Dodany: 2022-09-18 13:44|Autor: koczowniczka

Czytatnik: O bohaterach literackich nieco inaczej

2 osoby polecają ten tekst.

Czy homoseksualiści naprawdę marzą, by mieć piersi? Kilka uwag po przeczytaniu „Kobiet z klasą”


Maria, narratorka powieści Steinunn Sigurðardóttir, osiąga sukces w dziedzinie zdominowanej przez mężczyzn, zostaje mianowicie sławną specjalistką od wulkanów. Lubi na własne oczy śledzić kształtowanie się powłoki ziemskiej. Któregoś razu spada z lodowca. Opisuje to tak: „Z całych sił przyciskałam ręce do ciała, słysząc, jak łamią się wraz z końcem żywota”[1]. Czytając te słowa, pomyślałam, że Maria umarła, jednak chwilę potem wyjaśniło się, że do żadnego końca żywota nie doszło, bohaterka nadal żyje, ma się dobrze – i leci do Paryża.

W samolocie zaś odnosi wrażenie, że obserwuje ją nieznajoma pasażerka – a według autorki jeśli jedna kobieta patrzy na drugą, to znaczy, że ma chęć na lesbijski seks. Wkrótce Gemma, bo tak ma na imię owa gapiąca się dama, zaprasza Marię do swego domu. Co będzie, jeśli „ona zwabi mnie do łóżka i zrobi ze mną coś, na co nie mam ochoty”[2] – panikuje biedna bohaterka, a mimo to przyjmuje zaproszenie. Dlaczego idzie w miejsce, gdzie może grozić jej niebezpieczeństwo? Nie mam pojęcia. Logika nie jest najmocniejszą stroną autorki tej książki. Nie sposób zrozumieć, dlaczego Maria słucha całej tej Gemmy, podczas gdy każdy człowiek mający choć odrobinę rozsądku posłałby ją w diabły. Ale mniejsza o to. W trakcie wizyty wychodzi na jaw, że nowa znajoma czuje przeogromną nienawiść do płci męskiej, lubi jedynie homoseksualistów. „Teraz to kobiety, najchętniej z pedałami, mają rządzić światem przez nadchodzące wieki, a może i dłużej”[3] – mówi. „Kobietom i pedałom jest razem po drodze”[4]. W bliskiej przyszłości kobiety będą spały tylko z kobietami i nie będą musiały rodzić dzieci, a „każdy pederasta będzie mógł za darmo zmienić płeć i otrzymać te swoje wymarzone piersi i tak dalej”[5].

Hmm, a od kiedy to pederaści marzą o piersiach? Jak widać, autorce lub tłumaczowi pomylili się oni z transseksualistami. Wśród bohaterów są osoby homoseksualne oraz po korekcie płci, niemało stron zajmują rozważania bohaterki, czy jest lesbijką, czy też nie jest, skoro wprawdzie sypia z kobietami, ale trzyma ten fakt w tajemnicy. Autorka chętnie więc porusza tematykę LGBT, ale traktuje ją bardzo powierzchownie, tworząc mało prawdopodobne scenki i wypisując takie głupoty, że „homoś to kobieta po przejściach”[6], homoseksualiści pragną mieć piersi i nikt nie uprawia tak brutalnego seksu jak oni. Ciągle nazywa ich pedałami, oczywiście nie wprost, ale wkładając to obraźliwe słowo w usta bohaterek, które rzekomo są wykształcone, tolerancyjne i bardzo postępowe. Jeśli chodzi o mało prawdopodobne scenki, nie byłam w stanie uwierzyć, że Maria podczas uprawiania seksu z osobą, która chirurgicznie zmieniła płeć i nie przyznała się do tego, nie zauważa niczego podejrzanego. Tymczasem, jak wiadomo z wiarygodniejszych źródeł niż powieść Steinunn Sigurðardóttir, te operacje nie są doskonałe. Jeszcze dziwniejsze, że owa postać, która przeszła tranzycję, nie umie się zdecydować, czy mówić jak kobieta, czy jak mężczyzna. Oto jej przykładowa wypowiedź: „Tak jak już ci mówiłam, właśnie zorientowałem się, że samiec z tym swoim aparatem to zjawisko okropne”[7]. Tak, tak, w tym samym zdaniu ta sama osoba raz używa końcówek żeńskich, a raz męskich. Brzmi to nienaturalnie, okropnie.

Okropne są również dziwactwa w narracji. Jest to powieść z narracją pierwszoosobową prowadzoną przez Marię, tymczasem autorka co rusz o tym zapomina i przechodzi na trzecioosobową, nawet w obrębie tego samego zdania: „I faktycznie, kiedy się odwracam, stoi nade mną klientka łaźni i ogląda narząd Marii z tęsknym błyskiem w oczach”[8]. Takich zdań potworków jest mnóstwo. Na domiar złego wypowiedzi bohaterów często brzmią nienaturalnie, książkowo, jak na przykład tu: „Łazisz za mną, mając prawo czy nie, i tak mnie nachodzisz, że ponoszę niepowetowane straty i moje skromne życia wulkanologa także”[9].

„Bez końca opłakuję utratę płodu”[10] – wyznaje Maria, tymczasem żadna zrozpaczona kobieta nie nazwałaby utraconego dziecka płodem. To nie płód, to dziecko...

„Kobieta ze zbyt długimi czarnymi włosami tak mnie – krótkowłosą niewiastę o upierzeniu, które zbyt długo pozostawało jasne – przytłacza, że czupryna mi niemal siwieje”[11]. Ja wiem, że tłumacz musi unikać powtórzeń i szukać synonimów, ale nazywanie kobiety niewiastą, a włosów ludzkich upierzeniem to już chyba lekka przesada.

Długo zastanawiałam się, na czym polega zapowiadany przez wydawcę humor, bo nic mnie jakoś nie bawiło. Dopiero gdy wyczytałam, że Maria marzy, by „odłączyć ten swój przerażony łeb, który jedynie zawraca głowę”[12], wybuchnęłam śmiechem. Łeb, który zawraca głowę! Dobre! Humor w tej książce rzeczywiście jest. Językowy.

Powieść jest mało wiarygodna, płytka, chaotyczna, nieprzyjemna, a tłumacz dodatkowo dolewa oliwy do ognia, tworząc toporne zdania i pozwalając sobie na liczne wpadki językowe. Jedyne, co z tych nieszczęsnych „Kobiet z klasą” można wynieść pożytecznego, to trochę wiedzy o Islandii. Autorka podkreśla, że tamtejsze kobiety wywalczyły sobie lepszą pozycję niż mieszkanki innych państw, rozwiewa mit, że ta wyspa jest rajem, zwraca też uwagę na fakt, że Islandczycy za mało przejmują się groźbami ze strony wulkanów, zapominając najwidoczniej o licznych wybuchach, a także o klęskach żywiołowych i wieloletnim głodzie, bo przecież dopiero zyski z wojny uczyniły ich kraj bogatym.

---
[1] Steinunn Sigurðardóttir, „Kobiety z klasą”, przeł. Jacek Godek, Mova, 2021, s. 6.
[2] Tamże, s. 52.
[3] Tamże, s. 43.
[4] Tamże, s. 159.
[5] Tamże, s. 56.
[6] Tamże, s. 56.
[7] Tamże, s. 82.
[8] Tamże, s. 29.
[9] Tamże, s. 166.
[10] Tamże, s. 60.
[11] Tamże, s. 171.
[12] Tamże, s. 32.

Kobiety z klasą (Sigurðardóttir Steinunn)

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 119
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: