Dodany: 2022-06-25 14:49|Autor: Asienkas

Redakcja BiblioNETki poleca!

Książka: Pojechałam do brata na południe
Smirnoff Karin

Mroźny wiatr wywiał wszystkie przecinki


Typ recenzji: oficjalna PWN
Recenzent: Asia Czytasia (Joanna M.)

Literatura skandynawska coraz lepiej zadamawia się w Polsce. Świadczy o tym chociażby popularność tzw. „Serii skandynawskiej” Wydawnictwa Poznańskiego. Bądźmy szczerzy, gdyby to się nie opłacało, wydawnictwo nie wypuszczałoby kolejnych tytułów. Ja lubię ciepło, ale przyznam, że chłodny klimat północy Europy, surowość tych terenów mają coś w sobie i są wdzięcznym literackim tłem.

Właśnie miałam przyjemność przeczytać powieść Karin Smirnoff „Pojechałam do brata na południe”. Mroczne wspomnienia, wstydliwe rodzinne sekrety – takie hasła to wabik na mnie jako czytelnika. Ostatecznie to nie temat przykuł moją uwagę, a forma. Karin Smirnoff wykazała się odwagą szukając własnego sposobu wyrazu, własnego języka. A do odważnych świat należy.

Janakippo po latach wraca do rodzinnej wsi. Chce pomóc bratu. Czujemy, że powrót ten musi ją wiele kosztować. Znajome miejsca rozdrapują stare rany i budzą demony przeszłości. Przeszłości, z która kobieta próbuje się skonfrontować. Te wspomnienia bolą. Bolą też historie innych mieszkańców wioski. Ta powieść wręcz przepełniona jest bólem. Ma ona w sobie coś sadomasochistycznego. Złości nas, wzbudza nasz sprzeciw, a przy tym fascynuje. I jest to kawał porządnej literatury, której czytanie wywołuje przyjemny dreszcz.

Spójrzmy jednak na ten specyficzny język, jakim Karin Smirnoff napisała tę powieść. Po przeczytaniu kilku pierwszych zdań zaczęłam zastawiać się, co z w niej nie gra. Chwilę zajęło mi zorientowanie się. W książce nie ma żadnych znaków interpunkcyjnych poza kropką kończącą zdanie. Czytelnik myśli sobie: „Ej, czy to jakiś błąd? Czy dostałam wadliwy egzemplarz? A może pisarka poszła na łatwiznę i myśli, że to nowa forma wyrazu?” I nagle dociera do nas, że to jest genialny, zamierzony zabieg. Że ta historia musiała zostać tak opowiedziana. Że to tworzy ją wyjątkową.

Można powiedzieć, że historia została opowiedziana językiem mówionym. Chociaż ja miałam wrażenie, że ten brak interpunkcji potęguje wstydliwość fabuły, że ta historia chce i nie chce zostać opowiedziana, albo boi się zostać opowiedziana. Przedzieranie się przez potok słów pozornie ograbiony z sensu, pozbawiony interpunkcyjnych wskazówek, było niezwykłym literackim doświadczeniem.

Nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie tytanicznej pracy, jaką tłumaczka – Agata Teperek – musiała wykonać, żaby zachować szwedzki charakter, a przy tym przygotować coś „zjadliwego” dla polskiego czytelnika. Przeczytałam powieść, przeczytałam komentarz tłumaczki, opowiadający, jak ta praca wyglądała i jestem pod wrażeniem. Pozostaje mi podziękować jej, że podjęła się tego zadania i pogratulować efektu.

Niezależnie od tego, czy podzielicie mój zachwyt powieścią „Pojechałam do brata na południe”, czy nie, chyba nie zaprzeczycie, że książka jest czymś oryginalnym na obecnym rynku wydawniczym. A oryginalność jest w cenie. Męczy mnie czytanie pisanych prawie „przez kalkę” powieści. Z ciekawością przyglądam się wszelkim próbom przełamania ogólnie przyjętych konwencji. Z niecierpliwością czekam na kolejne powieści Karin Smirnoff. Czuję, że ta pisarka jeszcze namiesza na literackiej scenie.

Ocena recenzenta: 5/6

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 949
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 1
Użytkownik: fugare przedwczoraj, 22:58 napisał(a):
Odpowiedź na: Typ recenzji: oficjalna P... | Asienkas
A mnie niestety, zaskoczyła negatywnie. Do formy można się szybko przyzwyczaić i brak dialogów, połączone słowa, imiona pisane łącznie z nazwiskami małą literą, to wszystko jest do zniesienia, choć traktuję je bardziej jako udziwnienia, niż nowatorstwo. Nie do zaakceptowania była dla mnie skala patologii i nieszczęść w jednej rodzinie i jej otoczeniu, a losy rodziny kippów wydały mi się przez to niewiarygodne. Książka ma, również na innych portalach, same pozytywne i bardzo pochlebne recenzje, ale mnie zaszokowała ilością scen okrucieństwa wobec zwierząt. Podsumowując, na kolejne tomy już się nie zdecyduję, bo przez ten przedarłam się z trudem.
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: