Dodany: 2011-06-09 22:16|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Odkurzajmy dziewiętnastowieczną poezję!


Ach, jakież niespodzianki czekają na człowieka na zakurzonych półkach mało uczęszczanych bibliotek! Przekonałam się o tym, zapuściwszy się w pogoń za autorką nieznanego mi wcześniej wiersza, opiewającego sukcesy XIX-wiecznych awiatorów; pogoń ta zaprowadziła mnie do zaprzyjaźnionej biblioteki szkolnej, której spora część asortymentu pochodzi z lat 50. i 60. poprzedniego wieku. Na regale z poezją wyszperałam trzytomową antologię, tkniętą ludzką ręką stosunkowo niedawno, bo podczas ostatniej inwentaryzacji, kiedy to okładki wzbogaciły się o naklejki z kodem kreskowym, ale w ciągu 55 lat wypożyczaną ledwie siedmiokrotnie (ostatni zapis w zachowanej karcie pochodzi, sądząc po charakterze pisma bibliotekarki i stopniu zblaknięcia atramentu, najpóźniej z lat 70…).

Wyboru zebranych w niej wierszy dokonał Julian Tuwim, a przedmowę – już po śmierci Tuwima, który zmarł nie doczekawszy wydania drukiem owocu swej wieloletniej pracy – ułożył Juliusz Wiktor Gomulicki. Same te dwa nazwiska pozwalały przeczuwać, że warto kilkaset stron antologii chociażby przekartkować. W istocie prawdopodobnie nigdzie – może poza bibliotekami instytutów literaturoznawczych, do których przeciętny czytelnik nie ma dostępu – nie znajdzie się tylu informacji o poetach tworzących na terenach dawnej Rzeczypospolitej w owym feralnym stuleciu niewoli i krwawych ofiar, ani tylu próbek ich twórczości. Toteż jeśli nawet nie gustujemy szczególnie w ówczesnej stylistyce i frazeologii, „Księga wierszy…” może mieć dla nas ogromną wartość poznawczą. No bo ilu potrafimy wymienić - z pamięci, bez zaglądania do Krzyżanowskiego czy innego syntetycznego opracowania o literaturze polskiej - polskich poetów urodzonych pomiędzy rokiem 1771 a 1869 (bo te daty przyjął Tuwim jako graniczne)? Mickiewicz, Słowacki, Krasiński, Norwid, Asnyk, Konopnicka, Kasprowicz – gdyż o tych uczymy się w szkole; światlejsi lub bardziej rozmiłowani w poezji „z myszką” dorzucą pewnie jeszcze Malczewskiego, Lenartowicza, Ujejskiego, Oppmana (Or-Ota), Pola, Goszczyńskiego, ale jak się to ma do stu pięćdziesięciu jeden nazwisk reprezentowanych w tej antologii przynajmniej jednym wierszem czy urywkiem poematu? Jeśli nawet – co bardzo prawdopodobne – wszystkich ich nie zapamiętamy, zyskamy przynajmniej nieco szersze pojęcie, jak i o czym pisano pięć czy osiem pokoleń wstecz.

I oprócz tego, co dobrze znamy – wielkich tematów, wielkich słów, przesadnych i z biegiem czasu nieco zużytych metafor, fraz stylizowanych na ludowo, czasem wręcz naiwnych („już rozkoszna szczęścia zorza błyszczy promieńmi jasnemi”[1], „Pierworodne natchnień dziecię! Wyniosły synu swobody!”[2], „to ludu rozpękło łono i bucha zemstą tajoną”[3], „Oj, pogańskie dziewczęta, wielka wasza ponęta”[4]) – możemy tu dokonać paru ciekawych, a nieraz i zdumiewających odkryć. Bo czy na przykład ktokolwiek by przypuszczał, że najpewniej jeszcze przed ukazaniem się oryginalnego wydania „Chaty Wuja Toma” w odległym nadwiślańskim kraju znalazł się poeta ubolewający nad dolą czarnoskórych niewolników i upominający się o sprawiedliwość dla nich („Jedna tylko mnie od ciebie różni płeć czarniawa… Czyż przed Bogiem biały tylko inne ma mieć prawa?”[5]? Albo że nasi wierszopisowie sprzed stu pięćdziesięciu lat pisywali satyry, które – zamieniwszy parę archaizmów na słowa bardziej współczesne – mogliby wykorzystać i dzisiejsi kabareciarze? Albo że w dorobku zupełnie dziś nieznanego dziennikarza i literata Platona Kosteckiego, należącego do tych, co mówili o sobie „gente Ruthenus, natione Polonus” i propagującego jedność Polaków i Ukraińców, znajdziemy uroczy wiersz o wartości czytania? Już nawet nie wspominam o tym, że jeśli ktoś ma „oczy na mokrym miejscu”, to istnieje spora szansa, że dotarłszy do tomu trzeciego wzruszy się porządnie przy lekturze utworów Konopnickiej i kilkorga innych mniej popularnych autorów, pochylających się nad losem ludzi biednych i skrzywdzonych…

Ech, warto nałykać się kurzu, by móc poobcować z tą porcją dzieł niesłusznie (no, przynajmniej w większości niesłusznie) zapomnianych!



---
[1] Józef Korzeniowski, „Oda na rok 1815”, w: „Księga wierszy polskich XIX wieku”, PIW, 1956, t.I. s. 140.
[2] Maurycy Gosławski, „Do Adama Mickiewicza bawiącego w Rzymie podczas wojny narodowej”, tamże, t. I, s. 213.
[3] Karol Baliński, „Nasza pieśń”, tamże, t. II, s. 28.
[4] Jan Prusinowski, „Kozak na ziemi pogańskiej”, tamże, t. II, s. 62.
[5] Teofil Nowosielski, „Piosnka Murzyna”, tamże, t. I, s. 419.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 9361
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 19
Użytkownik: WBrzoskwinia 2011-06-10 13:11 napisał(a):
Odpowiedź na: Ach, jakież niespodzianki... | dot59Opiekun BiblioNETki
Ty to dajesz popalić! Czarujesz Or-Otami i spółką - to jak najsłuszniej - ale ani słówkiem nie rozwiniesz tego, co najbardziej intrygujące. Któraż to autorka, i co, i kiedy napisała o XIX-wiecznym lotnictwie?! I to w dodatku poezję... Toż to skarb rzadki niczym perła na ulicy! A nade wszystko: GDZIE to jest do przeczytania?!?!?!
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2011-06-10 14:09 napisał(a):
Odpowiedź na: Ty to dajesz popalić! Cza... | WBrzoskwinia
Która, ujawnić nie mogę, bo konkurs jeszcze trwa. Co pisała, przynajmniej we fragmencie, można poczytać w dusiołku nr 18.
Nawiasem mówiąc, w antologii są trzy jej wiersze, ale nie ten właściwy(który musiał chyba powstać w reakcji na doniesienia prasowe o wyczynie braci Montgolfier), a gdzie jest ten, zdradzi Marylek po zakończeniu konkursu :).
Użytkownik: WBrzoskwinia 2011-08-03 12:50 napisał(a):
Odpowiedź na: Która, ujawnić nie mogę, ... | dot59Opiekun BiblioNETki
Z nadzieją, że okres karencji informacyjnej jw. już minął, powtarzam prośbę o namiar awiatyczno-poetycki.
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2011-08-03 13:50 napisał(a):
Odpowiedź na: Z nadzieją, że okres kare... | WBrzoskwinia
Już podaję:
wiersz „Podróżni” - Deotyma (Jadwiga Łuszczewska), a większy fragment był w "Księdze cytatów z polskiej literatury pięknej" i jeszcze w jakiejś innej antologii, w tej akurat niestety nie.
Użytkownik: miłośniczka 2011-06-10 16:58 napisał(a):
Odpowiedź na: Ach, jakież niespodzianki... | dot59Opiekun BiblioNETki
Jak miło czytać Twoje recenzje! :) Ta również - jak zwykle - jest świetna. Kurczę, jak ja ci zazdroszczę tej lekkości pisania o każdej książce...
Użytkownik: KrzysztofOpiekun BiblioNETki 2011-06-10 23:52 napisał(a):
Odpowiedź na: Jak miło czytać Twoje rec... | miłośniczka
Zazdroszczę i ja. Dorocie słowa po prostu płyną. Nie zdziwiłbym się, że same - dla niej. Ot, czarodziejka i już.
Użytkownik: miłośniczka 2011-06-11 00:32 napisał(a):
Odpowiedź na: Zazdroszczę i ja. Dorocie... | KrzysztofOpiekun BiblioNETki
:)
Użytkownik: misiak297 2011-06-11 01:34 napisał(a):
Odpowiedź na: Jak miło czytać Twoje rec... | miłośniczka
Podpisuję się pod tym:)
Użytkownik: joanna.syrenka 2011-06-13 02:14 napisał(a):
Odpowiedź na: Jak miło czytać Twoje rec... | miłośniczka
I ja również!
Użytkownik: KrzysiekJoy 2011-06-11 07:46 napisał(a):
Odpowiedź na: Ach, jakież niespodzianki... | dot59Opiekun BiblioNETki
Prawie czuję zapach tej książki (te z lat 50 i 60 pachną najlepiej). Pięknie Dorotko, naprawdę pięknie. :)
Użytkownik: Marylek 2011-06-11 09:33 napisał(a):
Odpowiedź na: Ach, jakież niespodzianki... | dot59Opiekun BiblioNETki
Poczułam się, Dorotko, kimś w rodzaju swatki. I zrobiło mi się bardzo miło. :)
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2011-06-11 11:19 napisał(a):
Odpowiedź na: Poczułam się, Dorotko, ki... | Marylek
A tę księgę,z której pochodzi dusiołek 18, już namierzyłam w drugiej bibliotece i mam zamiar wypożyczyć następnym razem - wtedy Twoja satysfakcja literackiej swatki będzie pełniejsza! :)
Użytkownik: jakozak 2011-06-11 09:58 napisał(a):
Odpowiedź na: Ach, jakież niespodzianki... | dot59Opiekun BiblioNETki
Książka poszła do schowka. Ja też nałykam się kurzu. Z przyjemnością. Dla takich cacuszek. :-)
Użytkownik: WBrzoskwinia 2011-06-14 17:02 napisał(a):
Odpowiedź na: Ach, jakież niespodzianki... | dot59Opiekun BiblioNETki
Ty to dajesz popalić! Klina mi zabiłaś tymi poetami XIX wieku; jak zwykle dałem się sprowokować i przez dwa dni na wszystkich platformach środków komunikacji miejskiej (i nie tylko) zachodziłem w głowę, kogo ja jeszcze znam z poetów publikujących w XIX wieku, z wyjątkiem samego jego końca, prócz tych, których wymieniłaś w dwóch pierwszych rzutach (o tych z Twego trzeciego rzutu nigdy nie słyszałem). A rezultat wątły. Od ręki: Wolski, Zmorski, Ehrenberg, Romanowski; a po linii tego ostatniego Godebski, Wybicki, Tymowski.

Z następnymi było już krucho. Ha, Czeczot (Czeczott?) i Odyniec, którzy do spółki z Mickiewiczem jako filareci pociągali, pisywali itp., a i ich szef, Zan, cóś pisywał. Konopnicka nigdy by mi nie przyszła do głowy, gdybyś nie wspomniała, ale może nie całkiem ze mnie taka męska szowinistyczna świnia, skoro przypomniałem sobie Deotymę, nie wiem, czy publikującą, ale zażywającą wielkiej sławy jako improwizatorka poezji (mniejsza o szczegóły techniczne; niemniej onego czasu w porywach robiła takie wrażenie na słuchaczach, jak mistrz Adam, też z improwizacji słynący). "Zabił się, młody" w "Kordianie" dotyczy Ludwika(?) Spitznagla, a "Reduta Ordona" ukazała się najpierw pod nazwiskiem Mickiewicza i Garczyńskiego, który takoż poetą był. Trzeciego zaś nazwiska z wyczytanych w przypisach do dzieł, nie pamiętam: ta dziewczyna, której wiersz cytuje Wokulski u Prusa, niedokładnie (ja też), bo z pamięci: "... że są gdzieś na ziemi jasne anioły z skrzydłami jasnemi...".

Tu się złapałem na myśli, że naciągam, by wypaść jak najlepiej: toż żadnego wiersza więcej niż połowy z nich w życiu na oczy nie widziałem. Tylko nazwiska obiły mi się o oczy, np. pamiętam, że przy czytaniu Szekspira w przekładzie Koźmiana stało gdzieś, że Koźmian samodzielnie poezje pisywał też; a rzeczonego Tymowskiego pamiętam z liceum tylko dlatego, że imię miał dziwne: Kantorbery. Teksty poetyckie pisywali i powieściopisarze, i dramatopisarze, ale Sienkiewicz, Fredro, Reymont, Korzeniowski-tata tylko naciągaliby statystykę, więc ich nie liczę. Anonimów też nie liczę (niewykluczone zresztą, że opisana przez Ciebie „Księga...” daje im konkretne nazwiska). Po długich a ciężkich przypomniałem sobie zatem 15 nazwisk, bo piętnasty jest Jachowicz (gdybym się męczył dalej, może uskrobałbym jeszcze z kilka; o, Wężyk!).
Interesowałem się tym przeciętnie (swego czasu literaturą wojskowych, stąd dobrze mi utkwili ci wymienieni na początku). Przypuszczam, że ktoś oblatany, nie mówiąc o zakochanym w poezji, mógłby bez większego trudu wymienić np. 2-3 razy więcej; a jak na wynik średni przyzwoity przeciętny jako taki, to uważam, że 15-16 jest w sam raz.
Ale stu pięćdziesięciu?!?!? Do tylu nazwisk trzeba by mieć fotograficzną pamięć... Wolskiego, Romanowskiego, Syrokomlę czytać warto w ogóle; Godebskiego, Tymowskiego można albo trzeba, gdy np. kogo interesuje człowiek i myśl na polu walki; Jachowicza „wszyscy” znają i wiedzą, że warto – ale cała reszta to dla mnie tylko nazwiska...
Tuwim głowę miał tęgą, jego „Antologia noweli fantastycznej” jednoznacznie dowodzi, że w doborze bardzo dorzecznie łączył kryteria jakości literackiej, przeglądowej reprezentatywności oraz inwencji autorskiej (tj. że jeśli nawet dany autor czy dzieło nie jest dobre literacko, to przynajmniej poprawne, a ciekawe, oparte na niegłupiej myśli lub pomyśle, wartych docenienia). Co prawda Twoja antologia jest z czasów stalinowskich, więc zapewne do kryteriów wplątało się coś ideologicznego po linii i na bazie; ale jeśli nawet, to Tuwim zapewne nie dał temu wziąć góry, bo zauważyłabyś to i napisała (tak?). Nie mam też wątpliwości, że to, co sensowne, zdecydowało o zawężeniu wyboru do 150-ciu, bo piszących w XIX wieku poezje musiały być grube setki, o ile nie tysiące; tylko jak zwykle większość z tego już wtedy była do niczego, a po drugie: z pewnością znalazłoby się o kilka czy kilkanaście więcej nazwisk z czymś cennym w dorobku, bo zawsze antologie mają do siebie ów margines kontrowersji na granicy „dać?-nie dać?”, taka już ich uroda.
Tak czy owak – dzięki Tobie – klamka zapadła: właśnie mija mi termin w bibliotece, wstawiam do planu najbliższej pożyczki I tom „Księgi...”, bo – przez Ciebie – nie mam już żadnego innego wyjścia... (i dobrze mi z tym; dzięki Tobie).

A zastanawiam się w ślad za tym nad czymś zgoła innym. Ile nazwisk poetów polskich XX-wiecznych byłbym w stanie wymienić...? Sławnych i mniej sławnych ogółem chyba zdecydowanie, o rząd wielkości mniej, niż tych XIX-wiecznych; tyle samo może, ale pod warunkiem uwzględnienia tych z przełomu XIX/XX wieku – których, jak rozumiem z Twego tekstu, w Tuwimowej antologii nie ma, acz publikować zaczęli w ostatnich latach przed 1901 rokiem. Tak sobie myślę, że gdyby nie oni, to później tych nazwisk byłoby zdecydowanie mniej... A i zapewne nie uzbierałoby się 150 wartych polecenia... I tym razem raczej nie wynika to z nieznajomości czy słabej znajomości rzeczy, bo ta jest jw. taka sobie – lecz bardziej z tego, że dobry poeta w XX wieku to o wieeele większa rzadkość, niż w XIX-tym...
No jak? Nie kusi Cię...?
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2011-06-15 18:36 napisał(a):
Odpowiedź na: Ty to dajesz popalić! Kli... | WBrzoskwinia
Ech, kusi, kusi... a właściwie nie "coś" mnie kusi, tylko "ktoś" - zgadnij, kto?
Powiem Ci, że o ile w kwestii tych XIX-wiecznych zmieściłabym się maksymalnie w 15 nazwiskach (a nie sądzę, żeby sam Tuwim umiał ich wymienić z pamięci więcej niż 50, zanim się zabrał do odkurzania szpargałów z poprzedniego stulecia; zresztą podejrzewam, że po lekturze antologii zapamiętam jedynie o tylu więcej, ilu utwory powędrują do mego kajetu z prywatną kolekcją poezji), to z XX wiekiem chyba będzie lepiej, bo ja od starszych klas podstawówki byłam wręcz maniakalną fanką poezji i wątpię, czy w bibliotece, do której uczęszczałam, uchował się jakiś tomik, którego bym w rękach nie miała. Dopiero ostatnio jakoś mi zapał zesłabł, bo chociaż staram się regularnie czytywać poezję, to jakoś rzadko natrafiam na utwory, które by mnie tak przyciągnęły, jak te sprzed kilkunastu czy ...dziestu lat. No więc kupuję tylko nowe tomiki poetów znanych i lubianych, z rzadka coś pożyczę z biblioteki (bo z tej branży ogromnie mało nowości kupują), a jeśli zainteresuje mnie jakiś wiersz w prasie, to szukam informacji o twórcy w necie i czasem sobie ściągam parę jego utworów.
No to zaczynam, będąc prawie pewna, że o jakimś dobrze znanym autorze zapomnę (porządek plus minus chronologiczny, chociaż chronologia bezwzględna najpewniej przeplata się tu z chronologią, w jakiej poznawałam danych poetów):
Przerwa-Tetmajer, Staff, Wierzyński, Iłłakowiczówna, Pawlikowska-Jasnorzewska, Alberti, Ostrowska (Bronisława), Rolicz-Lieder, Tuwim, Czechowicz, Leśmian, Lechoń, Słonimski, Gałczyński, Iwaszkiewicz, Miłosz, Przyboś, Stern, Kurek (bo tyleż poeta, co prozaik, przy czym sam o sobie pisze w „Moim Krakowie”, że czuje się przede wszystkim poetą, proza zaś to misja społeczna), Baczyński, Gajcy, Liebert, Różewicz, Szymborska, Baran, Kamieńska, Świrszczyńska, Twardowski, Lipska, Barańczak, Kozioł, Zagajewski, Herbert, Hartwig, Międzyrzecki, Jastrun x2 (Mieczysław i Tomasz), Buczkówna, Kubiak, Śliwiak, Nowak (Tadeusz), Grześczak, Bartyński, Bursa, Wojaczek, Hillar, Woroszylski, Bryll, Poświatowska, Osiecka, Kaczmarski, Stachura, Krynicki, Milczewski-Bruno, Janko, Świetlicki, Podsiadło, Moczulski, Rymkiewicz, Piwkowska, Szymańska, Ferenc, Brzostowska, Gołąbek, Bargielska, Matywiecki, Tkaczyszyn-Dycki, Zabłocki (Michał), Wencel, Jaskuła, Gruszka-Zych, Burek…
Teraz będę się zastanawiać, kogo przepuściłam?
Użytkownik: WBrzoskwinia 2011-06-16 18:01 napisał(a):
Odpowiedź na: Ech, kusi, kusi... a właś... | dot59Opiekun BiblioNETki
Z ewidentnych przepuściłaś np. Broniewskiego, Brzechwę, Grochowiaka, Białoszewskiego, z niekoniecznie ewidentnych Wierzyńskiego, Trzebińskiego, Stroińskiego, Wata, ale nie w tym rzecz; przecież mało kto ma pamięć fotograficzną.

Rzecz w tym, po pierwsze, że ja nie przypomniałbym sobie nawet połowy z tego, a coś z 1/5-1/4-tą nazwisk z Twej listy pierwszy raz na oczy widzę (to te najnowsze na końcu).
Po drugie: jw. pominięcie kogoś w trybie "z doskoku" to mucha. Ale zauważ trzy rzeczy. Przypuszczam, że Wyspiańskiego nie pominęłaś, tylko odruchowo albo świadomie nie zaliczyłaś go do XX w. Z tych, którzy pisywali już przed 1914-18, wymieniłaś tylko albo głównie takich, których większość twórczości czy dzieł istotnych powstała po 1918. A to znaczy, że tak lub inaczej wiek XX w poezji masz zdefiniowany nie według kryterium kalendarzowego (i słusznie). Dalej popatrz: poezję śpiewaną reprezentuje u Ciebie tylko dwójka Osiecka-Kaczmarski; a jest ich dziki tłum do uwzględnienia (np. Hemar, Przybora, Kasprzycki). Zauważ i to, że (przynajmniej wśród tych mi znanych) pominęłaś całą klasę: tzw. "lekką muzę", wiersze i wierszyki zabawne (Sztaudynger, Kern, Swinarski i... no właśnie...). Tego nie załatwiają ci z Twej listy, jak Tuwim czy Gałczyński, którzy też pisywali rzeczy zabawne. Czwarta rzecz: z poetów z czasów stalinowskich wymieniłaś takich, którzy wcześniej lub później mieli inne okresy w twórczości, pominęłaś „podpory nowego ustroju”; w takiej wyliczance mnie by też nie przyszli do głowy np. Ważyk, Woroszylski i ten, no ten na Sz.; zapewne dlatego, że mamy w sobie antysocjalistyczną cenzurę (rozumiesz, że powyżej nie stawiam żadnych zarzutów; zwracam uwagę na mechanizmy, schematy, jakim podlegamy, a które nam mogą coś wyeliminować z pola widzenia; z czym w razie czego trzeba by się bardzo liczyć). No, Szenwald (skleroza!).

Po trzecie: gdy sobie choć przez 60 sekund przemyślisz ww. 1 i 2, tj. że lista nazwisk to jedno, a kryteria doboru to drugie (i że jedno się z drugim łączy i na odwrót), to z miejsca wiesz, jak trudne zadanie i kolosalną robotę wziął sobie Tuwim na głowę, ile się nad swoją "Księgą..." musiał natrudzić, w czym wygrzebywanie dzieł z Bóg wie ilu i jakich źródeł wcale nie było najpoważniejszą częścią zadania, tylko zebraniem materiału wyjściowego; schody zaczęły się potem...

Ze złożenia 1do 3 wyjdzie Ci czwarte: przynajmniej ze dwa grube tomy w sztywnych okładkach z napisem: "Księga wierszy polskich XX wieku", na stronie tytułowej "Zebrała Dot59", względnie "Zebrali uczestnicy BiblioNETki pod kierunkiem Dot59" (a i to wiesz, że na mnie możesz liczyć w sprawach kryteriów, strategii, spójności, kompleksowości ujęcia, weryfikacji itp.; jeśli się skusisz, mogę Ci poddać zarys kryteriów pod rozwagę; ale nie w 5 minut).
Po piąte: powiesz mi, żem ciężki frajer, bo takiej książki nie ma; komu by się chciało; a już na pewno nie Tobie; Tuwimem nie jesteś; po co to komu itp. To prawda: w istocie jestem jaki jestem, co się tyczy reszty: guzik. Ta książka już istnieje: masz ją w swoich szufladach (tzn. ściśle mówiąc: masz zebraną przez lata sporą część, albo i większość materiału wyjściowego). Komu by się chciało? No, skoro ktoś od podstawówki zbierał materiał - i mu się chciało... Że Tuwimem nie jesteś, to i bardzo dobrze; antologie nie muszą być na jedno kopyto, a po drugie, nie ma ustawy, że robienie takich rzeczy jest zastrzeżone tylko dla poetów. Pozostaje więc pytanie "po co?"; tu albo odpowiedź znasz, albo zajęłaby mnóstwo miejsca w moim wykonaniu (no, chyba że chcesz, to podam).

Po szóste jest bardzo proste (hm, raczej: mnie się takie wydaje). Siedzisz w B-netce od początku. Znasz multum ludzi, którym możesz zaufać, że Ci nie wcisną chłamu. Wy "starzy b-netkowcy" tudzież Redakcja B-netki tak dawno i tak głęboko w tym siedzicie, że nie zdajecie sobie sprawy z siły oddziaływania i możliwości, jakie to narzędzie daje, ile można takim narzędziem zrobić złego i dobrego; dla Was to jest forum spotkaniowe, a nie środek masowego przekazu. Możesz zaproponować albo ekipie z zamkniętego kręgu owych znajomych (przez pocztę komputerową), albo z otwartego kręgu tych, których kusi (w osobnym wątku do założenia w B-netce), żeby przedstawili własne listy: kogo by umieścili w takiej antologii. Przy czym do tego trzeba by sprecyzować przynajmniej wstępne kryteria. Albo od razu, albo potem należałoby pytać o konkretne utwory, ale tu już z warunkiem podania rzeczowego uzasadnienia. Można by podejść do tego i tak, że najpierw zamknięty krąg (albo Ty sama, jak to wyżej zrobiłaś), układa listę wstępną, a tę do uzupełnień i weryfikacji przedstawia się potem otwartemu kręgowi.
Jakakolwiek lista, choćby zebrana od kilku czy 10 osób, od razu pomoże ustalić i wykryć poetów znanych i mało znanych, którzy są warci czytania albo przynajmniej warci weryfikacji. To ten zysk, który możemy mieć wszyscy już z takiej zupełnie wstępnej fazy. I za nią może już dalej nic nie iść. Już samą listą, tak jak Twoją powyżej, mnóstwo ludzi może się kierować, przynajmniej wstępnie, w tym i Ty sama, bo przecież ktoś może znać autora, który Ci jest obcy (dlatego do nazwisk też dobre byłyby uzasadnienia, choć może niekoniecznie już w tej fazie wstępnej? A może jednak połączyć pytanie o autorów, wiersze i uzasadnienia?). Finałem wcale nie muszą przecież być dwa grube tomy jw.
Nie kusi Cię?

Myślisz sobie tak: o ty łobuzie brzydki, skoroś taki cwany, zrób to sam! Ale przecież wyżej masz czarno na białym: nie mam dość kwalifikacji. Nie mam zeszytów w szufladzie zapełnionych poezją, nie znam co nowszych poetów, jestem świeży w B-netce, znajomych mam tu za mało i zbyt nowych, mam dwie lewe ręce do komputera i zwyczajnie nie umiem się posługiwać internetem na tyle dobrze, żeby to miało sens. Innymi słowy: wiem, jaka ta antologia powinna być, aby była sobą; za mało wiem, co w niej powinno być.
Widzisz, miła Dot59, przypuszczam, że mając do czynienia ze sobą samą na co dzień, pisując do B-netki, wstawiając do niej książki, czytując pozytywne zdania pod swymi recenzjami, Ty wiesz dobrze, co jesteś warta, natomiast nie wiesz czy niezupełnie wiesz: Dot, Ty jesteś jedyna. Mnie znasz na tyle, że wiesz, że nie kadzę ani mi się nie wydaje; mówię, bo wiem; a wiem, bo jak zawsze mam na to obiektywny dowód. Pokaż mi choć dziesięć osób, które od podstawówki wkładają w kajet napotkane poezje... A dowodu część druga: pokaż mi wśród tych ewentualnych dziesięciu choć jedną, która pod wpływem napotkanego wiersza o awiatorach pójdzie w zakurzony kąt biblioteki, by szukać dalszych wierszy tej samej autorki... (na boku: z tym wierszem jest coś nie tak, ale to innym razem). Nie tylko taką, której się będzie chciało to zrobić, lecz taką, której najpierw samej w ogóle postanie w głowie, żeby to zrobić. Widzę to właśnie dlatego, że jestem tu świeży, nie zalazłem jeszcze w las głęboko, nie przyzwyczaiłem się m.in. do Ciebie na tyle, by przestać zauważać oczywistości.

Co do Twego pierwszego pytania: nie muszę zgadywać, kto Cię kusi. Szatan. Szatan dwojga imion: Tuwim i Gomulicki. Właściwie trojga imion, trzecie to „Księga wierszy...”. Mnie przecież też kusi, więc jeśli mam jakiś udział w kuszeniu Ciebie, to jedynie na zasadzie transmitera, ewentualnie może z wzmocnieniem sygnału (już nie wspomnę o tym, kto mnie skusił na przypomnienie sobie poetów XIX-wiecznych, pisząc w swej nocie „no, a kogo jeszcze znamy oprócz Mickiewicza...” itd.).
Mego wkładu w transmisję tyle tylko, że nie namawiam na nastawienie się na wiekopomny finał, lecz na to, by dać się skusić i zacząć, bo już to jest ciekawe i pouczające. Jak zauważasz z pierwszego zdania mego listu, kiedy Ty zaczęłaś swą listą, moje dodatki poszły poniekąd same z siebie, a gdybym to ja miał zacząć swoją listą, to naprawdę wątpię, żebym od ręki albo i nie od ręki wymienił takiego np. Białoszewskiego. Po drugie, którekolwiek z nas wymieniłoby Broniewskiego, to ja wieki z nim nie miałem do czynienia; a co ja właściwie z niego pamiętam? Aha, to, a i tamto, ale jak szła druga zwrotka? i tam było jeszcze coś... ot, po powrocie do domu warto by do tego sięgnąć na półkę... Głowę dam, że i Ty pomyślałaś podobnie już przy którymś nazwisku ze swojej listy, jeśli nie z mego dodatku na gorąco. I głowę dam, że x innych czytających nas osób też. I to właśnie możemy wszyscy zyskać już na etapie takiego ot, nawet niekoniecznie zobowiązującego powymieniania się nazwiskami... A przecież podałaś i takie, które tylko słyszałem, i takie, które pierwsze słyszę.... Toż nie dawniej, niż bodaj w zeszłym tygodniu odpisywałem w B-netce na list z prośbą „poradźcie mi, co z polskiej literatury warto czytać” – więc taka lista poetów XX-wiecznych (jako i lista wierszy) dobrze służyłaby nie tylko znającym się na rzeczy, ale i właśnie poszukującym (no i proszę, a miałem nie pisać, po co to robić...). Dlatego dobrze, żeby takie układanie listy własnej od razu było ujęte w jakiś rygor, kryteria, poczynając od elementarnego przedziału czasowego, ale nie tylko, żeby się z tego nie zrobił ranking najbardziej popularnych i podobających się – no ale nie będę się powtarzał. A jeśli się nie skusisz, to - bez względu na powód - wcale się nie zdziwię, ani przejmę. To przecież tylko propozycja do rozważenia, która (przynajmniej w I fazie) mogłaby być dobrą, w tym kształcącą, zabawą pt. "A gdyby tak zrobić antologię...".
Użytkownik: WBrzoskwinia 2011-06-16 18:10 napisał(a):
Odpowiedź na: Z ewidentnych przepuściła... | WBrzoskwinia
Trąba ze mnie: wymieniłaś Wierzyńskiego, tylko ja go widać przegapiłem na Twej liście...
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2011-06-16 21:18 napisał(a):
Odpowiedź na: Z ewidentnych przepuściła... | WBrzoskwinia
O rety, Broniewskiego nie wymienić! A stoi na półce w zasięgu ręki! No ale tak to jest z pamięcią... O zapomnieniu Białoszewskiego przypomniałam sobie zaraz, jak wpisałam posta, ale że go nie lubię, to mi się nie paliło dopisywać :). Za to Broniewskiego lubię ogromnie, dla mnie ta poezja ma niesamowity ładunek emocjonalny, a jeśli któryś wiersz ma za silne konotacje polityczne, to po prostu go omijam i tyle.
Brzechwa przypomniał mi, że pominęłam poetów pisujących wyłącznie albo głównie dla dzieci, a tych przecież było a było! O satyrykach czystej wody, przyznaję się, wcale nie myślałam, podobnie jak o autorach tekstów piosenek, którzy albo wcale nie publikowali wierszy "luzem", albo niewiele. Osiecka i Kaczmarski to zupełnie inna para kaloszy - to my ich znamy najbardziej poprzez piosenki, ale przecież oprócz piosenek dali nam tyle zupełnie nieśpiewanych tekstów, choćby te ostatnie Osieckiej, nierymowane...
Z nowych to i tak wymieniłam co najwyżej połowę nazwisk, które mi się powinny przypomnieć - po fakcie zajrzałam do swoich kajetów (tylko dwóch - reszta "się zawieruszyła" przy którejś z przeprowadzek, w tym ten najstarszy, czego piekielnie żałuję, bo z przyjemnością spojrzałabym teraz z perspektywy paru dziesiątek lat na to, co mi się kiedyś podobało) i znalazłam tam wiersze co najmniej jeszcze kilkunastu poetów współczesnych, którzy w tej chwili mi się nie bardzo kojarzą i nawet nie wiem, skąd ja te wiersze wytrzasnęłam :). A, i nie wykluczone, że przy niektórych nazwiskach trochę się zagalopowałam, bo to osoby stosunkowo młode i nie wykluczam sytuacji, że któreś z nich zaczęły publikować dopiero w tym wieku.

Pomysł stworzenia Biblionetkowej antologii polskiej poezji dwudziestowiecznej jest niewątpliwie kuszący. Parę takich antologii, wybieranych przez różnych literaturoznawców albo samych poetów, już się ukazało - ja w swoich zapiskach mam na przykład takie pozycje, jak:
Wybór wierszy poetów polskich z lat 1945-1999: Dzieciństwo... Młodość... Wiek męski... (antologia; < praca zbiorowa / wielu autorów >)
"Poeta jest jak dziecko. Nowe Roczniki" (nie wprowadzona do bazy - jak to możliwe? zaraz się tym zajmę!)
Antologia nowej poezji polskiej (1990-2000) (antologia; )
Poeci na nowy wiek (antologia; Bargielska Justyna, Bielska Magdalena, Dehnel Jacek i inni)
Od Staffa do Wojaczka: Poezja polska 1939-1988: Antologia: Tom: 1 (antologia; Drozdowski Bohdan (pseud. Starr Raymond), Urbankowski Bohdan), Od Staffa do Wojaczka: Poezja polska 1939-1988: Antologia: Tom: 2 (antologia; Drozdowski Bohdan (pseud. Starr Raymond), Urbankowski Bohdan).
Jeszcze za moich czasów licealnych redakcja tygodnika harcerskiego "Na przełaj" postanowiła stworzyć antologię poezji na podstawie wyboru czytelników; w akcji wzięło udział około trzech tysięcy moich plus minus rówieśników (wraz ze mną), czego efektem był unikalny zbiór, zawierający wiersze ze wszystkich krajów i epok, włącznie z kategorią poetyckich juniorów, czyli członków Klubu Młodych Autorów przy tymże czasopiśmie:
Nasze ulubione wiersze (antologia; < praca zbiorowa / wielu autorów >).
Sporo też funkcjonuje takich subiektywnych zbiorów w necie - sama zidentyfikowałam ze sześć podobnych stron, ale adresów nie zapisuję, choć czasem z nich korzystam, gdy mi na szybko potrzebny wiersz jakiegoś autora niereprezentowanego w domowej biblioteczce. Sama miałam ochotę poprzepisywać na komputerze te z kajetu, i może w końcu to zrobię... jak przejdę na emeryturę albo wygram w totka sumę pozwalającą zaniechać pracy zarobkowej :).

Tak czy inaczej, podpuściłeś mnie i już się zastanawiam, czy by nie zagadnąć Admina a propos możliwości technicznych zrobienia takiego Biblionetkowego zbioru. Ach, i jeszcze jedna rzecz: kiedy Tuwim się brał za swoje dzieło, praktycznie nie istniała kwestia praw autorskich, zresztą i tak prawie żaden z uwzględnianych przez niego autorów już nie żył. A z tych "moich" odwrotnie, wielu żyje (i przynajmniej 30% z nich jest młodszych ode mnie), stosunkowo sporo też nie żyje od niedawna, a twórczość wchodzi do domeny publicznej bodaj 60 lat po śmierci. I co z tym fantem począć?. Czy zamieszczanie tutaj całych utworów nie naruszyłoby obowiązujących przepisów?
Użytkownik: WBrzoskwinia 2011-06-17 19:35 napisał(a):
Odpowiedź na: O rety, Broniewskiego nie... | dot59Opiekun BiblioNETki
O, jakie to wesołe: o Broniewskim i Białoszewskim obydwoje myślimy to samo; tu jesteśmy podobni.

O niejednym profilu poezji, który powinien wejść albo trzeba się zdecydować, czy powinien wejść, nie pomyślałaś ani Ty, ani ja, bo to przecież etap zupełnie przedwstępny. Np.: a anonimowe wiersze (najczęściej śpiewane) z wojen i podziemi?
Ale to raczej potem, najpierw trzeba podstaw.
Np. z Twego listu w ogóle jeszcze nie wynikają jasno granice czasowe (tak napisałaś, jakbyś zakładała, że zamknięcie okresu będzie kalendarzowe; poprzednio zaś, jak wspominałem, jakbyś przyjęła, że otwarciem będzie nie kalendarz, tylko przełom historyczny; jeśli ma być spójnie, to albo rybki, albo akwarium). Ale o tym już pisałem: to kryterium i inne trzeba, byś sobie sprecyzowała.
Ważniejsze jest najpierw: co to ma być. Antologia czy zbiór wierszy? (a niech Cię ręka boska broni nazywać drugie pierwszym; każda antologia jest zbiorem, nie każdy jednak zbiór jest antologią; np. to, co masz w szufladzie, jest zbiorem, nie antologią; materiałem do antologii, ale nie nią samą; to nie zależy od Ciebie ni ode mnie itp., tylko od funkcji danego zbioru, bo to przesądza o tym, jak jest zrobiony). Tu apel: jeśli chcesz, żeby to był zbiór, ranking itp., nie tytułuj go "Księga wierszy polskich XX wieku". Ten tytuł - znów nie zależy to personalnie od nikogo, tylko od kontekstu - nawiązuje do tuwimowej "Księgi...", że zaś owa jest antologią (i to bardzo porządną; pożyczyłem wczoraj wieczorem, zacząłem od spisu treści i wstępu Gomulickiego, i to z miejsca widać), toteż nawiązanie do niej tytułem czegoś, co antologią nie jest, przesądziłoby o zafałszowaniu i nieadekwatności tego tytułu do takiego dzieła.
Co z kolei nie znaczy, że ta ma być ścisłą czy mniej ścisłą kontynuacją, opartą na tych samych lub bardzo zbliżonych kryteriach itp.; zdecydowanie nie. Pod tym tytułem ona po prostu musi być sobą, a nie czymś innym, noszącym analogiczny tytuł; rozumiesz. Wszystko, co Ci dotąd pisałem, dotyczyło właśnie antologii i właśnie pod tym tytułem; do zbioru pod innym tytułem nie potrzeba ani tak ścisłych kryteriów, ani tyle roboty. Jeśli zaś ma to być antologia, to nie może być podobna m.in. z podstawowych powodów, np. zupełnie inny jest dystans czasowy względem epoki, której dotyczy. Z tego samego powodu wspomniane przez Ciebie antologie mogą być "tylko" źródłami materiału i ewentualnie przykładami praktycznymi, jak się antologie robi, ale żadna, jak i tuwimowa, nie da Ci wprost odpowiedzi na pytanie o funkcje i kryteria Twojej; tj. mogą być najwyżej przykładem, nigdy bezpośrednim wzorem. To może dotyczyć i tej "naprzełajowej"; tak jak to podajesz, to nie da się stwierdzić, czy to była antologia, czy "zwykły" zbiór. Tytuł sugeruje, że raczej to drugie... Ale to może być sugestia Twym następnym zdaniem: "Sporo też funkcjonuje takich subiektywnych zbiorów w necie". No i wracamy do punktu wyjścia: czy decydujesz, że to ma być subiektywny zbiór (biblionetkowiczów), pod tytułem np. "Nasze wiersze..." itd., w którym jesteś koordynatorem - czy ma to być mocno zobiektywizowana antologia dużej klasy, może i tuwimowej (acz nie tej samej metody), a może większej, której to antologii jesteś twórcą, a biblionetkowicze "tylko" pomagają zebrać materiał?

Zauważ, że to drugie jest całkiem możliwe (oczywiście znacznie trudniejsze), choć jeszcze w wieku XX możliwe by nie było - i właśnie dlatego, głównie ze względu na tę zmianę w kulturze, wiek XX jest już okresem zamkniętym historycznie, bo skończył się około 1990 roku. No i tak wracamy do pytania o granice czasowe: kulturowe czy kalendarzowe, ale teraz nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że skoro wtedy mogli to zrobić tylko eksperci, a teraz niekoniecznie, to wcale nie znaczy, że teraz każdy może (choć to jest obowiązująca i w pełni poprawna politycznie interpretacja; wiesz, postmodernizm i te rzeczy). Każdy może zrobić zbiór, ranking itd. Antologię może zrobić tylko taki każdy, który przy jej tworzeniu działa tak jak ekspert, robi ją tak jak ekspert; tj. nie mając papieru na eksperta, mimo to ma w sobie ekspercką odpowiedzialność za to co i jak robi, więc tak właśnie zna się na rzeczy, którą robi. To tak samo dotyczy antologii, jak np. okładki, ogródka, wiersza... A prawami w tej chwili się nie zajmuj: dopiero gdy stanie ostateczna lista autorów i dzieł, warto się będzie za to wziąć (albo poprzez b-netkowych znajomych znajdziesz prawnika oblatanego w prawie autorskim i chętnego do instrukcji, jak to się załatwia, albo ja zapytam mojego znajomego radcę, który mi wskaże takiego swego znajomego; a jeśli to nie wypali, to wymyślimy plan B).

Zatem do spółki z Tuwimem et consortes kusimy Cię na wysoko postawioną poprzeczkę, na to, żebyś była kapitanem-dowódcą, nie stolarzem konstruującym szafę z szufladkami na wiersze. To drugie "też swoje przyjemność posiada" (Meissner), swą jakąś wartość mieć będzie. Nic nie stoi na przeszkodzie, by na tym poprzestać.
A jako się rzekło, w razie tego pierwszego, deklaruję kapitanowi pomoc jako oficer nawigacyjny: informujący o rafach, światłach nawigacyjnych, sztormach na trasie, by kapitanowi ułatwić podejmowanie decyzji o wyborach kursów, które statek doprowadzą na miejsce. Ale to kapitan i tylko on decyduje, czy np. pójdzie kursem na ominięcie sztormu, nadkładając drogi, czy uzna, że statek dany sztorm wytrzyma i pójdzie innym kursem, zyskując krótszą drogę. A także: kogo wziąć na pokład, a kogo nie.

Z przedmowy wynika, że Gomulicki odegrał mocno inną rolę: I oficera. Też o niczym nie decydował. Ale pomagał weryfikować ustalenia, przedyskutowywał z kapitanem szczegóły odnośnie konkretnych kursów na danych odcinkach drogi, ustalanie kogo wziąć na pokład, kogo zostawić. Poniekąd osobno, jako kwatermistrz, trochę dostarczał ładunek na statek, z którego kapitan sam wybierał, czasem z nim ustalał, co wybrać. A kiedy kapitan zmarł, doprowadził statek do portu.
Zauważ: miał facet charakter. To taka chwila, kiedy kusi: a dodać to, na co się kapitan nie zgodził, ewentualnie kosztem ujęcia trochę tego, co kapitan wziął. Sprawa jest niby czysta moralnie, bo się w przedmowie i na stronie tytułowej pisze wołami: wybrał kapitan, uzupełnił I oficer, w spisie treści podaje się, co uzupełnił. Gdyby antologia była niedokończona, tak by należało zrobić - ale nie to. Wtedy należałoby dodać to, czego kapitan nie zdążył już dodać, ewentualnie ciut tego, co można przypuszczać, że kapitan by dodał. Ale antologia była zamknięta co do wyboru, a tylko niegotowa do opublikowania. I oficer był na tyle lojalny, że w niczym kapitańskiej woli, kapitańskiego dzieła nie zmienił. Dodał przedmowę, bez której taka rzecz obejść się nie mogła, a którą kapitan na pewno napisałby inaczej, ale w znacznym stopniu zawarłby w niej to samo; tak więc nawet i ten autorski wkład oficera jednak jest na bazie kapitańskich rozkazów. Nie tknął antologii, bo ta jest i miała być kapitańska.
Zbiory się zbiera. Antologie się tworzy. To jest ta zasadnicza różnica.
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: