Dodany: 2022-05-20 12:58|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Redakcja BiblioNETki poleca!

Książka: Obcy
Márai Sándor

3 osoby polecają ten tekst.

Gdy nadchodzi pospolitość, nie ma już o co walczyć


Fakt, że w poszczególnych tomach „Dzieła Garrenów” dzieje się bardzo niewiele (przynajmniej w sensie konkretnych wydarzeń, które byłoby trzeba pamiętać, chcąc przejść do następnej części), pozwoliłby na czytanie poszczególnych tomów w dużym odstępie czasowym, ale jeśli człowiek ma pod ręką całość, czemu miałby z tej okazji nie skorzystać i nie przeczytać wszystkich za jednym zamachem? Do „Obcych” zabrałam się więc niemal zaraz po skończeniu „Zazdrosnych”, w których młodzi Garrenowie, zebrani przy łożu ciężko chorego ojca, zademonstrowali – można powiedzieć – swoje dobre i złe strony.

I w „Obcych” dalej czynią to samo, jako że stary Garren (naprawdę stary – bo skoro żeniąc się z Lucy miał lat 60, a syn zrodzony z tego związku jest po trzydziestce, to łatwo obliczyć, że on sam musi mieć ponad 90!) wciąż się jeszcze, choć dość słabo, życia trzyma – może za sprawą usilnych starań trzech miejscowych lekarzy, a może dlatego, że jeszcze nie jest pewien, czy już może zaprzestać starań około swego tajemniczego „dzieła” i przekazać je komuś z potomnych. A ci… cóż, „znudzili się już chorobą i męczącym napięciem, w jakim upłynęły tygodnie oczekiwania i służby, wypełnili się podłymi, tlącymi się żądzami”[1], „już każdy z nich wypatrzył sobie szafę czy lustro naścienne i wybrał kilka książek z biblioteki ojca albo oznaczył w myślach tych kilka srebrnych filiżanek i kryształowych kieliszków”[2], nawet Péter i Tamás, którzy, w odróżnieniu od małodusznych braci, przynajmniej rozumieją, w czym tkwił sens ojcowskiego dzieła i dostrzegają, że jego choroba to proces paralelny do degradacji miasta zajętego przez obcych. Ta zaś zaczęła się dwadzieścia lat wcześniej, zatem zaraz po wojnie; niejedno miasto zmieniło wówczas przynależność państwową bez woli jego mieszkańców, decyzją polityków, niekoniecznie mających na względzie uczucia kilku czy kilkudziesięciu tysięcy ludzi – decyzją pokojową, a więc niedającą skrzywdzonym praw do czynnej obrony. Zatem „miasto broniło się przed gwałtem małymi ruchami. Nie oddawało uderzenia, tylko uchylało się przed ciosem, patrzyło w inną stronę, gdy się do niego zwracano, uśmiechało się, odwracało głowę i odchodziło, jakby nie rozumiało słów”[3], co ukazuje nam narrator z perspektywy Gábora Garrena (jego starszych synów wówczas musiało już nie być w domu; trochę się to kłóci z niektórymi podanymi wcześniej szczegółami, zwłaszcza z wiekiem Tamása, ale już w dwóch poprzednich tomach autor dał nam do zrozumienia, że nie będzie się trzymał prawideł sagi rodzinnej, w której powinna być zachowana ciągłość czasu i określone detale przestrzeni. Bo „Dzieło Garrenów” w istocie nie jest taką sagą, lecz przypowieścią o burzliwym końcu epoki, o odczuciach i zachowaniach człowieka, wrzuconego przez historię w ten zamęt i dryfującego w nim niby rozbitek w zdezelowanej szalupie).

Motyw miasta podbitego przez obcych bez oblężenia czy bombardowania znamy już dobrze, choćby ze wspomnień kresowiaków: ich małe ojczyzny też zajmowano metodą (rzekomo) pokojową, w ich przypadku także „rzeczywistość nie była tak przerażająca, ale nie była też pocieszająca; była znacznie prostsza i bardziej bezsensowna od wszystkiego, co do tej pory mogli sobie wyobrazić. Rzeczywistość stała na placu, nosiła nauszniki, była przysadzista i otaczali ją żołnierze”[4]. Jak wiemy, doświadczył tego i sam Márai, gdy w roku 1919 jego rodzinne miasto, Kassę, zagarnęła Czechosłowacja – i miał doświadczyć raz jeszcze, gdy w latach 1944-45 Węgry przechodziły to pod władzę niemiecką, to sowiecką. I, tak, jak Gábor Garren, próbował się opierać nie czynem, lecz przykładem, wierząc, „że ludzie potrafią walczyć tylko poprzez to, co w nich szlachetniejsze”[5]. I tak samo musiał się poddać - na szczęście nie umierając, jak stary Garren, tylko opuszczając ojczyznę na zawsze - skonstatowawszy, że „ludzi w mieście nie można już było uratować, byli tylko ludźmi, coś się w nich przerwało, bo w środku zbuntowali się przeciw temu, czego z takim oddaniem strzegli Gábor Garren i biskup: zbuntowali się przeciw najwyższym ideom. (…) Ludzi nie można już było uratować, ponieważ nadszedł czas, w którym po długim, trwającym całe wieki wychowaniu wybuchła w nich żądza – na razie wstydliwie ukrywana, równoważona spowiedziami i gorliwymi praktykami – łakoma żądza pospolitości, pogaństwa, podłości, które obcy przywlekli do miasta” [6].

Ten przejmujący obraz upadku kultury i moralności przeplata się z historią choroby Gábora (czy raczej z ukazaniem różnych podejść do choroby i różnych filozofii leczenia, reprezentowanych przez doktorów Kentę, Lactę i Zornera) i z wydobyciem na światło dzienne problemów młodych Garrenów. Péter i Tamás zadają sobie w myśli pytanie o dzieło ojca – uzyskując potwierdzenie nie od niego, lecz od swego dawnego kolegi Ábla, który z eterycznego poety przeistoczył się w kogoś w rodzaju szamana: „Dzieło, co to jest, to dzieło? (…) Dzieło jest zawsze jedno. Wierność ojczyźnie. Temu, o czym marzymy. Co ratujemy dzięki czarom”[7] – i rozważają, co będzie dalej, bo „rodzina jako zbiorowość może jeszcze zadecydować: będą dalej znosić to, co Tamás nazwał »campingiem« , nieporządek i chaos, i będą z nimi walczyć, przeciwstawiając im porządek dnia, wzmożoną służbę domową, nowe metody leczenia, a nade wszystko napiętą do granic uwagę, a wówczas któregoś ranka ojciec się uśmiechnie, poprosi o szklankę mleka, usiądzie w ogrodzie i może będzie kontynuował dzieło – albo zrozumiawszy, że nie są dość silni, dość mężni i wytrwali, by buntować się przeciw tej podłości i występkowi, które zaatakowały miasto, dzieło i organizm ojca, że brakuje już im tego, co Anna na użytek domowy najogólniej nazywała »miłością« , a co według jej interpretacji było znacznie twardszą, owszem, bardziej okrutną i bezlitosną postawą niż powszechnie sądzono, zostawią ojca na łasce losu” [8].

W połączeniu z kunsztownym, jak zawsze (i jakże kunsztownie oddanym przez Teresę Worowską!), językiem autora i z pojawiającymi się w tekście mądrymi przemyśleniami na temat, ogólnie rzecz biorąc, ludzkiej natury i prawideł rządzących światem – jak choćby to symboliczne stwierdzenie, że „ojcowie nie umierają natychmiast, w chwili, w której stwierdza to lekarz. Przez jakiś czas żyją tu na ziemi jakimś innym życiem” [9] – sprawia to, że od tej powieści, choć tak statycznej, trudno się oderwać. I na pewno będzie do niej można wracać… inaczej, niż do wielu spośród tych, w których dzieje się dużo i szybko…

[1] Sándor Márai, „Obcy”, przeł. Teresa Worowska, wyd. Czytelnik, 2012, s. 202.
[2] Tamże, s. 201.
[3] Tamże, s. 46.
[4] Tamże, s. 40.
[5] Tamże, s. 66.
[6] Tamże, s. 67-68.
[7] Tamże, s. 116.
[8] Tamże, s. 198.
[9] Tamże, s. 119.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 996
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: