Dodany: 28.06.2023 19:14|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Taka optymistyczna na papierze, taka smutna w duszy


Kto się wychował na powieściach Lucy Maud Montgomery, prawie na pewno nabrał przekonania, że ich autorka była osobą tak pełną radości życia jak Ania Shirley, tak zdeterminowaną, jak Emilka Starr i tak zrównoważoną, jak Pat Gardiner. Tym bardziej, jeśli wychował się w Polsce, bo tutejsi czytelnicy bardzo długo nie wiedzieli o autorce nic więcej ponad to, że – jak większość jej bohaterek – dzieciństwo spędziła na Wyspie Księcia Edwarda. Z chwilą, gdy można już było korzystać z zasobów internetowej wiedzy, dało się dotrzeć do informacji, że choć nie była pełną sierotą, wychowywali ją dziadkowie, że zdobyła wykształcenie uniwersyteckie, przez krótki czas pracowała jako nauczycielka, po czym została żoną pastora Ewana Macdonalda (pisząc nadal pod własnym nazwiskiem) i matką trzech synów, z których jeden zmarł zaraz po narodzinach. Mniej więcej wtedy wydano też u nas wybrane fragmenty z jej wczesnych dzienników. I tyle. Tymczasem w Kanadzie historyczka literatury, Mary Henley Rubio, przez wiele lat zbierała materiały do monumentalnej biografii Montgomery, odnajdując nielicznych już ludzi, którzy znali pisarkę osobiście, przegryzając się przez pozostałe po niej papiery, studiując prasę i opracowania krytycznoliterackie z pierwszej połowy XX wieku. Trwało to długo, ale było warto, bo w rezultacie powstał wielowymiarowy, przejmujący portret nie tylko twórczyni, ale kobiety, żony, matki… zupełnie innej, niż można by wnioskować tylko na podstawie analiz jej utworów.

Dzieciństwo Maud – bo tym imieniem nazywali ją bliscy – rzeczywiście dostarczyło jej inspiracji twórczych na całe lata. Wczesna śmierć matki, stale nieobecny ojciec, odstające od rówieśników dziecko z rozwiniętą wyobraźnią i ambicjami literackimi, nauczycielka nadająca kierunek zdolnej uczennicy… i długo jeszcze można by wyliczać motywy, znajdujące odzwierciedlenie w tej czy innej powieści lub opowiadaniu. Sytuacje, postacie, uczucia – ale nie całe życiorysy. Bo te spośród bohaterek, których dzieje mieliśmy sposobność śledzić dłużej, w ostatecznym rozrachunku były szczęśliwe. Nawet Ania Blythe z domu Shirley, której los odebrał nowo narodzoną córeczkę, a potem dorosłego syna, ale oszczędził pozostałe dzieci i męża - i na ich wsparcie zawsze mogła liczyć - a ponadto obdarzył ją usposobieniem pozwalającym się pozbierać po tych bolesnych ciosach. Maud, podobnie jak Ania, w dzieciństwie i wieku nastoletnim doznawała gwałtownych przeskoków emocjonalnych – od euforii do „otchłani rozpaczy” – jednak w jej przypadku nie były to zwykłe zawirowania nastrojów typowe dla okresu dojrzewania, tylko sygnały dużo poważniejszego problemu. Człowiekowi cierpiącemu na depresję nawet z pomocą najżyczliwszych bliskich może być trudno odzyskać równowagę, a Maud takiej pomocy praktycznie nie mogła oczekiwać. Ani od ojca, który córką z pierwszego małżeństwa poważniej zainteresował się dopiero wtedy, gdy mu wpadło do głowy, że dziewczyna ma już kilkanaście lat i mogłaby się zająć przyrodnim rodzeństwem. Ani od dziadków, których staromodne zasady nie przewidywały wnikania w uczucia dziecka: ma co jeść i w co się ubrać, to wystarczy. Ani od całej reszty krewnych, którzy najpierw nie zwracali na nią specjalnej uwagi, za to potem, gdy stała się sławna, tłumnie udawali się do niej po wsparcie finansowe. Ani od męża, mającego własne problemy psychiczne, których zatajenie przed żoną byłoby wystarczającym powodem dla unieważnienia małżeństwa… gdyby nieszczęsna małżonka takie rozwiązanie dopuszczała. Ani wreszcie od synów, którzy najpierw byli tylko bezradnymi dziećmi, potem tylko młodymi ludźmi, pragnącymi mieć własne życie i potrzebującymi na to pieniędzy (przy czym starszy z nich, zaburzony psychicznie w jeszcze inny sposób niż ojciec i matka, sam nie cierpiąc z tego powodu, przez trzydzieści parę lat przysparzał rodzicom jedynie zgryzot). A jeśli jeszcze dołożymy nieprzyjemne przejścia zawodowe – trwający kilkanaście lat zatarg z nieuczciwym wydawcą i systematyczne publiczne deprecjonowanie jej twórczości przez obsesyjnie niecierpiącego jej krytyka (notabene, nieposiadającego nawet stosownych kwalifikacji, ale dobrze ustosunkowanego), aż trudno uwierzyć, że przy tym wszystkim była w stanie jeszcze tworzyć. I że niezmiennie były to dzieła pełne optymizmu, przekonujące, iż człowiek dobry i uczciwy zostanie nagrodzony dobrocią i uczciwością innych (a jeśli nawet natrafi na kogoś nieżyczliwego, los zaraz da tamtemu pstryczka w nos), miłość przyjdzie do każdego, kto na nią zasługuje, a marzenia spełnią się każdemu, kto się o to czynnie postara. Tak bardzo się ją podziwia jako twórczynię, jako kogoś, kto przyniósł sławę Kanadzie i Wyspie Księcia Edwarda – i tak bardzo jej żałuje jako człowieka…

Te emocje to zasługa nie tylko samej historii życia Montgomery, ale także – w co najmniej równym stopniu – Mary H. Rubio, która tyle pracy i tyle serca włożyła w odtworzenie kolei losu pisarki, zadbawszy przy tym i o szczegóły – czy to ubioru, czy wystroju wnętrz, czy budżetu domowego państwa Macdonaldów – i o bogactwo cytatów, i o analizy poszczególnych utworów (na tyle szczegółowe, by czytelnik nieznający któregoś z nich mógł się zorientować, o co chodzi, i na tyle proste, by nie trzeba było sięgać do słownika wyrazów obcych). Jest na tych blisko siedmiuset stronach kilka miejsc, w których autorce zdarzyło się wracać do opisanych już faktów, nie sprawia to jednak wrażenia chaosu ani celowego „nabijania objętości”, pełniąc raczej rolę gawędziarskiego spoiwa, co jest o tyle istotne, że tak długą opowieść nie każdy czyta jednym tchem, wielu czytelników studiuje ją partiami, a wówczas przydają się nawiązania do tego, co było wcześniej. Warto się przez tę sążnistą objętość przegryźć, szczególnie, jeśli należy się do miłośników twórczości Montgomery. A jedyne, czego się po zakończeniu lektury żałuje, to że nie można od razu sięgnąć po kompletne dzienniki pisarki i że w ogóle nie wiadomo, czy kiedykolwiek zostaną po polsku wydane…

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 482
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 2
Użytkownik: Raptusiewicz 02.09.2023 17:05 napisał(a):
Odpowiedź na: Kto się wychował na powie... | dot59Opiekun BiblioNETki
Z wcześniejszych źródeł, jest jeszcze ta biografia: Maud z Wyspy Księcia Edwarda: Biografia L. M. Montgomery (Gillen Mollie) :)
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 03.09.2023 14:58 napisał(a):
Odpowiedź na: Z wcześniejszych źródeł, ... | Raptusiewicz
O, dzięki, nigdy na nią nie trafiłam!
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: