Dodany: 15.09.2023 19:18|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Czytatnik: Czytam, bo żyję

5 osób poleca ten tekst.

Jak wyjść z opowieści, kiedy się w nią weszło?


Po pierwszym czytaniu Zimistrz: Opowieść ze Świata Dysku (Pratchett Terry) przed dokładnie 15 laty pozostała mi dwuzdaniowa notatka, podsumowująca tylko ogólne wrażenie, prawdopodobnie dlatego, że pisanie o Pratchetcie uważałam wówczas za rodzaj sztuki wyższego rzędu, dla uprawiania której trzeba być albo zawodowym krytykiem, albo kimś wyjątkowo utalentowanym. Z czasem nabrałam śmiałości i o kilku odsłonach Świata Dysku zdarzyło mi się napisać przy trzecim czy czwartym czytaniu. A po „Zimistrza” sięgnęłam dopiero teraz, w ramach systematycznej powtórki, cykl po cyklu.

I doszłam do wniosku, że jednak napisać o nim warto. Fabułę można streścić krótko, bo jest oparta na tym samym schemacie, co poprzednia części cyklu o Tiffany: młoda kandydatka na czarownicę dostała się pod opiekę nowej mentorki i znów ma problem z pewną istotą z niezupełnie materialnego wymiaru. O ile poprzedni taki stwór, ulnik, był rodzajem bezcielesnego pasożyta, przyczepiającego się do najsilniejszego umysłu, jaki w okolicy wyczuje, o tyle obecny, Zimistrz, ewidentnie wziął sobie na cel samą Tiffany. Bo przypadkowo stała się świadkiem obrzędu sprowadzającego zimę i zapragnęła zatańczyć morrisa z czarno ubranymi tancerzami; on wziął ją za swoją odwieczną antagonistkę i zarazem partnerkę do tańca, Letnią Panią, i ni stąd, ni zowąd się w niej zakochał. Stalkerzy są generalnie trudni do zniesienia, a cóż dopiero tacy, którzy oprócz swojej bogini prześladują całą okoliczną ludność! Gdyby tylko padały płatki śniegu o kształcie sylwetki Tiffany, to byłoby pół biedy, ale już na przykład góra lodowa wyrzeźbiona na kształt jej popiersia jest znacznie bardziej groźna, nie mówiąc o zwałach śniegu zasypujących wioski w Kredzie... Sędziwa panna Spisek, u której obecnie uczy się Tiffany, wiele nie pomoże, bo właśnie przenosi się na inny świat w szacownym wieku lat stu kilkunastu. A osoba, która przejmuje po niej chatę, na mistrzynię (ani na obrończynię) zdecydowanie się nie nadaje. Przynajmniej na razie. Jednakże są jeszcze przecież Nac Mac Feeglowie i nieoceniona babcia Weatherwax, która oddaje Tiffany pod opiekę Niani Ogg, Feeglom zaś powierza zadanie sprowadzenia z zaświatów Letniej Pani przy pomocy bohatera, którego najpierw muszą odnaleźć i przekonać do udziału w misji…

Mroczny i magiczny nastrój przez większą część opowieści dominuje nad pierwiastkiem rozrywkowym (którego jednak i tak jest pod dostatkiem). Przy okazji – jakżeby inaczej – pada sporo stwierdzeń podsumowujących naturę świata (nie tylko Świata Dysku, oczywiście) i specyficzne cechy jego mieszkańców, np.

„Przyszłość zawsze jest trochę chwiejna. Dowolny drobiazg, jak upadek płatka śniegu lub upuszczenie niewłaściwego rodzaju łyżki, może pchnąć przyszłość na całkiem inną ścieżkę. Albo nie” [17];

„Czarownica codziennie musi spotykać ludzi głupich, leniwych i ogólnie niemiłych, i z całą pewnością mogłaby sobie pomyśleć, że świat znacząco by się poprawił, gdyby im przyłożyć. Ale nie robi tego, gdyż (…) a/ świat stałby się lepszy tylko na bardzo krótki czas, b/ potem natychmiast stałby się trochę gorszy, i c/czarownica nie powinna być tak głupia jak oni” [45];

„Początek i koniec czegokolwiek jest zawsze niebezpieczny. A życia już najbardziej” [103];

„Długie życie wcale nie jest takie cudowne, jak się wszystkim wydaje. Rozumiesz, dostajesz taką samą porcję młodości, jak wszyscy, a potem wielką dokładkę bycia bardzo starym, głuchym i sztywnym [109]”;

„Kłopot polega na tym, że choć można zamknąć oczy, nie da się zamknąć myśli” [128];
„…ludzie kochają opowieści, ponieważ kiedy już stworzy się opowieść, można ją przerabiać. (…) Kiedy ktoś zmienia Opowieść, nawet niechcący, Opowieść zmienia i jego” [143];

„Ludzie chcieli, by świat był opowieścią, ponieważ opowieści muszą brzmieć właściwie i muszą mieć sens. Ludzie chcieli, aby świat miał sens” [178];

„Niełatwo uczyć kogoś, kto nie chce przyznać, że istnieje cokolwiek, o czym nie wie” [197];

„… jeśli chce się nosić głowę w chmurach, trzeba obiema nogami stąpać po ziemi” [227] ;

„… boffo to sposób, w jaki istoty ludzkie zmieniają świat, oszukując same siebie. (…) stwierdza, że rzeczy nie mają żadnej mocy, jeśli ludzie im tej mocy nie nadadzą” [251].

A swoją drogą, dla Piotra Cholewy „Zimistrz” musiał być chyba jednym z większych wyzwań, związanych z przysposabianiem całego tego uniwersum do odczytania przez polskiego czytelnika – bo niełatwo zaczynać tłumaczenie od trzeciej części podcyklu, którego dwie pierwsze części przetłumaczył kto inny, w dodatku w cokolwiek odmiennej konwencji, niż on sam tłumaczył wcześniej kilkanaście innych powieści. Zdecydowanie niekomfortowa sytuacja, z której wybrnął świetnie, aczkolwiek dopiero teraz zauważyłam, że dwa terminy wyszły mu inaczej, niż dwa czy trzy lata później, kiedy powtórnie tłumaczył „Wolnych Ciut Ludzi” i „Kapelusz pełen nieba”. Późniejszego ulnika (w oryg. hiver) tu nazwał ulowcem, a to dziwne urządzenie, które czarownice konstruowały ze znalezionych w kieszeniach rzeczy, czyli późniejszy mobil (w oryg. shambles), po prostu urządzeniem (w przekładzie D. Malinowskiej-Grupińskiej były to odpowiednio: współżycz i chaos). Ciekawa jestem, czy w późniejszych wznowieniach zostało to ujednolicone; mój egzemplarz pochodzi prawdopodobnie z roku 2007, ale pewności nie mam, bo roku wydania najzwyczajniej nie podano.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 281
Dodaj komentarz
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: