Dodany: 2006-03-08 19:36|Autor: dot59

Redakcja BiblioNETki poleca!

Książka: Co się wydarzyło w Madison County
Waller Robert James
Autor: aolda

3 osoby polecają ten tekst.

Magia, namiętność i prawda


Można by zacząć tak: „Nastrojowa, utrzymana w balladowej tonacji opowieść o płomiennym romansie dwójki niemłodych już ludzi, których drogi krzyżują się na chwilę, by rozejść się na zawsze”*. Najlepiej sprzedająca się książka o miłości na świecie. I to będzie prawdą.

Można też zacząć tak: „Euklides nie we wszystkim miał rację. Zakładał, że dwie nieskończone linie równoległe zawsze takie pozostaną; ale możliwy jest również nieeuklidesowy porządek rzeczy, w którym te linie gdzieś tam, hen daleko, w końcu się spotykają. (...) Czasami spotkanie, przeniknięcie się jednej rzeczywistości z inną, jest możliwe”**. I to też będzie dobry początek.

Ta książka to opowieść o dwojgu ludzi, którzy, według rachunku prawdopodobieństwa, nie mogli się spotkać. Różniło ich wszystko: miejsce zamieszkania, tryb życia, stan cywilny. Ona - Franceska Johnson, niepogodzona ze swoim losem żona farmera ze stanu Iowa, który intelektualnie i emocjonalnie nie mógł sprostać jej oczekiwaniom, ba, nawet nie był ich świadomy, i on – Robert Kincaid, samotny kowboj, podróżnik i fotograf, poszukujący sensu swojego życia na polnych drogach całego świata. Spotkali się jednak. Po to, by stwierdzić, że zostali stworzeni dla siebie, że dopełniają się, tworząc idealną całość. Spotkali się i pokochali, unicestwiając czas i przypadek.

Kiedy spotykamy człowieka na swojej drodze życia, często nie wiemy, kim on dla nas będzie. Co wniesie? Jak długo żyć będzie – w nas? Cztery dni romansu okazały się dla obojga esencją ich życia. Każde z nich żyło w drugim do końca.

Wierzę, że jakaś rzecz lub człowiek mogą zmieniać rzeczywistość, prawa nią rządzące. Wystarczy ich istnienie, a wszystko wtedy: czas, przestrzeń, zaginają się, dążąc do tego jednego punktu, który staje się centrum świata. Taka dobitna wyłączność, punkt ciężkości, który eliminuje wszystko, co nim nie jest. Franceska i Robert spędzili ze sobą cztery dni rozmawiając, fotografując i kochając się. Lampart przybył na ogonie komety i porwał ze sobą kobietę, by następnie stopić się z nią w jednię: „(...) oboje egzystujemy teraz w jakiejś trzeciej istocie, którą wspólnie stworzyliśmy, zwaną „nami”. Może nie tyle w niej egzystujemy, co nią jesteśmy. Dawnych nas nie ma”***. Miłość przyniosła im też wyzwolenie. Francesce dała siłę do sprostania obowiązkom żony i matki, które na siebie lekkomyślnie przyjęła, a Robertowi iluminację – zrozumiał on bowiem, że poprzez uczucie jego życie się spełniło – znalazł pewność „we wszechświecie niejednoznaczności”****.

Nie chcę wgłębiać się zanadto w omawianie drobnych śladów literackich czy filozoficznych, które pisarz delikatnie podrzucił to tu, to tam w trakcie snucia swej historii. „Analiza rozbija całości. Niektóre rzeczy, rzeczy magiczne, muszą pozostać całe, kompletne. Jeśli patrzy się na ich fragmenty – znikają”*****. A wszak autorowi chodziło z pewnością właśnie o uchwycenie istoty, magii miłości i życia, nie zaś śledzenie i analizę fabuły, bo finał tego romansu przedstawił czytelnikowi w zasadzie na początku książki. Układ powieści nie jest chronologiczny, co nie tylko zwiększa jej atrakcyjność, ale jest ponadto formalnym odbiciem zamachu na linearność czasu, dokonanym wspólnie przez Franceskę i Roberta. Ładunek emocjonalny zaś ma ta książka, moim zdaniem, ogromny – każe zastanawiać się nad rzeczami z pozoru niezwiązanymi z miłością: sensem życia, przeznaczeniem, przypadkiem, odpowiedzialnością.

Jako ukoronowanie historii Waller przedstawia nową koncepcję życia ludzkiego – gnostyckiemu jakby mitowi upadku ducha człowieka w niepełną i materialną rzeczywistość przeciwstawia wizję spadania z pierwotnych wyżyn istnienia ku najwyższemu spełnieniu, ku dopełniającej cząstce tkwiącej w drugim człowieku, która ma moc wybawiania: „Jakiś czas temu spadłem ze wspaniałego miejsca na wysokościach, a było to o wiele dawniej, niż sobie liczę lat. I od samego początku spadałem ku tobie”******. Uczucie, że tak jest w ich przypadku, dała obojgu siłę do końca życia.

I jeszcze jedna pochwała. W całej książce nie doszukałam się ani jednego banalnego zdania, ani jednej płytkiej myśli, mimo tego, że traktuje o sprawach, na których pisarz może połamać sobie zęby. Brak tu sentymentalnych uniesień rodem z mdłych romansów dla pań w każdym wieku, brak tak zwanej „aury romantyczności”, której organicznie nie znoszę, jest za to mnóstwo poezji. Poezji, która unosi się nad prostymi słowami tej historii. „Nie jestem pewien, gdzie kończy się wielka namiętność, a zaczyna ckliwość”, napisał Waller*******. Nie zbłądził.

Spotkałam się z zarzutem, że jest to książka beznadziejna, gdyż nieprawdziwie ukazuje emocje kobiety. Że gdyby pisała to kobieta, zupełnie inaczej przedstawiłaby uczucia Franceski i nie pozwoliłaby jej na, bezrefleksyjne wręcz, rzucenie się w ramiona Kincaida. Nie mogę się zgodzić z tą opinią. Myślę, że czas ku temu najwyższy, by skończyć z mitologizacją i odrealnieniem uczuć kobiet. Kobieta też ma ciało i emocje, ma swoje marzenia i ambicje. Książka ta pokazuje miłość dwojga świadomych i dojrzałych ludzi – nie ma tu miejsca na samooszukiwanie się, na pozy, chowanie się za zasłonami typu „przyzwoitość”, „grzech”, czy wreszcie przyprawianie sytuacji tanią „romantycznością” (choć, rzeczywiście, do samej sceny miłosnej wdarło się nieco stereotypów, ale to naprawdę tylko niewielki mankament tej książki). I może dzięki temu właśnie, dzięki tej bezwzględnej, choć trudnej szczerości, na którą zdobyli się bohaterowie, powieść przepełnia piękno i siła, które pozostają w czytelniku długo po skończeniu lektury.



---
* R.J. Waller, „Co się wydarzyło w Madison County”, Warszawa 2004; opis z okładki.
** Robert James Waller, „Co się wydarzyło w Madison County”, tłum. Jacek Manicki i Władysław Masiulanis, Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz, Warszawa 2004, str. 136.
*** Ibidem, str. 109.
**** Ibidem, str. 111.
***** Ibidem, str. 46.
****** Ibidem, str. 105.
******* Ibidem, str. 11.



(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 15872
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 16
Użytkownik: norge 2006-03-10 09:28 napisał(a):
Odpowiedź na: Można by zacząć tak: „Nas... | aolda
Napisalas przepiekna recenzje mojego ulubionego "romansu". Zgadzam sie z kazdym twoim slowem i chyba nie moglabym juz nic dodac... Kincaid to poza tym "moj literacki mezczyzna marzen" :-) Natomiast filmem bylam odrobine rozczarowana, jakos nie pasowali mi do tych rol aktorzy.
Użytkownik: aolda 2006-03-10 09:37 napisał(a):
Odpowiedź na: Napisalas przepiekna rece... | norge
Dziękuję Ci bardzo Diano. Ja natomiast - co w ogóle mi nie przeszkadzało - przy czytaniu miałam wciąż przed oczami Meryl Streep i jej cudowną, oszczędną grę. Film oglądałam bardzo dawno i może Meryl wcale nie zagrała tak, jak mi się wydawało, ale tak właśnie chciałam widzieć Franceskę (pomimo, że literacka bohaterka zupełnie inaczej wyglądała - miała np. ciemne włosy). Film zrobił na mnie wstrząsające wręcz wrażenie - dzięki dramatowi wyboru oraz dzięki Meryl właśnie. Niezwykła, wspaniała adaptacja. Och. Jeden z najważniejszych filmów życia. Cieszę się, że mam okazję to dodać. Pzdr. Diano.
Użytkownik: jamaria 2006-03-10 10:34 napisał(a):
Odpowiedź na: Dziękuję Ci bardzo Diano.... | aolda
Ależ tak właśnie zagrała, oboje tak zagrali.
Bardzo dobra recenzja :)
Użytkownik: norge 2006-03-10 19:10 napisał(a):
Odpowiedź na: Dziękuję Ci bardzo Diano.... | aolda
Hmm, czyli jednak różnica w odbiorze filmu. Może dlatego, że najpierw przeczytałam ksiązkę i odebrałam ją tak jak ty. Zachwyciła mnie!
Według mnie aktorzy grali doskonale, uwielbiam Meryl Streep, ale zabrakło mi tego nieuchwytnego słowami "zaiskrzenia" między parą bohaterów, które tak dobrze wyczuwałam podczas lektury. Ich romans i porywy miłosne na ekranie były dla mnie jakby sztuczne. Nie potrafię wyjasnić dlaczego wydali mi się tak mało przekonywujący :-)
Użytkownik: aolda 2006-03-10 19:56 napisał(a):
Odpowiedź na: Hmm, czyli jednak różnica... | norge
Chyba tak, gdyż zarówno filmem jak i książką jestem zachwycona.

Pamiętam wszakże pewien fragment filmu, który nie do końca mnie przekonał. Był to sam początek rozmowy na temat przyszłości kochanków. Zabrakło mi wtedy przekonania, że łączy ich takie wielkie duchowe porozumienie, które upoważnia ich do tego typu rozmów. Jednak, jak zaznaczyłam, oglądałam ten film bardzo, bardzo dawno i w sumie to co pozostało mi w pamięci, mogę opisać w samych superlatywach. A jedno wahnięcie (niech tam, niech by było ich nawet kilka) nie zmienia dla mnie faktu, że film był wspaniały i prawdziwy.

To samo z książką - sceny miłości są, jak dla mnie, najsłabszą częścią książki (acha, był też taki dziwny wtręt ekologiczny przy okazji refleksji o ewolucji typów ludzkich), a jednak to, że są takie a nie inne, nie zmienia faktu, że całość jest przepiękna.

Pozostaję więc admiratorką zarówno książki jak i filmu i nie chcę, za nic nie chcę decydować, co było lepsze :)
Użytkownik: gaba_n 2006-03-11 03:08 napisał(a):
Odpowiedź na: Chyba tak, gdyż zarówno f... | aolda
Ale przyjemnie przeczytac recenzje i Wasze wypowiedzi! Ja tez jestem wielka milosniczka historii w Madison County, chociaz na razie znam ja wylacznie z ekranu. Ale za to prawie na pamiec! I nie zgodze sie z Diana - wlasnie ze iskrzy od samego poczatku.
A poza tym ten usmiechajacy sie szeroko Clint Eastwood... To gratka takze dla mojego meza, milosnika dobrych westernow i Estwooda w rolach twardzieli. Czasami wlaczamy film wylacznie dla tych kilku scen.
A jako ciekawostke powiem Wam, ze mieszkam niecala godzine drogi od Madison! Moze dodatkowo stad bierze sie sentyment do filmu. Pozdrawiam serdecznie.
Użytkownik: aolda 2006-03-11 13:48 napisał(a):
Odpowiedź na: Ale przyjemnie przeczytac... | gaba_n
Czy więc owe kryte drewniane mosty rzeczywiście istnieją i czy je widziałaś?? :)
Użytkownik: gaba_n 2006-03-11 17:02 napisał(a):
Odpowiedź na: Czy więc owe kryte drewni... | aolda
A jakze!
One naprawde maja w sobie cos. Zwlaszcza Roseman Bridge (ten pierwszy, ktorego szukal Robert). Nie dziwie sie, ze mogly kogos zainspirowac do napisania ksiazki - ten senny klimat, dziwna tesknota za czyms nie do konca okreslonym... Naprawde piekne nostalgiczne i romantyczne miejsca.
Użytkownik: ok dinghy 2006-06-28 23:12 napisał(a):
Odpowiedź na: Można by zacząć tak: „Nas... | aolda
Książka zdecydowanie warta polecenia, jednak przywoływana aura cudowności towarzysząca wrażeniom filmowym kazała mi chyba postawić za duże oczekiwania co do opowieści. W rezultacie jestem nieco rozczarowany, przede wszystkim realnością, dosłownością opisywanych zdarzeń. Zapewne, Waller spisuje pamiętnik Franceski a więc fakty, które się wydarzyły i są realne, jednak po książce spodziewałem pozostawienia większego pola do wyobraźni. Tu miałem ukazane wszystko jak na dłoni, zbyt wyraźnie ;-). Jak często w takich sytuacjach, westchnąłem że nie można przeczytać oryginału i przekonać się czy nie jest ciekawszy :). Pozostaje film, który mam nadzieję zobaczyć i zachwycić się subtelną grą Maryl Streep ( a'la skrępowanie czy niezdecydowanie w epizodach z "Łowcy jeleni").

Dzięki za dokładność w cytatach :-)
Użytkownik: alicja23102 2009-05-18 09:43 napisał(a):
Odpowiedź na: Można by zacząć tak: „Nas... | aolda
Książka doskonała, polecam, a co ważne zostawia trochę do myślenia po przeczytaniu, tak szybko się jej nie zapomina a to chyba ważne.
Użytkownik: alicja225 2010-02-02 16:38 napisał(a):
Odpowiedź na: Można by zacząć tak: „Nas... | aolda
Absolutnie genialna książka. Ja jestem stuknięta jeśli chodzi o książki o uczuciach. Płaczę często i gęsto pod warunkiem, że autor do mnie trafił. Tym razem trafił:) mało tego zarządziłam, że bratanica ma weekend na przeczytanie tej książki a potem oglądamy film. Obejrzymy to się będę zachwycać dalej:)
Użytkownik: alicja225 2010-02-13 14:32 napisał(a):
Odpowiedź na: Absolutnie genialna ks... | alicja225
Film jest równie dobry jak książka a Meryl jest wręcz doskonała. Chciałoby się oglądać więcej takich filmów. Bez milionowych środków poniesionych na stworzenie dzieła,(które zwykle jest o niczym ale za to jest kolorowo)można stworzyć coś bardzo wartościowego.
Użytkownik: ilia 2011-07-12 18:00 napisał(a):
Odpowiedź na: Film jest równie dobry ... | alicja225
Droga Alicjo, jesteś szczęściarą, bo ... dostaniesz ode mnie książkę, którą pragniesz mieć na własność, czyli "Co się wydarzyło w Madison County". Co prawda podarowała mi ją Misiabela, ale chyba się nie pogniewa, że teraz ja Ci ją podaruję.
Książka niestety mnie rozczarowała. Nie ma w niej tej magii, jaka jest w filmie. Film jest przepiękny, Meryl Streep gra po prostu cudnie. Oglądając film "namacalnie" czuje się ten upał, to zastygnięcie świata w pewien sierpniowy dzień, ten czas, w którym wszystko się zmienia w życiu Franceski i Roberta. Książka tego nie oddaje.
Ale dobrze się stało, że z przeciętnie dobrej książki, powstał znakomity i przepiękny film.
Użytkownik: misiabela 2011-07-12 18:10 napisał(a):
Odpowiedź na: Droga Alicjo, jesteś szcz... | ilia
Mariolu, mam identyczne odczucia jak Ty. Książkę przeczytałam i się zadziwiłam, czemu ludzie tak się nią zachwycają. Jest dobra, ale - w mojej ocenie - dużo jej brakuje do bardzo dobrej. Film obejrzałam później i tym razem się zachwyciłam. Tak więc możesz śmiało puścić ją dalej, ja też otrzymałam ją w prezencie i mam nadzieję, że prezentodawca mi wybaczy. Ale może w ten sposób książka znajdzie swojego właściciela, który ją pokocha miłością absolutną :-))
Użytkownik: alicja225 2011-07-12 19:30 napisał(a):
Odpowiedź na: Mariolu, mam identyczne o... | misiabela
Nie szukajcie daleko! Ja chętnie pokocham ją miłością absolutną:) Chociaż raz jestem zadowolona z tego, że komuś się nie podoba książka, którą ja lubię. Dziękuję Wam bardzo:)
Użytkownik: misiabela 2011-07-12 19:56 napisał(a):
Odpowiedź na: Nie szukajcie daleko! Ja ... | alicja225
Nam się podobała, ale nie tak bardzo jak Tobie, więc bądźcie obie szczęśliwe :-))
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: