Dodany: 05.07.2024 07:39|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Czytatnik: Czytam, bo żyję

2 osoby polecają ten tekst.

Książkowy wehikuł czasu - wyprawa dwudziesta czwarta


W kolejną podróż lekturowym wehikułem czasu wybrałam się nieplanowo, znów za sprawą budki książkowymiennej, gdzie znalazłam coś, co teoretycznie powinnam była przeczytać, gdy było nowością: Egzamin niedojrzałości (Wadecka Saturnina Leokadia). Wtedy na tę książkę nie trafiłam, a teraz, mimo, że poprzednią, autobiograficzną powieścią autorki nie byłam specjalnie zachwycona, skusiłam się na tytuł, sądząc, że bohaterami będą uczniowie szkoły średniej. Dodatkowym magnesem były wspomniane na pierwszej stronie Kielce, bo skoro akcja toczy się gdzieś w okolicy, zawsze była szansa natrafienia na jakąś wzmiankę o krainie dzieciństwa, też położonej w województwie świętokrzyskim (dawnym kieleckim).
Ani jedno, ani drugie się nie sprawdziło, ale niezadowolona nie jestem.

Rzecz dzieje się w Zakrzówku, miasteczku w rzeczywistości nieistniejącym (jest na terenie tego województwa Zakrzówek, ale to wioska, która chyba nigdy praw miejskich nie miała, a poza tym nie przebiega przez nią linia kolejowa; nie udało mi się dociec, czy ma swój realny odpowiednik, bo za mało w tekście informacji. Znalazłam na mapie natomiast Lipiny, gdzie w powieści mieszka rodzina bohaterki ze strony matki), ale opisem mogącym odpowiadać prawie każdej mniejszej miejscowości na Kielecczyźnie: parę uliczek brukowanych kocimi łbami, staw, przystanek autobusowy, trzy sklepy, placyk pod remizą, kiosk Ruchu, no i szkoła. Podstawowa, do której uczęszcza Wiesia Sikora, córka kolejarza i sklepowej, siostra dorosłej już Jadźki (wraz z mężem Marcinem mieszkającej u rodziców), Tadka – ucznia technikum i Leszka, chodzącego do tej samej szkoły. Towarzyszymy jej przez mniej więcej rok: akcja zaczyna się tuż przed końcem roku szkolnego, w którym Wiesia kończy siódmą klasę, a kończy po zakończeniu następnego. Ostatnio spotykają ją same rozczarowania: straciła własny kąt, będąc zmuszona odstąpić szwagrowi miejsce w pokoju dotąd dzielonym z siostrą, a teraz dopiero co dowiedziała się, że nie pojedzie na kolonie nad morze, gdyż z Ameryki po czterdziestu latach nieobecności przyjeżdża cioteczna babka Rozalia. Tylko na kilka dni, potem wszystko wraca do normy. Wyjazd na wieś do drugich dziadków, pomaganie matce w sklepie, nowy rok szkolny i przygotowania do egzaminu do szkoły średniej. A w międzyczasie mnóstwo drobnych zdarzeń, z których każde coś dokłada do poznania innych ludzi lub samej siebie, co równie ważne, bo Wiesia do dojrzałości musi przebyć jeszcze daleką drogę... Na razie jest jeszcze dziecinna, naiwna i dość mocno egocentryczna, skłonna do pochopnych ocen (babcia Helenka napomina ją, że „nie mierzy się wartości człowieka krawiecką miarką!”[1], ale to tak od razu nie działa, jeszcze niejeden raz zdarzy jej się popełnić błąd w tym względzie) i do nieprzemyślanych postępków, których potem żałuje, choć nie wynikają z nich jakieś wielkie dramaty. Wielkich dramatów zresztą i w tle nie ma, Sikorowie to rodzina zwykła, porządna, kochająca się (choć nie nazbyt wylewna i też niepozbawiona wad: matka, choć sprawiedliwa i uczciwa, żywi przekonanie, że trzeba bardziej zabiegać o względy osób, które są ważniejsze i bogatsze, niż tych pozostałych); mniej idealnie jest wśród krewnych ze strony matki, gdzie dziadkowie zostają odsunięci na drugi plan, a młodzi zaprowadzają własne rządy, ale generalnie, jak powiada babcia Helenka, „ludzie są tacy, jacy są, ani źli, ani dobrzy” [2], no i tak właśnie jest, jak to w życiu.

Ten obraz prowincji z wczesnych lat siedemdziesiątych jest dokładnie taki, jaki pamiętam, choć do szkoły chodziłam w nieco większym mieście i nie na Kielecczyźnie. Czego przydałoby się więcej, to szczegółów wiarygodnie osadzających akcję w czasie, bo jest ich niewiele. Usłyszawszy o wysokości manka w sklepie matki, Wiesia stwierdza: „Pięćset czterdzieści złotych… Za tyle to już można kupić porządny zegarek. (…) Tylko jeden, jedyny raz wzięłam sobie tabliczkę czekolady za jedenaście złotych”[3]. Leszek ma w swoim kącie „fotografie Lubańskiego, Kostki, drużyny » Górnika«”[4]. A historyjka „o ludziach, którzy bez skrupułów naciągali swoich krewnych z zagranicy”[5], wyczytana przez Marcina w gazecie, wydała mi się znajoma i chyba nawet wiem, co to była za gazeta, bo tego rodzaju teksty publikował na ostatniej (przedostatniej?) stronie „Kulis” Jerzy Kibic (może nie każdy wie, kto zacz, ale tego łatwo dociec), a ja jeszcze w podstawówce to czasopismo regularnie rodzicom podbierałam, by opowieściami „Kibica” raczyć spragnione sensacji i rubasznego humoru koleżanki.

To czasy na tyle dawne, że dzisiejszy rówieśnik bohaterki raczej nie ma pojęcia, czym zajmuje się stawowy, dlaczego noszenie elastycznej bluzki ma być oznaką (prawdziwej lub udawanej) dorosłości, a już na pewno nie użyje określeń: „ręczny zegarek”[6] ani „zzuliśmy sandały”[7]. Ale czy to znaczy, że powieść jest tak anachroniczna, by nie było po co po nią sięgać? Moim zdaniem wcale nie. Bo pewne rzeczy wcale się nie zmieniają. To, że nikt nie rodzi się dojrzały, a żeby dojrzeć, czasem musi się uczyć na własnych błędach i porażkach, i nie u każdego trwa to identycznie długo. Że niesprzyjające warunki potrafią zepsuć charakter (może krawcowa Czotowa nie byłaby zawistną plotkarą, gdyby nie „odbijała sobie” w ten sposób za pijaństwo męża? Może gdyby ojciec Doroty Chudek nie był tak zapracowany, a matka tak znerwicowana i skupiona na trzymaniu wysokiej stopy życiowej, dziewczyna nie rosłaby na zblazowaną, leniwą i pustą pannicę?). Że zanim się coś zrobi czy powie pod wpływem impulsu, choćby i uzasadnionego, trzeba się pohamować i pomyśleć, czy się kogoś tym nie skrzywdzi. Że może warto z bliskimi rozmawiać, żeby nie musieć sobie mówić, tak, jak Wieśka: „jakże byłam głupia, że nie interesowało mnie życie żadnego z dziadków. Byli, żyli i to mi wystarczało. A cóż ja właściwie o nich wiedziałam? (…) Za późno, żeby pytać, za późno, aby się dowiedzieć”[8]. To będzie aktualne i za sto lat…

[1] Saturnina Leokadia Wadecka, „Egzamin niedojrzałości”, wyd. Nasza Księgarnia, 1974, s. 79.
[2] Tamże, s. 127.
[3] Tamże, s. 30.
[4] Tamże, s. 15.
[5] Tamże, s. 72.
[6] Tamże, s. 22.
[7] Tamże, s. 52.
[8] Tamże, s. 126.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 101
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 2
Użytkownik: misiak297 06.07.2024 09:24 napisał(a):
Odpowiedź na: W kolejną podróż lekturow... | dot59Opiekun BiblioNETki
Mogę zaklepać pożyczankę? Czy już odniosłaś?
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 06.07.2024 10:07 napisał(a):
Odpowiedź na: Mogę zaklepać pożyczankę?... | misiak297
Zostawiłam na razie, przewidując, że ktoś będzie chciał pożyczyć :-).
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: