Dodany: 2011-01-13 10:45|Autor: carmaniola

Redakcja BiblioNETki poleca!

Książka: Chochoły
Szostak Wit (pseud.)

Wirując w chocholim tańcu


Powieści Szostaka budzą we mnie zawsze wiele emocji i pragnienie podzielenia się wrażeniami. Ale albo słów mam za mało, albo też jest ich zbyt wiele i kłębią się chaotycznie w mojej głowie, nie pozwalając zebrać się w sensowne ciągi zdań. Poległam przy „Wichrach Smoczogór”, poległam przy „Oberkach do końca świata”. Ale „Chochoły” prowokują do walki, wyzwolenia się z marazmu i podjęcia chociażby próby zmierzenia się z własnym bezwładem.

Pisarz zaprasza czytelnika do Krakowa w bożonarodzeniowym i karnawałowym wystroju. Chyba każdy mieszkaniec dawnej stolicy Polski odnalazłby się w nim i zadumał nad urodą swego miasta, opisywanego przez autora z prawdziwą pasją. Odnalazłby się i jednocześnie zagubił, bo powieściowy gród Kraka bliski wydałby się także rodowitym wenecjanom, a w jego krętych uliczkach i podziemnych tunelach odnaleźliby się Kreteńczycy; znajomy wydałby się mieszkańcom pustynnej Jerozolimy i Egiptu, a także rozognionym walką mieszkańcom Sarajewa czy Kabulu.

W tym mieście na pograniczu światów stoi kamienica, siedziba rodziny Chochołów. Dom, albo raczej idea domu. Idea, która zarazem łączy i dzieli jego mieszkańców. Budynek pełen krętych korytarzy, schodów, ukrytych zakamarków. A w nim kilka pokoleń Chochołów. Trzeba się z nimi zapoznać, oswoić; trzeba się wgryźć w ich struktury, ich historie i nastroje.

Zgubiłam się w tym labiryncie, dałam się opętać narratorowi, który wciągnął mnie w taneczny chocholi wir, uśpił i zniewolił. W sukurs przyszły mu Wichry wprost z rokicińskiej chałupy, przynosząc ze sobą zamarłe oberki, a wnet dołączyły do nich Berdy ze swymi góralskimi przyśpiewkami. Powiedli mnie raz jeszcze na radomską ziemię, przegonili po szczytach Smoczogór i już w pełni obłaskawioną ponownie oddali we władanie Chochoła.

Niespiesznie opowieść się toczy. Czas płynie w rytmie odczuwanym przez głównego bohatera:

„Bywają dni o pustych przebiegach, całe tygodnie na bocznym torze, wykolejone ze struktur czasu […]. Kiedy wreszcie czas rusza, eksploduje sekwencjami wydarzeń, spotkaniami, mieni się nastrojami. Życie nabiera właściwego rytmu, przynosi ukojenie, ulotne jak celofan iluzje, że tak już będzie zawsze, że tak zawsze było, czujność usypia. I wtedy, właśnie wtedy, łamie się jakieś nieistotne z pozoru kółko zębate, tryby czasu hamują, zgrzyty i jęki, dźwięki pozbawione wdzięku. I znów kolejne dni w bezruchu, pociąg w szczerym polu, tory pordzewiałe w każdym kierunku, dookoła zaorane zagony, gawrony, rachityczne brzozy na horyzoncie”[1].

Czytelnik zostaje zagarnięty przez ten krąg, poddaje się mu, wyzuty z własnego odczuwania czasowości.

Szostak eksperymentuje ze słowem, oswaja nowe, zaskakujące konstrukcje. Język powieści jest jak melodia pełna powtórzeń i zaburzonych brzmień, które powinny, zdawałoby się, sprawić, że zmieni się ona w kakofoniczny jęk. A jednak nie, niezwykłe struktury zdaniowe splatają się ze sobą i współbrzmią zgodnie, nie pozwalając czytelnikowi poczuć dysonansu.

„Zamyślony dałem się ponieść. Zamiast na most z powrotem w głąb wyspy, moje kroki w wielu ulicach, maski, maski Kozła przed moimi oczami”[2].

„Wspiąłem się, pchnąłem, wyszedłem i stanąłem. Od razu chłód, bo kurtka na dole, kurtka w pokoju niepotrzebna, więc na dole, ale ja na dachu, tu potrzebna, bo wieje, dachy Krakowa pode mną, wokół najeżone chruśniaki anten, gołębie, smutno i szaro, ołowiany hełm grudniowego nieba”[3].

Gdyby ktoś zapytał mnie, o czym jest ta książka, powiedziałabym, że o granicach. Tych płynnych i tych otoczonych niebotycznym murem. O granicach pomiędzy światami, ludźmi, pomiędzy nastrojami, pomiędzy jawą i snem, pomiędzy rzeczywistością a wyobrażeniem. Magia wkracza do świata rzeczywistego, a rzeczywistość anektuje dla siebie miejsca w świecie legend, marzeń i snów. Wszystko jest płynne. Wszystko jest umowne. I na tym migotliwym tle ostro odznaczają się kontury człowieczego zagubienia, jego niemocy i samotności.

Chocholi sen. Czas się z niego wyzwolić.



---
[1] Wit Szostak, „Chochoły”, wyd. Lampa i Iskra Boża, 2010, s. 165.
[2] Tamże, s. 149.
[3] Tamże, s. 151.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 17777
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 18
Użytkownik: ostka 2011-01-14 18:16 napisał(a):
Odpowiedź na: Powieści Szostaka budzą w... | carmaniola
Pięknie napisane. Wracam ja sobie z białowieskich lasów, gdzie przez dwa tygodnie nic tylko śnieg, las, żubry i zero zasięgu i myślę sobie, bajka się skończyła. Zaglądam do Biblionetki, czytam i ... bajka. Obowiązkowo do schowka z dopiskiem priorytet. A chodziłam wokół tego w księgarni kilka razy i w ręku trzymałam. I bardzo proszę, mając dobro wspólne biblionetkowe na uwadze, recenzować częściej. :-)
Użytkownik: carmaniola 2011-01-15 11:44 napisał(a):
Odpowiedź na: Pięknie napisane. Wracam ... | ostka
Dziękuję za uznanie. Cieszę się, że do Szostaka Cię zachęciłam. Naprawdę pięknie pisze a ja od pierwszego momentu, kiedy się z nim zetknęłam beznadziejnie się w jego prozie zakochałam. Sądzę, że zasługuje na większą ilość miłośników. :-)
Użytkownik: Czajka 2011-01-14 20:18 napisał(a):
Odpowiedź na: Powieści Szostaka budzą w... | carmaniola
Czy Ty wiesz, że ja jutro jadę na spotkanie biblionetkowe w paszcze księgarń i antykwariatów. A Ty w takim momencie taki tekst. Żeby może jeszcze było bez cytatów, może bym wtedy nie uległa, stanęła z boku i popatrzyła, niech inni się kręcą z chochołami. Ale te cytaty! Ten język zaczarowany. Chyba się nie będę wyzwalać jednak. :)
Użytkownik: carmaniola 2011-01-15 11:50 napisał(a):
Odpowiedź na: Czy Ty wiesz, że ja jutro... | Czajka
Hihi, Czajeczko możesz się nałogowi opierać - chętnie swoje "Chochoły" na wędrówkę wyślę. A bez cytatów nie da rady - wszak to one mówią, ja mogłabym milczeć i moich słów tyle tylko by móc je wyeksponować. Już kiedyś doszłam do wniosku, że o książkach Szostaka najlepiej byłoby opowiedzieć jego własnymi słowami, bo tylko one naprawdę są w stanie oddać ich piękno. :-)
Użytkownik: Czajka 2011-01-16 19:18 napisał(a):
Odpowiedź na: Hihi, Czajeczko możesz si... | carmaniola
Dziękuję. Mam w tym roku większy zakaz na pożyczanie niż na kupowanie, więc pewnie sobie kupię za niedługo. :)
Użytkownik: carmaniola 2011-01-17 10:38 napisał(a):
Odpowiedź na: Dziękuję. Mam w tym roku ... | Czajka
:)
Użytkownik: adas 2011-12-14 19:31 napisał(a):
Odpowiedź na: Powieści Szostaka budzą w... | carmaniola
Fiu, fiu. Recenzja z książki, której się nie da zrecenzować. Moje gratulacje.

Mogę pisać o odczuciach, obsesjach i skojarzeniach.

Początkowo, czyli w okolicach setnej strony, bo ta książka się wolno rozkręca, byłem bardzo na nie. Teraz jestem w ocenie tej powieści umiarkowanie na tak. Tej umiarkowanie nieudanej powieści totalnej. "Umiarkowanie nieudanej" w przypadku powieści totalnej oznacza gigantyczny sukces, bo coś takiego jak totalnie udana powieść totalna w przyrodzie nie występuje. No chyba, że przyjąć, iż "Rozmowa w Katedrze" to powieść totalna, to wtedy może tak. Treść i forma.

Przepraszam za powyższy bełkot, ale nie wiem jak te "Chochoły" ugryźć. Fantastyka toto nie jest, na pewno nie. Ale czy latynoskie tropy to dobry... trop? Czy Pan Szostak zachwycał się boomem? Czy ja już nadaję się do psychiatryka wszędzie widząc Latynosa z piórem w beretce? Czy jakoś tak... "Plugawy ptak nocy", Sabato i jego ślepcy w katakumbach, wpływ malarstwa niewymienionego z nazwiska Boscha na "Terra Nostra". Sami wielcy. Których akurat za te powieści bardziej szanuję niż lubię. Choć "Sen o bohaterach" odchorowałem, wizji Fuentesa nie sposób ogarnąć, ale zapiera dech.

Ślepa uliczka wielkiej literatury. I podobnie czuję się z "Chochołami". Jest tu wielkość, ale to wielkość ciężka, przytłaczająca, niepotrzebna i na granicy percepcji. Naprawdę porywająca tylko we fragmentach, gdy ten świat (książkowy?) się rozlatuje, ale nie mogę napisać nic więcej - tajemnica ostatnich stron.

Czekam na inne rzeczy Szostaka. I nie zastanawiam się czy korekta nie najlepsza, czy pewne słowa miały się odkształcać.
Użytkownik: carmaniola 2011-12-15 11:12 napisał(a):
Odpowiedź na: Fiu, fiu. Recenzja z ksią... | adas
Dziękuję, ale to właściwie tylko ramka dla cytatów, bo jak sam piszesz "Chochołów" zrecenzować się nie da. Ze wszystkimi książkami Szostaka mam taki problem - zachwyt bezrozumny mnie ogarnia i pustoszy umysł. ;-)

Poleciałam oglądać to "umiarkowanie na tak", ale jeszcze nie ma. U mnie każda przeczytana rzecz Szostaka jest na "tak całkowite". Chociaż forma i treść ewoluuje, a baśń i fantastyka niepostrzeżenie przybierają formy charakterystyczne dla realizmu magicznego, to każda pozycja tego pisarza jest dla mnie niemal objawieniem.

I tak, wcześniej nie przyszło mi to do głowy, ale coś wspólnego z latynoskimi wielkimi powieściami "Chochoły" mają. I nie o tę formę magii chodzi, bo realizm magiczny już dawno opuścił Amerykę Łacińską i w każdym rejonie przybiera właściwe dla niego kształty, to jest raczej... sama nie wiem: ogrom zagarniętego obszaru, klimat, a może właśnie intensywne zakotwiczenie w atmosferze ziemi rodzinnej pisarza? Zagwozdka.

PS. Nie wiem o jakie odkształcenia słów Ci chodzi, bo przykładów nie podajesz; świta mi, że coś mnie zastanawiało - już nie pomnę dokładnie - ale chyba do konsensusu żadnego nie doszłam, bo pisarz słownictwem zwodzi.

Edit: Chyba wiem! Tam były jakieś zmyłki z końcówkami, parę razy zamiast pojedynczej -ym, było -ych. Albo jakoś tak. Ale to wydawnictwo winno się wstydzić, że spaskudziło tak cudną melodię słów.
Użytkownik: adas 2011-12-16 10:55 napisał(a):
Odpowiedź na: Dziękuję, ale to właściwi... | carmaniola
Oceny jeszcze chwilę nie będzie. Ostatni raz tak miałem przy "Auschwitz" (z innych względów rzecz jasna) i najchętniej użyłbym klasyfikacji "ocenić nie umiem, ale przeczytać warto, a może nawet trzeba".

Zaskoczył mnie pesymizm Szostakowy w tej powieści. Przedtem znałem tylko "Ględźby" i tam była raczej melancholia. A "Chochoły" są niezbyt przyjemne w diagnozie i swym wariactwie, jakby się zastanowić.

Mam wrażenie, że Szostakowi się ta powieść wymknęła z rąk, że w pewnej chwili stracił nad swym zamysłem, nad swym pisaniem, kontrolę. I nie wiem czy dobrze to, czy źle?

Też marudzę. Całe czytelnicze życie się zastanawiałem, co by było gdyby jakiś mój rodak spróbował przepisać polską rzeczywistość na sposób latynoski (nadal uważam, że coś w tym porównaniu jest), bo ja wiem, faulknerowsko-borgesowski;), a jak dostaję rzeczoną próbę (i to wysokiej jakości) to siem czepiam.
Użytkownik: carmaniola 2011-12-16 11:23 napisał(a):
Odpowiedź na: Oceny jeszcze chwilę nie ... | adas
Nie wiem czy powieść wymknęła się Szostakowi. Przyznam, że mnie przyszło do głowy, że ta powieść, to poplon jakieś wcześniejszej niemocy twórczej - zakończenie/przełamanie/przebudzenie. Ale ja mam bujną wyobraźnię (czasami) i ogromne skłonności do nadinterpretacji. :/

PS. Sięgnij koniecznie po inne powieści - tam też melancholia głęboka, nostalgia za minionym, ale i pogodzenie z przemijaniem. I język - gra i śpiewa. I w ogóle - Szostakowe pisanie!!! :-)
Użytkownik: Czajka 2012-01-22 17:50 napisał(a):
Odpowiedź na: Dziękuję, ale to właściwi... | carmaniola
To ciekawe co piszecie, od razu mi sie przypomniała historia, jak tłumaczka Eco napisała książkę o nawiązaniach w "Imieniu róży" do autora, którego Eco w ogóle nie czytał.
Przyznam, że ja w ogóle nie czuję nic z latynoskimi powieściami, w ogóle, natomiast, owszem, w pewnym momencie pomyślałam, że tu musi być nawiązanie do Gombrowicza. :)
A w ogóle to dziękuję za zwrócenie uwagi na "Chochoły" - to książka wyjątkowa w swoim rodzaju i piękna.
Użytkownik: carmaniola 2012-01-23 10:43 napisał(a):
Odpowiedź na: To ciekawe co piszecie, o... | Czajka
Oj, Czajeczko, bo to jest przecież tak, że duży procentowy udział w tym, co w książce się odnajduje zależy od czytelnika. I pisarz na to nic nie poradzi. Wiem, że Eco na to narzekał, a i Garcia Marquez podkpiwał sobie z dopisywania różnych głębokich myśli do tego, co napisał, a w czym podtekstów żadnych nie było. ;-)

I niech będzie im i Gombrowicz, tym "Chochołom" Szostaka. :-D
Użytkownik: cordelia 2011-12-16 21:47 napisał(a):
Odpowiedź na: Powieści Szostaka budzą w... | carmaniola
Szostak kojarzy się z Szostakowiczem. Nic dziwnego, że język melodyjny. :-)
Użytkownik: carmaniola 2011-12-17 10:56 napisał(a):
Odpowiedź na: Szostak kojarzy się z Szo... | cordelia
Kto wie, kto wie, może rację masz i tam należy szukać korzeni pseudonimu? Wszak pisarz jest i filozofem, i muzykiem. :-)
Użytkownik: cordelia 2011-12-18 18:54 napisał(a):
Odpowiedź na: Kto wie, kto wie, może ra... | carmaniola
Masz Ci los! Z jeszcze jednym trzeba będzie zapoznać się bliżej. :-)
Użytkownik: woy 2012-01-16 20:28 napisał(a):
Odpowiedź na: Powieści Szostaka budzą w... | carmaniola
Wielką krzywdę zrobił tej książce wydawca. Jak można było tak zlekceważyć redakcję i korektę w przypadku tak wybitnego tekstu? A przecież chodzi o drobiazgi, łatwe do wychwycenia i skorygowania czasem jednym dodanym lub przeredagowanym zdaniem. O literówkach nie wspomnę, bo to wstyd robić w poważnym wydawnictwie korektę przy pomocy Worda.
Użytkownik: carmaniola 2012-01-17 09:50 napisał(a):
Odpowiedź na: Wielką krzywdę zrobił tej... | woy
Zgadzam się w 100%! Sama o tym nawet nie wspominam, bo wg mnie to książka wybitna i właśnie dlatego te błędy tak rażąco widoczne. Pewnie w jakiejś lekkuchnej lekturze nawet bym tych literówek nie zauważyła, a w "Chochołach" gryzą. Wstyd wydawcy, chwała Szostakowi,bo nawet te drażniące drobiazgi nie są w stanie książki "spsuć"! W każdym razie ja to sobie dokładnie oddzieliłam.

Użytkownik: emkawu 2012-04-01 12:58 napisał(a):
Odpowiedź na: Zgadzam się w 100%! Sama ... | carmaniola
Właśnie czytam Chochoły po raz drugi (Czajko, to prze Ciebie, a raczej dzięki Tobie) i zalogowałam się do Bnetki specjalnie po to, żeby napisać o tych zaniedbaniach redakcyjnych. Widzę, że nie jestem pierwsza. Nawet na okładce jest literówka!
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: