Dodany: 25.10.2023 09:56|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Czytatnik: Czytam, bo żyję

Książkowy wehikuł czasu - wyprawa dwudziesta pierwsza


Na kolejną lekturową podróż w czasie wybrałam się z pomocą książki, co do której nawet nie byłam pewna, czy ją czytałam, czy nie (Elektryczne gitary (Rozwadowska Halina) ); wiedziałam, że narratorem jest chłopak, ale to mogłam wiedzieć i ze streszczenia. Dopiero, kiedy zajrzałam do środka, zaczęłam sobie przypominać pewne szczegóły.

Jak w większości powieści dla młodzieży z lat 60-70, również i akcja tej usytuowana jest w Warszawie, w „żoliborskiej dzielnicy willowej”[38], gdzie rodzice narratora otrzymali w spadku przedwojenny domek, „malutki, o spiczastym dachu, z zielonymi okiennicami i małym okienkiem pięterka”[38] i dochowali się tam pięciorga dzieci. Najstarszy z piątki, Kuba, ma piętnaście lat i właśnie dostał się do liceum; następne są bliźnięta, Szczepan i Krysia, młodsze od niego o rok z kawałkiem, potem dziesięcioletni Błażek i siedmioletnia Zuzanna, której imienia nikt nie używa, nazywając ją Dzieciną. Rodzina wiedzie typowe życie peerelowskiej „klasy średniej” – w cudzysłowie, bo takiego pojęcia wówczas nie używano – czyli nie bieduje, ale też nie stać jej na wiele rzeczy, które dziś wydają się normalne, na przykład telewizor (ten ma pojawić się w domu dopiero, gdy ojciec, inżynier od budowy mostów, zarobi ponad standard, wyjechawszy na roczny kontrakt do Ghany) albo wspólny wyjazd na wakacje („każde jedzie gdzie indziej. Dziecina z Błażkiem na kolonie maluchów, Bliźniaki zawsze razem na inne, dla starszych, a ja jeszcze na inne, tylko dla chłopców. Tata i Mitek zostają w domu. Pracują w ogródku, chodzą na plażę nad Wisłę (…)”[31]. Wszyscy to jakoś akceptują – wszyscy oprócz Krysi, która „potrzebuje wszystkiego, co drogie, modne i zagraniczne”[8], a najlepszą drogą do zaspokojenia tych potrzeb wydaje jej się kariera artystyczna. Najpierw taneczna, potem aktorska, wreszcie muzyczna. Szczepan robi zawsze wszystko to, co jego bliźniaczka, więc i on zaczyna grać w zespole, lekceważąc naukę, i on marzy o własnym instrumencie, którego to marzenia rodzice zrealizować nie mogą. A to dopiero początek problemów. Bo podczas nieobecności ojca bliźniaki dostaną się pod wpływ dawnego kolegi Kuby, teraz obracającego się w nie do końca odpowiednim towarzystwie, a matka wskutek wypadku na długie miesiące wyląduje w szpitalu. Piętnastolatek będzie musiał sobie poradzić z prowadzeniem domu i z dopilnowaniem młodszego rodzeństwa, co nawet z pomocą kapitalnej dziewczyny, Łucji nazywanej Santą, która w domu Tarwidów znalazła oazę rodzinnego ciepła, nie będzie łatwe…

Bardzo to sympatyczna lektura, a kiedy się popatrzy na nią z perspektywy czasu, uderza podobieństwo do późniejszych o (w przybliżeniu) dekadę pierwszych tomów „Jeżycjady” Musierowicz. Rodzina inteligencka, wielodzietna, więc materialnie ledwie wiążąca koniec z końcem, ale za to emocjonalnie wspaniała, integralna jak rzadko: rodzice od lat są kochającą się parą, wychowują dzieci bez użycia jakiejkolwiek przemocy, uczą uczciwości i szczerości, wspierają w każdej (byle rozsądnej i… możliwej ekonomicznie) sprawie; dzieci od najmłodszych lat nauczone są pomagać w domu (nawet pyskata i buntownicza Kryśka od czasu do czasu się temu podporządkowuje), a co ważniejsze, rodziców kochają, szanują i mają do nich zaufanie. Nie ma przy tym, jak u Musierowicz, podziału ról na jedynego żywiciela rodziny i strażniczkę domowego ogniska. Matka „haruje w aptece jak koń, ma jeszcze nocne dyżury”[40], więc w tygodniu obiady jada się poza domem, za to w sobotę i niedzielę kuchnią komenderuje ojciec, pod którego kierunkiem „reszta obiera jarzyny, ziemniaki, zmywa, podaje, wyciera”[41]. A do tego rodzina, w dużej mierze dzięki partyzanckiej przeszłości Andrzeja i Hanki, ma całą sieć powiązań z ludźmi dobrej woli: ktoś zabiera któreś z dzieci na wakacje, ktoś przywozi indyka na święta, ktoś służy wiedzą medyczną w razie nagłej choroby, ktoś pomaga Kubie uporać się z problemami finansowymi, gdy rodziców nie ma na miejscu. W tej atmosferze ogrzewa się Santa. Jako niemowlę porzucona przez matkę, jako dziesięciolatka osierocona przez ojca (który zresztą niewiele jej czasu poświęcał, pozostawiając jej wychowanie swojej matce), a gdy opiekująca się nią babka straciła wzrok, przymusowo zwrócona przez „jakieś władze”[82] matce, której „do szczęścia potrzebny jest tylko teatr i ma go od rana do wieczora”[82] – właściwie nie wie, co to jest szczęśliwe dzieciństwo, tak samo, jak mała Aurelia z Jeżyc, choć z zupełnie innego powodu.
I tylko problem, przed którym stanie rodzina w trakcie chwilowej swojej dezintegracji, będzie ciut poważniejszy – w aspekcie zarówno wagi etycznej, jak i możliwych skutków – niż te, z którymi borykają się młode Borejkówny…

Oczywiście, musi być w tej powieści trochę dydaktyzmu, w tym przypadku serwowanego zwłaszcza ustami postaci trzecioplanowej, lecz ważnej dla rozwoju akcji: dzielnicowego Ligockiego, uosabiającego stereotyp „dobrego milicjanta”. Nie pada tam jednak ani jedno słowo, które by można choć pośrednio powiązać z propagandą socjalizmu, a tylko przestrogi przed „elementem przestępczym”, któremu marzy się łatwe i bogate życie, obfitujące w rekwizyty pochodzenia zachodniego: dżinsy, skórzana kurtka, lambretta, elektryczna gitara… Tę fascynację Zachodem widać też i u Kryśki, która tłumaczy starszemu bratu pseudonimy starszych kolegów z zespołu („Bill Morris i Dżul Ejms, zawsze ładniej niż Mięsko i Adamczyk”[132]) i byłaby gotowa dokonać zamiany swojego „zwyczajnego” płaszcza na „amerykański” nowej koleżanki, gdyby nie sprzeciwiła się temu matka.

Jedyne, co mi trochę przeszkadzało, to chwilami zbyt dorosłe pod względem stylu i języka wypowiedzi Kuby (w narracji, bo w dialogach i on, i wszyscy inni mówią tak, jak się mówiło na co dzień); Santa także w pewnym momencie, streszczając mu swoje dotychczasowe życie, przemawia językiem, jakiego mogłaby użyć osoba kilkakrotnie starsza, spisująca własną biografię, ale jest to z jej strony najwyraźniej chwyt świadomy, którego można się spodziewać po nastolatce przedwcześnie dojrzałej, wychowanej na literaturze nie tylko dziecięco-młodzieżowej. Ale nadal oceniam tę powieść bardzo pozytywnie i aż wierzyć mi się nie chce, że ocen ma tak mało.


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 166
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: