Dodany: 2022-07-10 22:39|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Muzyka naprawdę jest ważna, zwłaszcza, gdy bywa odważna


Recenzja oficjalna PWN
Recenzent: dot59

Przyznam, że pierwszym skojarzeniem, jakie mi się nasunęło w związku z tytułem tej książki, były utwory prezentowane na Przeglądzie Piosenki Prawdziwej w sierpniu roku 1981, drugim – piosenki satyryczne z tego samego okresu, z programów Teya, Elity, Pod Egidą, Trzeciego Oddechu Kaczuchy itd., w których artyści przemycali czytelne dla większości odbiorców, ale dla cenzury na szczęście nie zawsze, rozmaite aluzje do ówczesnej polskiej rzeczywistości. Śpiewało się je potem przy ogniskach i na prywatkach, czasem z błędami, bo spisywało się teksty na gorąco ze słuchu, i chociaż nie słyszał ich nikt prócz wtajemniczonego grona, i tak czuliśmy się tacy odważni… Może przez to teraz zupełnie nie pomyślałam o innym obliczu śpiewanej odwagi – o poruszaniu w tekstach piosenek tematyki nie tyle zakazanej, co niewygodnej, z rodzaju tych, o których się nie rozmawia w towarzystwie, a jeżeli, to na boku i szeptem. Autorzy uwzględnili i ten aspekt, a w rezultacie powstał przegląd nadal w jakiś sposób subiektywny – bo jednak przy wszelkiego rodzaju rankingach dowolnych utworów, czy to będą piosenki właśnie, czy powieści, rzeźby, filmy itd., każdy człowiek mimo woli chętniej wybiera spomiędzy takich gatunków, a w danym gatunku spomiędzy tych dzieł, które sam bardziej lubi i w konsekwencji lepiej zna – lecz niezmiernie ciekawy.

Przy tych założeniach można byłoby wybrać nie sto, lecz dwieście albo trzysta piosenek, jednak ta pierwsza liczba wydaje się najodpowiedniejszą – choćby dlatego, że dwukrotnie, a cóż dopiero trzykrotnie grubszy tom w podobnie solidnej oprawie trudno już byłoby utrzymać w ręce. Zadanie nie było więc łatwe, chociażby z tego względu, że – jak zauważają autorzy we wstępie – „wielu z prezentowanych artystów mogłoby na liście 100 najodważniejszych polskich piosenek umieścić więcej swoich utworów”[1]. Co prawda, to prawda. Ja sama podczas lektury co najmniej ze cztery razy wykrzykiwałam w duchu: „no, jak to? Daliście jeden utwór X-a, a gdzie jeszcze ten, i ten, i tamten? A gdzie zespół/kabaret Y i jego to-i-owo?”. Jednak musiałam przyznać, że zamieszczone w tymże wstępie stwierdzenie: „zależało nam na jak najszerszym spektrum poruszanych tematów i doborze gatunków muzycznych”[2] nie jest deklaracją bez pokrycia.

Gatunki są w istocie bogato reprezentowane. Najwięcej jest bez wątpienia punk rocka/alternatywy i rapu/ hip hopu, ale prócz nich mamy poezję śpiewaną, utwory bluesowe, metalowe, pop rockowe, czysto rockowe, czysto popowe, a nawet jeden jazzowy.
Najstarszy pochodzi z roku 1934, będąc zarazem pierwszym w układzie alfabetycznym i pierwszym wielkim zaskoczeniem dla czytelnika, bo czy nazwisko Mieczysława Fogga skojarzyłoby się komuś z piosenką o odważnej tematyce? Przecież cały jego repertuar, jaki starsi Polacy pamiętają jeszcze z radia i telewizji, a młodzi mogą poznać z nagrań archiwalnych, to utwory liryczne, wykonywane z dystynkcją i niejakim patosem. Tymczasem w pewnym melodramacie filmowym, który nie dotrwał do czasów powojennych – choć zachowało się nagranie i dzięki temu mamy możność o nim przeczytać – artysta zaśpiewał tekst samego Juliana Tuwima, przejmująco ukazujący istotę alkoholizmu.
Pozostałe rozkładają się mniej więcej równo na czasy PRL-u i III RP, przy czym „najmłodsza piosenka w niniejszej książce”[3], „OK Boomer!” zespołu Fisz Emade Tworzywo, nie ma jeszcze roku (a biorąc pod uwagę czas trwania procesu produkcyjnego książek, musiała zostać dorzucona niemalże w ostatniej chwili przed złożeniem tekstu u wydawcy).

A opowiadają o… wszystkim. O kontrowersyjnych politykach i paskudnych zjawiskach politycznych, o tym, czego nie lubimy w naszym kraju i w naszych rodakach. O narkotykach, alkoholu, anoreksji, depresji, samobójstwie, zdradzie, aborcji, molestowaniu seksualnym, gwałcie zbiorowym, nietolerancji, przemocy słownej i czynnej, zabójstwie z miłości. O Powstaniu Warszawskim i o wojnie w Wietnamie. O kobiecie zakochanej w geju i o innej, której nie zależy na trwałym związku, tylko na dobrym seksie. O plaży dla naturystów i o zapobieganiu AIDS, o poczuciu winy wobec pomarcowej emigracji i o zabitym na ulicy chłopcu, który stał się ikoną Grudnia ‘70.

Każda z piosenek ma swoją historię, opowiadaną nie tylko przez autorów książki, ale i przez jej twórców i/lub wykonawców, czasem także przez krytyków muzycznych czy też świadków pierwszego i kolejnych wykonań. Prawie każda zacytowana jest w mniejszym lub większym fragmencie (wyjątki są, jeśli dobrze policzyłam, trzy albo cztery, w tym jeden utwór instrumentalny i jeden spektakl taneczno-muzyczny) i – o ile jej tekst może nastręczać jakieś problemy interpretacyjne lub zawierać ukryte aluzje – dodatkowo rozszyfrowana w sposób nie budzący wątpliwości. A że autorzy piszą ładną, barwną polszczyzną, czyta się to nad wyraz przyjemnie. Można na raty – co dzień po jednej piosence – ale można i jednym ciągiem, nie doznając przy tym przesytu, o czym solennie zaświadczam. I choć moje sympatie muzyczne sprawiają, że wcześniej znałam zaledwie 1/3 prezentowanych w książce utworów, a większości z pozostałych raczej nie będę się starała posłuchać (skoro dzięki autorom wiem, że są i wiem, o czym są, to już nie muszę męczyć uszu ich warstwą dźwiękową) – bardzo, naprawdę bardzo doceniam zarówno pomysł, jak i wykonanie. I już czekam na następne odsłony projektu #muzykajestwazna, w ramach którego ta publikacja powstała.

[1] Jakub Krzyżański, Marcin Mieszczak, „100 najodważniejszych polskich piosenek”, wyd. #muzykajestwazna, 2022, s. 8.
[2] Tamże, s. 8.
[3] Tamże, s. 229.

Ocena recenzenta: 5,5/6


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 393
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: