Dodany: 2022-11-01 16:21|Autor: fugare

Redakcja BiblioNETki poleca!

Książka: Kamienny Anioł
Laurence Margaret

3 osoby polecają ten tekst.

O życiu, Aniołach i śmiertelności


Listopad w Polsce jest z różnych względów, takim miesiącem, w którym, jeśli tylko ma się już swoje "...dzieści" lat, nie sposób uciec od refleksji nad przemijaniem, upływaniem, ostatecznością. Jakkolwiek to nazwać, brzmi raczej złowrogo i przypomina o tym, co tak irracjonalnie i dziecinnie, ale niezwykle starannie upychamy w swojej świadomości głęboko na dnie, wciąż wierząc, że TO może się przytrafić wszystkim, tylko nie nam.
Cmentarz Starofarny w Bydgoszczy jest najstarszą nekropolią katolicką w mieście. Został założony na początku XIX wieku, a ja odkąd pamiętam, w listopadzie, przychodziłam tu na groby pradziadków. Razem z rodzicami i babcią - zawsze elegancką, opatuloną w futro - co biorąc pod uwagę zmiany klimatyczne, obyczajowe i modowe, jakie nastąpiły od tamtej pory, wydaje się dziś wręcz kuriozalne. To piękny cmentarz, ze stuletnimi klonami, lipami, akacjami, kasztanowcami i długą historią. Leżą tu Polacy, Niemcy, Romowie, a nawet Francuzi - żołnierze polegli podczas wojny prusko-francuskiej w latach 1870-71. Na zabytkowych nagrobkach można tu spotkać, czasem zaskakujące, inskrypcje w języku niemieckim i polskim, jak choćby ta, jak się może wydawać, skierowana nie od pozostających do odchodzącego, a odwrotnie:
"Duch mnie z Tobą stale łączy
Niechaj wiara ta Cię wspiera.
Nieskończone się nie kończy,
Nieśmiertelne nie umiera! "
a dająca czytającym-odwiedzającym mimo wszystko cień nadziei, że może jest coś, co przetrwa ten smutny czas deszczu, mgły i butwiejących liści.

Wspominam o tym nie tylko dlatego, że dzisiaj jest właśnie 1 listopada, ale z tego powodu, że w bezpośredni sposób łączy się to z tematyką książki, której ta recenzja jest poświęcona. Jest bowiem coś jeszcze na tym cmentarzu, co od dziecka fascynowało mnie najbardziej - nagrobne figury. Chyba najwięcej jest tych przedstawiających Chrystusa, który pochyla się dobrodusznie nad całą marnością tego świata, choć wydaje się być nim trochę rozczarowany i zasmucony. Są też rzeźby Matki Boskiej, równie smutnej, lecz skłaniającej głowę jakby z większym zrozumieniem i litościwym przebaczeniem w zamyślonej twarzy. Mnie jednak najbardziej podobały się zawsze anioły. Może sprawiał to fakt, że stojąc najniżej w "świętej" hierarchii miały w sobie coś, czym dawni kamieniarze-artyści nie obawiali się ich obdarzyć. Ludzkie cechy, wypisane na kamiennych twarzach: uśmiechy, grymasy, szelmowskie spojrzenia, bo przecież niektóre z nich były dziećmi, a nie tylko poważnymi Archaniołami. Fascynacja aniołami z wiekiem mi przeszła, ale ze Świętem Zmarłych nadal kojarzą mi się właśnie one, a nie dynie i upiorni przebierańcy.

Czy mogłabym zatem jesienią przejść obojętnie obok książki zatytułowanej "Kamienny Anioł", której pierwsze zdanie brzmi: "Na wzgórzu ponad miastem stał kiedyś kamienny anioł"[1]? Anioł, jak podkreśla Hagar, narratorka powieści Margaret Laurence, pojawił się tam z woli jej ojca, aby upamiętnić śmierć matki, "która oddała swego wątłego ducha, gdy ja właśnie otrzymywałam mojego, zawziętego" - mówi Hagar. O, tak, duch Hagar nie był pokorny i z pewnością nie należała do "staruszek, które niczym potulne króliki szczypią sobie listki sałaty odległych czasów i odległych obyczajów"[2].
Margaret Laurence, kanadyjska pisarka urodzona w 1926 roku, wydała w 1964 powieść, która jest tak aktualna, a nawet nowoczesna, że w pewnych aspektach mogłaby pewnie i dzisiaj zostać uznana za łamiącą tabu. Poznajemy w niej perspektywę narratorki - ponad dziewięćdziesięcioletniej Hagar, nieugiętej w całym swoim długim życiu i konsekwentnie niepoddającej się również w sytuacji, gdy syn i synowa postanawiają umieścić ją w domu opieki. Akcja toczy się w Kanadzie, jak można przypuszczać, w latach 60. XX wieku, ale dzięki wspomnieniom bohaterki przenosimy się do początków stulecia i trafiamy do małego prowincjonalnego miasteczka Manawaka, położonego gdzieś na odludziu, na miejscu, gdzie przed laty "płową prerię przemierzali tylko Indianie o tłustych włosach i nieodgadnionych twarzach"[3]. Osiedlił się tam ojciec Hagar - późniejszy właściciel sklepu, potomek szkockich górali, którzy w poszukiwaniu lepszego losu dotarli aż do Ameryki Północnej. Miejscowość Manawaka jest co prawda wytworem wyobraźni Margaret Laurence, ale umieściła ją w prawdziwej prowincji Manitoba, miejscu swojego urodzenia i młodości. Podobnie zresztą, jak miejsca akcji swoich innych czterech powieści. Zaskoczeniem był dla mnie fakt, że 38-letnia kobieta, bo tyle lat miała autorka, gdy ukazała się jej książka, postanowiła zgłębić temat schyłku życia, rozliczenia z przeszłością, refleksji nad przemijaniem życia i żalem za niemożnością bycia obecnym i świadomym tego, co dzieje się "tu i teraz" i opowiedzieć to z perspektywy dziewięćdziesięcioletniej bohaterki. To, trzeba przyznać, dość wymagające przedsięwzięcie, a pisarce mimo młodego wieku i przepaści pokoleniowej dzielącej ją od powieściowej postaci udało się je zrealizować. Hagar jest niezwykle wiarygodna: obserwujemy jej zmagania ze swoją fizycznością, ułomnościami ciała i odmawiającego posłuszeństwa umysłu, z zapominaniem i zapadaniem się w świat wspomnień. I kiedy mówi: "W nocy pokój robi się głęboki i ciemny niczym wiadro na węgiel, a ja leżę jak bryła na jego dnie" [4], wierzymy jej bez zastrzeżeń.

Mam wrażenie, że w tym momencie wszyscy, dla których magiczna czterdziestka majaczy tylko gdzieś daleko na horyzoncie, odpuszczają sobie już tę recenzję i książkę, ale zapewniam, że warto spróbować, bo powieść "Kamienny Anioł" nie jest smutną historią o starości i przemijaniu. Jest przede wszystkim o życiu, pragnieniu wolności i samodzielności, a jednocześnie poszukiwaniu spełnienia, chociaż nie zawsze właściwie oceniamy to, co nam się przydarza, nie wiedząc tak dokładnie, o co nam w życiu chodzi. O tym, jak to człowiek, któremu wydaje się czasem, że podąża za głosem serca, tak naprawdę, kierując się wyłącznie uporem lub dumą, odmraża sobie przysłowiowe uszy - i jak Hagar, stawia na swoim, wbrew woli ojca wychodząc za mąż za Brama, którego później się wstydzi i bezskutecznie usiłuje zmienić. Czy to i dzisiaj nie pozostaje aktualne? Tak samo, jak życie z wyidealizowaną wizją miłości. Dopiero prawie u schyłku życia Hagar zauważa, że to, co łączyło ją z Bramem, jej mężem, to być może jednak była miłość. Zdziwiona, już wiele lat po rozstaniu i jego śmierci stwierdza: "Po ślubie nigdy nie pomyślałam, że to miłość. Wyobrażałam sobie, że miłość to jest coś co się składa ze słów i uczynków delikatnych jak saszetki z lawendą, a nie to, co on robił rozwalony na wysokim białym łóżku, które trzęsło jak pociąg"[5]. Autorka pokazuje nam też nieoczywisty obraz bohaterki jako matki, trochę obcesowej i niezbyt wylewnej, a na dodatek faworyzującej jednego z synów. Tło stanowią dokładne opisy życia ubogiej kanadyjskiej prowincji, trochę bardziej realistyczne niż te, które znamy z opowieści Lucy Maud Montgomery o Ani Shirley.

Odkryłam tę niezbyt obszerną powieść przypadkiem, nie wiedząc nic o jej autorce, i po raz kolejny przekonałam się, choć to pewnie truizm, że jest mnóstwo doskonale napisanych książek, zupełnie nieznanych szerszemu gronu czytelników, a zasługujących na polecenie. "Kamienny Anioł" do nich należy. Jest chyba jedyną książką Margaret Laurence, która ukazała się w Polsce, chociaż jej autorka jest w Kanadzie bardzo popularna. W 2007 roku powieść doczekała się kanadyjskiej adaptacji filmowej zatytułowanej jak oryginał - "The Stone Angel" - z Ellen Burstyn w roli głównej. Książkę w 2012 roku wydało krakowskie Wydawnictwo Bona. Na uwagę zasługuje tłumaczenie Danuty Pasickiej - nie napotkałam ani jednego słowa, czy sformułowania, które budziłoby moje zastrzeżenia, sprawiało wrażenie oderwanego od całości, czy w jakikolwiek inny sposób przeszkadzało w odbiorze powieści. Na BiblioNetce książka ma poza moją - świetną (5,5), jeszcze tylko 2 oceny. Mam nadzieję, że będzie ich więcej, bo jest warta poznania, nie tylko w okresie tego smutnego jesiennego święta.

[1] Margaret Laurence, "Kamienny Anioł", przeł. Danuta Pasicka, Wydawnictwo Bona, 2012, s.7.
[2] Tamże, s. 9.
[3] Tamże, s. 9.
[4] Tamże, s. 274.
[5] Tamże, s. 77.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 363
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: