Dodany: 16.03.2023 13:51|Autor: koczowniczka

Czytatnik: O bohaterach literackich nieco inaczej

1 osoba poleca ten tekst.

Kilka słów o „Doll story” Michała Pawła Urbaniaka


W starych powieściach wśród trzecioplanowych postaci często pojawiają się panny do towarzystwa. Zatrudniane przez zamożne osoby, miały obowiązek zabawiać je rozmową i robić wszystko, czego pracodawca sobie zażyczył. Rzadko były traktowane z szacunkiem, najczęściej na ich potrzeby ani uczucia nikt nie zwracał uwagi. Z biegiem lat zwyczaj przyjmowania takiego towarzysza wymarł. Ale wyobraźnia pisarzy nie zna granic i oto Michał Paweł Urbaniak wymyślił sobie, że w dwudziestopierwszowiecznej Polsce znowu można angażować takich płatnych przyjaciół, w dodatku nie dorosłych, lecz dzieci. Te Maskotki – bo tak są w książce nazywane – muszą być zawsze uprzejme i gotowe do spełniania zachcianek pracodawcy. W zamian zyskują możliwość przebywania w bogatym domu, podpatrywania, jak funkcjonuje rodzina, otrzymują też pensję i raz w tygodniu wychodne. Jeśli będą miały szczęście, właściciel pomoże im się usamodzielnić, a nawet zapisze swój majątek.

Wolfgang, główny bohater powieści zatytułowanej „Doll story”, w przededniu swoich szesnastych urodzin zapragnął dostać taką właśnie Maskotkę. Dlaczego? Skąd takie nietypowe marzenie? Otóż jest on późnym, jedynym dzieckiem nieudacznika Włodka i apodyktycznej Tosi. W pierwszych latach życia chorował na białaczkę, stracił też śledzionę, toteż matka nie pozwala mu wychodzić z domu. Sama zarządza edukacją syna: zatrudnia prywatnych nauczycieli, zapędza go do podręczników. Chłopak spędza czas na nauce, czytaniu kryminałów Agathy Christie – i nasłuchiwaniu kłótni rodziców, bo oni chronią go przed wirusami, ale przed awanturami i wulgaryzmami już nie. Z byle powodu wpadają w złość i wrzeszczą, zupełnie się nie zastanawiając, jak ta atmosfera wpływa na syna. Tymczasem Wolfgang staje się coraz bardziej rozdrażniony i nieszczęśliwy, coraz rozpaczliwiej tęskni za tym, by mieć kogoś bliskiego.

Dawniej autorzy nie poświęcali osobom do towarzystwa wiele uwagi. Ot, skromnie siedziały w cieniu, niekiedy coś powiedziały, coś tam sobie myślały, ale co, to już nikogo nie interesowało. W „Doll story” jest inaczej: Mariusz, czyli ów płatny przyjaciel, awansuje na postać niemal tak ważną jak jego właściciel. Michał Urbaniak ciągle o nim pisze, a jeśli Maskotki nie ma na powieściowej scenie, to i tak ktoś o niej mówi lub myśli. Ta postać została skonstruowana w ten sposób, że budzi ciekawość; czytelnik wciąż się będzie zastanawiał, do czego Mariusz dąży, co przeżył, dlaczego szukał pracy. Jednak na te pytania niełatwo odpowiedzieć, bo autor opisuje wydarzenia jedynie z perspektywy głównego bohatera. Wiemy tylko to, co widzi, słyszy i myśli Wolfgang i tylko od nas, od naszego doświadczenia zależy, czy odbierzemy postacie z książki tak samo jak on, czy inaczej.

„Doll story” już od pierwszych stron intryguje. Chce się wiedzieć, czy w obecności nowego domownika Rajchertowie zdołają powstrzymać się od awantur. Czy będą w stanie zrozumieć, że płatny towarzysz też ma uczucia i nie można traktować go jak kolejnej zabawki? Czy Maskotka będzie potulna, czy nie wypadnie ze swojej roli i nie zapragnie czegoś więcej, niż to określono w umowie? Czy Wolfgang umie się przyjaźnić? I czy ten piętnastolatek, który miewa dziwne pomysły – na przykład by dosypać matce do herbaty trucizny albo komuś, kto akurat czyta „Morderstwo w Orient Expressie”, zdradzić rozwiązanie zagadki – będzie chciał i umiał stłumić te niepokojące podszepty?

Powieść jest bardzo dobra i wiarygodna, choć raz czy dwa autor wystawia cierpliwość czytelnika na próbę. Niełatwo jest uwierzyć, że prawie pełnoletni chłopak, świadomie zgłaszający się do pracy w charakterze Maskotki, przy pierwszym spotkaniu z właścicielami pyta, czy może nazywać ich mamą i tatą. Dziwne też, że dobrze zbudowany osiemnastolatek bardzo chce przenieść akwarium z chomikiem, ale nie daje rady, a ileś stron dalej starsza pani podnosi to samo akwarium i taszczy poza dom. Czyżby autor uważał, że młodzi mężczyźni są słabsi fizycznie od podstarzałych kobiet?...

Niemal cała akcja rozgrywa się w tym samym miejscu, w kręgu tych samych osób. Panuje ponura i duszna atmosfera, cały czas ma się wrażenie, że główny bohater tkwi w pułapce i trudno mu będzie z niej uciec, bo jest przecież zbyt chorowity, zbyt dziwny, zbyt mocno przyzwyczaił się do samotności. Jest w powieści taka przerażająca scena, kiedy drzwi stają otworem i Wolfgang waha się, czy wyjść: z jednej strony kusi go sylwestrowa noc, z drugiej – powstrzymuje lęk przed nieokreślonym zagrożeniem. „Doll story” na pewno nie jest prostą historyjką o ptaszku, który ucieka z niewoli i czuje się szczęśliwy. To raczej książka o tym, że im dłużej siedzimy w klatce, tym mocniej się do niej przyzwyczajamy i tym trudniej będzie żyć poza nią. Im dłużej tkwimy w samotności i czujemy frustrację, tym mniejsze mamy szanse, by nas ktoś polubił. Jest to też historia o przemocy psychicznej i o tym, jak działa ona na ofiarę. Podsumowując: bardzo dobra powieść, warta polecenia.

Doll story (Urbaniak Michał Paweł)

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 173
Dodaj komentarz
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: