Dodany: 16.02.2023 13:10|Autor: fugare

Rumi. Przegrana potyczka miłości z rozumem?


Niewiele brakowało, a udałoby mi się zdążyć z tą recenzją na Walentynki. Czy jest wśród nas ktoś, kto chciałby poczytać o miłości i poznać historię pewnej niemłodej Amerykanki, która znużona swoim dostatnim i przewidywalnym życiem u boku niewiernego, choć bogatego męża-dentysty w otoczeniu trojga nastoletnich dzieci, postanawia opuścić ten skostniały układ i pobiec za głosem miłości prawdziwej? O Elli, na którą "uczucie spadło (...) tak nagle i bezceremonialnie, jakby ktoś cisnął kamień w zaciszny staw jej dotychczasowego życia" [1]? Nie? Tak sądziłam. Na szczęście to tylko jeden z wątków tej opowieści, której podtytuł w niektórych wydaniach brzmi: powieść o Rumim. Właśnie, nie o Elli, tylko o Rumim.

Turecka pisarka, Elif Shafak, urodzona we Francji, ale swoją twórczością oddana całkowicie ojczystemu krajowi i jego problemom, za co zresztą znalazła się już w Turcji na ławie oskarżonych, postanowiła w tej książce oddać hołd mistykowi, poecie, sufiemu i islamskiemu przewodnikowi duchowemu, założycielowi zakonu "Wirujących Derwiszy". Poezja Rumiego nie jest w Polsce tak znana i popularna, jak na przykład w Stanach Zjednoczonych, ale dla Islamistów i innych przedstawicieli tradycji kulturowej Wschodu, pochodzący z terenów obecnego Afganistanu, nauczający w trzynastym wieku na terenie dzisiejszej Turcji, Maulana Jalaluddin Rumi to poeta kultowy, wybitny. Trzeba przyznać, że autorka postawiła sobie niełatwe zadanie i do jego realizacji zastosowała oryginalne środki. Nie przypominam sobie powieści, w której występowałoby aż tylu narratorów. Przenoszą nas z czasów współczesnych Elli (z 2008 roku) do roku 1242, kiedy rozpoczyna się burzliwa historia przedstawiająca pewne zdarzenia z życia Rumiego-teologa, które choć złamały mu serce i zrujnowały dotychczasowe życie - obudziły w nim poetę.
"Nie ma już we mnie ani krzty uczonego i kaznodziei, którym niegdyś byłem. Miłość zabrała wszystkie moje zwyczaje i nawyki, a w zamian napełniła mnie poezją. I choć wiem, że nie istnieją słowa zdolne wyrazić moją wewnętrzną podróż, wierzę w nie. Jestem teraz wyznawcą słów"[2].

W podróż po antycznej Anatolii - do Konyi i Bagdadu udajemy się wraz z Ellą, która zatrudniwszy się w agencji wydawniczej, zostaje recenzentką książki tajemniczego Aziza z Holandii. Mamy więc powieść w powieści. W kolejnych rozdziałach zmieniają się narratorzy i poza Ellą, przywracającą akcję do czasów współczesnych, historię Rumiego - poza nim samym i Szamsem z Tabrizu, kolejną kluczową postacią - opowiadają nam jego synowie, żona, nowicjusz, nierządnica, opój z gospody, zabójca, wojownik Baybars, uczeń, adoptowana córka i to jeszcze chyba nie wszystkie narratorskie głosy.

Tu należałoby już porzucić ten lekko ironiczny ton i zastanowić się poważnie nad nasuwającym się pytaniem, dlaczego tak dobra i doceniana pisarka, mająca opinię odważnej feministki, politolożka z wykształcenia i wykładowczyni akademicka, nominowana do nagrody Bookera, w historię o mistycznym islamskim piewcy miłości wplata banalną intrygę romantyczno-melodramatyczną niczym z prawdziwego harlequina, bo takim niestety okazuje się być wątek Elli. Za to temat Rumiego przenoszący nas do starożytnej Anatolii jest bardzo ciekawy i intrygujący. Jedyny rozsądny wniosek, jaki przyszedł mi do głowy - poza tym, że to wypadek w pisarskiej pracy - jest taki, że autorka chciała nam dobitnie pokazać, jaka przepaść dzieli współczesną duchowość tzw. kultury zachodniej od wysublimowanej i pełnej dodatkowych treści wschodniej mistyki. A może zrobiła założenie, że historia Rumiego podana czytelnikowi bez współczesnego nawiązania nie zainteresuje i nie zachęci do sięgnięcia po nią? To oczywiście tylko moje przypuszczenia, bo jestem przekonana, że książka pozbawiona wątku Elli - który z początku jest, trzeba przyznać, interesujący, ale z czasem coraz bardziej rozczarowuje - byłaby dużo lepsza.

"Czterdzieści zasad miłości" może się jednak podobać i jest wiele dowodów na to, że są czytelniczki i czytelnicy, których zachwyca. Mnie, po barwnym, tętniącym życiem, pełnym smaków i zapachów "Bękarcie ze Stambułu", Elif Shafak tą poetycką, mistyczną i uduchowioną historią trochę rozczarowała. Ponad czterysta stron przesyconych miłością, duchowością i mozolną pracą bohatera nad swoją doskonałością - wydawałoby się, już nie do poprawienia - sprawiło, że potrzebny mi "detoks" od nadmiaru uczuć i duchowych dylematów. Już naprawdę marzy mi się poczytanie o czymś zupełnie zwyczajnym. No i stało się! Kończę niczym stara ciotka kiwająca ze zdziwieniem głową: - No i co też ona w nim widziała?? A to przecież nie tak. Nie ocenia się miłości. Ani do ludzi, ani do książek. Niech więc każdy kocha, kogo chce i czyta to, co lubi. Może po prostu sami spróbujcie? A mnie zapewne przydałaby się głębsza kontemplacja jednej z czterdziestu zasad miłości przytoczonych przez Szamsa z Tabrizu: "Rozum i miłość uczynione są z innej materii - powiadał. Rozum wiąże ludzi w supły i niczego nie ryzykuje, za to miłość rozwiązuje wszystkie supły i ryzykuje wszystko. Rozum zawsze jest rozważny i ostrzega: Bacz, byś nie popadł w nadmiar ekstazy, za to miłość powiada: Ach, nie przejmuj się! Rzuć się śmiało na głębiny! Rozum łatwo się nie załamuje, miłość zaś bez wysiłku obraca się w rumowisko, gdzie wśród ruin kryją się skarby"[3]. Choć może lepiej nie, bo w przeciwieństwie do Elli, trochę jednak obawiałabym się tych pozostawionych za sobą ruin.

[1] Elif Shafak,"Czterdzieści zasad miłości", przeł. Ewa E. Nowakowska, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań, 2021, s. 12.
[2] Tamże, s. 420.
[3] Tamże, s. 90.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 960
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: