Dodany: 22.05.2024 22:43|Autor: fugare

Redakcja BiblioNETki poleca!

Książka: Anagalis: Historia miłosna
Maurensig Paolo

2 osoby polecają ten tekst.

Miłość, Wenecja i Henry James


Podobno Truman Capote powiedział, że „być w Wenecji, to jakby zjeść całe pudełko czekoladek z likierem naraz”. Nie wiem. Wciąż obce są mi oba te doświadczenia. Z pewnością przesytu tym miastem nie odczuwał Henry James - chętnie bywał i pięknie o niej pisał. Mnie na razie zupełnie zadowoliła podróż do Wenecji, w której moim cicerone był Paolo Maurensig.

"Anagalis" brzmi tajemniczo i nie ma co ukrywać, znacznie lepiej niż kurzyślad, bo tak w języku polskim nazywa się ta niepozorna roślinka lecznicza, kwitnąca drobnymi niebieskimi kwiatami. Wenecja, jako miejsce, w którym potencjalnie miałaby ugodzić mnie strzała Amora, też zapowiadałaby się bardziej zachęcająco, niż na przykład takie nasze Swornegacie - również perła w koronie, ale nie Włoch, tylko Kaszub. A na marginesie, nazwa tej miejscowości nie ma nic wspólnego ze swojsko brzmiącym określeniem części bielizny, jeśli ktoś miałby przypadkiem takie, całkiem zresztą naturalne, skojarzenie. Swornegacie to po kaszubsku „zwarte groble” od słowa „gać”, które oznacza wiązkę czegoś, ale również tamę, groblę lub od „gacić” - opatrywać, uszczelniać, sprzątać, co w połączeniu ze słowem „sworne” czyli zgodne dało taki śmieszny dla nieznających ich etymologii wynik. Zdaje się, że odpływam już coraz bardziej od głównego wątku, choć pozostaję wciąż w kręgu skojarzeniowym, bo w tej powieści pływa się często - oczywiście, jak to w Wenecji - gondolami. Kieruję więc swoją gondolę do brzegu, a właściwie do wejścia, ponieważ wszystkie eleganckie weneckie rezydencje mają główne wejścia od strony Grande Canale, a tam przecież zmierzamy.

W 2010 roku do Wenecji przyjeżdża czterdziestoletni pisarz, którego ambicji nie zaspokoił sukces wydawniczy i będąc również miłośnikiem dziesiątej muzy, postanowił zrealizować swoje marzenie wyreżyserowania pełnometrażowego filmu. Napisał scenariusz, była to: "adaptacja filmowa tego małego-wielkiego arcydzieła Henry'ego Jamesa, jakim są »Autografy Jeffreya Asperna«". [1] Właśnie w Wenecji zaplanowano jego spotkanie z agentem aktorki, która była zainteresowana zagraniem głównej roli, o ile pisarz-przyszły reżyser znajdzie inwestorów, którzy zaryzykują powierzenie mu realizacji projektu. Spotkanie i rozmowa zupełnie zmieniają plany dotyczące filmu. Bohater dowiaduje się bowiem, że istnieją inedita, czyli niewydane dzieła, których autorem jest Henry James i za radą doświadczonego agenta postanawia poszukać szczęścia w napisaniu scenariusza i wyreżyserowaniu filmu na podstawie takiego materiału. Z pomocą Olgi, autorki pracy magisterskiej poświęconej twórczości Henry’ego Jamesa, dociera do ukrytego w metalowym pudełku po biszkoptach rękopisu. Rękopis jest bardzo zniszczony, miejscami nieczytelny i sprawia duże trudności, ale w końcu, po kilku latach mozolnej pracy udaje mu się stworzyć z niego spójną całość, którą czytelnik otrzymuje, jako część drugą tej małej szkatułkowej powieści - historię pewnej miłości, jej domniemanym autorem jest Henry James. Autor rekonstrukcji tak ją przedstawia:
"Oto rezultat: rodzaj palimpsestu, po części autentycznego, po części podrobionego. Niektórzy z pewnością skrzywią się, uznając wszystko razem za okropną hybrydę, ale na twarzy tego wyrafinowanego dżentelmena, który nieraz pojawiał mi się w snach w najbardziej krytycznych momentach mojej pracy, nie było nigdy śladu nagany". [2]
Trudno nie przyjąć tego wyznania za słowa samego Maurensiga, który był Jamesem zafascynowany i podziwiał jego twórczość. Część trzecia powieści - podsumowująca, przypomina nam epizod z biografii wielkiego pisarza dotyczący jego przyjaźni, głębszego związku z pisarką i poetką Konstancją Woolson.

Niezależnie od tego, czy tylko zainteresowanie twórczością Jamesa i podkreślana (nie tylko w tej powieści) miłość do sztuki - literatury, malarstwa, muzyki była dla autora natchnieniem, rodzajem pożywki dla jego wyobraźni, czy znalazły się w niej elementy prawdziwe, co nie jest wykluczone, chociaż autor tego nigdy nie potwierdził, to naprawdę niebanalna lektura i niech nikogo nie zwiedzie podtytuł, bo to rzeczywiście o miłości, ale również o poszukiwaniu innych cennych, nieuchwytnych i trudnych do zdefiniowania wartości jak sztuka czy piękno. Paolo Maurensig tworzy w niej portrety psychologiczne postaci, których nie powstydziłby się autor "W kleszczach leku" i "Portretu damy" wciągając jednocześnie czytelnika do powieściowego świata, w którym Wenecja jest również bohaterką.

O włoskim autorze Paolo Maurensigu myślę jak o kimś bliskim. Jestem jego czytelniczką, a on jest moim pisarzem - znany większości czytelników fenomen. W Polsce ukazały się tylko trzy jego powieści i jest mało znany, ale zupełnie mi to nie przeszkadza, a nawet doskonale podkreśla prawa, jakie uzurpuję sobie do jego (skierowanej przecież właśnie do mnie) twórczości. Mam na własność wszystkie trzy i nikomu ich nie pożyczę. "Anagalis" - ostatnia - ukazała się w tej ostatecznej formie, jaką znamy, na rok przed śmiercią pisarza - w 2020 roku, a w 2023 wydało ją bardzo pięknie Wydawnictwo Próby, w tłumaczeniu Haliny Kralowej z sugestywną grafiką Józefa Wilkonia na okładce. W tej samej serii wydano, obok innych bardzo interesujacych pozycji, "Godziny włoskie" Henry'ego Jamesa, których chyba nie sposób nie przeczytać przy tej okazji, oczywiście jeśli kogoś do "Anagalis" uda mi się zachęcić.

[1] Paolo Maurensig, "Anagalis. Historia miłosna", przeł. Halina Kralowa, Próby, 2023, s. 7.
[2] Tamże, s. 25.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 245
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 2
Użytkownik: Lykos wczoraj, 15:42 napisał(a):
Odpowiedź na: Podobno Truman Capote pow... | fugare
Podobny kłopot z tłumaczeniem miał tłumacz książeczki Baronowej Orczy "The scarlet pimpernel". Bohater książki, angielski arystokrata ratujący ofiary Rewolucji Francuskiej, zostawia na miejscu swoich akcji tytułowy kwiat, jakby podpis. Zgadliście Państwo, to kurzyślad polny. Ale jak tu przetłumaczyć tytuł tej powieści: "Szkarłatny kurzyślad polny"? Książka otrzymała więc polski tytuł "Szkarłatny kwiat".

Nawiasem mówiąc, wydawało mi się, że kwiat odgrywający tak szlachetną rolę powinien być piękny i okazały. Piękny jest, to prawda, ale płożąca się łodyżka ma długość kilka - kilkanaście cm, a kwiat jest wielkości paznokcia. W naszym ogródku, w którym rośnie jako chwast, jest ceglastoczerwony. Wikipedia podaje, że niekiedy może być błękitny.
Użytkownik: fugare wczoraj, 22:00 napisał(a):
Odpowiedź na: Podobny kłopot z tłumacze... | Lykos
To nie problem z przetłumaczeniem, zwłaszcza że tłumaczka jest bardzo ceniona, doświadczona i znana jako popularyzatorka literatury włoskiej. Powiedziałabym nawet, że nobilituje mało znanego w Polsce autora i zupełnie nieznany utwór. "Anagalis" to w tej powieści tytuł noweli autorstwa Henry'ego Jamesa (przypuszczalnie), a nazwa użyta jest jako imię dziewczęce, choć bohaterowie rozmawiają o jej innym "roślinnym" znaczeniu. Nie wynikało to z mojej zabawy polskim znaczeniem tej nazwy, więc można było wyciągnąć wniosek, że tłumaczka nie chciała spolszczyć tej nazwy, a to akurat nie ten przypadek.
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: