Dodany: 01.02.2011 19:20|Autor: sylkwiatek

Książka: Mgły Avalonu
Bradley Zimmer Marion

3 osoby polecają ten tekst.

Opowieść Morgan le Fay, czyli o damach wokół Okrągłego Stołu


"Mgły Avalonu" to "wciągacz" niesłychany. Tomiszcze potężne, które można by z powodzeniem zastosować w celach samoobrony. Można by, gdyby nie fakt, że czytanie go pochłania do tego stopnia, że istnieje ryzyko, iż się po prostu nie zauważy zagrożenia. Było nie było, legenda arturiańska w ujęciu Marion Zimmer Bradley najpierw pochłonęła mnie, potem mojego męża, a niedługo pochłonie pewnie również moja siostrę.

Książek opartych na motywach arturiańskich jest wiele. Co wyróżnia tę? Przede wszystkim to, że jest to opowieść snuta przez Morgianę le Fay, obejmująca losy kilku pokoleń bohaterów i bohaterek legendy. Zwłaszcza bohaterek, bo w przeciwieństwie do wielu innych wersji cyklu więcej tu dworskich intryg, równie misternych co produkowane masowo przez piękne damy hafty, niż opisów walki. I choć panowie w powieści najpierw zajmują się siekaniem wrogów na kawałki, a potem obsesyjnie poszukują świętego Graala, to wyglądają na takich, co nie bardzo panują nad własnym losem.

Chociaż rola Morgiany, która we wczesnych źródłach pojawia się rzadko, zostaje znacząco rozbudowana już przez Thomasa Mallory’ego w "Le Morte d’Arthur", to i tak tradycyjnie i stereotypowo przedstawiana jest ona jako baba piękna, ale zła do szpiku kości, kusicielka bezlitośnie wykorzystująca swe wdzięki w walce z Arturem, zagrażająca jego panowaniu, złośliwa i okrutna. A jak jest z nią w powieści Bradley? Cóż, niewiniątkiem nie jest. Nie jest jednak również bezwzględnie czarną postacią. Jawi się raczej jako kobieta silna, zdecydowana, mająca zarówno unikatowe talenty, jak i bolesną świadomość, że żyje w czasach zmian, które mogą przynieść zagładę takiemu światu, jaki zna.

Jest w tej powieści nostalgia za tym, co minione, świadomość, że coś się kończy, że nowe mity zastępują stare, że nieuchronnie zapomina się o tym, co ważne dla wcześniejszych pokoleń. Patriarchalne chrześcijaństwo stopniowo wypiera wcześniejsze wierzenia związane z Boginią, kult śmierci i umartwienia zastępuje kult płodności i życia. Świat kapłanek Avalonu zostaje nie tyle zniszczony mieczem i krzyżem, co dosłownie wręcz rozmywa się we mgle zapomnienia. Ale czy nie taki sam los czeka świat Artura? Czy ma on szansę istnieć w niezmienionej postaci? A co ze światem księży i biskupów? Czy on też kiedyś rozpłynie się we mgle?

Pod koniec powieści okazuje się, że kult Bogini przetrwał niejako w szczątkowej postaci w kulcie Maryjnym, że chrześcijańskie zakonnice stają się, zupełnie zresztą nieświadomie, następczyniami kapłanek Avalonu (bardzo mi to zresztą pachnie "Złotą gałęzią" Frazera, antropologicznym komparatywnym studium magii i religii z końca XIX wieku, dziś należącym do klasyki, choć nieco już przebrzmiałym, do fascynacji którym autorka się przyznaje). I takie chyba miejsce przypada powieści Bradley: adaptacja mitu do zmieniających się czasów i wartości. Autorka z jednej strony ocala legendę od zapomnienia, z drugiej - przedstawia ją z perspektywy zmarginalizowanych postaci kobiecych. Że jest to feministyczna perspektywa? Cóż, nie dla każdego "feminizm" jest obraźliwym słowem na "F". Niekoniecznie wszak musi w nim chodzić o walkę płci, czasem wystarczy po prostu oddać głos tym, które wcześniej były wykluczone. Nie zniszczy to świata bohaterskiego Artura, trochę go tylko odświeży.


[Recenzja ukazała się wcześniej na moim blogu]

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 2307
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: