Dodany: 2012-03-14 11:15|Autor: izabellag

Symulacja reportażu


Tak to już jest, że zawsze, gdy pójdę do biblioteki, musi do mnie zamrugać z półki z prozą latynoamerykańską kolejna książka Mario Vargasa Llosy. Tym razem mrugał do mnie tak, że omal mu oko nie wypadło, tom zatytułowany "Gawędziarz". Cóż było robić - zlitowałam się nad biedakiem, ale przyszło mi potem srodze żałować tego impulsu. "Gawędziarz" bowiem nie jest typową książką Llosy - energetyczną prozą z zakręconą narracją, tylko dość tradycyjnym reportażem etnograficznym. A przynajmniej początkowo wygląda na reportaż, gdyż im bliżej końca, tym bardziej skręca w stronę fikcji.

Rzecz dotyczy jednego z amazońskich plemion - Macziguengów. Llosa był nimi zafascynowany przez wiele lat, już od czasów studenckich (książka została napisana ok. 30 lat później). Pierwszą przyczyną była ich niezwykła kultura. W ich etyce niezwykle ważne było utrzymanie harmonii ze światem, zwykłe zdenerwowanie mogło tę harmonię zaburzyć, więc Macziguengowie od zawsze wprawiali się w sztuce utrzymywania spokoju. Z kiepskim dla siebie skutkiem - bezlitośnie wykorzystywali to zarówno kolonizatorzy, jak i inne plemiona, spychając ich coraz głębiej w dżunglę. Innym unikatowym aspektem ich kultury była instytucja Gawędziarza - człowieka, którego jedyną funkcją w plemieniu, zupełnie oddzieloną od funkcji szamana czy czarownika, było snucie opowieści. Zafascynowało to Llosę, który najwyraźniej sam uważa się za Gawędziarza kultury Zachodu. Drugi powód zainteresowania właśnie tym plemieniem był czysto prywatny - jego przyjaciel z lat studenckich, Saul Zuratas, był tak zafascynowany Macziguengami, że... stał się jednym z nich. Te dwie przyczyny sprawiły, że Llosa przez lata próbował literacko opracować temat Gawędziarza i jego plemienia. Pomysł, jak podejść do tematu podsunęła mu dopiero wystawa zdjęć, którą zobaczył w dalekiej Florencji.

Książka skonstruowana jest dwutorowo: pisarz przytacza swoją prywatną historię Macziguengów - rozmowy z Saulem w latach studenckich, kolejne wyprawy do dżungli (jedna z nich stała się podstawą do napisania "Zielonego domu"!), zarówno naukowe, jak i reporterskie; część dokumentalna przepleciona jest opowieścią Gawędziarza - najpierw streszczającego macziguengeńską mitologię, potem przechodzącego na tematy prywatne... w końcu zdradzającego swoją tożsamość.

Przyznam, że początkowo książka mnie nie porwała. Chciałam ją potraktować jako aneks do "Rio Anaconda" Cejrowskiego lub innej "Blondynki w dżungli" - czyli po prostu jako kolejną pozycję dla szykujących się na wyprawę do Amazonii (także tych, którzy planują wyprawę palcem po mapie). Jakieś 30 stron przed końcem Mario Vargas Llosa udowodnił, że zbyt wcześnie spisałam "Gawędziarza" na straty. Zza tego reportażu wyjrzał znowu pisarz pełną gębą, który ma coś do przekazania.

Co tym razem? Moim zdaniem, rzecz dotyczy pozytywnych i negatywnych aspektów różnych kultur. Nie da się zmieniać tych negatywnych siłą i z pozycji autorytetu (jak robili to, zdaniem Llosy, zarówno misjonarze, jak i wszelkiej maści naukowcy w stosunku do Indian). Zmiany są możliwe tylko wówczas, gdy wniknie się w daną kulturę bardzo głęboko i przyjmie ją za swoją. Tyle że niewielu jest w stanie to zrobić i niewielu się na to decyduje.

Nie wiem, czy polecać tę książkę. To pozycja dla tych, którzy interesują się egzotyczną Amazonią. Czy spodoba się komukolwiek innemu, zależy od fazy Księżyca i położenia plam na słońcu - czyli jest wielką niewiadomą. Podobnie zresztą, jak było w przypadku "Raju tuż za rogiem".


[tekst opublikowałam także na moim blogu]

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 1362
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 1
Użytkownik: KrS1 2013-08-19 21:36 napisał(a):
Odpowiedź na: Tak to już jest, że zawsz... | izabellag
W uzupełnieniu do jak najbardziej trafnej recenzji dodam, że osoby, które chcą zacząć przygodę z Vargasem Llosą, powinny trzymać się od "Gawędziarza" z daleka. No chyba, że mają silne zacięcie etnologiczne, którego mi najwyraźniej brakuje. Ta książka nie jest jednak w żadnej mierze zła. Wręcz przeciwnie, fragmenty "florenckie" są świetne, a i przypomnienie bardzo ciekawego epizodu z "Wierzą Babel" (program telewizji peruwiańskiej, który don Mario prowadził we wczesnych latach 80.) też fana pisarza ucieszy. Ale epizody Gawędziarza - co zapewne dziwić nie powinno - są mocno przegadane i mnie nużyły (może nie tak jak dr. Schneila zmuszonego słuchać Gawędziarza przez całą noc w pozycji wybitnie nieergonomicznej, ale jednak). Kosmogonia Machiguengów jest ciekawa, ale po pewnym czasie nic nowego kolejne opowieści nie wnoszą. Gdyby nieco zmienić proporcje tej książki, to byłby bardziej zadowolony (mniej selwy, więcej Florencji). Chociaż, czy wtedy "Gawędziarz" miałby sens? Wątpliwe. Tak więc jest to dobra książka dla fanów Vargasa Llosy (znaleźć można np. krótkie odniesienie do "Zielonego domu").
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: