Dodany: 20.06.2024 13:00|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Co widać, słychać i czuć na niższych stopniach drabiny ewolucyjnej?


Przyroda fascynuje mnie od dzieciństwa; przyczyniło się do tego kilka czynników, z których na pewno nie najmniej istotnym była obfitość literatury przyrodniczej i w domowej biblioteczce, i w bibliotekach publicznych, do których uczęszczałam, odkąd nauczyłam się czytać. Jak się okazuje, odkrycia poczynione w różnych jej obszarach do połowy XX wieku, były zaledwie znikomą cząstką tego, co wiedzą dzisiejsi naukowcy, mający do dyspozycji sprzęt badawczy, o jakim kilka dekad wcześniej nikomu się nie śniło. I nie dotyczy to tylko wyróżniania nowych gatunków czy analiz genetycznych, wskazujących na niepodejrzewane wcześniej pokrewieństwa między tymi już istniejącymi, ale dosłownie każdej dziedziny z najrozmaitszymi jej poddziedzinami. W obrębie zoologii na przykład – ogromny postęp zrobiła wiedza z zakresu zachowań zwierząt, ale także ich anatomii i fizjologii. Cóż jeszcze nowego można stwierdzić w organizmie żaby czy motyla, czego by nie wiedziały poprzednie pokolenia przyrodników? Ano, okazuje się, że całkiem niemało, czego dowodem jest potężny wolumin „Niezwykłych zmysłów” (objętość tomu, a w konsekwencji i jego waga, może trochę przerażać: nie jest to kieszonkowe czytadełko, tylko prawdziwa „cegła” – dobrze ponad 500 stron formatu B5, dość drobną czcionką, z czego ok. 1/5 stanowią przypisy, bibliografia i indeks), publikacji opisującej zaledwie maleńki wycinek powyższego zagadnienia, mający jednak kolosalne znaczenie dla rozumienia mnóstwa faktów z życia zwierząt, od maleńkich, paromilimetrowych owadów po ogromne kaszaloty czy słonie.

Ed Yong, brytyjski dziennikarz naukowy (z wykształcenia zoolog i biochemik), przegryzł się przez nieprawdopodobną objętość źródeł – wykaz piśmiennictwa zajmuje 60 stron, na każdej około 20 pozycji –odbył rozmowy z licznymi badaczami, w wielu przypadkach towarzysząc ich eksperymentom, by podsumować to, co wiemy na temat zwierzęcych narządów zmysłów.

Które zwierzę ma kubki smakowe na stopach, a które wszędzie, włącznie z tylną częścią ciała? Czy liczba oczu, a jeśli nie oczu, to narządów okopodobnych, ma związek z ostrością widzenia? I czy zawsze znajdują się one w obrębie głowy? Czy dla każdych oczu mak jest czerwony, trawa zielona, a rybka tropikalna, żywy pierwowzór Dory z filmu animowanego dla dzieci, niebiesko-żółta? Co można usłyszeć, zaczaiwszy się z mikrofonem pod rośliną, którą obsiadły owady o zabawnej nazwie zgarby? Do czego służą krecikowi zwanemu gwiazdonosem dwadzieścia dwa różowe frędzelki, okalające czubek nosa? Dlaczego nietoperzowi łatwiej złapać ćmę pozbawioną ogonowatych wyrostków na końcach skrzydeł? Czy ślepy grzechotnik może upolować gryzonia? Gdzie sowa ma uszy (dla ułatwienia: nie pod tymi pierzastymi pęczkami na głowie, przy odrobinie wyobraźni przypominającymi uszy ssaka) i czemu nie są one ułożone symetrycznie, jak u innych zwierząt? W jaki sposób australijskie ćmy bogongi świeżo po wykluciu z poczwarek odnajdują drogę do odległych o kilkaset kilometrów jaskiń, gdzie kryją się na czas upałów? I wreszcie: czy nasza cywilizacja, z tym stale narastającym poziomem sztucznego oświetlenia i hałasu, nie szkodzi tym zwierzętom, których zmysły z taką wnikliwością bada?

To tylko pojedyncze z bardzo wielu pytań, na które znajdziemy tu odpowiedzi, często uzasadniane bardzo obszernie, z wykorzystaniem w objaśnieniach anatomii, fizjologii, biochemii i biofizyki i ze szczegółowymi opisami przebiegu doświadczeń. Stopień trudności zawartych tu treści określiłabym jako średni – to znaczy, nie podsuwałabym „Niezwykłych zmysłów” dzieciom młodszym niż 12-14 lat (choć oczywiście i w tej grupie wiekowej mogą się znaleźć pasjonaci, którzy łatwiejsze lektury przyrodnicze mają już dawno za sobą) ani osobom, które od opisów badań naukowych i objaśnień mechanizmów fizjologicznych wolą zbiory łatwo przyswajalnych i lapidarnie sformułowanych informacji, natomiast cała reszta zainteresowanych zoologią ma tu czego szukać. I to przez dłuższy czas, bo ak dużej porcji wiedzy – choć tak ciekawej – nie da się wchłonąć na raz, tak jak nie da się jednym tchem przeczytać podręcznika uniwersyteckiego (powtórka przed egzaminem to co innego); z drugiej strony, raczej nie należy robić sobie zbyt długich przerw w przyswajaniu jednego rozdziału, by nie pozapominać szczegółów.

Pod względem językowym lektura również satysfakcjonuje, aczkolwiek zdarzyły się drobne potknięcia w odmianie wyrazu pochodzenia greckiego („są to tak zwane trichobotria”; „mając sto trichobotrii na każdej nodze”, „powoduje odchylenie trichobotria bezpośrednio z góry”[1]) i coś, za co trudno winić tłumaczkę czy redakcję, bo tak naprawdę to nie usterka, tylko problem, który nie bardzo wiadomo, jak ugryźć, używając języka do tego niedostosowanego (w jednym z rozdziałów pojawia się postać, mająca żeńskie imię i pisząca o sobie na stronie swej uczelni, że jest „gender non-conforming (…) female” https://www.bu.edu/biology/people/profiles/karen-warkentin-2/ - kobietą niespełniającą powszechnie uznawanych norm płciowych. W języku angielskim przynajmniej część osób niebinarnych pragnie, aby pisząc o nich, zamiast „he/she”, używać zaimka „they”, czyli „oni”. Po polsku brzmiałoby to dziwnie, więc zdecydowano się na 3 os.r. nijakiego: „Warkentin przedstawiło ten pomysł…”[2]. Można się przyzwyczaić, ale i tak w niektórych kontekstach są trudności z właściwym zastosowaniem tej koncepcji: tu „studentka Warkentin(a)”[3], tam „którym (…) zajęło się jego przyszły student, Karen Warkentin”[4]. Pewnie z czasem wszystkie języki jakoś się do tej kwestii zaadaptują…).

Całościowe wrażenie mogę podsumować jednym zdaniem: już dawno nie odbyłam tak fascynującej podróży w obszary, o których istnieniu miałam dotąd ledwie skromne pojęcie, a o ich rozległości prawie żadnego!

[1] Ed Yong, „Niezwykłe zmysły”, przeł. Magdalena Rabsztyn-Anioł, wyd. WUJ, 2024, s. 224-225.
[2] Tamże, s. 230.
[3] Tamże, s. 231.
[4] Tamże, s. 261.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 240
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: