Dodany: 30.12.2022 18:53|Autor: Asienkas

Redakcja BiblioNETki poleca!

Książka: Rana pełna ryb
Salazar Masso Lorena

1 osoba poleca ten tekst.

Podróż


Podróż od matki do matki. Podróż wyzwalająca wspomnienia. Podroż człowiekoznawcza. Takie mam skojarzenia z podróżą kolumbijską rzeką Atrato, jaką odbywają biała matka i jej czarny syn, centralne postacie powieści Loreny Salazar Masso „Rana pełna ryb”. Wraz z autorką zapraszam i was do tej podróży. Wsłuchajcie się w szum wody i w ludzkie historie z dalekiego zakątka świata.

Lorena Salazar Masso z bardzo niewdzięcznej formuły stworzyła coś bardzo wdzięcznego. To nie jest coś, co lubi masowy czytelnik. Jest to właściwie zlepek wspomnień narratorki i ludzi, których spotyka na swojej drodze. Przypadkowy, chaotyczny, ale łączy je – a raczej wyzwala je – rzeka. Co jest cudowne, to ile emocji autorka zawarła w zdaniach, które napisała. I było to dla mnie wyjątkowo uderzające, bo nie uważam się za osobę szczególnie wrażliwą. Do tego ja czytam szybko. Raczej nie kontempluję słów, dając ponieść się pierwszemu wrażeniu. W przypadku „Rany pełnej ryb” już od pierwszych stron zaczęłam bardzo mocno doświadczać uczuć bohaterów. Złapałam się nawet na tym, że umyka mi treść, ale emocje bardzo silnie na mnie oddziałują.

Powiecie pewnie, że utożsamiłam się w jakimś stopniu z główną bohaterką. Szczerze mówiąc to nie. Ani w szczegółowym kontekście (o którym za chwilę), ani w ogólnym. Sytuacja w Kolumbii różni się diametralnie od tej w Polsce – przynajmniej ta przedstawiona w powieści. Bieda, strach o życie są przytłaczające, a przy tym bije od tych ludzi jakaś radość, żyją oni we wspierających się wspólnotach, dzięki czemu wydaje się, że jakoś to będzie.

Przyjrzyjmy się jeszcze głównej bohaterce. Patrząc na jej wspomnienia wyłaniają się dwie „nitki”. Pierwsza to macierzyństwo. Bardzo wzburzyło mnie zdanie: „Nie zawsze udaje mi się być silną i dzielną, jak prawdziwe mamy”[1]. Już chciałam się rzucić na nią z pytaniem, co rozumie przez określenie „prawdziwa mama”. Po chwili dotarło do mnie, że to wyznanie to wyraz wielkiej miłości do syna. Przyznanie się do tego, jaka niepewna jest w macierzyństwie, jak niedoskonała się czuje, może nawet niewarta jego przywiązania. Nie będę tu opisywać genezy tego macierzyństwa. Co prawda autorka dość szybko nam ją przybliża, jednak ja chcę podsycić waszą ciekawość i zachęcam was do sprawdzenia, co połączyło białą matkę i czarnego syna.

Kolejny problem poruszony w „Ranie pełnej ryb” to przynależność. I jest on przedstawiony w interesujący sposób. Uważny czytelnik wyłapał, że mocno podkreślam, iż narratorka jest biała. Tak porównuje się ona do koleżanek ze szkoły: „Obserwuję je w lustrach: mają błyszczącą skórę, a ja wyglądam przy nich jak duch”[2] Biała kobieta, biała dziewczyna w świecie czarnych. Teoretycznie zaakceptowana przez kolegów i koleżanki, jednak nigdy nie czująca się jedną z nich. Czująca się gorsza przez swoją inność, pomimo że ma świadomość, że to jej rasa jest uprzywilejowana. „Nigdy nie uda nam się wynagrodzić cierpienia czarnoskórych”[3], mówi w pewnym momencie. Widać tutaj interesujący paradoks. Mniejszość, która tłamsi większość. Reprezentantka wygranych, która ubolewa, że nią jest.

„Rana pełna ryb” to debiut Loreny Salazar Masso. Debiut dojrzały i wspaniały. Jest to jedna z tych książek, po które sięgałam niepewnie, z obawa o przerost formy nad treścią, a odkładałam ją zachwycona. Powieść nostalgiczna, spokojna, ale kipiąca emocjami. Emocjami znanymi i obcymi, jednak wszystkie są za sprawą słów bardzo mocno wyczuwalne.

[1] Lorena Salazar Masso, „Rana pełna ryb”, przeł. Katarzyna Sosnowska, wyd. Mova, Białystok 2022, s. 64.
[2] Tamże, s. 28.
[3] Tamże, s. 28.

[Recenzja była publikowana na blogu oraz innych portalach czytelniczych]

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 419
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: