Dodany: 2011-09-09 16:12|Autor: kocio

Dojrzeć do szczęścia


Nie tak trudno jest znaleźć poradniki psychologiczne, jak sobie radzić z problemami. Ta książka jednak ma w sobie coś szczególnego, ponieważ autorka opowiada o moście, którym da się przejść z trudnego dzieciństwa do szczęśliwego życia. "Im bardziej nieszczęśliwe dzieciństwo, tym trudniej dorosnąć. Ludzie bowiem skrzywdzeni w kolebce często są długo, za długo, dziećmi - niedorosłymi, zalęknionymi, zniewolonymi. Żyją obolali, zagniewani i obrażeni, snując wizje krwawej pomsty lub własnej śmierci, wciąż bezradni wobec złego losu, niekiedy po kres życia"[1].

Najważniejsza wiadomość brzmi, ze niezależnie od tego, czy dzieciństwo było dobrym fundamentem, czy bagnem, reszta życia jest w dużym stopniu osobną bajką! Oczywiście, dobry start pomaga się rozpędzić, ale bieg trwa o wiele dłużej - przecież kilkadziesiąt lat to bardzo długi dystans. Zasadnicza trudność dojrzewania do szczęścia tkwi w poczuciu, że wszystko już się stało i teraz pozostaje tylko ciągnąć swój wózek z poczuciem przegranej. To nieprawda, i możemy to odmienić, jeśli w którymś momencie uda nam się zrozumieć, że zawsze mamy jakiś wybór.

"Im dłużej pracuję jako psycholog i psychoterapeutka, tym bardziej upewniam się, że nie osobowość decyduje o powodzeniu życiowym, trwałym spełnieniu potrzeb emocjonalnych i ułożeniu satysfakcjonujących relacji z ludźmi, lecz charakter. Natykam się raz po raz na ludzi z osobowościami: uzależnioną, borderline, obsesyjno-kompulsywną, narcystyczną, czy według dawniejszej klasyfikacji - z apatykami, sangwinikami, flegmatykami i amorfikami. Z niektórymi łączą mnie głębokie i długotrwałe więzi. Niektórych pokochałam i to z wzajemnością, z wieloma zaprzyjaźniłam się, korzystam z ich wsparcia i w potrzebie im także udzielam swojego"[2].

Woydyłło mówi o wyrobieniu w sobie pewnej sprężystości emocjonalnej, która pozwala się poruszać, zamiast zastygać w sytuacjach, gdy coś się sypie. A przecież każdemu coś kiedyś nie wyjdzie, nawet największym szczęściarzom. Na szczęście można się jej nauczyć! "Będę jednak utrzymywać, że lepiej zawczasu wyrobić odpowiednią sprężystość emocjonalną i zdolność do samodzielnego odbijania się od dna, zanim jeszcze nadejdzie kryzys. Dochodzimy tutaj do punktu, w którym muszę wyrazić implikowany wcześniej, ale niesformułowany wprost postulat, że owa odporność czy sprężystość psychiczna wcale nie musi być wrodzona. Można się jej nauczyć. Co mówię - jej się trzeba nauczyć. Każdy może ją w sobie wyrobić, a raczej wyrabiać, ponieważ nie jest to cecha - jak kolor oczu lub wzrost - nad którą nie mamy kontroli i która z racji genetycznych pozostanie niezmienna"[3].

Co pomaga w tym procesie? To właśnie o tym jest dalsza część książki.

Na pewno pomaga dorosnąć poczucie, że ma się prawa. Ale sprawa jest bardziej zawiła, gdyż korzystanie ze wszystkich praw zamieniłoby życie w jeden wielki festiwal roszczeń i powinności. W takim społeczeństwie nie dałoby się żyć. Chodzi raczej o to, żeby sobie je uświadamiać i potrafić w ogóle egzekwować: "Jak zauważa Feinberg: »Mieć prawo - to właśnie móc samodzielnie decydować o tym, czy wymagać od innych przestrzegania danego prawa. Ta wolność wyboru stanowi najważniejszy aspekt posiadania praw«"[4].

Bardzo dobrze jest, gdy ma się jakieś hobby, zainteresowania. Oczywiście (i potwierdzi to każdy mól książkowy!) może to być czytanie, ale też sport, szydełkowanie, hodowla roślin i zwierząt, samochody, teatr... Lista rzeczy, które można robić dla własnej przyjemności, jest ogromna. "Hobby, jakie tu wychwalam, to zajęcie się czymkolwiek, co nie jest czubkiem własnego nosa. Gdyby grzebanie się w przeszłości miało dodać twemu życiu urody i blasku, już by to nastąpiło. Odwróć się tyłem do swej przeszłości i rozejrzyj po świecie. Zacznij od tego, co najbardziej lubisz i najlepiej umiesz robić"[5].

Opóźnione dojrzewanie należy wesprzeć odpowiednim nastawieniem do pamięci - gdyż ona także nie jest wyryta raz na zawsze, w jednym kształcie. Wiele o tym mogą powiedzieć zeznania świadków w sądzie albo nawet wspomnienia ludzi o tych samych dawnych wydarzeniach - nagle okazuje się, że każdy z nas zapamiętuje coś nieco innego, w dodatku z czasem na przykład upiększa albo sztukuje wyobraźnią wylatujące z głowy rzeczy... Warto wykorzystać tę naturalną plastyczność pamięci i przekuć na swoją korzyść - a więc jeśli już coś wspominać, to rzeczy dobre, złe wspomnienia niech sobie radzą same. Oczywiście będą nas czasem nawiedzać, ale jeśli nie ułatwia się im zadania, poczynią mniej szkód i pozwolą normalnie żyć.

"To są neurotyczne kotwice, które nie pozwalają ruszyć się z miejsca. Trzymają ludzi u brzegów jałowej ziemi, na której nic nie urośnie i nic pięknego ani użytecznego nie można zbudować. Złe wspomnienia nic nie dają, a odbierają wiele. (...) Ich właściciele stają się podwójnymi ofiarami tych samych nieszczęść. Raz, bo kiedyś spotkały ich smutne przeżycia, a drugi, bo podtrzymują swe cierpienie długo po ustaniu przykrych zdarzeń. (...) Pamięć bólu ma moc wzbudzania bólu"[6]. To jakby mnożyć pojedynczy ból na własne życzenie!

Dobrą pamięć da się wzmocnić wdzięcznością. Łatwo jest być wdzięcznym za rzeczy miłe i fajne (choć nie zawsze, jeśli traktuje się je jako "należne"...), ale autorka pokazuje, że wdzięcznym warto być też za trudne chwile, bo właśnie one dają okazję, by czegoś się nauczyć, a więc rozwinąć swój charakter - ten wehikuł prowadzący do szczęśliwego, pełnego przeżywania.

W budowaniu poczucia własnej wartości, które jest warunkiem dorośnięcia, ważne jest oparcie się na swoich osiągnięciach, ale zarazem nierozdymanie oczekiwań. Tak jak nie warto gapić się w przeszłość jak sroka w gnat, tak niedobrze jest żyć wyobrażeniami przyszłości. Im wyżej stawia się poprzeczkę, tym większe ryzyko niepowodzenia - a w konsekwencji podminowuje się wiarę we własne siły. Dlatego lepiej wybierać niewielkie, realistyczne cele i konsekwentnie je realizować, niż obiecywać sobie oszukańczo złote góry. I lepiej zaczynać od rzeczy małych, które mogą nieznacznie podnieść poczucie własnej wartości, niż brać się za wielkie, które z pewnością znacznie je uszczuplą.

Z czasem zachowanie takiego ostrożnego realizmu pozwala brać na siebie więcej, nie jest to zatem skazanie się na miałkość, tylko rozsądne prowadzenie treningu - kto z nas bez żadnej wprawy porwałby się na podnoszenie 100-kilogramowej sztangi? I jaką ujmę może przynieść zaczęcie od czegoś znacznie lżejszego? Ten realizm Woydyłło określa jako "patrzenie pod nogi". Istotnie, zapatrzywszy się nieprzytomnie w znikający horyzont łatwo wdepnąć w coś brzydkiego albo po prostu się wywrócić! A tego przecież nikt nie pragnie.

***

"Poprawka z matury" to książka, o której myślę bardzo dobrze jako o wykładni zdrowego, dojrzałego życia. To fantastyczny amalgamat anegdot, aforyzmów, doświadczeń i zdroworozsądkowych wskazań, co zrobić z przedłużającą się dziecinnością.

Mit dzieciństwa jako absolutnie najważniejszego okresu życia oraz poczucie, że człowiek jest potem statycznym bytem, może odbierać siły, nadzieję i motywację do zmian. A tymczasem: "(...) tylko co trzecie dziecko wynosi ze złych warunków rodzinnych skazę uniemożliwiającą zdrowy rozwój. (...) Jeszcze jedna obserwacja wydaje się istotna. Mianowicie, że sama krzywda w dzieciństwie, choćby i najdotkliwsza, nie musi uczynić zbytniej wyrwy w poczuciu własnej wartości ofiary, jeżeli dziecku przyjdzie względnie łatwo okazanie, a może tylko świadome odczucie w stosunku do krzywdziciela lub krzywdzicieli należnego i adekwatnego gniewu. Dzieci wojny na przykład (...) mogły mieć potem latami złe sny i inne pourazowe objawy tzw. zespołu PTSD (Post-Traumatic Stress Disorder), nie przejawiały jednak z reguły żadnych symptomów obniżonego poczucia własnej wartości"[7]. Za uświadomienie tego autorce należy się wielki bukiet kwiatów.

Mam za to zastrzeżenia do sposobu narracji. Wiem, to poradnik a nie powieść, jednak z niedawnych lektur wiem też, że da się napisać go lepiej (np. Dobrze nam ze sobą: Przyjemna i pożyteczna książeczka o seksie (Dodziuk Anna) czy W dżungli samotności (Pawlikowska Beata)), bez poczucia pewnej wyższości wobec świata, tak charakterystycznej dla naukowców starszej daty. Wynika ono pewnie tylko ze zbyt intelektualnego słownictwa, które dobre jest może do rozwijania kariery naukowej, ale trudniej przyswajalne dla zwykłych czytelników pracujących nad sobą i szukających odpowiedzi na ważne pytania.

Z drugiej strony - można też gorzej, czyli nudniej i sztywniej (np. Człowiek na całe życie (Celmer Zuzanna)), a w jednym rozdziale Ewa Woydyłło pozwoliła sobie na nieco świeżości w podejściu do czytelnika i zaproponowała potraktowanie swojego życia jako firmy JATUITERAZ SA. To trochę żart, choć nowoczesne zasady zarządzania przedsiębiorstwem naprawdę da się sensownie zastosować w kierowaniu sobą samym. Udało się jej jednak rozbujać moją wyobraźnię, a wywołanie własnej aktywności odbiorcy to przecież najlepsza rzecz, jaką można osiągnąć, pisząc poradnik!

Forma mogłaby być lżejsza i bardziej pomysłowa, jednak ostatecznie całkiem dobrze oceniam całość. Nie dla opakowania bowiem czyta się takie rzeczy, ale po to, aby nauczyć się czegoś nowego i pomocnego, a w tym względzie nie mam do książki żadnych zastrzeżeń. Autorka nie jest przecież najważniejszą osobą, gdy chodzi o pracę nad własnym szczęściem...



---
[1] Ewa Woydyłło, "Poprawka z matury", Wydawnictwo Literackie, 2009, s. 7-8.
[2] Tamże, s. 109.
[3] Tamże, s. 35.
[4] Tamże, s. 38.
[5] Tamże, s. 177.
[6] Tamże, s. 150-151.
[7] Tamże, s. 76.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 3449
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 1
Użytkownik: halina-plonka 2014-05-02 08:55 napisał(a):
Odpowiedź na: Nie tak trudno jest znale... | kocio

Obszerny cytat "Poprawki z matury" przytoczyłam w swojej debiutancjkiej powieści "Pokłon"
( Wstęp ,strona 7) wydanej w ubiegłym roku przez Novae Res z Gdyni.
Odczytuję go i komentuję na wieczorach autorskich w momencie wywiazywania się dyskusji nad jej tytułem .


Halina Grochowska - autorka powieści "Pokłon"
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: