Dodany: 2003-09-11 22:15|Autor: bazyl3

Książka: Mały Wielki Człowiek
Berger Thomas

1 osoba poleca ten tekst.

Dziki Zachód - inaczej


Pierwszą wzmiankę o tej książce zawdzięczam komuś z grupy pl.rec.ksiazki. Ostatnio będąc w bibliotece i dokonując chaotycznego wyboru z półek dostałem ją w swoje ręce. Przeczytałem i... bardzo mi się spodobała. Przypomniałem sobie wszystkie opowieści o Dzikim Zachodzie przeczytane w dzieciństwie i młodości i dokonałem porównania.

W "Małym wielkim..." nie ma dobrych Indian - złych białych, nie ma dobrych białych - złych Indian i pozostałych kombinacji znanych chociażby z książek Maya. Gawęda głównego bohatera wyciąga na światło dzienne słabości i zalety obu ras, a cynizm wypowiedzi może świadczyć o pewnej bezstronności. Wisielczy czasem humor powodował mój rechot nad kartami powieści, która potraktowała wiele legend Dzikiego Zachodu z przymrużeniem oka, niektóre zrzucając wręcz z piedestału (vide Buffallo Bill - mam nadzieję, że to nie spoiler, bo dotyczy tylko jednego zdania ;)) ).

Tym, którzy zaczytywali się książkami z serii Westerny z "Przygody" albo serią westernową wydawnictwa "Glob", polecam jako inne spojrzenie na sprawę "czerwonoskórych" i "kałbojów".

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 7049
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 4
Użytkownik: molzal 2008-12-21 22:22 napisał(a):
Odpowiedź na: Pierwszą wzmiankę o tej k... | bazyl3
Tu dziki zachód jest dziki, a książka jest prawdziwym spojrzeniem na XIX w w USA! tylko, że Indianie nie będą mieli z tego żadnej satysfakcji, oprócz moralnego zadośćuczynienia...
Użytkownik: Stradovius 2011-08-11 17:24 napisał(a):
Odpowiedź na: Pierwszą wzmiankę o tej k... | bazyl3
Dobre złego początki

Zaczytywałem się w dzieciństwie Mayem i Curwoodem i rzeczywiście początek tej książki był dla mnie szokiem, pozytywnym szokiem. Pewnie dlatego, że dawno już wyrosłem z fascynacji Indianami i oczekiwałem trzeźwej oceny Dzikiego Zachodu. Ironia i wisielczy humor były wysokiej próby. Zachwycił mnie też brutalny realizm. Niestety mój entuzjazm malał w miarę czytania. Coraz bardziej nierealistyczne sytuacje i przepoczwarzenie się tej powieści w tandetną opowiastkę przygodowo-awanturniczą strasznie mnie zniechęciły. Ledwo dobrnąłem do końca. Liczyłem na więcej, wszak apetyt rośnie w miarę jedzenia a tutaj autor najpierw funduje nam obfity obiad a później każe głodować...
Użytkownik: Bibliomisiek 2011-08-12 13:18 napisał(a):
Odpowiedź na: Dobre złego początki Z... | Stradovius
Stradovius, mnie również "MWC" znudził. Mam wrażenie, ze za dużo o podboju Zachodu wiem, żeby robiło na mnie wrażenie takie dość groteskowe podejście jak Bergera. Już bardzie broni się moim zdaniem film Arthura Penna. Książka się zestarzała.

Niestety poważnych powieściowych westernów w Polsce w ogóle niewiele wyszło, a tych dotyczących Indian to chyba w ogóle nie było (nie liczę powieści młodzieżowych - Szklarskich, Okonia itp.). Osobiście czytałem Jacka Schaefera i A. B. Guthriego (obaj sprzed epoki demitologizacji westernu), "Witajcie w ciężkich czasach" Doctorowa, "Rącze konie" McCarthy'ego, "Prawdziwe męstwo" Portisa - ale to wszystko jest trochę inna para... hm, mokasynów :) Jest jeszcze Larry McMurtry, którego powieści są - z jednym wyjątkiem, o którym za chwilę - dość sentymentalne niestety, a późniejsze (o Indianach właśnie!) nie doczekały się przekładów na polski. Cóż...

Wspomniany wyjątek: to również nie jest powieść o Indianach, niemniej jest to najlepszy literacki western jaki - moim zdaniem - powstał. Tu dokonam autocytatu z bloga (zresztą wpis dotyczył osobistego TOP 10, co świadczy samo za siebie):

"Biorąc za punkt wyjścia epizody z życia dwóch wielkich osobowości Dzikiego Zachodu, Charlesa Goodnighta i Olivera Lovinga, McMurtry stworzył hiperwestern przewartościowujący większość klasycznych motywów tego gatunku. Mamy schyłek epoki pionierów (lata 70. XIX wieku), mamy spęd bydła (jak w "Rzece Czerwonej"), pościg za porwaną (jak w "Poszukiwaczach"), bandytę i ścigającego go szeryfa (niczym w opowieściach o Billym Kidzie), zdegenerowanych morderców (podobnych grupie pościgowej z "Dzikiej bandy"), wreszcie zabiedzone niedobitki plemion indiańskich (rodem z "Niebieskiego żołnierza"). Znalazło się również miejsce na niebanalny wątek miłosny, historię dojrzewania, motyw trudnego ojcostwa i wnikliwie zanalizowaną wieloletnią męską przyjaźń. Nie brak tu zarówno przedniego komizmu, jak i dławiącego smutku. Ale przede poznajemy dwa skrajnie przeciwstawne charaktery westernowych emerytów: Woodrow Calla i Augustusa McCrae, w których ogniskuje cała wspaniałość i cały tragizm dziejów podboju i cywilizowania Zachodu. McMurty'emu udała się totalna synteza gatunku w jednej wielowątkowej opowieści, mająca w przedziwny sposób cechy zarówno demitologizacji, jak i mitologizacji. Do tego stworzył jednego z najbardziej pamiętnych bohaterów w amerykańskiej literaturze: Gus McCrae to osobowość większa niż życie, kwintesencja męskości w wydaniu hemingwayowskim, w opinii grającego go później Roberta Duvalla - "postać, która jest dla amerykańskiego aktora tym, czym dla angielskiego Hamlet i Król Lear". Wielki epos o godności życia i godności umierania, słusznie uhonorowany Nagrodą Pulitzera, na dokładkę genialnie przełożony przez Michała Kłobukowskiego, któremu przyniósł nagrodę Stowarzyszenia Tłumaczy Polskich."

Koniec autocytatu - i to chyba tyle, bo nie muszę raczej dodawać, że gorąco polecam. Poszukaj, warto. Pozdrawiam.
Użytkownik: Bibliomisiek 2011-08-12 13:19 napisał(a):
Odpowiedź na: Stradovius, mnie również ... | Bibliomisiek
No tak, mógłbym podać tytuł :) Chodzi oczywiście o "NA POŁUDNIE OD BRAZOS".
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: