Dodany: 10.03.2011 20:39|Autor: Rbit

Samolubny Martin Eden


Martin Eden to bubek jakich mało. Samolub, który widział tylko czubek własnego nosa.

Najpierw, zachłystując się widokiem luksusu i wyższych sfer, chce zdobyć kobietę, która jest poza jego zasięgiem. Następnie, chaotycznie czytając przypadkowo dobrane książki, uważa się za inteligentniejszego od innych. Pisząc książki, robi to również dla siebie (a potem dziwi się, dlaczego nikt nie uznaje od razu ich geniuszu).

Uznawszy, że pozjadał wszystkie rozumy, Martin Eden zaczyna pogardzać innymi ludźmi. Robotników i osoby niewykształcone uważa za ludzi ograniczonych. Odrzuca miłość Lizzy. Wyższe sfery rażą go za to swym zakłamaniem. Przy tym wszystkim nie zauważa, że sam nie jest lepszy.

Bohater powieści przyjmuje za swoje teorie Spencera i przez ich pryzmat postrzega świat. Jednostki ludzkie, które przegrywają, nazywa niewolnikami. Głosi odwieczną walkę silniejszego o byt. Biorąc pod uwagę fakt, jak skończył - i jego samego należy uznać za osobę słabą, o mentalności niewolnika.

Skrajny indywidualista, jakim był Martin Eden, nieuchronnie zmierzał ku katastrofie. W końcu człowiek jest istotą społeczną, a on tego nie zauważył. Jedynym ratunkiem dla niego mogło być odnalezienie sensu życia we współdziałaniu z innymi ludźmi, na przykład w imię socjalizmu (jak chciał zasugerować Jack London), ale równie dobrze "odtruć" go z indywidualizmu mogła wiara (którą London w powieści całkiem pominął).

Martin Eden mógłby swoją wiedzę przekazywać innym, prowadzić dysputy filozoficzne nie tylko w jeden wieczór. Mógł uszczęśliwić wiele osób. Niestety, okazał się zbyt słaby.

Zastanawiam się, jak to się stało, że "Martin Eden" znalazł się na liście lektur szkolnych. Trzeba przyznać, że książka napisana jest bardzo dobrze, wciąga i czyta się ją szybko. Cóż jednak młody człowiek może wynieść z lektury? To, że pęd do wiedzy może przełożyć się na sukces finansowy? A może to, że sława i pieniądze szczęścia nie dają?

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 7759
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 13
Użytkownik: jm1986 11.03.2011 01:47 napisał(a):
Odpowiedź na: Martin Eden to bubek jaki... | Rbit
Znalazł się na liście lektur? Też mnie to dziwi, ale dlatego, że uważam za bezsensowne to, że na listę lektur trafiła książka bardzo podobna do tej, która tam już jest, mam na myśli "Lalkę" (bo wciąż jest na liście, prawda?). Martin Eden wybił się ponad przeciętność jako intelektualista a Wokulski jako przedsiębiorca, cała reszta jest podobna - główny motyw, zakończenie.
Użytkownik: mrsally 14.11.2023 23:55 napisał(a):
Odpowiedź na: Znalazł się na liście lek... | jm1986
Tak samo uważam, jeśli o podobieństwa chodzi. Obie książki czytałem w wieku burzy hormonów, irytacji pierwszymi emocjami niespełnionej miłości i chęci zmiany świata na lepsze. Lata mijały i człowiek zmienił się. Mimo to szukam podobnych historii, może coś polecisz ?
Użytkownik: ambarkanta 24.03.2011 22:24 napisał(a):
Odpowiedź na: Martin Eden to bubek jaki... | Rbit
Czy nie jesteś aby zbyt surowy względem młodego Martina? Chłopak zakochał się i zachłysnął nowym światem. Przeżył niejedno, lecz życie salonowe stanowiło dlań dżunglę nie do przebycia. Pomimo różnicy, jakiej doświadczał w niższych sferach, pozostał im wierny. Nie wynosił się sztucznie i odrzucił możliwość ożenku z Ruth. Naprawdę wyrastał ponad resztę otoczenia. A że był słaby? Któż nie jest?

Ale to ciekawe, że próbujesz spojrzeć na tekst krytycznie (i sprawnie :-).

"Martin Eden" posiada wiele walorów, sam bohater pomimo tej 'woli mocy' zachowuje współczucie dla siostry i tych dziewcząt z fabryki. Podoba mi się jedno wspomnienie Martina o tej młodziutkiej dziewczynie, której przeznaczenie zdawało się być nieuchronne. Jego pozorna obojętność nie pozwala nam sądzić, że główny bohater chętnie godzi się na taki świat. W końcu nie godzi się...
Użytkownik: Rbit 25.03.2011 11:32 napisał(a):
Odpowiedź na: Czy nie jesteś aby zbyt s... | ambarkanta
Moim głównym zarzutem wobec Martina jest to, że wchodząc w nowy świat zaczyna oceniać ludzi, uważając że sa nieciekawi i nie mają nic do zaoferowania (może poza Brissendenem). Tymczasem sam, pomimo zachwalania własnych wysokich walorów umysłowych, nie potrafi odnaleźć własnego miejsca w społeczeństwie i swojej roli.

Jeśli chodzi o zachowanie współczucia, to mam dziwne przekonanie, że czyny miłosierdzia, jakie dokonywał bardziej wynikały z chęci udowodnienia innym jaki to Pan Eden jest dla ludzi dobry pomimo, że oni byli dla niego tacy niedobrzy.

Wszystko powyższe nie zmienia faktu, że "Martin Eden" jest bardzo dobrze napisaną książką. Polecam również słuchowisko na jej podstawie z genialną rolą Piotra Adamczyka jako Martina.
Użytkownik: ambarkanta 26.03.2011 23:36 napisał(a):
Odpowiedź na: Moim głównym zarzutem wob... | Rbit
O, chętnie przesłucham jak znajdę. Mnie jakoś podskórnie bardzo poruszało uczucie Martina do siostry i tych dziewczyn. Główny bohater doznał już jednak pewnego znieczulenia warunkami środowiskowymi, opisy wówczas są naturalistyczne, uznaję to jako zaletę powieści. Jest trochę takim dzikusem nieskażonym przez cywilizację. Reaguje szczerze, wyczuwa obłudę i grę względem własnej osoby. Może dlatego nie potrafi odnaleźć się w tej społeczności. Ten jego bunt należy do najbardziej poetyckich przedstawień w literaturze. Także za sprawą Swinburne'a - to mocny akcent na koniec: Za to, że minąć dniom żywota dano...
Użytkownik: Rigel90 14.09.2011 20:19 napisał(a):
Odpowiedź na: Martin Eden to bubek jaki... | Rbit
Jak już ktoś tu wspomniał - "Martin Eden" bardzo przypomina miejscami "Lalkę". Ruth to Łęcka Izabela w pełnym rozkwicie swych najbardziej drażniących cech - od naiwności po niechęć do niższych klas, od miałkości umysłowej - po iście kobiecą przewrotność.

Martin zaś nie był wcale "bubkiem". Był wielkim człowiekiem, który pobłądził. Będę go brała w obronę - bo jako bohater jest mi bliski. Tyle, że jest także bardzo niekonsekwentny i trudno mi dociec czy to wynika ze złożoności jego charakteru, czy też może jest niedopatrzeniem ze strony samego autora. Przeciwnik socjalizmu, który rozdaje swój majątek (a nawet ostatni grosz) ubogim, zwolennik wybitnych jednostek, który sam próżnuje i liczy na to, że inni po prostu go docenią za edenowatość jako geniusz sam w sobie. Taka osoba, bez względu na to czy jest bohaterem literackim, czy "bohaterem" dnia codziennego bywa bardzo irytująca. Mimo to Eden da się lubić - za ideały, za wyrwałość, za przesłodzoną momentami egzaltację, która jednak jest wielu z nas, choć często się do tego nie przyznajemy, bliska. I za ciągłe "powracanie" do własnej klasy.

Ach, i to nie tak, że Martin odrzucił miłość Lizzie - on nie był w stanie jej pokochać, lecz przyjaźnił się z nią, nawet gdy został znanym pisarzem. Myślę, że odprowadzanie biednej dziewczyny pod szkołę wioeczorową jest o wiele wymowniejszym gestem od wszelkich ugrzecznionych wizyt na obiadach u rodziny Ruth, ukradkowych uściskach dłoni etc.
Użytkownik: Rbit 15.09.2011 11:22 napisał(a):
Odpowiedź na: Jak już ktoś tu wspomniał... | Rigel90
Jasne, że nie mógł pokochać Lizzie. Od momentu gdy uwierzył w swój geniusz, nie był w stanie nikogo pokochać, poza samym sobą. Przecież on gardził ludźmi. "Przyjaźń", o której mówisz odbieram raczej za przejaw litości, względnie pokazywania własnej wspaniałomyślności: "Ja, geniusz, zniżam się do waszego poziomu, ale i tak mnie nie zrozumiecie".
Swoją drogą "edenowatość" to bardzo trafne określenie ;)
Użytkownik: Rigel90 15.09.2011 20:11 napisał(a):
Odpowiedź na: Jasne, że nie mógł pokoch... | Rbit
Dzięki:)

Tak, miłość własna była w nim nader mocno rozwinięta, ale czy gardził ludźmi? Trochę na pewno tak, ale nie wydaje mi się, żeby robił to ze złej woli. Był jaki był, bo cały czas wychowywał się sam. Nikt nim właściwie nie kierował (chyba, że uznamy Ruth za przewodniczkę a potem Brissa, ale to dla mnie naciągane). Sam musiał dobierać sobie autorytety, a ponieważ nigdy wcześniej nikt nie nauczył go na jakich ludziach powinien się wzorować (nie chodzi mi tu o jakieś kopiowanie stylu innych czy fanatyzm, jaki, zresztą, względem Spencera, przejawiał) ani jakimi kryteriami kierować się, by jednocześnie rozwijać się dzięki innym, ale też nie trwać nieustannie i niewolniczo pod ich wpływem, skutki były dość mierne.

Gardził ludźmi raczej jako gatunkiem, który jest słaby, bo sam się miał za silniejszego. Klasyczny przywódca. Wiadomo do czego to prowadzi. Nie gardził natomiast jednostkami. Gdyby wszystkie były wybitne... ale nie, wtedy i tak znalazłby pewnie inne kryterium wartości, bo potrzebował nieustannej transgresji i możliwości konfrontowania się z innymi.

Nie odniosłam też wrażenia, że jeśli czynił dobro, robił to, by pokazać jak bardzo musi się zniżać. To był raczej taki na wpół świadomy mechanizm jego psychiki - myślał, że chce dobrze, bo kochał piękno, ale tak naprawdę, jak pisał Lem w "Solaris", "coś za niego pomyślało". A to "coś" pomyślało, że wybitna jednostka Martin Eden będzie bardzo zadowolona, jeśli inni też będą zadowoleni. Czyli czynił dobro bardziej dla siebie.

Martin to właściwie bardzo, ale to bardzo, skonwencjonalizowany i tendencyjny bohater. Dopiero teraz, gdy napisałam parę postów na ten temat i na książkę spojrzałam trochę z boku, widzę że wbrew swemu zachwytowi nad nią - główny bohater został skonstruowany tak, by łączyć wszelkie cechy uniwersalizmu i wręcz zaprzeczać tezie o indywidualizacji. Zbitka najróżniejszych teorii literackich, naukowych, filozoficznych plus cechy, które jednoznacznie nie są ani wadami, ani zaletami. Nie mówiąc już, że jego marzenia, droga do sławy, późniejszy rozgłos, rozczarowanie i koniec to wręcz leitmotiv. Paradoskalnie został zatem antyprzykładem indywidualizmu - wbrew swoim przekonaniom. Cóż za ironia i pech:)
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 27.09.2016 12:07 napisał(a):
Odpowiedź na: Jasne, że nie mógł pokoch... | Rbit
Moim zdaniem (jako, że powieść jest, jak wiemy, częściowo autobiograficzna) kreacja bohatera nosi rysy hagiografii - więc nie ma co dyskutować, czy istotnie ME ma prawo powiedzieć "Ja, geniusz, zniżam się do waszego poziomu, ale i tak mnie nie zrozumiecie" - bo w tej kreacji on istotnie JEST geniuszem. Wyrasta tak wysoko intelektualnie ponad tych, których kiedyś miał albo za równych sobie, albo za wielkie wyżyny, że uznaje to za usprawiedliwione. To, że mimochodem przestaje być człowiekiem, może mieć źródło gdzie indziej - o czym w następnym akapicie:

Otóż jeszcze przed rozkwitem psychologii dostajemy wierny obraz Uwaga: po kliknięciu pokażą się szczegóły fabuły lub zakończenia utworu

A z innej strony - czy nie przyszło Ci przy okazji porównanie ME do Kwiaty dla Algernona (Keyes Daniel) ? A może nawet imię szczura wzięte jest właśnie od cenionego przez ME Swinburne Algernon Charles ? Tam także przecież mamy Uwaga: po kliknięciu pokażą się szczegóły fabuły lub zakończenia utworu
Użytkownik: Rbit 27.09.2016 12:57 napisał(a):
Odpowiedź na: Moim zdaniem (jako, że po... | LouriOpiekun BiblioNETki
Do tej pory takie porównanie nie przyszło mi do głowy. Ale jak się zastanowić - coś w tym jest.
Użytkownik: MELCIA 15.09.2011 19:58 napisał(a):
Odpowiedź na: Jak już ktoś tu wspomniał... | Rigel90
"Iście kobiecą przewrotność". A ja tam nie jestem przewrotna ;)

Masz dużo racji, ale nie zgodzę się z Tobą, że Martin Eden był próżniakiem liczącym na to, że inni docenią go za nic. Przecież on całe życie ciężko pracował! Najpierw, już od dziecka, fizycznie. Potem umysłowo. A przecież pisanie to też ciężka robota - taki Balzac zmarnował sobie przez nią zdrowie. Rozumiem, że masz na myśli raczej społeczną "próżniaczość", to, że Mart nie szukał kompromisu z otaczającym go środowiskiem, nie zabiegał o ludzką przyjaźń. Ale co poradzić - dla mnie właśnie dlatego jest taki fascynujący...

A tak z innej beczki. Kilkakrotnie zwrócono na BiblioNETce uwagę na podobieństwo między "Martinem Edenem" a "Lalką". Istotnie, te książki są do siebie bardzo podobne, choć o wzajemnych inspiracjach autorów przecież nie może być mowy. Zauważcie te tożsamości: Wokulski-Eden, Izabela-Ruth, Rzecki-Brissenden, Lizzie-Stawska, a nawet Ochocki-profesor, który wiódł z Martinem filozoficzne dysputy (zapomniałam nazwiska, a ksiązki nie mam pod ręką). Podobne losy i charaktery głównych bohaterów, podobne zakończenie. Ciekawe, prawda?
Użytkownik: MELCIA 15.09.2011 20:01 napisał(a):
Odpowiedź na: "Iście kobiecą przewrotno... | MELCIA
A za nazwanie jednego z moich ulubionych bohaterów literackich "bubkiem" jestem gotowa się potykać jak Zbyszko z Bogdańca, "na miecze aboli na topory, na śmierć lub na niewolę" :))) Howgh.
Użytkownik: alicja225 13.03.2013 20:21 napisał(a):
Odpowiedź na: Martin Eden to bubek jaki... | Rbit
Zgodzę się ze wszystkim co napisałeś z wyjątkiem jednej rzeczy, że książkę czyta się szybko i wciąga. W moim egzemplarzu była karteczka, którą napisał ktoś czytający ja wcześniej. Pozwolę sobie zacytować pierwsze zdanie: "Język- za dużo porównań, "lania wody"." ja również miałam wrażenie, że czytam wciąż jedno i to samo tylko ubrane w inne słowa. Martin wzbudził we mnie dwa uczucia. Początkowo współczucie (trzymałam kciuki, żeby mu się udało) potem coraz większe rozdrażnienie, które skończyło się złością. Panie Eden, jak mógł pan być tak głupi mimo takiej inteligencji?
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: