Dodany: 2011-05-14 08:17|Autor: cuayatl

Efemeryczne konfabulacje


O tym, że opis z okładki może zmylić, przekonał się chyba każdy. Jeśli książka określona jest jako "liryczna impresja"[1], to wydaje mi się, że większość (nie wnikając w dogłębne znaczenie tych pojęć) pomyśli o czymś przyjemnym. W końcu to brzmi tak gładko i ładnie!

Tymczasem już pierwsze zdanie kruszy to wyobrażenie:
"(...) sprzeczaliśmy się, czy gorzej jest upuścić kartofel na krzesło, czy też obcinać paznokcie nad dywanem"[2].

Czego możemy jeszcze oczekiwać?
"(...) obrazy, zdarzenia i sytuacje, przełożone na język dziecięcej fantazji, która jest w istocie najczystszą poezją"[3].
To brzmi tak niewinnie, że aż zachęcająco... dopóki nie wyłoni się treść, która przypomina, jak prozaicznie bezpośrednie bywają dzieci.

"Pluję, ale ciągle na swoje buty.
Dziadek umie wycierać nos nie używając do tego chusteczki - wyciąga smark i wydaje przy tym ostry dźwięk niby z trąbki - nie dotyka jednak palcami.
Wprawiam się, aż flegma gęstnieje i zielenieje na bruku.
[...]
Ciotka Beata moczy nogi w ciepłej wodzie mydlanej przez pięć godzin. Potem skrobie je małym ostrym nożykiem, wydłubuje odciski; tak postępuje się normalnie z kartoflem"[4].

Według wydawcy książka przedstawia "nie istniejący już świat kopenhaskich przedmieść z lat trzydziestych"[5]. Tu na pewno nie zostajemy wprowadzeni w błąd, bo w końcu czy opisane niżej sytuacje mają gdzieś jeszcze miejsce?

"Może nieuzasadniona wrażliwość Alexa datuje się od momentu, kiedy przed dwoma dniami wyciągnięto go nagle z wózka, który użyto do transportu śledzi. Pod rozpiętym brezentem przywiózł Kristian sto śledzi z portu do domu; wózek czyszczono potem dokładnie, szorowano i skrobano nożem, a mimo to łuski i dusza śledzia dotarły niezwykle głęboko, zostawiając niezaprzeczalnie rybi odór. Zapachu tego nie wydobędzie się ani przy pomocy letniego mleka, ani zmoczonych pieluch"[6].

"Ongiś" to właściwie zbiór luźno ze sobą powiązanych obserwacji na temat drobnych dziwactw rodzinnych i sąsiedzkich. Fabuła epizodyczna, wyrażona w mocnych, mięsistych zdaniach przyprawionych aromatycznymi słowami.

Przyznam szczerze, że jest to pierwsza przeczytana przeze mnie książka, której nie jestem w stanie ani polecić, ani odradzić.


---
[1] Dorrit Willumsen, "Ongiś", przeł. Maria Krysztofiak, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1972; tekst z okładki.
[2] Tamże, s. 5.
[3] Tamże, tekst z okładki.
[4] Tamże, s. 50.
[5] Tamże, tekst z okładki.
[6] Tamże, s. 24.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 1024
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: