Dodany: 08.03.2023 14:31|Autor: LouriOpiekun BiblioNETki

Redakcja BiblioNETki poleca!

Książka: Niestandardowi
Urbaniak Michał Paweł

6 osób poleca ten tekst.

Niestandardowi in plus czy in minus?


[W tekście poniższym zdradzam istotne szczegóły fabuły]

Choć "Niestandardowi" to książka lżejsza, mniej nasączona cierpieniem od debiutanckiej powieści Michała Pawła Urbaniaka, to nie można powiedzieć, by była lekką rozrywką – choć istotnie czyta się bardzo potoczyście. Jest jednak powieścią napisaną inaczej, z odmiennego punktu widzenia, budzącą swą fabułą bardzo ambiwalentne odczucia. Przybliżając treść:

Historia opowiedziana jest z perspektywy Wiktora Porochy (niepierwszoosobowej, lecz narratora wszechwiedzącego, ukrytego za jego oczami). Jest to osobnik cierpiący na neurotyczny krytycyzm, wynikający z żalu do świata o nieszczęście, które go dotknęło: koszmarne poparzenia nóg, przez które nigdy już nie założy krótkich spodni ani nie pójdzie na basen, a przeczuwa, że i nie znajdzie żadnej chętnej partnerki. Wiktor jest absolwentem marketingu, czemu wciąż daje wyraz – z jednej strony nadętymi stwierdzeniami typu "ja tam znam takie marketingowe sztuczki" albo "Ja się nie dam uwikłać w jakieś takie…"[1] (jako żywo przypomina tutaj karły z "Ostatniej bitwy" C.S. Lewisa, które także "nie dały się oszukać"). Z drugiej – swoim przekonaniem o "marketingowym" wyrachowaniu wszystkich wokół. Spotyka na swej drodze artystkę-fotografkę Liwię Gawlin, która zaprasza go do udziału w swym najnowszym projekcie wespół z kilkoma innymi osobami: swym synem Cecylem/Zenkiem o obciętych palcach, Filipem z wadą rozwojową kręgosłupa, roztrajkotaną Sandrą o ciele modelki i dziobatej twarzy, Janą o pociętych w wypadku rękach, wreszcie uduchowionym Olkiem, synem bogacza, pokrytym bliznami po skaryfikacji. Wpierw uczestniczą w cotygodniowych warsztatach, by ostatecznie wziąć udział w sesji zdjęciowej, która ma ich domniemaną brzydotę czy ułomność uczynić atutem, zmienić postrzeganie piękna i wartości człowieka. Wiktor powoli oddala się od swoich dotychczasowych przyjaciół, skupionych na przyjemnościach w stylu sączenia piwka w pubie i gadki o niczym, a zakochuje (lub "zakochuje") się w Liwii – choć zdaje się raczej mylić zwykłą żądzę z miłością, bo głębi w tym brak. Ostatecznie okazuje się, że nie tylko cena sławy bywa wysoka i płatna w byciu adresatem hejtu lub rozpadzie relacji, ale i ta sława bywa wątpliwa, zbudowana na wątłym fundamencie, jeśli nie wręcz na cudzej energii tudzież wyobrażeniu.

To, co zwraca przede wszystkim uwagę w "Niestandardowych", to charaktery. Najważniejszy jest oczywiście charakter Wiktora, oczami którego oglądamy świat i językiem którego dowiadujemy się o owym świecie. Wiktor jest niesympatyczny, skrajnie egotyczny, skupiony tylko na sobie tak mocno, że nie dostrzega wręcz tematów na innym poziomie – to prostak (Liwia nadaje mu miano Kalibana z szekspirowskiej "Burzy") – jest to chwilami wręcz groteskowe, trochę "jak autor wyobraża sobie człowieka współczesnego sukcesu bez głębszego życia wewnętrznego". Jest to postać trochę z Shuty Sławomir (właśc. Mateja Sławomir), trochę z Piotr C. (pseud.), niewątpliwie swoje piętno odcisnęła i Ostrowska Ewa Maria (pseud. Zbyszewski Brunon lub Lane Nancy)… Jest to zresztą dla mnie łyżką dziegciu: ten język momentami przesadnie wulgarny, co łączy się z większym problemem: stereotypowo niewyrafinowanym życiem "prostaków", nawet tych z magisterium – tyle, że z "chałturowych", nieklasycznych kierunków typu marketing; pokazani są ludzie "zwykli" prostaccy, płytcy, pełni uprzedzeń i pogardy dla "niestandardowości". Jednak jako zabieg literacki jest to udane o tyle, że tym bardziej wyróżniają się wypowiedzi osób o wysokiej kulturze, wiedzy i bardziej złożonych procesach wewnętrznych.

Co mogło wyjść Urbaniakowi trochę przypadkowo? To, że mimo wulgarności, uprzedzeń, pogardy wobec niemal każdego, Wiktor zachowuje swoje frustracje dla siebie – spotyka się natomiast z tymi, którzy je wylewają na zewnątrz. Czy się różnią? Czy ja mam być sfrustrowany, bo ktoś może w swojej głowie obrzucać mnie najgorszymi inwektywami?

Drugim z najważniejszych charakterów jest oczywiście Artystka Liwia Gawlin. Osoba natchniona, bardzo charyzmatyczna, przebywająca w wyższych obłokach kultury. Jednocześnie jest to osoba apodyktyczna, z którą inni nie potrafią się zetrzeć i skonfrontować jej z jej ułomnościami CHARAKTERU, z których cięższą jest pewien paskudny rodzaj chełpliwości, zwany "virtue signalling". W książce tak został na przykład przedstawiony:

"– (…)O! «Niektóre uwielbiają pocieszać mężczyzn, którzy w ich opinii tego potrzebują, a potem afiszują się z nimi na dowód własnej wspaniałomyślności». Liwia, czujesz się wspaniałomyślna?
(…) Wydawało się, że Liwia Gawlin przyrosła do fotela. Miażdżyła Hallisa zimnym spojrzeniem. (…) Miało być przyjemnie i kreatywnie, a nagle atmosfera zrobiła się tak napięta, że chciało się stąd spadać. Może zawsze tu tak było, tylko nie mieli okazji, aby to dostrzec? (…)
– Skoro chcesz sabotować moje zajęcia, to lepiej je sobie odpuść"[2].

Liwia żyje jednakowoż trochę w świecie ułudy – zaślepiona swoją idealistyczną wizją nie myśli o tym, że pobudki innych ludzi mogą być ukryte lub mętne; wmawia w siebie pasującą jej wizję cudzych charakterów:

"[Wiktor] wziął lustro w ozdobnej ramie – może to głupie, ale przynajmniej go zakryje. Trzeba być cwanym. Otrzymał pochwałę («Wiktorze, chyba przestanę cię zwać już Kalibanem! Ty masz w sobie pokłady wyobraźni, których dotąd nie odkryłam! (…) Jakbyś mówił: przyszliście patrzeć na mnie, a spójrzcie na siebie! Tak to czujesz, prawda?»). Miał spokój"[3].

Myślę, że Liwia jest tak naprawdę centralną postacią "Niestandardowych" i służy autorowi do pobudzenia czytelników do dyskusji nad jednostką wybitną i jej przesłankami. Także nad swoistą artystyczną megalomanią, nie mówiąc o momentach, gdy, starając się być nieszablonowa, wpada ona w pospolity szablon ekstrawaganckiej artystki. Czy Liwię Gawlin napędza romantyczne przekonanie, że sztuka może zmienić społeczeństwo, czy też kieruje nią zwykła żądza sławy? Zdaje się chcieć wykazać swoją turpistyczną wystawą – niczym bohater opowiadania "Gladius Dei" Manna – iż sztuka, która jest jedynie piękna, jest bezwartościowa, jest kiczem. Tyle wielkich ambicji artystycznych – deklarowanych. Jednak w tej powieści jedni poświęcą się dla cudzych ambicji, by zaspokoić chuć, zaś drudzy poświęcą się dla cudzych chuci, byle zaspokoić ambicje. Kto jest bardziej fałszywy? Mamy do czynienia z budowaniem w sobie obrazu innych (zgodnego z wyobrażeniami i oczekiwaniami), budowaniem w innych obrazu siebie i wreszcie budowaniem w sobie obrazu siebie. Nieodparcie nasuwa się też zdanie Lacana, iż "miłość to dawanie tego, czego się nie posiada komuś, kto nie istnieje" – zdanie wiele mogące wyjaśnić w dziwnej i pełnej wzlotów i upadków relacji Wiktora z Liwią.

Jest to wreszcie swoista analiza zjawiska celebrytyzmu i pięknych oraz (w większej ilości) brzydkich okoliczności i następstw towarzyszących publicznemu sukcesowi. Górnolotne frazesy zderzają się z przyziemnym pragnieniem rozgłosu, nawet za cenę instrumentalnego traktowania ludzi jako "materiału twórczego". Mamy to jasno wypunktowane słowami "(Niby tyle gadania o sztuce, a liczył się marketing!)"[4] To dotyczy jednak jednostki wybitnej, czyli Liwii, której pretensje do bycia celebrytką są jeszcze jako-tako uzasadnione. Pretensje takie jednak zgłaszają (czasem wręcz histerycznym zachowaniem) niektórzy uczestnicy projektu. Przy czym Wiktor (i nie tylko on) występuje tu jako osoba, która zasadniczo nie reprezentuje sobą nic poza jedną sferą (do której wciągnięta została przez mecenasa/animatora/reżysera – jedyną osobę ogarniętą i promującą (promotorkę)). Wyobrażać on sobie zaczyna, że powinien być podziwiany na różnych płaszczyznach. Jawi się jak aktor, który gra świetnie, ale mówi chwytliwe kwestie jedynie na planie, gdyż napisał je genialny scenarzysta, ale poza ekranem wypowiedzi są głupie, bo wymyślił je sam. Tymczasem okazuje się, że katastrofa nadciąga nieuchronnie, bowiem budowanie poczucia wartości całego życia na jednym aspekcie stwarza niebezpieczeństwo utraty źródła energii emocjonalnej w obliczu kłopotów lub porażki w tej jedynej sferze, będącej źródłem szacunku do siebie.

"Niestandardowi" mają w sobie dużo więcej godnych omówienia aspektów. Urbaniak dba, by jego powieści nie były płaskie i oczywiste; dba także o urozmaicenia fabularne czy tematyczne. Ponieważ recenzja i tak nadmiernie spuchła, więc wspomnę zaledwie kwestię pokonywania traum, dalekie echa "Frankensteina" Shelley albo akcenty humorystyczne, dające chwile oddechu od klaustrofobicznej atmosfery pustki życia, depresyjnego nastroju płynącego ze świadomości swej cielesnej niedoskonałości, wybujałych oczekiwań związanych z wernisażem:

"– Nie czytałeś «Domu lalki», Wiktorze? Nie znamy Ibsena?
– Nie.
Omawiał to w szkole, ale o czym tu gadać? Nawet wypożyczył, lecz nie przeczytał, bo grube, dwa tomy, komu by się chciało. Leżało trzy tygodnie, zanim odniósł do biblioteki. Znał treść z bryka, ale już zapomniał. To chyba było polskie, a nie jakiś Ibsen-pipsen. Nory też nie pamiętał, tylko jakąś Izabelę. Poza tym jego nie interesowały lalki (…)"[5]

Bardzo warto docenić (z lekka co prawda trącące elitaryzmem) wtręty literackie, nie tylko w postaci eksplikujących cytatów czy aluzji, podobnych nazywaniu Wiktora Kalibanem, ale także w postaci mrugnięć okiem do czytelnika np. wspomnieniem Manderley. Trochę gorzej jest z przedstawieniem "hejtu" – możliwe, że Urbaniak chciał pokazać jedynie twardą i prymitywną jego odmianę, wychodzi to jednak dość sztucznie. Warto pamiętać o innych rodzajach "niestandardowych" typów komunikacji w Internecie: prócz hejtu można spotkać trolling (umyślne podkręcanie negatywnych emocji innych uczestników dyskusji), biedatrolling (trolling łatwy do przejrzenia), pyskówkę (kłótnię, która bywa bardziej gorąca ze względu na poczucie anonimowości i bezkarności na forum internetowym), januszerkę (styl prowadzenia dyskusji a la "wiejski filozof") i zwykły wtórny analfabetyzm – tak gramatyczno-ortograficzny, jak i ogólnoedukacyjny.

No i jest jeszcze zakończenie. Zakończenie, które wali po łbie, łamie gatunek, zmienia perspektywę i zmusza do podniesienia oceny dla "Niestandardowych". Bo również do standardowych nie należy.

[1] Michał Paweł Urbaniak, "Niestandardowi", wyd. Mova, 2021, s. 35.
[2] Tamże, s. 188.
[3] Tamże, s. 244.
[4] Tamże, s. 307.
[5] Tamże, s. 147-148.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 445
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: