Dodany: 01.07.2024 19:12|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Czytatnik: Czytam, bo żyję

2 osoby polecają ten tekst.

Czytatka-remanentka VI 24


Tyle mi się nazbierało lektur, których nie zdążyłam zrecenzować:

Ararat (Glück Louise) (4)
Jeden z dwóch dostępnych w Polsce tomików amerykańskiej noblistki, który obiecywałam sobie przeczytać zaraz po wydaniu, a zwlekałam z tym ponad 3 lata, powstał po śmierci jej ojca i w całości poświęcony jest relacjom w rodzinie (jak się zdaje, niełatwym). Dobór słów, przekaz emocji, siła obrazowania – odpowiadają mi jak najbardziej, za to forma nie całkiem, wolę biały wiersz nie aż tak bardzo przypominający prozę, której poszczególne wersy pocięto na chybił trafił „enterem” na pięć czy sześć mniejszych.

Żywot człeka zmałpionego (Chmielewski Henryk Jerzy (pseud. Papcio Chmiel)) (3)
Nie powinnam była tej książki wypożyczać, bo nigdy nie byłam fanką komiksów, więc opowieści o ich powstawaniu i oddźwięku wśród czytelników mnie nie ruszają. Skusił mnie fakt, że pierwsza część autobiografii Papcia Chmiela pozostawiła po sobie dobre wrażenie, opowiadając przede wszystkim o dzieciństwie i dorastaniu autora w międzywojennej Warszawie. I wobec tego nie przewidziałam, że lektura tej mnie aż tak zmęczy. W zasadzie jedyną częścią, którą przeczytałam z przyjemnością, lekko się uśmiechając, były listy czytelników do autora (z zachowaniem oryginalnej pisowni). Bo oprócz tego są także niezliczone listy autora do wydawcy (z targowaniem się o honoraria, o wymagane przez „górę” treści oraz o mankamenty kolorystyczne już przygotowanych/wydanych komiksów), listy autora z wyjazdów zagranicznych, relacje ze spotkań autorskich, dowcipy cudze, dowcipy własne, góra reprodukcji komiksowych obrazków… nie, to ani moja estetyka, ani moje poczucie humoru, a do tego wszystko zdaje mi się mocno chaotyczne. Zaniżam ocenę średnią w sposób drastyczny; trudno, ale na więcej mnie nie stać.

Zjadacze kartofli (Kornhauser Julian) (3,5)
Tomik składa się z dwóch części: pierwsza, zatytułowana „Osiem linijek”, zawiera wiersze krótkie i bardzo krótkie – od 4 do kilkunastu wersów – druga, tytułowa, nieco dłuższe, ale za to bardziej przypominające prozę rozpisaną na wersy i jakoś mniej do mnie trafiające językowo. Z całego tomiku wydał mi się wart przepisania jeden utwór:
„Kto na kogo czeka
Chciałem sięgnąć po książkę,
ale w pewnej chwili moja ręka
zatrzymała się w powietrzu:
nie wiedziałem, co wybrać.
Jak to dobrze, pomyślałem
nagle, że to książki czekają
na mnie, a nie ja na książki” [8].

Jabłoń (Galsworthy John) (4,5)
Kieszonkowy tomik mieści w sobie dwa opowiadania, jedno b. krótkie forsytowskie (stary stryj Swithin na łożu śmierci wspomina jedyny raz, kiedy kobieta – spotkana podczas podróży po Europie młoda Węgierka – zawróciła mu w głowie. Fabularnie bez skazy, jednak w moim odczuciu postacie starego Bölcseya i barona Kasteliza są trochę przerysowane), drugie, tytułowe, dłuższe i niezwiązane z Forsytami (para małżonków z 25-letnim stażem przypadkowo trafia do miejscowości, gdzie przed laty mąż spędzał pierwsze wakacje po ukończeniu studiów. Tam przeżył gwałtowną pierwszą miłość do wiejskiej dziewczyny, a potem, uciekając przed tym nierozsądnym impulsem, poznał obecną żonę. Teraz zaś odkrywa grób tamtej pod jabłonią). Za mało tego na pełen zachwyt, ale warto, jeśli człowiek potrzebuje się trochę nasycić kształtnym językiem.

Miłość, śmierć i inne wzory (Janko Anna) (4)
Trzeci w tym miesiącu tomik poezji, która okazała się nie do końca taka, o jakiej marzyłam. Dobra, dopracowana językowo, ale takich wierszy, które do mnie w stu procentach trafiają, jest tylko kilka.

Wielki mały ekran: Telewizja a codzienność Polaków w latach sześćdziesiątych (Pleskot Patryk) (4)
„Wielki mały ekran” to publikacja z pogranicza historii mediów i socjologii, opisująca rozwój i odbiór telewizji polskiej w latach 60. XX wieku. Bliżej jej do pracy naukowej, niż do opracowania popularnonaukowego, ale nawet czytelnik bez większych zapędów naukowych co nieco z niej wyciągnie. Dużo tu danych statystycznych z ankiet, wobec czego można się zorientować, jakie programy częściej oglądali widzowie w miastach, a jakie na wsi, jaki odsetek widzów włączał telewizor na określone seriale czy spektakle, ile godzin spędzały przed ekranem dzieci, a ile dorośli, ile kosztował abonament, a ile sam telewizor itd. Dodatkowej rozrywki dostarczają urywki z listów od telewidzów, zżymających się na usterki techniczne, na dobór repertuaru („Zapanowała szmira i biodrowa akrobatyka taneczna. Z szumem i hałasem pokazuje się roztańczoną młodzież studencką, kawiarniano-piwniczne obyczaje pewnego środowiska – nic dla kulturalnego robotnika”[157]) lub pory nadawania poszczególnych programów, wreszcie na sceniczne emploi poszczególnych aktorów czy prezenterów (czasem z pewną dozą słuszności, bo fakt, że „młodzi ludzie w sposób wyzywający zapalają papierosy i dymią”[156] nobilitował tytoniowy nałóg, a czasem… słuszność zastępowała pruderia, bo np. w roku 1963 nadawcy podpisani jako „my górnicy” domagali się: „Zlikwidujcie to syczące, nagie stworzenie, która na naszych twarzach wywołała rumieniec wstydu”[155-156]).
Zaraz na początku wpadł mi w oko jeden oczywisty błąd: w inauguracyjnym programie jeszcze nie TVP, tylko doświadczalnej stacji telewizyjnej Instytutu Łączności w roku 1952 wystąpił rzekomo „Jerzy Nowochotek, który wykonał dwa utwory na gitarze”[16]. Jeśli nawet jakiś Jerzy Nowochotek istniał, to nie był on aktorem grającym na gitarze – był nim natomiast Jerzy Michotek. Prawdopodobnie błąd ten popełniono mechanicznie, na skutek „nałożenia” się na jego nazwisko nazwiska występującej w tym samym programie Marty Nowosad, powtórzył go autor książki za tekstem źródłowym, a za nim powtarzają autorzy wpisów na różnych stronach internetowych.
Drugi mogący wprowadzić w błąd fragment pojawia się w akapicie o najpopularniejszych programach roku 1967. „ »Ściganego« i »Bonanzę« za najbardziej interesujące uznało aż 73,1 proc. Respondentów. Prawie tyle samo osób wskazało na »Doktora Kildare’a« (70,1 proc.). O popularności tych seriali najlepiej świadczyło powiedzonko krążące po Trójmieście, odnotowane przez Lecha Pijanowskiego: »Jak ci zadam cios Templera, to cię Kildare nie pozbiera«”[88]. Tyle, że jeden z bohaterów tego powiedzonka, Simon Templar (fonetycznie Templer z krótkim „e” na końcu), pochodzi z serialu tutaj niewymienionego, noszącego tytuł „Święty”, który – sama sobie nie wierzę, bo byłabym przysięgła, że zerkałam nań kątem oka jako małe dziecko! – emitowano prawdopodobnie od roku 1969, czyli później, niż „Czterech pancernych” i „Stawkę większą niż życie”.
Ale przeczytać było warto.

PRL się śmieje!: Polska komedia filmowa lat 1945-1989 (Talarczyk-Gubała Monika) (3,5)
I wypożyczona zaraz po tej poprzedniej druga książka z tej samej serii, w jeszcze większym stopniu będąca rozprawą naukową. Przypomniałam sobie dzięki niej parę tytułów filmów, które widziałam, ale nie utrwaliły mi się w pamięci, poznałam parę, które mnie jakoś ominęły, a o tych, które znam i lubię, i nadal z wielką przyjemnością oglądam, nie dowiedziałam się niczego, czego bym jeszcze nie wiedziała. Za to w tym, co wiedziałam, znalazłam parę irytujących literówek, które nie powinny się pojawiać w pracy naukowej, bo zniekształcają tytuły (spektaklu TVP wg opowiadania Sławomira Mrożka: „Wesele w Tomicach”[51]), filmu czeskiego: „Jak utopić doktora Mroczka?”[113] i komedii Stanisława Barei: „Co mi zdobisz, jak mnie złapiesz”[134]) lub nazwiska („Kondrartiuk”[114]), i trochę powtórzeń (np. „Krzakoski postanawia (…) ożenić się z matką swego dziecka i jednocześnie córką prominenta”[126]; „Krzakoski dosłownie wiąże się więzami krwi z najwyższą władzą (przez ciążę córki prominenta)…”[127]). Trudno powiedzieć, żeby była to lektura nieciekawa, ale porywająca też nie.


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 58
Dodaj komentarz
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: