Dodany: 26.10.2006 17:44|Autor: Compote

Czytatnik: kompotowy czytatnik

może trochę chaotycznie


Ile razy podchodzicie do książki, aby ją zrozumieć? Czy macie czasem tak, że mądrą i znaczącą książkę, arcydzieła, nie jesteście w stanie pojąć? Usilnie staracie się zrozumieć gdzie tkwi geniusz, głębia książki, ale nie możecie do tego dojść?
Czy to nie jest tak, że naprawdę docenimy tylko te książki, które jakoś współgrają z naszym odbiorem rzeczywistości, z tym jacy jesteśmy, jakie mieliśmy doświadczenia?
Ile musimy tracić z niektórych książek, bo nie znamy epoki, w której żył autor, jego środowiska, jego biografii. Czy te elementy są niezbędne? Pewnie nie do tego, aby książka się nam spodobała, ale do tego, aby ją zrozumieć jak najpełniej, już tak. Jednak kiedy sięgam po książkę (na myśli mam klasykę), to nie zawsze czytam coś o autorze czy o dziele, zresztą wolę niespodzianki. Po takie informacje można sięgnąć później, i ewentualnie powtórnie przeczytać książkę (już bardziej w celach badawczych), ale czy komuś się chce? A z drugiej strony, czy nie macie takiego uczucia, że pewnie coś przegapiliście, coś wam umknęło, a być może dałoby wam pełny obraz treści i większą satysfakcję intelektualną?
Eh, męczy mnie to, że nie potrafię wyciągnąć z książek tyle ile bym chciała, a może to już byłaby nadinterpretacja? I gdzie jest ta granica? Ja tam wierzę, że książkę można znadinterpretować, bo to ją może wzbogacić. Chociaż pewnie powinniśmy rozumieć ją tak jak autor chciał, a może nie? Autor oddający książkę do druku powinien liczyć się z tym, że może być odbierana w różny sposób i wydaje mi się, że nie powinien zwalczać różnych interpretacji, odmiennych od jego myślenia, bo w momencie oddania książki czytelnikowi przestaje być ona własnością tylko autora, ale staje się wspólną własnością wszystkich. Czy jako pisarze wkurzalibyście się na niektóre interpretacje czy dalibyście żyć książce własnym życiem?

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 3280
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 7
Użytkownik: Lineczka 26.10.2006 18:21 napisał(a):
Odpowiedź na: Ile razy podchodzicie do ... | Compote
Problemem interpretacji i nadinterpretacji zajmowało się już wielu badaczy. Na przykład Umberto Eco stwierdził, że istnieje intencja autora oraz intencja dzieła, które nie są ze sobą zgodne, jednak autor ma istotny głos w określaniu fortunności danej interpretacji. Jestem w stanie zgodzić się z tym poglądem, choć z drugiej strony myślę, że rację ma też Roland Barthes twierdząc, iż dzieło żyje swym własnym życiem w chwili jego ukończenia. Na koniec tych teoretycznych przypomnień - Jonathan Culler, według którego należy wciąż zadawać pytania i stwarzać nowe interpretacje (sugerował pojęcie niedointerpretacji zamiast nadinterpretacji). Uff...

Co ja na to? Naszpikowana rozmaitymi teoriami stwierdzam, że jest już we mnie jakieś zboczenie filologiczne, które każe mi czytać książkę według określonych metodologii. Zdałam sobie z tego sprawę, kiedy na zajęcia miałam przeczytać "Janka muzykanta". Okazało się, że czytam go w zupełnie inny sposób. Owszem, można to przypisać upływowi czasu itp., ale pewnie studia robią swoje. Nie oznacza to umniejszonej przyjemności czytania, na którą skarżą się często studenci polonistyki. To po prostu inne, może głębsze czytanie.
Jestem jednak przekonana, że nigdy nie dotrę do wspomnianej intencji autora. Podczas lektury "na użytek własny" nie zastanawiam się, czy moja interpretacja jest dogłębna i słuszna, czy nie. Notabene wiem, że na pewno nie jest całkowita i ostateczna. I dobrze. Nuda nastałaby, gdyby książkę można było interpretować tylko na jedną modłę...
Pozdrawiam!:)
Użytkownik: exilvia 26.10.2006 18:36 napisał(a):
Odpowiedź na: Problemem interpretacji i... | Lineczka
A co Tobie osobiście daje fakt, że można różnie interpretować jakąś książkę? Chodzi o kilka podejść do tej samej książki, np. po kilku latach, z innymi doświadczeniami, z pogłębioną wiedzą teoretyczną, życiową? Czy o dyskusje z innymi czytelnikami? A może o coś jeszcze innego?
Użytkownik: Lineczka 26.10.2006 19:39 napisał(a):
Odpowiedź na: A co Tobie osobiście daje... | exilvia
Odpowiedź nie jest prosta.
Po pierwsze, cieszę się, że nie stoję w tym samym miejscu i nie trzymam się pierwotnego odczytania. Jest to dowód na to, że w jakiś sposób ewoluuje mój światopogląd oraz że nie czytam przeczytanej już książki w sposób mechaniczny, "skażony" pierwszą interpretacją.
Po drugie, biorąc pod uwagę, że studiuję polonistykę, cieszę się, że zdobyta wiedza krąży w moim krwiobiegu, a nie jest tylko wyuczona na potrzeby danego egzaminu.
Po trzecie, stricte czytelniczo, możliwość różnych interpretacji wzbudza we mnie fascynację daną książką, pisarzem, literaturą; wskazuje na pojemność słowa, możliwości ludzkiego talentu i umysłu.
To tak nieuchwytne zjawisko, że nie umiem w sposób właściwy odpowiedzieć na Twoje pytanie. Pewnie jest wiele "korzyści" płynących z wielości interpretacji, ale nie do końca potrafię rozpatrywać owo zagadnienie w kategoriach pożytku, więc może porzestanę na powyższych - nieco enigmatycznych - konkluzjach.
Użytkownik: Pingwinek 26.03.2020 10:28 napisał(a):
Odpowiedź na: Problemem interpretacji i... | Lineczka
Intryguje mnie filologiczne studiowanie książek. Jestem ciekawa, do ilu tytułów z rzędu mogłabym (kierowana przez specjalistę) podejść w ten sposób. Pewnie niewielu. Czuję, że jednak wolałabym nadal czytanie "na użytek własny".
Użytkownik: --- 26.10.2006 20:49 napisał(a):
Odpowiedź na: Ile razy podchodzicie do ... | Compote
komentarz usunięty
Użytkownik: KASIOREK15 27.10.2006 21:32 napisał(a):
Odpowiedź na: Ile razy podchodzicie do ... | Compote
Sądzę, że każdy powinien interpretować jakąś książkę według siebie. Przecież pisarze piszą dla ludzi. Na pewno zależy im na różnych interpretacjach, bo im więcej wynosi ktoś z książki to obie strony na tym zyskują. Każdy pisarz chce być zapamiętany. Ale nie tylko w jednej kwestii. Ważne, aby dyskutować na temat ulubionych jego książek. Sprawiać, że staje się nieśmiertelny. To chyba każdego cieszy:)
Użytkownik: Pingwinek 26.03.2020 10:28 napisał(a):
Odpowiedź na: Ile razy podchodzicie do ... | Compote
Gdy książka mi się podoba, potrafię ją sobie powtórzyć (ale gdy podoba się bardzo-bardzo, powtórki mogę się bać!). Chociaż tyle czeka na mnie lektur, że rzadko się na to decyduję. Zdarza się też, że ważnej książki nie jestem w stanie pojąć - nie rozpaczam, nie mam ambicji ogarnięcia rozumem każdej twórczej myśli. Czytam głównie dla przyjemności, nie przejmuję się swoimi nadinterpretacjami (ani interpretacjami niedostatecznymi). Nie sądzę, by przeszkadzały autorom (o ile rozmawiamy o literaturze pięknej). Oczywiście to prawda - że z niektórych książek tracimy wiele wskutek nieznajomości epoki, okoliczności powstania dzieła czy biografii twórcy. Jeżeli zależy mi na jak najpełniejszej satysfakcji intelektualnej (a to zależy od tytułu - czy chcę pozycję jak najlepiej zrozumieć), zgłębiam opracowania. Ale znów: czytam dla siebie, sama oceniam, co chcę zrobić z lekturą. Całkiem możliwe, że - jak przypuszczasz - naprawdę docenia się jedynie te książki, które współgrają z osobistym odbiorem rzeczywistości, z naturą osoby czytającej, z bagażem życiowych doświadczeń.
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: