Dodany: 2005-09-14 10:36|Autor: Sznajper

Krętek blady - pomiot szatana


Historia życia genialnego kompozytora widziana oczami jego przyjaciela z dzieciństwa.

Książka mogłaby być całkiem znośną nowelą lub opowiadaniem, ale straszliwie rozwlekły styl pisania Manna rozdmuchał ją do kilkuset stron. Na dodatek sam autor zdaje sobie z tego sprawę i co jakiś czas przypomina czytelnikowi, że pisarzem to on nie jest i pisać nie umie, a jeśli czytelnik dotarł do tego momentu książki, to sam jest sobie winien.

Najciekawsze w książce są rozdziały, gdzie autor opisuje czas II wojny światowej z punktu widzenia starego niemieckiego inteligenta.

Czytelnik zwabiony tytułem kojarzącym mu się z "Faustem" Goethego będzie srodze zawiedziony. Szatan w osobowej postaci pojawia się tylko raz, a jego narzędziem na ziemi okazują się bakterie powodujące syfilis, którym genialny kompozytor zaraził się od pewnej damy lekkich obyczajów.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 17968
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 8
Użytkownik: sowaOpiekun BiblioNETki 2005-09-15 13:46 napisał(a):
Odpowiedź na: Historia życia genialnego... | Sznajper
"Przypomina czytelnikowi, że pisarzem to on nie jest i pisać nie umie" narrator powieści, nie zaś jej autor. Mann pisarzem jak najbardziej jest i pisać umie, dostał nawet w uznaniu tej umiejętności Nagrodę Nobla:-). Ale, przyznaję, nie każdy jest w stanie docenić wielkość "Doktora Faustusa"; mnie na przykład nie udało się przez tę powieść przebrnąć, mimo kilku podejść i usilnych starań;-).
Użytkownik: Sznajper 2005-09-16 10:34 napisał(a):
Odpowiedź na: "Przypomina czytelnikowi,... | sowaOpiekun BiblioNETki
Mea culpa. Przyznaję, że źle zrobiłem używając w recenzji skrótu myślowego mogącego wprowadzić kogoś kto nie czytał tej książki w błąd.
Ale trzeba też powiedzieć, że świadomość tego, iż to nie Mann lecz jego bohater nie jest pisarzem, w najmniejszym stopniu nie pomaga w przebrnięciu przez "Dra Faustusa".
Użytkownik: sowaOpiekun BiblioNETki 2005-09-17 14:16 napisał(a):
Odpowiedź na: Mea culpa. Przyznaję, że ... | Sznajper
Fakt;-))).
Użytkownik: misio80 2005-11-20 19:21 napisał(a):
Odpowiedź na: Historia życia genialnego... | Sznajper
Mam zupelnie inne odczucia, napiszę więc subiektywnie, co myślę.
Oczywiscie możnaby ująć treść tej książki w postaci zgrabnej nowelki, możnaby, ale...
Treść to jest tylko jedna z conajmniej kilku warstw tworzących dzieło.
Poza tym mogę wymienić jeszcze chociażby formę - język, sposób narracji, konstrukcję itp.
To wpływa na kolejną warstwę, która moim zdaniem jest niewątpliwie istotna w przypadku prozy Manna - klimat. Wiem, to idiotyczna nazwa. Rozumiem przez nią, syntezę treści i formy, będąc jednocześnie wartością dodaną. Pozwala on na nie tylko zapoznanie się z historią przedstawioną, ale też odczuć i przez wywołać pewne przeżycie, doznanie.
I to jest dla mnie największa wartość prozy Manna. Jego ciężki, powie ktoś, styl jest zawsze starannie dobrany - czasami przytłacza, czasami porywa, ale zawsze zmusza do wysiłku intelektualnego.
Jego książki są gęste - nie pozwalają przejść nad poszczególnymi akapitami do porządku dziennego. Każdy zmusza do myślenia, do wychwycenia treści. Nie ma przypadków.
W efekcie czytać można go wolno i z przerwami, albo szybko koncetrując się tylko na kolejnych wydarzeniach.
Ale wtedy traci się tak fenomenalne fragmenty jak opis koncertu Beethovena, w którym słychać nie tylko każdy dźwięk, słychać każdą emocję twórcy, wykonawcy i słuchacza.
Dlatego też nie spłaszczałbym Doktora Fausta li tylko do opowiedzianej historii.
Użytkownik: Sznajper 2005-11-21 09:36 napisał(a):
Odpowiedź na: Mam zupelnie inne odczuci... | misio80
De gustibus non disputandum est. O gustach się nie dyskutuje. Ale...

Przyznaję, nie lubię prozy Manna. Nie lubię "gęstego", "ciężkiego" stylu jego pisania. Może jestem ograniczony intelektualnie, ale dla mnie język "Doktora Faustusa" jest martwy.
A Beethovena wolę posłuchać "na żywo".
Użytkownik: andabo23 2006-10-14 20:35 napisał(a):
Odpowiedź na: Mam zupelnie inne odczuci... | misio80
Mam wrażenie,że zasadniczo - a już zwłaszcza w tej książce - dla Manna treść jest li tylko pretekstem...klimat, język, odczucia, wrażenia składają się na kolejne warstwy tego niesamowitego dzieła.
Użytkownik: mariusz m. 2007-10-01 22:55 napisał(a):
Odpowiedź na: Mam wrażenie,że zasadnicz... | andabo23
Uważam, że powieść jest wybitna, ale nielatwa w odbiorze. Nie z uwagi na skomplikowaną treść, lecz właśnie z uwagi na wspomnianą wyżej tendencję do rozwlekania szczegółów do rozmiarów rzadko w literaturze spotykanych. Jest to więc pozycja dla wytrwałych, a wytrwałość ta zostaje nagrodzona. Ostatnie dwieście stron (mniej więcej) jest bardziej zwarte, dzieje się więcej, jest kilka tzw. "zwrotów akcji". Myślę, że o to chyba autorowi chodziło - żeby odsłonić przed wytrwałym czytelnikiem cząstkę dramatu, który jest kosztem sztuki, cierpienem artysty. Kosztem wysiłku jesteśmy w stanie wchłonąć coś ponadliterackiego. Tak jak w sztuce - gdzie mozół tworzenia pozwala na chwilowe uniesienie - prawdziwe zbliżene się do pierwiastka duchowego tego świata. Przyznam, że sam finisz powieści (ostatnie 60 stron z mojego 660-stronicowego wydania) był dla mnie niesamowity - godny słów najwyższego uznania. Ale te ostatnie rozdziały mają wartość tylko w zestawieniu z całym wcześniejszym rozwlekłym zagajeniem. Ich siła tkwi w konsekwetnie stworzonej "przeszłości".
Użytkownik: Agnieszka-M4 2010-01-16 11:36 napisał(a):
Odpowiedź na: Uważam, że powieść jest w... | mariusz m.
Podzielam opinię. Przeczytanie książki zajęło mi kilka miesięcy, ponieważ zniechęcały mnie wspominane już "rozwlekłości", szczególnie w opisach muzyki. Z jednej strony, potrafię docenić to, że można opisywać muzykę i wrażenia, jakie ona wywołuje na słuchaczach w taki sposób, jak robi to Mann, z drugiej strony (szczególnie w początkowych partiach książki) przeładowanie terminologią muzyczną do mnie nie "trafiało" z tej zwykłej przyczyny, że wielu z używanych przez autora pojęć po prostu nie rozumiałam... Pewnie, żeby w pełni docenić te części książki, trzeba by najpierw skończyć szkołę muzyczną :) Wytrwałość jednak rzeczywiście się opłacała i ostatnie kilkadziesiąt stron potrafi zaskoczyć.
Jeszcze jedna uwaga - czytałam książkę w wydaniu Muzy i muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem wspaniałego tłumaczenia (Maria Kurecka, Witold Wirpsza) - starannego, z pieczołowitym doborem słów i pięknym stylem, troszkę "staroświeckim", ale dzięki temu dobrze dopasowującym się do treści.
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: