Dodany: 2010-09-10 12:04|Autor: dot59

Podoba mi się tytuł


Książka trafiła do mnie jakieś pół roku temu z półki przyjaciółki. Komentarze były wręcz powalające: Zachwycisz się! Ja nie mogłam się od niej oderwać! Prałam przy niej, gotowałam i w ogóle, póki nie skończyłam, moje życie toczyło się wokół niej! Mąż przyjaciółki: "W pracy zakazałem wchodzenia do mojego gabinetu i czytałem póki nie skończyłem!" (jest prezesem firmy). No dobra. Przetrzepałam blogi - rzeczywiście same plusy. Jednak, jako że objętościowo spora, a ja miałam "bibliotekowe musy", książka najpierw trafiła do członków mojej rodziny. Komentarze również zachęcające, i to bardzo. W końcu sięgnęłam i co? Wybuchu wulkanu nie było, ale rzeczywiście warto.

"Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" to niewątpliwie kryminał dużego kalibru. Zagadka sprzed kilkudziesięciu lat, której nikomu nie udało się rozwikłać, ciekawe rozwiązanie, dobra konstrukcja, która prowadzi czytelnika od podejrzanego do podejrzanego nie dając możliwości stwierdzenia "ja już wiem". Nawet kiedy czytelnikowi wydaje się, że wie, nagle okazuje się że poznał tylko małą cząstkę całości. W tej kwestii ogromny szacunek dla autora. Kryminalne misterium. Natomiast moim zdaniem książka byłaby lepsza, gdyby zamiast 600 stron liczyła 350, a autor dał sobie spokój z opisywaniem dziesiątek marek i firm, które w jakiś sposób pojawiały się na kartach powieści. Drażniło mnie to okrutnie.

Oprócz wątku kryminalnego książka ma dodatkowe dwa dna.

Pierwsze - to sprawa kobiet, ich bierności wobec spotykającej je przemocy. Statystyki podawane przez Larssona (jeżeli mają odzwierciedlenie w rzeczywistości) są zatrważające. Autor ciekawie rysuje bohaterów i ich powiązania. W książce nie ma kobiet słabych. Każda jest inna, charakterna do bólu, każda ma swoje za skórą i budzi w czytelniku konkretne uczucia. Opisy ich zalet i wad są przejaskrawione i nie zostawiają zbyt wiele miejsca dla wyobraźni czytającego. Inaczej ma się sprawa z mężczyznami. Poczynając od głównego bohatera, poprzez adwokata rodziny, męskich pracowników redakcji "Millenium", a na kuratorze kończąc - wszyscy pokazani są bez przysłowiowej ikry. Nawet mężczyzna, który działa na dwa fronty - co niejako zmusza do wprowadzenia złych cech charakteru - został opisany jakby przez mgłę. Idealnym przykładem jest para głównych bohaterów. On - zagubiony dziennikarz, bez pomysłu na życie; ona - superinteligentna dziewczyna, walcząca z przeciwnościami losu. Nawiasem mówiąc, jej postać jest, moim zdaniem, aż przerysowana.

Drugie dno trudno mi określić tak dokładnie. Chodzi o rzekę słów, umiejętność snucia powieści tak, że nie można się od niej oderwać. Często ta cecha w książkach jest niezauważalna - mnie w tej powieści to właśnie zachwyciło. To tak, jakby autor przy każdej stronie mówił do mnie: "Hej, to jeszcze nic, przeczytaj jeszcze kawałeczek, a dopiero zobaczysz!".

Polecam każdemu, kto ma czas zagubić się w kartach powieści. A na zakończenie dodam, że książkę wzięłam na wakacje i to był mój błąd. Wyszukiwałam najmniejsze chwileczki i momenciki, żeby tylko móc przykucnąć i przeczytać choćby kawałeczek... A przy Starszej i Młodszym nie było to łatwe, oj nie...

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 5394
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 2
Użytkownik: mivael 2012-07-12 14:17 napisał(a):
Odpowiedź na: Książka trafiła do mnie j... | półeczka z niebieskimi migdałami
Bardzo dobra recenzja. Zgadzam się z określeniem "Wybuchu wulkanu nie było, ale rzeczywiście warto." Jest to efekt powszechnego zachwytu nad tą pozycją. A takie zachwyty zawsze wzbudzają moje podejrzenia, podobnie było i tym razem. Zupełnie się nie chwaląc ( bo raczej nikt nie uwierzy) ale od końca części pierwszej byłem przekonany jak powieść się skończy.

Mnie osobiście nieco drażniła specyficzna maniera opisywania szwedzkiego systemu prawa rodzinnego i opiekuńczego, wydźwięk niczym z podręcznika akademickiego. Oczywiście książka ma prawo nieść ładunek społeczny, lecz ta powieść to dla mnie dość wyraźny manifest przekonań autora. Dodatkowo wspomniane w recenzji rozpływanie się nad markami i firmami ( w szczególności amerykańskiej ikony jaką jest apple) oraz co gorsze zwroty z języka angielskiego typu story czy off the record, stoją nieco w sprzeczności z antyamerykańskimi poglądami autora.

Oczywiście nie zmienia to faktu, że książka jest bardzo dobrze napisana, wciągająca i warta polecenia.
Użytkownik: Fiona54 2012-12-04 11:18 napisał(a):
Odpowiedź na: Książka trafiła do mnie j... | półeczka z niebieskimi migdałami
Zgadzam się z Twoją oceną w całej pełni:)
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: