Dodany: 01.12.2011 12:54|Autor: first-pepe

Książka: Gdzie dawniej śpiewał ptak
Wilhelm Kate

1 osoba poleca ten tekst.

Apoteoza indywidualności


Jak to się człowiek od razu lepiej czuje, kiedy w ciągu kilku dni przeczyta dwie świetne książki :). Po przygodach wojaka Szwejka wziąłem się jednocześnie za bary z trzema pozycjami: "Wizje alternatywne 6", "Tomek w krainie kangurów" oraz właśnie "Gdzie dawniej śpiewał ptak". W tej konkurencji zdecydowanie przegrywają "Wizje", której opowiadania są drętwe, infantylne, wtórne i po prostu nudne, w szczególności w porównaniu z powieścią Kate Wilhelm.

"Gdzie dawniej śpiewał ptak" to pozycja świetna. Tematyka postapokaliptyczna, z nie do końca czytelnych dla mnie powodów, od dawna cieszy się moimi szczególnymi względami. Być może poszukuję w książkach tego typu pewnej nuty nostalgii, refleksji nad indywidualnym i społecznym człowieczeństwem w kontekście upadku cywilizacji. Bo czymże jest postapokalipsa, jak nie właśnie postawieniem współczesnego człowieka cywilizacji zachodniej wobec świadomości, że stary porządek upada?

Wilhelm opowiada historię kolonii klonów założonej przez grupę wizjonerów, którzy dostrzegali symptomy upadku nie tylko cywilizacji, ale i gatunku ludzkiego i postanowili mu przeciwdziałać. Obserwujemy wydarzenia na przestrzeni wielu lat, począwszy od tych z końca świata, a w tle rozpoczyna się nowa epoka lodowcowa na Ziemi, na której życie praktycznie nie istnieje.

To utwór z określoną tezą. Jestem zazwyczaj niezwykle sceptycznie nastawiony do tego typu podejścia do literatury, gdyż autor w takiej sytuacji nagina wedle własnego uznania rzeczywistość do potrzeb tezy, z wyraźną szkodą dla wiarygodności świata przedstawionego. Wilhelm także nie uniknęła jednej wyraźnej wpadki w tym zakresie, przyjmując odgórne, niewiarygodne założenie, że na postapokaliptycznej Ziemi nie przeżył żaden człowiek (oczywiście poza kolonią), żadne zwierzę lądowe, mimo istnienia lasów i innych źródeł niezbędnych do rozwoju życia. Niemniej poza tym jednym przypadkiem świat stworzony przez Kate Wilhelm jest wiarygodny i ciekawy, bohaterowie interesujący (choć nieco umownie scharakteryzowani psychologicznie), zaś wizja klonów fascynująca i niezwykle wiarygodna, co podkreśla w posłowiu Marek Oramus, podając przykład owieczki Dolly.

"Gdzie dawniej śpiewał ptak" stanowi wywyższenie indywidualizmu, samotności człowieka. Jeden z bohaterów, Marek, jest de facto jedynym (losy jego rodziców nie zostają wyjaśnione) człowiekiem na Ziemi, który potrafi samodzielnie myśleć i funkcjonować. Z jednej strony stanowi to dla niego źródło ogromnej samotności, ale z drugiej powoduje, że jest jednostką, odrębnym, samoświadomym i samodzielnie funkcjonującym i myślącym bytem, dzięki czemu jest w stanie egzystować w nieprzyjaznym i wrogim środowisku.

Wilhelm podaje swoją tezę w atrakcyjnej formie, jej opisy są zwięzłe, wręcz ubogie, ale plastyczne i pozwalają z łatwością wyobrazić sobie otaczający bohaterów świat po apokalipsie.

Bardzo ciekawa pozycja, szkoda, że na naszym rynku nie ukazało się więcej powieści autorstwa Kate Wilhelm.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 9974
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 21
Użytkownik: Marylek 09.12.2011 17:44 napisał(a):
Odpowiedź na: Jak to się człowiek od ra... | first-pepe
Chyba czegoś nie doczytałeś.

Piszesz: "Wilhelm także nie uniknęła jednej wyraźnej wpadki w tym zakresie, przyjmując odgórne, niewiarygodne założenie, że na postapokaliptycznej Ziemi nie przeżył żaden człowiek (oczywiście poza kolonią), żadne zwierzę lądowe, mimo istnienia lasów i innych źródeł niezbędnych do rozwoju życia." A wcześniej twierdzisz, że "Wilhelm opowiada historię kolonii klonów założonej przez grupę wizjonerów".

Przecież to nie tak jest u Kate Wilhelm!

1) To nie była "kolonia klonów" i przez nikogo nie została założona. To była grupa ludzi, przede wszystkim naukowców reprezentujących różne dziedziny, którzy w ucieczce przed nadchodzącą katastrofą schronili się, wraz z ogromną ilością najnowocześniejszego sprzętu i urządzeń laboratoryjnych, w rozległych jaskiniach, zamierzając kiedyś wrócić do życia, jakie prowadzili przed katastrofą. Nie pozwoliły im na to okoliczności, ale żadnego klonowania w planach nie mieli. Eksperymenty z klonowaniem były rozpaczliwą próbą przetrwania jako gatunek w sytuacji, gdy cała, dość liczna, ocalała populacja okazała się bezpłodna.

2) Z powyższego wynika, że żadnej "wpadki" pani Wilhelm nie było: nikt nie przeżył, bo wszystkie gatunki straciły zdolność rozmnażania się. Przeżyli potomkowie tych, którzy podjęli próbę klonowania, trudno, żeby taką próbę podejmowały zwierzęta.

A dlaczego twierdzisz, że losy rodziców Marka nie zostają wyjaśnione? Przecież dokładnie opisane jest, jak grupa traktuje osobników wyłamujących/wyróżniających się.
Użytkownik: first-pepe 10.12.2011 03:36 napisał(a):
Odpowiedź na: Chyba czegoś nie doczytał... | Marylek
Faktycznie masz rację, przeoczyłem tę bezpłodność, mea culpa. Cieszy mnie to, bo to oznacza, że wtopa, którą wytknąłem Wilhelm nie miała miejsca, a sama autorka popełniła książkę niemal doskonałą :).

Co do intencji bohaterów pierwszej części, to były one tak przez autorkę przedstawiane, że odczytałem je właśnie jako chęć świadomej, przewidywanej konieczności przedłużenia gatunku poprzez klonowanie w odizolowanym miejscu, które de facto stało się "kolonią klonów".

Niemniej wątek rodziców Marka nie został wyjaśniony. Pod koniec części drugiej jest jedynie wskazane, że spotykają się oni z dala od kolonii i zaczynają tak żyć, ale nigdzie nie jest wyraźnie wskazane, że umierają w jakichkolwiek okolicznościach. Ich wątek jest przemilczany, tak to odebrałem.
Użytkownik: Marylek 10.12.2011 07:47 napisał(a):
Odpowiedź na: Faktycznie masz rację, pr... | first-pepe
Nie, co do intencji nie mogę się zgodzić. Pamiętasz może, w pierwszej części jest taka scena, gdzie Walt, ten stary Walt, rozmawia z kimś, nie pamiętam już z kim i mówi, że odkąd mieszkają tam gdzie mieszkają żadna kobieta nie zaszła w ciążę, a trzy, które były w ciąży już wcześniej, poroniły. I jest to powód do zmartwienia! I że oni starają sie nawet zachęcać młodzież do różnych zabaw i eksperymentów, ale ponieważ nikt nie zachodzi w ciążę, to chyba oznacza, że wszyscy stracili płodność. Wtedy właśnie podejmują decyzję o próbach klonowania. A, i jeszcze się cieszą, że naściągali tyle wszelkiego sprzętu najwyższej jakości, że jest to technologicznie możliwe.

Hm, z rodzicami Marka może masz rację, można to tak odebrać. Ja odebrałam to inaczej, ponieważ pomiędzy poszczególnymi częściami książki są wyraźne cezury czasowe i wydawało mi się, że autorka celowo nie ciągnie "starych" wątków. Na początku drugiej części, na przykład, nie żyje już nikt z pierwszej generacji osadników. I brakowało mi ich. A po Molly odbyła się ceremonia pożegnania utraconego i siostry zapomniały o niej tak, jakby nie żyła. To samo z Benem, nie pamiętam zbyt dobrze, ale skoro ich odrzucili, to musiało tak być. Ponieważ trzecia część jest historią Marka, uznałam, że autorka przyjęła konwencję niewracania do przeszłości, choć znów brakuje nam dalszych losów niektórych postaci.

Tak czy siak, książka jest rzeczywiście niemal doskonała. :) I pomyśl, zupełnie się nie zestarzała, przecież Kate Wilhelm wydała to w 1976 roku, a jest wciąż aktualne! Oby nie coraz bardziej aktualne.
Użytkownik: Marylek 10.12.2011 12:52 napisał(a):
Odpowiedź na: Faktycznie masz rację, pr... | first-pepe
A, jeszcze mi się coś przypomniało.

Pod koniec pierwszej części jest rozmowa przywódcy grupy, już klona, z Waltem, bardzo stareńkim, tuż przed jego śmiercią. Okazuje się, że niektórzy mieszkańcy kolonii teraz, po upływie wielu lat, są płodni i Walt sugeruje, że można zarzucić klonowanie, bo jest już szansa na przetrwanie gatunku. A ten klon go wtedy wyśmiewa, pamiętasz? Mówi, że klonowanie jest znacznie lepszą metodą niż tradycyjna, oni tak wolą, a jeśli się czasem zdarzy tradycyjna wpadka, to trudno. I sam wiesz, co z wtedy się z takimi wpadkowiczami działo. Czyli założyciele kolonii nie chcieli tego, dopiero później, same klony.
Użytkownik: first-pepe 10.12.2011 14:51 napisał(a):
Odpowiedź na: A, jeszcze mi się coś prz... | Marylek
Moim zdaniem oni jednak świadomie zbierali ten niezbędny sprzęt w celu klonowania. Decyzja o klonowaniu faktycznie została podjęta nie od razu, ale oni zakładali taką możliwość, mieli taki zamiar od samego początku tworzenia tej "kolonii". To, że początkowo klonowania nie było nie oznacza, że jednym z istotnych celów kolonii nie było przetrwanie gatunku poprzez klonowanie.

Co do rodziców Marka to nic nie wiadomo, ale na pewno nie ma tutaj znaczenia różnica czasowa pomiędzy poszczególnymi częściami, gdyż pomiędzy drugą, a trzecią jest jedynie parę lat różnicy (max. 10 lat), stąd ciężko przyjąć śmierć naturalną w wyniku upływu lat (pomiędzy pierwszą a drugą częścią jest różnica kilku pokoleń, stąd przyjmuję, że Dawid zszedł ze starości). Z kolei nigdzie w książce nie ma, że klony eliminowały niechcianych osobników. Dawid został wygnany, podobnie rodzice Marka, klony nie były mordercami, nie na tym polegały ich wady, dopiero w stosunku do Marka zaczęli rozważać morderstwo, co jest jednocześnie wskazówką od Wilhelm, że degeneracja umysłowa i moralna klonów sięgnęła dna. Ceremonia odnosząca się do Molly była symboliczna i wynikała z więzów łączących siostry, miało to na celu pewne "oczyszczenie", być może mocno powiązane z narkotyzowaniem, ale ewidentnie mające nacechowanie psychologiczne typu "ona odchodzi, jej z nami nigdy nie było, nie istniała". Podobnie z Benem. Stąd wnioskuję, że do morderstwa rodziców Marka nie mogło dojść, o czym sama Wilhelm nic nie napomyka.

Sory ale w ostatnim poście nie wiem o czym piszesz :) Tzn. masz rację, że były jakieś rozmowy itd. ale do czego zmierzasz to nie rozumiem.

Książka jest świetna, tym bardziej żałuję, że jest jedyną powieścią Wilhelm wydaną w kraju. Świadomość, że wiele fajnej literatury zagranicznej się w Polsce nie ukazuje jest silną motywacją do podszkolenia języka angielskiego :)
Użytkownik: Marylek 10.12.2011 20:08 napisał(a):
Odpowiedź na: Moim zdaniem oni jednak ś... | first-pepe
Zmierzałam właśnie do tego, że klonowanie nie było docelową metodą na przetrwanie gatunku w zamyśle założycieli kolonii. Oni zebrali nie tylko sprzęt medyczny, zbierali wszystko, co tylko mogli ściągnąć z całych Stanów w przewidywaniu, że po globalnej katastrofie wszystko może się przydać. Ta rozmowa, którą przytaczam z pamięci, bo nie mam książki przy sobie, dowodzi, że ludzie uważali klonowanie za metodę przejściową, natomiast same klony zrobiły z niej metodę docelową. Być może ludzie dopuszczali klonowanie samych siebie, ale nie jako jedyną metodę przetrwania gatunku. Wręcz jako metodę awaryjną, ekstremalną i ostateczną. To jest jedna z różnic w myśleniu ludzi i klonów.

Klony nie zabiły rodziców Marka, ale czy wygnanie i skazanie na samotność kogoś, kto cale życie spędził w grupie, kto zawsze miał obok siebie identycznie wyglądających i (w większości) myślących braci, nie jest skazaniem go na zagładę? Marne ma szanse na przeżycie w pustym, nieprzyjaznym świecie ktoś taki. Ale rączek sobie klony nie pobrudziły.

Masz całkowitą rację, książka jest świetna!
Użytkownik: first-pepe 11.12.2011 19:36 napisał(a):
Odpowiedź na: Zmierzałam właśnie do teg... | Marylek
Po pierwsze to, że ludzie zakładali, że klonowanie nie jest docelowym działaniem nie oznacza, że świadomie, od początku nie działali w celu klonowania. Pojawił się problem bezpłodności, trzeba było jakoś temu zaradzić, więc postawiono na klonowanie. Problem bezpłodności był już zanim zdecydowali się na założenie kolonii, stąd zbieranie sprzętu i inne działania (m.in.adaptacja jaskiń), które miały zapewnić możliwość skutecznego klonowania. To są działania świadome, celowe, nie ma w tym przypadkowego zbierania sprzętu. Dopiero od tego punktu widzenia oczywistym jest to, co piszesz, że ludzie nie nastawiali się tylko na klonowanie, mieli cały czas nadzieję na naturalną drogę przetrwania gatunku. Już w trakcie klonowania dostrzegali problemy z tym związane (przemyślenia Dawida), a rozmowy Walta z kimś tam to potwierdzają.

Po drugie to, że się kogoś wygna, nie oznacza od razu, że ta osoba nie ma szansy przeżyć. Szanse te są oczywiście mniejsze, ale przecież Wilhelm wyraźnie wskazuje, że pozwala się Dawidowi zamieszkać w opuszczonym domostwie sąsiadów kolonii i nawet wspomina, że jakieś kontakty z kolonią tam będą. Podobnie z Molly i Benem. Dopiero, kiedy się kogoś zabija szansy tej już nie ma :) Po wymarciu ludzi każde kolejne pokolenie klonów stawało się coraz bardziej "nieludzkie", aż w końcu sięgnęło symbolicznego dna, kiedy bez większych dylematów moralnych zaczęło rozważać morderstwo Marka. Myślę, że na to chciała zwrócić też czytelnikowi uwagę autorka.
Użytkownik: Marylek 15.12.2011 13:55 napisał(a):
Odpowiedź na: Po pierwsze to, że ludzie... | first-pepe
Co do rodziców Marka nie będę się sprzeczać. Mnie też ich brakowało, ale widać autorka postawiła na pociągnięcie wątku przyszłości, czyli kolejnego pokolenia. Zauważ, że samo zakończenie jest znów przesunięte w czasie o kolejne ileś tam lat. Ze 20? No, dziesięć na pewno.

Natomiast będę się upierać, że w chwili ucieczki przed globalną katastrofą, w całym okresie przygotowań, żadnego klonowania - przynajmniej ludzi - w planach nie było. Sprzęt ściągnięty zewsząd, generatory prądotwórcze, wszelakie akcesoria potrzebne do wszystkiego, od rolnictwa począwszy, a na wytwarzaniu guzików skończywszy, wszystko to było gromadzone po prostu na wszelki wypadek. A sprzęt medyczny przede wszystkim, nie wiadomo przecież było jak długo będą musieli mieszkać odcięci od cywilizacji. Adaptacja jaskiń była koniecznością, gdzie mieli się ukryć, skoro na powierzchni Ziemi było niebezpiecznie i miało tak pozostac przez nie wiadomo jak długi czas - lata? dekady? pokolenia? Klonowanie zwierząt mogło zapewnić mięso, w razie gdyby nie dało się go zdobyć w inny sposób, ale klonowania ludzi pierwsze pokolenie nie planowało.

Jak tylko książka do mnie wróci postaram się znaleźć stosowny fragment na poparcie tego, co mówię; wkleję go tu wtedy. Niestety nie wiem, kiedy to będzie.
Użytkownik: koczowniczka 22.12.2011 10:40 napisał(a):
Odpowiedź na: Co do rodziców Marka nie ... | Marylek
>Natomiast będę się upierać, że w chwili ucieczki przed globalną katastrofą, w całym okresie przygotowań, żadnego klonowania - przynajmniej ludzi - w planach nie było

Pewnie, że klonowania ludzi w planach nie było. Jaskinia została zaadaptowana w celu ochrony przed skażeniem, zbierano wszelaki sprzęt, a sprzęt do klonowania został zakupiony za sprawą Selnicka. Najpierw klonowano zwierzęta, po to, by mieć zapasy pożywienia. Potem dopiero, gdy eksperymenty ze zwierzętami powiodły się, kilkoro uczonych (m.in. Dawid i Walt) zaczęło klonować ludzi. Myślę, że kierował nimi instynkt - skoro dało się sklonować zwierzęta, dlaczego nie zrobić tego samego z ludźmi i nie uchronić własnego gatunku przed wyginięciem?
Co ciekawe, z początku nie wszyscy mieszkańcy enklawy wiedzieli o klonowaniu - postawiono ich przed faktem dokonanym. Wuj Dawida, Clarence, uważał, że to robota szatana, jednak gdy tylko zobaczył wcześniaki, pogodził się z sytuacją.
Użytkownik: first-pepe 29.12.2011 16:23 napisał(a):
Odpowiedź na: >Natomiast będę się up... | koczowniczka
Ok, macie dziewczyny rację. Te argumenty mnie przekonały, że faktycznie koncepcja klonowania ludzi pojawiła się później, aniżeli przed zasiedleniem wzgórza i jaskiń.
Użytkownik: koczowniczka 22.12.2011 11:05 napisał(a):
Odpowiedź na: Moim zdaniem oni jednak ś... | first-pepe
>klony nie były mordercami
>nigdzie w książce nie ma, że klony eliminowały niechcianych osobników

Hm. A reproduktorki? A osoby chore psychicznie? A Walt? W pewnym momencie W-1 powiedział, że Walt choruje na nowotwór i jego życie nie ma sensu. Rano Walt już nie żył. Nie można tu mówić nawet o eutanazji, ponieważ Walt nie wyraził chęci, by umrzeć. Kiedy Molly znalazła się na oddziale reproduktorek, dowiedziała się, że te reproduktorki, które już nie mogły zachodzić w ciążę ani pracować w żłobku, są "usypiane". Była też mowa o "eliminowaniu" chorych dzieci, o "eliminowaniu" osób z problemami psychicznymi. Czy "eliminowanie" i "usypianie" to nie eufemizmy morderstwa? Nazwa łagodniejsza, ale sens ten sam. Klony były mordercami.

Inna sprawa, że i ludzie z tej jaskini także byli mordercami. Po pierwsze, poprzez wysadzenie tamy świadomie zabili mnóstwo głodnych ludzi. Po drugie, jedna z kobiet, Hilda, zabiła sklonowaną dziewczynkę.
Użytkownik: first-pepe 29.12.2011 16:32 napisał(a):
Odpowiedź na: >klony nie były morder... | koczowniczka
Tutaj niestety nie mogę się do końca zgodzić. To, że Walt umierał, a następnego dnia już nie żył, to że używano określeń typu "usypianie", czy "eliminowanie" nie oznacza jeszcze, że miało to miejsce. Nawet jeżeli miało, to takie ewentualne morderstwa dokonywane przez klony, a świadoma chęć zamordowania Marka znacznie się różnią. Pierwsze wynikało z ekonomicznych przekonań klonów, drugie nie miało już nawet takich podstaw.

Morderstwo ludzi na ludziach poprzez wysadzenie tamy było obroną konieczną, a Hilda zabiła pod wpływem afektu i był to jednostkowy przypadek.

Ale w sumie to trochę tych morderstw jednak było :)

Użytkownik: jakozak 29.12.2011 16:31 napisał(a):
Odpowiedź na: Jak to się człowiek od ra... | first-pepe
Czytałam tę książkę, oceniłam na czwórkę i nic z niej nie pamiętam. :-(
Użytkownik: Marylek 29.12.2011 16:41 napisał(a):
Odpowiedź na: Czytałam tę książkę, ocen... | jakozak
Jak zawsze Jolu, jak zawsze między nami. Ja ją czytałam chyba ze cztery razy i jest to jedna z książek mojego życia. :)
Użytkownik: jakozak 29.12.2011 17:56 napisał(a):
Odpowiedź na: Jak zawsze Jolu, jak zaws... | Marylek
Nie zawsze! Lala. :-)
Użytkownik: Marylek 29.12.2011 19:26 napisał(a):
Odpowiedź na: Nie zawsze! Lala. :-) | jakozak
:-)
Użytkownik: first-pepe 31.12.2011 12:14 napisał(a):
Odpowiedź na: :-) | Marylek
Dziękuję Paniom za merytoryczny koniec dyskusji :)
Użytkownik: nonperson 04.02.2012 13:17 napisał(a):
Odpowiedź na: Czytałam tę książkę, ocen... | jakozak
Na 4 ? Żałuj :/
Użytkownik: jakozak 04.02.2012 16:19 napisał(a):
Odpowiedź na: Na 4 ? Żałuj :/ | nonperson
:-)
Użytkownik: jm1986 22.08.2020 22:51 napisał(a):
Odpowiedź na: Czytałam tę książkę, ocen... | jakozak
Też oceniłem "tylko" na cztery, moim zdaniem na więcej nie zasługuje. Nic specjalnego.
Użytkownik: nonperson 04.02.2012 13:03 napisał(a):
Odpowiedź na: Jak to się człowiek od ra... | first-pepe
Czlowiek to sie lepiej czuje jak widzi ze polecana przez niego ksiazka zostala przeczytana i jeszcze sie podobala :) Pozdrawiam.
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: