Dodany: 2006-06-27 21:36|Autor: dot59

Ogólne> Offtopic

Autor: czarna wdowa1

wymarzony zawód - rozczarowanie pracą


chciałabym podyskutować o tym , jak bardzo praktyka różni się od
teorii. Nie chodzi o to, żebyuśmy narzekali na pracę, ale zdarza się przecież, że nasz zawód przynosi nam zawód :)
Jeśli chodzi o mnie, to lubię to, co robię, ale nigdy nie spodziewałam się, że zamiast badać wodę w laboratorium przyjdzie mi mieszać witaminki dla rybek akwariowych :)
Do tego okazuje się, ze szkoły nie wyniosłam prawie nic , czego potrzebowałbym w pracy/ życiu.
Wyświetleń: 8823
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 29
Użytkownik: Smutny 2006-06-28 03:38 napisał(a):
Odpowiedź na: chciałabym podyskutować o... | czarna wdowa1
Praca to praca jak dobrze zapłacą to się podoba każda.
Użytkownik: Edycia 2006-06-28 07:41 napisał(a):
Odpowiedź na: Praca to praca jak dobrze... | Smutny
No coś Ty Smutny. Absolutnie nie podoba się każda, nawet najlepiej płatna. Owszem jesteśmy przymuszeni do roboty np. w Anglii gdzie jedzie się (nie oszukujmy się) na ciężką pracę fizyczną. Jeśli ktoś mówi jak to mu się w Anglii powodzi to jest pozorantem i hipokrytą.:)
Użytkownik: dudla 2006-06-28 10:31 napisał(a):
Odpowiedź na: No coś Ty Smutny. Absolut... | Edycia
Nieprawda. Wiele moich znajomych, którzy teraz siedzą w Anglii nie wykonują żadnej pracy fizycznej, tylko siedzą w różnych firmach przy różnych biurkach :)
I nie są to jacyś super wykwalifikowani specjaliści. :)
Użytkownik: aleutka 2006-06-28 10:46 napisał(a):
Odpowiedź na: No coś Ty Smutny. Absolut... | Edycia
O czym ty edycia mowisz? Dopiero w Irlandii mam mozliwosc pelnego wykorzystania mojego bardzo rzetelnego wyzszego wyksztalcenia!!
Użytkownik: verdiana 2006-06-28 10:53 napisał(a):
Odpowiedź na: O czym ty edycia mowisz? ... | aleutka
Dokładnie tak! I to jeszcze tam poszukują i cenią polskich pracowników! Też tam mam "wyemigrowanych" znajomych... Nawet sama myślałam, czy nie pojechać.
Użytkownik: izafilipiak 2006-06-28 12:19 napisał(a):
Odpowiedź na: O czym ty edycia mowisz? ... | aleutka
Aleutko, czy możesz uchylić rąbka tajemnicy? Pyta wykształcona humanistka, której w Polsce nie udało się na razie wykorzystać swojego profilu w pracy i zastanawia się nad tym, czy może byłoby to możliwe gdzieś na końcu świata (choćby w Irlandii ;)
Użytkownik: aleutka 2006-06-28 13:09 napisał(a):
Odpowiedź na: Aleutko, czy możesz uchyl... | izafilipiak
No wiesz, ja jestem filologiem z wyksztalcenia i teraz moge wykorzystywac dwa z opanowanych jezykow. Moze zreszta zlapie jeszcze cos z niemieckim, kto wie. Dodatkowo przeszlam trening w sprawach technicznych. Moja praca polega na rozmawianiu a zawsze najwieksze problemy mialam z rozumieniem ze sluchu;) Znacznie sie jezykowo rozwinelam - nie mowiac juz o tym ze jesli klientem jest ktos z Bornholmu czy Szwed zamieszkaly w Danii to trafi do mnie bez pudla... Przezwyciezylam fobie telefoniczna i w dodatku wreszcie nie mam absolutnie zadnych klopotow z liczebnikami. Zyc nie umierac.

Tesknie za biblioteka ale widzisz tutaj w Irlandii nabralam nadziei, ze jesli bede wytrwale pracowac to moje marzenia sie spelnia. W Polsce takiej pewnosci nie mialam... Wiec jesli bede chciala wrocic do biblioteki to jest to mozliwe - jak sie zawezme to moge nawet trafic do Trinity College Library... Kto wie..
Użytkownik: Edycia 2006-06-28 12:22 napisał(a):
Odpowiedź na: O czym ty edycia mowisz? ... | aleutka
Ja mówię o ciężkiej pracy fizycznej, która się nie podoba, a jest wysoko opłacana w Anglii.:)
Użytkownik: aleutka 2006-06-28 13:11 napisał(a):
Odpowiedź na: Ja mówię o ciężkiej pracy... | Edycia
Sformulowalas to w taki sposob, ze ja zrozumialam - do Anglii itp jezdzimy wylacznie na prace fizyczna...
Użytkownik: Edycia 2006-06-28 22:31 napisał(a):
Odpowiedź na: Sformulowalas to w taki s... | aleutka
Może rzeczywiście nie wyraziłam się jasno, ale nie każdemu wierzę, kto mi opowiada jaki to jest wielki w Anglii. Mam znajomego w Anglii i słyszałam trochę o pracy tam. Nawet najlepiej wykształceni w Polsce, nie mając tam "wejścia" niewiele zdziałają.:)
A jak było w Twoim przypadku gdy wyjechałaś pierwszy raz?
Użytkownik: aleutka 2006-06-28 22:56 napisał(a):
Odpowiedź na: Może rzeczywiście nie wyr... | Edycia
Rozsylalam CV az sie cos znalazlo... Roznosilam CV... Emailowalam CV... Dostalam prace ze wzgledu na moje umiejetnosci jezykowe a nie wejscia jakies. Jesli masz dobry dyplom np z informatyki to juz z Polski mozesz sobie szukac pracy na Wyspie - przez Graftona albo Celtic Solutions. Tak zrobil moj kolega z dyplomem z Politechniki i teraz naprawde zarabia ogromne pieniadze. Jesli o mnie chodzi to wg irlandzkich standartow zarabiam skromnie - ale spokojnie starcza mi na zycie i nawet mam jakies oszczednosci - do dzis nie przywyklam do tego uczucia;) Wcale nie mowie ze robie jakas kariere imponujaca - ale rozwijam swoje umiejetnosci i nie gryze sie ze bede glodowac pod koniec miesiaca... Lubie tak.

Nie bylam sama na starcie, a wtedy zawsze jest troche latwiej.
Wiesz pracuje w firmie komputerowo - informatyczno - technicznej (miedzy innymi) i czasami mam wrazenie, ze w Polsce jestem. Polacy sa swietni wlasnie w takie klocki, technologicznie bija Irlandczykow na glowe, sa elastyczni, szybko sie ucza i latwo adaptuja. Sa jacys - nie wiem bardziej pomyslowi i nie poddaja sie rutynie. Tak ze tu sa raczej akceptowani. Umieja sie z Irlandczykami dogadac - ostatecznie historia podobna...
Użytkownik: Edycia 2006-06-29 10:21 napisał(a):
Odpowiedź na: Rozsylalam CV az sie cos ... | aleutka
Świetnie to przedstawiłaś. Podoba mi się taka relacja.:)
Mam nadzieję, że Polska w Unii Europejskiej szybko się zmieni, także pod względem pracy. My też z mężem nawet teraz jakoś sobie radzimy w Polsce, chociaż transport mojego męża z pewnością lepiej by się sprzedał np. w Anglii. Ja jako Ekonomistka właśnie rozpoczęłam etap poszukiwania pracy i rozsyłania CV do firm w Polsce. Marzy nam się zbudowanie domu, jednak finanse jeszcze nam na to nie pozwalają.:)
Na wyjazd chyba bym się nie zdecydowała. Nie zniosłabym rozłąki z rodziną.:)
Użytkownik: Hypnos 2006-06-28 22:37 napisał(a):
Odpowiedź na: No coś Ty Smutny. Absolut... | Edycia
Zgadzam się z Tobą. Pieniądze nie są najważniejszym czynnikiem, który decyduje o atrakcyjności pracy. Można wykonywać najlepszą na świecie, a mimo wszystko za nią nie przepadać i odwrotnie.
Użytkownik: Edycia 2006-06-29 10:07 napisał(a):
Odpowiedź na: Zgadzam się z Tobą. Pieni... | Hypnos
:-)
Użytkownik: firedrake 2006-06-28 12:30 napisał(a):
Odpowiedź na: Praca to praca jak dobrze... | Smutny
Nieprawda, nie ma znaku równości pomiędzy satysfakcją z wysokości wynagrodzenia a satysfakcją z wykonywanej pracy. Czasem się to pokrywa, jednak sama dobra pensja nie wywoła zadowolenia, nie da samospełnienia jeśli praca marna lub niespełniająca oczekwiań.
Użytkownik: verdiana 2006-06-28 12:31 napisał(a):
Odpowiedź na: Nieprawda, nie ma znaku r... | firedrake
Otóż to. I odwrotnie to też działa - jak praca satysfakcjonująca, to można przeżyć nawet to, że się na niej kokosów nie zbija. ;)
Użytkownik: mchpro 2006-06-28 12:41 napisał(a):
Odpowiedź na: Nieprawda, nie ma znaku r... | firedrake
Skuszony wysokimi zarobkami odszedłem z dotychczasowej firmy do pracy (również w zawodzie, jak najbardziej) w tzw. korporacji zagranicznej. Wytrzymałem tam 6 miesięcy, po czym wolałem zarobki o 20% niższe (także w zawodzie) w innej, bardziej normalnej firmie.
W korporacji niemal codziennie zadawałem sobie pytanie: "A żyć kiedy?"
Użytkownik: villena 2006-06-28 12:54 napisał(a):
Odpowiedź na: Nieprawda, nie ma znaku r... | firedrake
Kiedyś myślałam, że lepsza praca mniej płatna, ale za to satysfakcjonująca. Zmieniłam zdanie, kiedy okazało sie, że moje zarobki wystarczają mi na przeżycie i nic więcej. Teraz chciałabym pracę, która może nie będzie mi dawała zadowolenia, ale za to pieniądze dzięki którym będę mogła być zadowolona z życia pozazawodowego. W momencie kiedy nie stać mnie na książki, kino czy wyjazd choćby na weekend, ciekawa praca też jakoś przestaje cieszyć :(
Użytkownik: verdiana 2006-06-28 13:06 napisał(a):
Odpowiedź na: Kiedyś myślałam, że lepsz... | villena
Mnie na szczęście nie przestaje... ;)
Nie stać mnie na książki, ale dużo książek mam "z urzędu", z pracy. Nie stać mnie na wyjazd, ale sporo wyjazdów i imprez zaliczam w związku z pracą. I tak dalej. Co oczywiście nie znaczy, że satysfakcjonują mnie zarobki... mogliby płacić więcej. ;)
Użytkownik: ella 2006-06-28 14:53 napisał(a):
Odpowiedź na: Kiedyś myślałam, że lepsz... | villena
Tylko, ze tego zycia pozazawodowego tak jakos malo. Tak zle... i tak nie dobrze. Ja chce na emeryture!!!
Użytkownik: koko 2006-06-28 07:59 napisał(a):
Odpowiedź na: chciałabym podyskutować o... | czarna wdowa1
Bardzo chciałam być bibliotekarzem, od małego. Marzyłam, jak to będę szukała odpowiedniej "kieszonki" czytelnika, wkładać tam karty książek, układać alfabetycznie. Wtedy biblioteka oznaczała dla mnie tylko książki. Już na praktyce w Studium okazało się, że biblioteka to nudne wkładanie zwróconych książek na półki - od tego zaczynał się każdy dzień - okładanie ich na nowo w folię, mordowanie się ze starą taśmą klejącą, która lepi się przepotwornie do wszystkiego, prowadzenie ksiąg inwentarzowych, klepanie na maszynie do pisania kart katalogowych, szukanie, komu by tu należało wysłać upomnienie...
Po szkole trafiłam do wypożyczalni Zbiorów Specjalnych... i do Czytelni Muzycznej... to z książkami nie miało już nic wspólnego.
I miałam jeszcze możliwość pracowania w bibliotece specjalistycznej, naukowej, medycznej. W szkole myślałam: Nigdy! A jednak.
Myślę, że jeżeli ktoś chce pracować w bibliotece dla samej idei bibliotekarstwa to żadna biblioteka go nie zniechęci. Ja chciałam pracować z książkami - nie udało mi się, a kolejne miejsca pracy zniechęciły mnie do pracy w bibliotece w ogóle. Do tego dodajcie pracę na zmiany i wynagrodzenie, co do którego macie brzydkie podejrzenie, że to zapomoga...
Teraz pracuję w księgowości. Nie jest to mój żywioł, ale to praca mnie znalazła, a nie ja ją. Jest, jaka jest. Dobrze, że jest. A z marzeń o świetnej pracy, do której idzie się z radością, która się podoba, w której się realizuje, która daje satysfakcję już wyrosłam.
Użytkownik: labeg 2006-06-28 22:08 napisał(a):
Odpowiedź na: Bardzo chciałam być bibli... | koko
koko, szkoda ze trafilaś przede wszystkim na rozsądengo szefa, który umie rozpoznawać predyspozycje i pyta pracowników co chcą robić, gdzie się widzą. W bibliotece zawsze cos jest do roboty i są to bardzo różnorodne prace. W dużych jest tak wąska specjalizacja, że pan z opracowania nie zna zakresu obowiązków pani z wypozyczalni. A w malych..no cóz ktos musi te książki oprawić, opracować... W dużych bibliotekach powinno być tak, że zanim pracownika gdzieś "przypiszą" zapoznaje się on z pracą całej bilioteki zwiedzajac po kolei wszystkie działy. Dla mnie akurat praca z czytelnikiem to troche za duże wyzwanie, dobrze mi w mojej sekcji bibliograficznej przy komputerze :) Choć nie ukrywam, że pensja bibliotekarska a pensja np. bankowca to dwa różne światy. Dlatego ciagle szukam zleceń, siedze wieczorami..
Pewnie już się zorientowałaś, że karty czytelnika z naszych młodzieńczych czasów to w duzym stopniu juz archaizm, ale przetrwał gdzienigdzie w małych bibliotekach.
Użytkownik: labeg 2006-06-28 22:19 napisał(a):
Odpowiedź na: koko, szkoda ze trafilaś ... | labeg
no i sie machnelam nieziemsko, wstyd. Mialo byc :
koko szkoda ze nie trafilaś przede wszystkim na rozsądengo szefa, który umie rozpoznawać predyspozycje i pyta pracowników co chcą robić, gdzie się widzą.
Użytkownik: koko 2006-06-30 18:44 napisał(a):
Odpowiedź na: koko, szkoda ze trafilaś ... | labeg
W mojej bibliotece na osiedlu karty ciągle są!
Nadal czuję się w głebi duszy bibliotekarzem, mam sentyment do moich czasów praktyk i do pierwszej pracy, choć musiałam w niej katalogować zdjęcia... uch, okropność! Dział Bibliograficzny nudziłby mnie śmiertelnie, to pewne!
I myślę, że te nowoczesne, skomputeryzowane biblioteki mniej mają "duszy", niż te stare, tradycyjne, z dłońmi bibliotekarek szukającymi mojej karty bibliotecznej. To tak, jak pióro i długopis. Jak zegarek do nakręcania i kwarcowy. Jedne mają duszę, inne nie. Są tylko wygodniejsze.
Użytkownik: netusia 2006-06-30 22:03 napisał(a):
Odpowiedź na: Bardzo chciałam być bibli... | koko
Ja od początku liceum marzyłam o polonistyce. Jednak okazało się, że praca w szkole wcale nie jest zabawna, a na dodatek pochłania cały wolny czas (czytanie lektur od nowa, poprawianie wypracowań, przygotowywanie kolejnych lekcji). Teraz zostałam skierowana przez PUP na przygotowanie zawodowe do biblioteki. I mogę godzinami układać te karteczki w katalogach, a moim marzeniem jest znalezienie stałej pracy w bibliotece. W pracy pracuję, a w domu zajmuję się rodziną, a nie - pracuję.
Oszczędzam nerwy, gardło i czas.
Użytkownik: ella 2006-06-28 23:25 napisał(a):
Odpowiedź na: chciałabym podyskutować o... | czarna wdowa1
I ciesz sie, poki mozesz. Ja od malego chcialam pracowac w laboratorium. Wszystko inne bylo mniej wazne. W Polsce nie mialam albo pracy w zawodzie ( po studiach), albo mieszkania :-(. Nieplanowany wyjazd do Niemiec i duzo szczescia-dostalam prace w laboratorium, m.in.
Tylko, ze wazne okazaly sie jeszcze inne sprawy: przede wszystkim szef.
Mojego pierwszego wygryzli i po wspanialych latach ciezkiej pracy, zaczelo sie bardzo niemile zycie z nowym. Przetrzymalam. Nie lubie przegrywac....Ale robie wszystko, zeby nic nie robic i tak jest dobrze!!! Jak dobrze, ze mam Was!! ! Jak cudownie byloby isc na emeryture!!!
Podobna sytuacje w tym samym czasie mial niemiecki inzynier-on nie wytrzymal-zwolnil sie sam i na pewno wygral- znalazl inna prace. Gorzej byc nie moglo, bez wzgledu na zarobki.
Użytkownik: ella 2006-06-28 23:27 napisał(a):
Odpowiedź na: I ciesz sie, poki mozesz.... | ella
To do czarnejwdowy1 :). Pozdrawiam serdecznie.
Użytkownik: czarna wdowa1 2006-06-30 22:52 napisał(a):
Odpowiedź na: To do czarnejwdowy1 :). P... | ella
ja również pozdrawiam. Czekam na maila :)
Użytkownik: Pingwinek 2018-12-29 07:59 napisał(a):
Odpowiedź na: chciałabym podyskutować o... | czarna wdowa1
Mój zawód - nauczyciel - przyniósł mi mnóstwo satysfakcji z przebywania w sali lekcyjnej z młodzieżą i... mnóstwo rozczarowań związanych z organizacją pracy szkoły, kontaktami ze współpracownikami, obowiązkami innymi niż dydaktyczne. Wrodzony perfekcjonizm i ogromne zaangażowanie w nauczanie sprawiły natomiast, że nawet przy połowie etatu totalnie brakowało mi czasu na życie (albo sił, gdy czas zaoszczędziłam). Nie żałuję, absolutnie nie żałuję - ale decyzję o rozstaniu podjęłam w pełni świadomie i nie wrócę.
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: