Dodany: 18.01.2023 13:59|Autor: Que_Sabe

Recenzja nagrodzona!

Książka: Ściana
Haushofer Marlen

Tej jesieni pojawiła się biała wrona


Do twórczości Marlen Haushofer mam stosunek skrajnie nieobiektywny. W książkach austriackiej pisarki odnajduję własne emocje, własną wrażliwość i własne doświadczanie świata. Podczas lektury mam irracjonalne poczucie pełnego porozumienia z autorką. W związku z tym nie umiem spojrzeć na powieść Haushofer z dystansu, nie umiem ocenić, czy jest obiektywnie dobra, ale nawet nie chcę tego robić. Zostawiam to zawodowym krytykom, a sobie pozwolę na napisanie kilku słów o „Ścianie” z perspektywy czytelniczki ślepo zapatrzonej w ukochany tekst literacki.

„Ściana” jest książką piękną i straszną. To najbardziej dojmujący opis lęku i osamotnienia, z jakim się zetknęłam z jednej strony, a z drugiej – najbardziej przekonująca opowieść o zdobywaniu zaufania do siebie i poleganiu na własnej sile – zarówno psychicznej, jak i fizycznej.

Bohaterka „Ściany” nagle znajduje się w ekstremalnej sytuacji – odcięta od świata, musi przetrwać zdana tylko na siebie i na otaczającą ją przyrodę. Zaczyna wieść życie złożone z tego, co najważniejsze – z pracy, od której zależy przetrwanie: uprawy roli, oporządzania zwierząt, zbierania owoców, gromadzenia opału, naprawiania domu. Jej życie staje się nieustanną krzątaniną. Zarówno w tej pracy, jak i w jej opisie, jest coś z medytacji. Czujna obserwacja otoczenia, aby niczego nie przeoczyć, żeby wiedzieć, kiedy posadzić kartofle i kiedy zżąć siano.
Pięknie przedstawiona jest w książce więź bohaterki ze zwierzętami – zarówno tymi, którymi się opiekuje, jak i tymi, które zabija i zjada. Jest też w „Ścianie” dużo śmierci – wszystko w tej książce umiera, rozpada się, rozkłada. Bohaterka żyje blisko natury, a więc blisko śmierci. Walcząc o przetrwanie, rozmyśla nad swym poprzednim stylem życia i systemem wartości, jakie wyznawała. Jej rozumienie świata staje się coraz głębsze, a mądrość wyraża się w melancholijnym pogodzeniu z losem, jaki przypadł jej w udziale.

„Ściana” pełna jest charakterystycznych dla twórczości Haushofer opisów osamotnienia i wyobcowania – najbardziej poruszający z nich to symboliczny obraz białej wrony.
„Tej jesieni pojawiła się biała wrona. Lata zawsze z tyłu za innymi i całkiem sama opuszcza się na drzewo, od którego stronią jej towarzyszki. Nie mogę pojąć, dlaczego inne wrony jej nie lubią. Dla mnie jest ona wyjątkowo pięknym ptakiem, ale dla członków jej gatunku jest wstrętna. Widzę, jak sterczy samotna na świerku i wpatruje się w łąkę, smutny dziwoląg, który nie powinien istnieć – biała wrona. Czeka, aż całe stado odleci, wtedy przynoszę jej trochę jedzenia. Jest tak oswojona, że mogę się do niej zbliżyć. Niekiedy już podskakuje, kiedy widzi, że się zbliżam. Ona nie może wiedzieć, dlaczego jest odepchnięta, nie zna innego życia. Zawsze będzie odpychana i tak samotna, że mniej się boi człowieka niż swoich czarnych braci. Może budzi w nich taki wstręt, że nawet nie chcą zadziobać jej na śmierć. Czekam codziennie na białą wronę i wabię ją, a ona patrzy na mnie uważnie czerwonymi oczami. Mogę zrobić dla niej bardzo niewiele. Moje odpadki przedłużają może życie, którego nie powinno się przedłużać. Ale ja chcę, żeby biała wrona żyła, i marzę czasem, że w lesie istnieje druga taka i że obydwie się odnajdą. Nie wierzę w to, tylko bardzo sobie tego życzę”[1].

Powieść Marlen Haushofer ma w sobie coś z baśni - jest jak metafora, której znaczenia nie można do końca uchwycić, ale wie się, że to coś istotnego. Emanuje z tej książki skupienie i związana z nim umiejętność dostrzegania tego, co w życiu ważne.

Warto przeczytać „Ścianę” także ze względu na autorkę - mało dziś znaną w Polsce pisarkę, która tworzyła rzeczy niezwykłe i wartościowe. Mam wielką nadzieję, że planowane na 2023 rok nowe wydanie tej powieści sprawi, że Haushofer na dobre zadomowi się w naszym obiegu literackim, stanie się modna i będą czytać ją wszyscy. Bardzo chciałabym, aby ta niezwykła kobieta doczekała się należnego jej uznania. Potrzebujemy twórców, którzy potrafią pisać w ten sposób:
„Nie martw się. Widziałaś za dużo i za mało, jak wszyscy ludzie przed tobą. Może zanadto kochałaś i nienawidziłaś – ale tylko przez niewiele lat – dwadzieścia lub mniej więcej tyle. Ale cóż to jest dwadzieścia lat? Potem część ciebie była już martwa, zupełnie tak jak u wszystkich ludzi, którzy nie mogą już kochać ani nienawidzić.
Zniosłaś wiele cierpień, niechętnie, jak wszyscy ludzie przed tobą. Twoje ciało bardzo szybko zaczęło ci dokuczać. Nigdy go nie lubiłaś. To było dla ciebie źle, ale i dobrze, bo do ciała nielubianego dusza nie jest bardzo przywiązana. A czym jest dusza? Zapewne nigdy duszy nie miałaś, tylko intelekt, ten zaś nie zważał ma uczucia. A może czasem było jednak inaczej? Na krótkie chwile? Na widok dzwonków albo oczu kota, w trosce o kogoś albo wobec pewnych kamieni, drzew i posągów; jaskółek nad Rzymem.
Nie martw się. Nawet jeśli byłabyś obarczona duszą, nie pragnie ona niczego innego, jak tylko głębokiego snu bez snów. Nie lubiane ciało nie będzie dolegać. Krew, mięso, kości i skóra, wszystko stanie się kupką prochu, a mózg przestanie wreszcie myśleć.
Nie martw się – wszystko, co było, okaże się daremne – jak u wszystkich ludzi przed tobą.
Zupełnie normalna historia”[2].

(Recenzja jest zmienioną wersją tekstu, który wcześniej opublikowałam na swoim blogu)

---

[1] Marlen Haushofer, „Ściana”, przeł. Zofia Kania, wyd. Państwowy Instytut Wydawniczy, 1990, s. 220.
[2] cyt. za Józef Opalski, „Codzienność”. W: „Literatura” 1974, nr 9, s. 8.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 290
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: