których nie powstydziłby się ani Sue ani Feval. Dziennikarzowi Lousteau podoba się Dina. Wiedząc, że jest kobietą cnotliwą, postanawia ją uwieść. Udaje mu sie to i jeszcze przed jego powrotem do Paryża dochodzi do kontaktu fizycznego. Dina zachodzi w ciążę.
Stefan w Paryżu szybko zapomina o Dinie i w trosce o uzdrowienie jego trudnej sytuacji finansowej, zaaranżowane zostaje małżeństwo z posażną panną w ciąży. Na nieszczęście dla Stefana w czasie wizyty u siebie przyszłej panny mlodej i teściowej, przybywa ciężarna Dina. Oczywiście zaręczyny zostają zerwane, a Dina zamieszkuje u Stefana. Wspomaga go w pracy dziennikarsko-literackiej. Bywa w towarzystwie paryskim.Tutaj rodzi syna. Jest rok 1932. Dzięki pomocy zakochanego w Dinie prokuratora de Clagny, który awansował i przeniósł się z Sancerre do Paryża, udaje się ustalić z mężem warunki, na których otrzymuje do rozporządzenia gotówkę, za którą jest w stanie utrzymać siebie i Stefana. Rodzi drugiego syna. Ich wspólne życie trwa do 1842 r.
Wobec niewierności i lenistwa Stefana, Dina reguluje wszystkie zobowiązania i rozstaje się z partnerem.
W nowo urzadzonym pałacyku w Paryżu stara sobie zorganizować kółko towarzyskie. Bywa. Unika spotkań ze Stefanem. Ten jednak pozbawiony podstaw swojej egzystencji, nie umiejąc już pracować, popada w kolosalne długi. Nie widząc innego wyjścia, zwraca się z prośbą o pomoc do Diny. Ta znowu mu ulega, reguluje jego zobowiązania, zapewnia mu finansowo najbliższą przyszłość i oddaje mu się.
W sytuacji, kiedy znowu zachodzi w ciążę, przed urodzeniem dziewczynki, likwiduje swój paryski salon i wraca do męża do Sancerre. Jest rok 1844.

Personae grata:
Dina de La Baudraye, piękna latorośl podupadłej majatkowo rodziny, jest kobietą inteligentną, ale i bardzo ambitną. Jest gotowa na wiele, by osiągnąć wysoką pozycję. Wyłomu w jej zrównoważonym życiu dokonuje szaleńcza wręcz miłość do Stefana Lousteau, pełna poswięceń i wyrzeczeń. Po zakończeniu kilkunastoletniego związku, powraca do dawnego życia na prowincji. Zastanawiającym jest, jak tak inteligentna i dumna kobieta, po odkryciu prawdziwej natury Stefana, dawała się dalej tak wykorzystywać. No, ale miłość jest ślepa.

Polydor Milauds La Baudraye, jedyny potomek zubożałej rodziny szlacheckiej o świeżym rodowodzie. Posiadając tak nieatrakcyjne ciało, koncentruje się na odbudowie majątku, który wielokrotnie pomnaża, uzyskując przy okazji zaszczytne i intratne stanowiska, w tym zostaje parem Francji. Główną jego troską, są założone przez niego winnice, które jeszcze dzisiaj są sławne (wino "Sancerre" jest dalej wytwarzane). W stosunku do żony jest zawsze w porządku. Mimo natury skąpca, pomaga jej stworzyć dwa ośrodki życia towarzyskiego w Sancerre i w Paryżu. Brzydki i dużo starszy od swojej żony, wiedząc że nie ma szans na normalne współżycie, pozostawia jej wiele swobody, uznaje troje dzieci nieślubnych za swoje i po zakończeniu romansu Diny przyjmuję, jak gdyby nic się nie stało, spowrotem na łono rodziny.

Pan de Clagny, prokurator, wysoki, szczupły, o niezbyt przyjemnej powierzchowności, szlachetny, żonaty. Zakochany platonicznie w Dinie, stara się być zawsze w pobliżu, służąc jej radą i pomocą. Nie wzbudza żadnych uczuć u Diny, prócz wdzięczności. Po wyjeździe Diny do Paryża, stara się o awans i w stolicy staje się znaczącą figurą w wymiarze sprawiedliwości.

Persona ingrata:
Stefan Lousteau, dziennikarz i kobieciarz zarazem, znany z jednego i z drugiego w Paryżu. Zniszczony prowadzonym życiem, przedwcześnie postarzały kawaler, jest zwykłym egoistą, leniem i rozpustnikiem. Posiada jednak umiejętność przywdziewania maski, przez którą ukazuje się nam jako czarujący, uczuciowy mężczyzna. Temu wizerunkowi dała się nabrać Dina, a kiedy już się zakochała, wszystko stało się nieistotne.

Nie wiedziałem, że wydanie powojenne „Tajemnic Paryża” Sue’go jest wydaniem skróconym. Skąd u Ciebie takie informacje? Ja mam wydanie Iskier z roku 1987 i tam nie żadnych informacji na ten temat. Jest natomiast wspomniane, że książka ta zainspirowała Hugo do napisania „Nędzników” i wiele pomysłów i metod Sue’go zostało w tej powieści wykorzystanych. „Kawaler de Legardere” Fevala z 1963 r. (Iskry) jest wydaniem skróconym „Garbusa” (z fotosami z filmu), ale tu jest też tylko informacja: „przekład i opracowanie Haliny Popławskiej”. „Garbus” w wydaniu dwutomowym, pełnym, ukazał się niedawno w „Hachette”, ale na Allegro dostępny jest tylko drugi tom. Ciekawy jestem, jak dalece skróty zubożyły oryginał. A może wcale nie.

Irvinga Stona uważam za pisarza z górnej półki. Pierwsze jego powieści poznane przeze mnie, to „Żeglarz na koniu” i „W imieniu obrony”. Obie mi się podobały. Z powieści biograficznych poświęconych Mozartowi, to polecam „Jest mi tak lekko na sercu” Petera Dempfa, „Książę i Papageno” Paula Barza i „Kobiety i muzyka. Dwie miłości Mozarta” Siegfrieda Obermeiera.

Dzięki słuchowiskom radiowym poznałem literaturę dramatyczną, przede wszystkim Shakespeara, Marlowa, Ibsena, Kleista i innych. Z powieści w wydaniu dźwiękowym najbardziej podobały mi się „Łuk Triumfalny” Ericha Marii Remarque i „Generał jego królewskiej mości” Daphne du Maurier. Dziękuję Ci za adres witryny ze słuchowiskami. Skorzystam. Szkoda, że „Garbusa” nie ma w całości. Audiobooków nie posiadam i skoro mogę jeszcze czytać bez okularów, nie będę ich kupował.
Użytkownik: elwen 2012-11-05 01:24 napisał(a):
Odpowiedź na: Kiedy kobieta kocha, prze... | andrzej.krystian
WordCat odnotowuje wydanie "Tajemnic Paryża" w 1888 http://www.worldcat.org/title/tajemnice-paryza/oclc/30749552&referer=brief_results ergo, przynajmniej jedno przedwojenne wydanie było (hipotetycznie niewykluczony jest też druk w gazetach, ale to zostawmy). Książki w ręku nie miałam: co ciekawe (acz o niczym świadczyć nie musi) nie notuje jej ani Narodowa, ani Jagiellonka. Co do długości oryginału, tu mamy "texte intégral", czyli wydanie specjalnie oznaczone jako nieokrojone http://www.abebooks.fr/MYSTERES-PARIS-Texte-int%C3%A9gral-Eugene-Agence/339332026/bd Liczy sobie ono stron 996, a pamiętam, że inne, jakie wygrzebałam w sieci, były rozmiarowo zbliżone. Przykładowe polskie wydanie Somix (=w czarnych okładkach) to dwa tomy po 340 i 354 strony. Trochę jakby brakowało...

Pełną wersję "Garbusa" czytałam. Dużo więcej choćby markiza de Chaverny, między innymi dobierającego się po pijanemu do Aurory (jak się łatwo domyśłić, nie był to dobry pomysł...). Więcej doni Flor, a przy okazji wyjaśnienie cokolwiek mętnych aluzji z wersji skróconej co do charakteru jej relacji z Henrykiem. Księżna Gonzaga trochę bardziej tłumaczy pamiętny nieszczęsny passus o sytuacji, w której wyrzekłaby się córki. Tyle z pamięci: generalnie pogłębienie postaci.

Również czytam bez okularów, niemniej fascynuje mnie zjawisko audiobooków jako, powiedziałabym, kulturowe nawiązanie do czasu, w której książka, tekst, nie były odczytywane "po cichu" ani "do siebie", lecz na głos, często przez lektora, nawet jeśli właściciel zwoju bądź kodeksu sam sztukę czytania posiadł. A całkiem poważnie to zupełnie inaczej odbiera się tekst gdy czyta nam go ktoś inny, zmuszając nas choćby do przyjęcia jego tempa i nieomijania partii tekstu, po których normalnie przelecielibyśmy tylko wzrokiem. Nie zdzierżyłam kiedyś lektury "Villette" Charlotte Bronte, ostatnio przesłuchałam ją jako audiobook i nawet jeśli się nie zakochałam, muszę powiedzieć, że doceniłam tę powieść. Lucy moją ulubioną bohaterką raczej nie będzie, tym niemniej jednak zmuszona do "wytrzymania" z nią, zaczęłam ją lepiej rozumieć. Lubię czasem odświeżać poprzez audiobook również znajomość książek, które znam dobrze, bo słuchając ich tak wyłapuję czasem przegapione wcześniej niuanse czy perełki stylu. Co może być lepszego od "Nędzników" czytanych przez mojego ulubionego Zbigniewa Zapasiewicza (wersji Walczaka jeszcze nie testowałam, acz kusi oparciem na przekładzie Limanowskiej)? Smakowicie długie, kilkuczęściowe słuchowisko ze Świderskim w roli Valjeana, Gustawem Holoubkiem jako biskupem i Andrzejem Sewerynem w roli Mariusza - a potem odkrycie innej wersji, w której Adam Ferency jako inspektor Javert brzmi jak spełnienie marzeń, a Mariuszem jest dla odmiany Piotr Adamczyk...
Użytkownik: andrzej.krystian 2012-11-04 11:41 napisał(a):
Odpowiedź na: Że Gaston z żoną żył jak,... | elwen
Ostatnio przeczytałem T. Gautiera „Pisarze i artyści romantyczni” i byłem zaskoczony, że nie było w nim mowy o Aleksandrze Dumas ojcu, który również uczestniczył w wydarzeniach związanych ze szturmem romantyków w pierwszej połowie XIX wieku. A. Dumas należał do owej grupy młodych literatów, którzy burzyli w sztuce stary świat klasycyzmu i wprowadzali bardzo energicznie nowe idee romantyzmu. Jego sztuki teatralne „Henryk III i dwór jego” i „Anthony” weszły na deski teatru w tym samym czasie, co „Hernani” V. Hugo. A były to tylko te najsławniejsze. Jak myślisz, co było tego przyczyną?
Wspaniała tłumaczka literatury francuskiej i historyk sztuki Joanna Guze (1917-2009), tłumaczka „Trzech muszkieterów” mówiła w jednym z wywiadów, że przekładu tego dokonała dla pieniędzy, jakby uznając A. Dumasa jako pisarza niższego rzędu. A ja uważam, że był to gigant literatury. Wspaniały dramaturg (szkoda, że jego sztuk już nie można oglądać), prozaik i historyk zarazem, przedstawił całemu światu kawał historii Francji. Jego książki cieszą niezwykłą popularnością. Szkoda, że w Polsce nie jest obecnie wydawany, a chciałbym przeczytać takie powieści jak „Mohikanie paryscy”, „Panie na Monserau”, „Kapitan Paul”i wiele innych. Jego cykl „Pamiętniki lekarza” jest niemal podręcznikiem historii Francji od początku panowania Ludwika XVI, poprzez rewolucję, do czasu terroru. Jest to najciekawiej przedstawiona historia tych czasów jakie czytałem. A czytałem na ten temat wiele. A to, że przy pisaniu powieści w pewnym okresie miał współpracowników, niewiele znaczy. Ludzi ci przygotowywali glinę, z których on ulepiał dzieło sztuki. Nawiasem mówiąc „Wilczyce”, które Ci polecałem, napisał przy współpracy z Gaspardem de Cherville (1819 – 1898).
Pamiętniki Aleksandra Dumasa ojca, których skromny wybór ukazał się w Polsce w 1960 r., czyta się jak pasjonującą powieść. Książkę tą dosłownie połknąłem.
Dużo mowy jest w książce Gautiera o ilustratorach książek. W owym czasie sztuka ilustracji książek osiągnęła wyżyny. Jaka szkoda, że obecnie nie wydaje się książek z ilustracjami. Wyjątkiem są obecnie wydawane dzieła Juliusza Verne’a. Ilustracje bardzo wzbogacają książkę, nie uważasz ?
Wspominając Gautiera i Dumasa (zawsze mam opory, by odmieniać nazwiska obce ; dlaczego u nas nie jest tak, jak w innych językach, gdzie nazwiska i imiona wymienia się w pierwszej osobie), chciałem poruszyć temat dzieci sławnych ojców. O ile Aleksander Dumas syn stał się nieśmiertelny, a ojciec był z niego dumny i zawsze miał z synem dobry kontakt, o tyle Teophil Gautier syn i Paul Feval syn, są u nas nieznani. Ja osobiście nie natrafiłem o nich w przeczytanych książkach żadnej wzmianki. Gautiera syna wydano w Polsce adaptację przygód barona Münchhausena z ilustracjami Gustave'a Doré, zreszta świetną. Fevala syna nie wydano ani jednej ksiązki, a przecież był kontynuatorem powieści awanturniczych i przygodowych swego ojca i wydaje się, że muszą być równie pasjonujące. Jeżeli znasz książki, w których mozna o nich przeczytać, podaj mi mi ich tytuły. A może znasz innych synów sławnych ojców ?
Oczywiście są jeszcze sławne rodziny literackie w innych krajach, głównie Mann, w tym bracia Heinrich , Thomas i Victor oraz Klaus, syn Thomasa (to ci, których czytałem), Hauptmann – bracia Carl i Gerhart, Kraszewscy – bracia Józef i Kajetan. To z tych które mi przychodzą w tej chwili na myśl.
Użytkownik: elwen 2012-11-05 01:49 napisał(a):
Odpowiedź na: Ostatnio przeczytałem T. ... | andrzej.krystian
Dodam jeszcze, że Dumas w swoich pamiętnikach opisuje wydarzenia rewolty 1832 roku, tej samej, którą później opisał Hugo w "Nędznikach". Żal, że zabrakło tego w polskim wyborze...

Uwaga (słuszna!) o ilustracjach przypomina mi moją niedawną refleksję, jak ich mało we współczesnych wydaniach literatury pięknej. Jaka beletrystyka wydana po polsku po roku 2000 "dla starszych czytelników" (literaturę dziecięcą i wczesnomłodzieżową pomijamy, podobnie jak wszelkie wydania baśni, legend i mitologii oraz literaturę popularnonaukową) ma ilustrację? Fantastyka może, czasem...

Ostatnie pytanie odbiję niejako córką sławnego ojca: Stanisławą Przybyszewską, córką Stanisława, którą prywatnie wolę od rodzica.

O Gautierze i Fevalu młodszych szukałabym we wszelkiego rodzaju opracowaniach poświęconych literaturze francuskiej i/lub XIX w., w tym przedwojennych. Dobre opracowanie powojenne (teoretycznie łatwiejsze "do dostania") sama chętnie do kolekcji dodam. Thibaudet, którego "Historię..." mam na biurku, żadnego z panów nie wspomina, "Historię literatury francuskiej" Adamskiego gdzieś mi wcięło, a sprawdzenie w cegłówkowatej Wielkiej Historii Literatury Europejskiej (czy jak się toto razem nazywa) wymaga skomplikowanej operacji logistycznej z użyciem drabiny, przy optymistycznym założeniu, że mam komplet, bo coś mi się wydaje, że nie.
Użytkownik: elwen 2012-11-05 02:27 napisał(a):
Odpowiedź na: Dodam jeszcze, że Dumas w... | elwen
Poetki Maryla Wolska i Beata Obertyńska: matka i córka.
Julian i Irena Tuwim: brat i siostra.
Stanisław Barańczak i Małgorzata Musierowicz: brat i siostra.
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska i Magdalena Samozwaniec: siostry, z domu Kossak :)
Zofia Kossak-Szczucka (ta od "Krzyżowców): kuzynka.
Bolesław i Anna Micińska: ojciec i córka.
Poeci Jan Andrzej i Zbigniew Morsztyn: kuzyni.
Jan (wiadomo) i Piotr (tłumacz Tassa) Kochanowski: stryj i bratanek.

Użytkownik: andrzej.krystian 2012-11-05 18:52 napisał(a):
Odpowiedź na: Dodam jeszcze, że Dumas w... | elwen
W "Dziennikach" Edmunda i Juliusza de Goncourt (wybór J. Guze z 1988 r.) raz natknąłem się na nazwisko T. Gautiera syna. Ani słowa o Fevalach, jest natomiast Eugene Sue. Ale nic odkrywczego. Jedynym dotychczas znanym mi źródłem informacji jest internet.

Z rodzin literackich:
- rodzeństwo Emily, Charlotte, Anne i Branwell Brontë,
- bracia Marian i Kazimierz Brandys,
- ojciec i syn Arthur i Adrian Conan Doyle.

Kilka dni temu zakupiłem w antykwariacie poprzez internet, drogo ale szczęśliwie, brakującą mi, pierwszą po wojnie wydaną z oryginalnymi ilustracjami powieść Dickensa "Nicholas Nickleby". Mam więc teraz komplet powieści Dickensa z oryginalnymi ilustracjami, w twardej oprawie i z obwolutą, wydanych w latach 1953 - 1975. Takie ilustrowane książki inaczej się czyta. Lepiej.
Użytkownik: elwen 2012-11-06 08:39 napisał(a):
Odpowiedź na: W "Dziennikach" Edmunda i... | andrzej.krystian
Mam Balzaca "z obrazkami", a z Londynu przywiozłam sobie współczesne pełne wydanie przygód Sherlocka Holmesa z cudownymi oryginalnymi ilustracjami. W pełni się zgadzam z Twoją, Andrzeju opinią, tym niemniej pozwolę sobie wrócić do oryginalnego pytania: jakie znasz książki wydane a) w Polsce, b) w XXI w. (dodajmy ryczałtem rok 2000), c) zaliczane do szeroko pojętej literatury pięknej, d) z ilustracjami oraz e) nie dla dzieci? Bo mi do głowy przychodzi tylko "Paryski spleen" Baudelaire'a, Tolkien, nowe wydanie Lovecrafta oraz *może* książki wydawane przez słowo/obraz terytoria (może, bo nie mam nic z ich beletrystyki), plus niektóre pozycje Fabryki Słów (?) i Runy (?).
Użytkownik: andrzej.krystian 2012-11-06 16:04 napisał(a):
Odpowiedź na: Mam Balzaca "z obrazkami"... | elwen
Kilka lat temu w internecie znalazłem stronę w języku angielskim z tekstem wszystkich utworów Arthura Conan Doyla z Sherlockiem Holmesem, z oryginalnymi ilustracjami z pierwszych wydań (w tym Pageta) angielskich, ale i amerykańskich i czeskich. Wszystkie te powieści i opowiadania z wkomponowanymi w tekst ilustracjami wydrukowałem i mam je w swojej bibliotece.
Jak już wcześniej pisałem, wydawane są obecnie powieści Juliusa Verna z oryginalnymi ilustracjami, ale to dzięki istnieniu "Polskiego Towarzystwa Juliusza Verne'a" i Andrzeja Zydorczaka.
Z tego, co obserwuję, to nie wydaje się obecnie książek z ilustracjami (myślę o beletrystyce), chociaż zdaje mi się, że seria "Przygód kapitana Alatriste" Artura Pérez-Reverte ma ilustracje.

Po II wojnie światowej najszczęśliwsze dla ilustrowanych książek były lata sześćdziesiąte. Wydano w tedy ilustrowane książki Waltera Scotta, Dickensa, Verne'a, Dumasa. Fevala.
Mam u siebie przepiękne wydanie "Don Kichota" z ilustracjami Gustava Doré, ale w języku rosyjskim.
Użytkownik: andrzej.krystian 2012-11-08 12:35 napisał(a):
Odpowiedź na: Mam Balzaca "z obrazkami"... | elwen
Poruszę jeszcze temat ilustracji, żebym był zrozumiany. Chodzi mi cały czas o ilustracje "realistyczne", nie takie jak np. w "Serii Fantastyki i Grozy" Wydawnictwa Literackiego, czy dla mnie zupełnie nie do przyjęcia w "Serii Grozy" PIW. Ilustracje te może oddają atmosferę utworu, ale niewiele maja wspólnego z treścią. Nowoczesna grafika mi nie odpowiada. Tęsknię za ilustracjami Stanisława Töpfera, Antoniego Uniechowskiego, Skarżyńskiego, Szancera, czy Józefa Marka (ilustratora "Wydawnictwa Śląsk").

W katalogu Biblionetki jest coś pomieszane. "Seria Fantastyki i Grozy" i "Seria Grozy i Fantastyki" to przecież jest ta sama seria. W każdym razie tak wynika z książek które mam, a zaliczone są one do obu serii.
Użytkownik: elwen 2012-11-08 12:54 napisał(a):
Odpowiedź na: Poruszę jeszcze temat ilu... | andrzej.krystian
Jeśli oddają atmosferę utworu, to chyba mają właśnie związek z treścią...? Co do stylu ilustrowania, to faktycznie kwestia gustu. Nawiasem mówiąc, Baudelaire w wydaniu słowo/obraz terytoria powinien Ci się spodobać http://terytoria.com.pl/ksiegarnia,tytuly,510.html​#

Tak nawiasem mówiąc, bardzo podobają mi się japońskie opowiadania Sieroszewskiego w wydaniu Diamond Books: nie ma, co prawda, rycin, ale są za to zdjęcia dziewiętnastowiecznej Japonii, w dodatku przeplatające tekst, a nie izolowane na wklejce. Świetne!
Użytkownik: elwen 2012-11-08 12:58 napisał(a):
Odpowiedź na: Jeśli oddają atmosferę ut... | elwen
Coś się link otwierać z posta nie chce :/ W każdym razie polecam sprawdzenie strony wydawnictwa.
Użytkownik: miłośniczka 2012-11-09 14:48 napisał(a):
Odpowiedź na: Poruszę jeszcze temat ilu... | andrzej.krystian
Andrzeju, "zgłoś błąd". :-) Takie "pomieszane" rzeczy w katalogu są do naprawienia. Jeśli wiesz na pewno, że to ta sama seria, napisz o tym redakcji za pomocą "zgłośbłąda" i wszystko zostanie naprawione. :-)
Użytkownik: andrzej.krystian 2012-11-09 18:48 napisał(a):
Odpowiedź na: Andrzeju, "zgłoś błąd". :... | miłośniczka
To było tylko podejrzenie. Gdybym był pewny, zrobiłbym jak napisałaś. No, ale ktoś sprawdził i poprawił, chociaż dalej mam pewne wątpliwości. Znalazły tam się książki, których rok wydania jest późniejszy, niż deklarowany czas istnienia serii. Może seria wydawana była później w innej szacie graficznej.
Użytkownik: koczowniczka 2012-10-29 10:25 napisał(a):
Odpowiedź na: Elwen, Elwen, jaka Ty je... | andrzej.krystian
Czytałam kiedyś tę nowelkę :) "Na pewno Gaston nie zdradził" - piszesz.

Ale jak to: Gaston nie zdradził? Przecież zdradził! Sprawił margrabinie wielki ból, zawiódł ją. Kochali się oboje gorąco, margrabina chciała być jedyną kobietą w jego życiu, a on, po dziewięciu latach szczęścia, ożenił się z inną kobietą. Małżeństwo zawarł tylko i wyłącznie po to, by sprawić przyjemność matce oraz dla pieniędzy, bo panna de la Rodière miała 40 tysięcy franków renty. Jeśli się kogoś kocha, tak się nie robi.

Gaston to według mnie człowiek dwulicowy, który chciał mieć dwa ptaszki w garści. Przekonany był, że margrabina wybaczy mu małżeństwo z inną i że nadal będą się spotykać, tym razem ukradkowo. Tymczasem Klara uważała, że dzielenie się ukochanym mężczyzną z inną kobietą to najwstrętniejszy podział, jaki istnieje. I miała rację!
Użytkownik: andrzej.krystian 2012-10-29 15:55 napisał(a):
Odpowiedź na: Czytałam kiedyś tę nowelk... | koczowniczka
Gdybyśmy rzecz rozpatrywali w kategoriach romansu rycerskiego, to masz całkowitą rację. Ale rzecz dzieje się w XIX wieku.
Po nagłej śmierci ojca i brata, Gaston stał się głową rodziny i miał wobec niej określone zobowiązania. Nie mógł tak po prostu wzgardzić rodziną i pozostać przy kochance. Ożenił się na życzenie matki z posażną panną nie dlatego, że otrzymał po ojcu zrujnowany majątek, lecz dlatego, że wyboru dokonano wśród panien na wydaniu jego klasy społecznej.
Jak mógł być człowiekiem dwulicowym? Takim człowiekiem był Stefan z „Muzy z zaścianka”, ale nie Gaston. Czy wyobrażasz sobie, by Stefan popełnił samobójstwo z powodu Diny? Bo ja nie. Gaston kochał Klarę głęboko, ale sytuacja ich przerosła.
Pomyśl, co by było, gdyby Gaston odwrócił się od rodziny i pozostał z zamężną kochanką, której mąż nie był tak łaskawy jak mąż Diny. Po jakimś czasie wyczerpały by się środki na utrzymanie, popadli by w nędzę i odosobnienie, wykluczeni z towarzystwa. Koniec byłby równie żałosny.
Natomiast zgadzam się z Tobą, jeżeli chodzi o taki trójkąt, który opisałaś na końcu.

P.S. "Kobieta porzucona" nie jest taką sobie nowelką (wg mnie jest to dłuższe opowiadanie), a żadna z wydanych w Polsce książek Jürgena Thorwalda nie jest powieścią.

Użytkownik: elwen 2012-11-05 02:08 napisał(a):
Odpowiedź na: Gdybyśmy rzecz rozpatrywa... | andrzej.krystian
A ja zaryzykuję powtórzenie samej siebie z jednej z wcześniejszych wypowiedzi: Gaston to kolejny bohater, który chciał zjeść ciasteczko i mieć ciasteczko. Do ołtarza go siłą nikt nie ciągnął, jego dobrowolne "tak" było warunkiem zawarcia małżeństwa, a jeśli miał skończonych dwadzieścia pięć lat, mógł sobie żonę sam wybrać. Byli tacy, co się potrafili postawić, nie przesadzajmy z tym uciemiężeniem bohatera: to nie był u licha, chłop pańszczyźniany! Że by go wydziedziczono? A możliwe: musiałby, o zgrozo, albo sam zarabiać zacząć (trudne, ale, na litość, nie niewykonalne), albo pozwolić się utrzymywać Klarze (duma boli, ale nie czarujmy, że wszystkie rachunki płacił zawsze on), a w każdym wypadku ograniczyć zamiłowanie do wygody i luksusów. I tu cię, bohaterze, boli: ty byś chciał i luksusowe gniazdko, i pozycję cnotliwego ojca rodziny z żoną z założenia do posagu, rozpłodu i nobliwego "bywania", a do tego jeszcze elegancką zabaweczkę modnego mężczyzny, czyli kochankę... Tak, tak, tłumaczysz, że ona sama ma męża: tylko przypomnij sobie, Gastonie, że ona go już miała, gdy się poznaliście, wyboru takiego jak ty nie mając. I ugrzęźniesz przez cnotę posłuszeństwa rodzinie w fałszywej dla ciebie sytuacji, a gdy zdasz sobie z tego sprawę, zrozumiesz też, że nie ma odwrotu, że ugrzęzłeś w kłamstwie, że nie umiesz tak, z żoną, z dzieckiem w drodze i bez tamtej, która znała cię jak nikt i chciała takiego, jaki byłeś naprawdę, a którą straciłeś przez własną, mówiąc wprost, słabość i głupotę - i palniesz sobie w łeb.

[kobieca recepcja postaci Gastona kłania się w tym miejscu z szacunkiem recepcji męskiej, grzecznie zauważając, że w zasadzie żadna z nich nie wyklucza tej drugiej, a style odbioru i różnice między nimi są niezmiernie ciekawe]

Użytkownik: koczowniczka 2012-11-14 13:22 napisał(a):
Odpowiedź na: Gdybyśmy rzecz rozpatrywa... | andrzej.krystian
Opowiadanie? No, nie wiem, Julian Rogoziński nazywa "Kobietę porzuconą" nowelką :-) "Muzy z zaścianka" jeszcze nie czytałam, ale przeczytam, kiedy tylko uda mi się zdobyć tę ksiażkę, bo bardzo mnie zaciekawiłeś. Co do zachowania Gastona, podpisuję się pod tym, co napisała Elwen. Nikt go nie zmuszał do małżeństwa, ożenił się z wygodnictwa. Z początku był młodziutki, naiwny, pozbawiony egoizmu, potem jednak trochę się zmienił, zaczęło mu zależeć na tym, by tzw. świat odbierał go dobrze. Jego miłość do Klary też jakby trochę osłabła i miał nadzieję, że z żoną zazna podobnych rozkoszy co z Klarą. Okazało się jednak, że nie, że żona nie dorównuje Klarze i wtedy zapragnął wrócić do starej kochanki.

Gaston to tchórz. Odważna była natomiast Eugenia Grandet. Gdy się zakochała, sprzeciwiła się ojcu, a miała przecież bardzo dużo do stracenia - w tamtych czasach ojciec mógł niesposłuszną córkę wtrącić np. do klasztoru.
Użytkownik: melissa 2012-10-30 18:21 napisał(a):
Odpowiedź na: Elven, na wstępie muszę C... | andrzej.krystian
Jeśli jesteś fanem Balzaka, to polecam Ci przeczytanie jego biografii pióra Stefana Zweiga. Po prostu rewelacja, genialna powieść! Stefan Zweig "Balzac". Poszukaj, jest nowe wydanie. A może czytałeś?
Użytkownik: andrzej.krystian 2012-10-30 19:07 napisał(a):
Odpowiedź na: Jeśli jesteś fanem Balzak... | melissa
Dziękuję. Tak, oczywiscie przeczytałem. Zgadzam się, że książka jest wspaniała. Zresztą też bardzo lubię Stefana Zweiga. Inne jego biografie również ciekawe, to "Maria Antonina", "Magellan", "Maria Stuart" i "Fouche", też przeczytałem. Są to jednak biografie, nie powieści biograficzne, jak np. u Irvinga Stona. Nowe wydanie "Balzaca" jest obecnie bardzo ładnie wydane, z ilustracjami. Ja mam stare, w miękkiej oprawie i bez ilustracji.
Użytkownik: melissa 2012-10-31 16:56 napisał(a):
Odpowiedź na: Dziękuję. Tak, oczywiscie... | andrzej.krystian
Ja mam obie biografie "Balzaca" według Zweiga, tzn. w starym i nowym wydaniu. To starsze jest dla mnie nawet lepsze, ma większą czcionkę, bardzo dobrze się czyta. Jeśli chodzi o Zweiga, to na drugim miejscu, zaraz po "Balzacu" stawiam jego autobiografię "Świat wczorajszy". Dość trudno ją dostać, ale niektóre biblioteki jeszcze ją posiadają, a mnie nawet udało się zakupić na allegro (trzeba polować). Jeśli lubisz Zweiga, to bardzo Ci ją polecam. No i oczywiście "Niecierpliwość serca"! 'Maria Antonina" i "Maria Stuart" jakoś mi nie poszły, ale może wrócę do nich jeszcze kiedyś.
Użytkownik: andrzej.krystian 2012-10-31 18:10 napisał(a):
Odpowiedź na: Ja mam obie biografie "Ba... | melissa
"Świat wczorajszy" mam, ale jeszcze jej nie przeczytałem. Muszę się za nią zabrać. "Niecierpliwość serca" z przyjemnością przeczytałem, również "24 godziny z życia kobiety i inne opowiadania" wydane w serii "Nike". Jak lubisz odkrycia geograficzne, to polecam "Magellana". Była to pierwsza książka Stefana Zweiga, którą przeczytałem, jeszcze w liceum. Pamiętam, że na lekcji historii ją opowiedziałem i od tego czasu stałem się ulubionym przez nauczycielkę i pierwszym historykiem w szkole aż do matury.
Użytkownik: melissa 2012-10-31 21:49 napisał(a):
Odpowiedź na: "Świat wczorajszy" mam, a... | andrzej.krystian
Na pewno zdobędę "Magellana", tyle tylko, że nie spodziewam się zbyt wiele po pierwocinach. Ostatnio ukazała się też "Dziewczyna z poczty". Jestem pewna, że to jedna z pierwszych książek Zweiga, nie doczytałam, znudziła mnie. I choć nie wszystko tego autora mnie zachwyca, to jednak uważam, że stwarzając "Balzaca" i "Świat wczorajszy" dał wystarczający dowód swojego geniuszu. Są to książki, do których będę wracać. Szkoda tylko, że ta druga jest tak niedoceniana i po prostu umiera śmiercią naturalną- brak wznowień od ponad pół wieku. A księgarnie zalewane są takim kiczem, że aż boli serce! Zresztą książki Balzaca, podobnie jak Zoli, też nie mogą doczekać się nowych wydań. Szkoda, ale nie bez powodu tak się dzieje. Wypożyczając "Honorynę" Balzaca, dowiedziałam się, że ostatnio wypożyczona była.... 50 lat temu! Większość czyta (jeśli w ogóle czyta) kolorowe płycizny. Oczywiście nie mówię o ludziach stąd, bo na Biblionetce spotykają się prawdziwe żarłoki klasyki. :) Na szczęście jeszcze tacy są i niech żyją jak najdłużej!
Użytkownik: andrzej.krystian 2012-11-04 10:34 napisał(a):
Odpowiedź na: Na pewno zdobędę "Magella... | melissa
Dzięki Twojej rekomendacji czytam teraz „Świat wczorajszy” Stefana Zweiga. Rzeczywiście jest to książka bardzo ciekawa. Jest to nawet bardziej obraz społeczeństwa okresu w którym żył, jego obyczajów i kultury, niż autobiografia. Jakże aktualnie brzmi zdanie z początku książki (str. 10):
„Jednostka musiała stale podporządkowywać się wymaganiom państwa, stawać się ofiarą najniedorzeczniejszej polityki, dostosowywać się do najfantastyczniejszych zmian, wciąż była przykuta do łańcucha wspólnoty i choćby broniła się zaciekle, ten łańcuch pociągał ją za sobą nieodparcie”.
Zweig w swoim dziele często wspomina Balzaca. Był to również jego ulubiony pisarz z przeszłości. Ze współczesnych wspomina ciepło Hugo von Hofmannsthala i Rainera Rilkego (jestem dopiero po przeczytanie 1/3 książki). Muszę się zapoznać z ich twórczością.
Co do wspomnianych przez Ciebie książek to zaszło tu jakieś nieporozumienie. „Magellan” został napisany cztery lata przed śmiercią autora i należy do jego najbardziej dojrzałych utworów, zaś „Dziewczyna z poczty” wydana została dopiero w 1982 r. i są to ostatnie zapisane teksty Zweiga przed samobójcza śmiercią, nie przygotowane przez autora do druku.
Zgadzam się z Tobą, że obecnie wydaje się sporo kiczu, a niewiele jest literatury wartościowej. Wyrazem tego jest nieznajomość tej literatury przez większość czytelników.
Użytkownik: melissa 2012-11-04 18:37 napisał(a):
Odpowiedź na: Dzięki Twojej rekomendacj... | andrzej.krystian
Nie wiedziałam w jakich okresach Zweig pisał swoje powieści, bo w swojej autobiografii właściwie nic na ich temat nie znalazłam (choć oczekiwałam). Możliwe, że źle odgadłam. W ogóle Zweig jest niesamowicie dyskretny w "Świecie wczorajszym", może nawet aż nazbyt, bardziej pisał o czasach, w jakich przyszło mu żyć. Ale rozumiem, że powiedział tyle, ile chciał, by ludzie o nim wiedzieli.
Przede mną jeszcze "Magellan", ale do "Dziewczyny z poczty" nie wrócę. Ciekawe jest jednak to, że tę ostatnią książkę, wydaną po raz pierwszy w Polsce właśnie w roku 2012, sponsoruje rząd austriacki. Zweig popełnił samobójstwo, jak zapewne wiesz, bo Hitler zniszczył cały dorobek jego życia i raczej nie spodziewał się już nigdy wskrzeszenia swojej twórczości. Czekam, by ktoś napisał recenzję o " Świecie wczorajszym". Piękna i bolesna książka. Może będziesz pierwszy? :)
Użytkownik: andrzej.krystian 2012-11-04 18:48 napisał(a):
Odpowiedź na: Nie wiedziałam w jakich o... | melissa
"Dziewczyny z poczty" jeszcze nie mam. Ale chyba ją kupię. Znalazłem tutaj krótkie omówienia:
http://www.wab.com.pl/?ECProduct=1341
http://www.matras.pl/dziewczyna-z-poczty.html

Recenzji dla Biblionetki nigdy nie napiszę.
Użytkownik: melissa 2012-11-04 22:52 napisał(a):
Odpowiedź na: "Dziewczyny z poczty" jes... | andrzej.krystian
To bardzo obyczajowa powieść, ale może przypadnie Ci do gustu, właściwie powinna, jeśli lubisz Balzaca. Jest tylko w nowym wydaniu, więc tanio jeszcze nie da się jej kupić.
Ja już też nie napiszę recenzji dla Biblionetki, choć nie wiem, czy z tych samych względów co Ty.
Użytkownik: andrzej.krystian 2012-11-13 16:59 napisał(a):
Odpowiedź na: To bardzo obyczajowa powi... | melissa
Przeczytałem „Świat wczorajszy” do końca. Rzeczywiście autor nie pisze prawie nic o swoim życiu osobistym i o rodzinie. Za to maluje plastyczny obraz społeczeństwa i głębokich przemian w nim zachodzących, jak również zmieniającej się sytuacji politycznej w Europie od końca XIX wieku, po drugą wojnę światową. Mimo, że książkę ukończył niedługo przed śmiercią, to nie daje się w niej wyczuć późniejszego załamania pisarza, które miało go ze świeżo poślubioną drugą żoną popchnąć do samobójstwa. Szczególnie wstrząsający jest opis drugiej połowy lat trzydziestych w Austrii i Niemczech, w których nasilają się zamachy, prowokacje, tajemnicze zabójstwa osób życia publicznego, manipulowanie opinią publiczną itp. Jakże to przypomina „świat dzisiejszy”. Zaciekawiły mnie także opisy kontaktów autora z luminarzami świata artystycznego opisywanych czasów. W jakiś dziwny sposób te kontakty w pewnym momencie urywają się. Chodzi mi głównie o Émile Verhaerena. Był z nim bardzo zaprzyjaźniony i nagle znika on ze wspomnień Stefana Zweiga.
Książka warta jest przeczytania.
Użytkownik: melissa 2012-11-14 10:18 napisał(a):
Odpowiedź na: Przeczytałem „Świat wczor... | andrzej.krystian
Tak, załamania nie można było wyczuć u Zweiga. Może przyszło nagle? Ostatnie zdania z książki świadczą raczej o dumie wypływającej ze swych trudnych doświadczeń: "kto przeszedł przez jasność i mrok, wojnę i pokój, wzloty i upadki, ten tylko żył naprawdę". Gdyby nie list pożegnalny, jaki zostawił, można by pomyśleć, że to ktoś go otruł.
A kontakty nieraz sypią się z nieznanych przyczyn w czasach pokoju i stabilizacji, cóż dopiero w tamtych...
Użytkownik: Jabberwokie 2016-01-10 19:45 napisał(a):
Odpowiedź na: Jak czytacie Balzaca? Cho... | miłośniczka
Pozwalam sobie odświeżyć temat, jako że udało mi się przeczytać całą Komedię Ludzką:)
Zajęło mi to teoretycznie ok. 3 lat od września lub października 2012 do października 2015, ale w tym czasie czytałem też innych autorów i bywały całe miesiące, gdy robiłem przerwę od Balzaka. Jeśli ktoś dałby radę przeczytać ją jednym ciągiem, powinien się wyrobić w mniej niż 2 lata;) Zamieszczona wcześniej przeze mnie sugerowana kolejność czytania utworów jest w zasadzie zgodna z chronologią Komedii, choć ze względu na równolegle toczącą się akcję niektórych z nich można by ją nieco zmienić i też byłoby dobrze. Kilka toczy się w czasie (np. Wygnańcy, Mistrz Korneliusz) lub miejscu (Serafita) mocno odległych od tych, których dotyczy zasadnicza część dzieła i w tych przypadkach też nie trzeba się tej kolejności ściśle trzymać. Opowiadanie La Grande Breteche (Tajemniczy Dwór) można właściwie pominąć, bo jest ono częścią Drugiego Studium Kobiety.
Użytkownik: Jose 2019-06-08 13:31 napisał(a):
Odpowiedź na: Pozwalam sobie odświeżyć ... | Jabberwokie
Wiem, jak dużo czasu minęło od tego posta, ale chcę tylko powiedzieć, że bardzo szanuję ten wyczyn. :)
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: